„Azyl”: niesamowita historia z warszawskiego ZOO

10 minut czytania
319
0
Radek Teklak
Radek Teklak
24 marca 2017
Materiały prasowe ©Universal Pictures

To historia, jakich słyszeliśmy wiele. Warszawa, II Wojna Światowa, miasto pod okupacją, Niemcy zaczynają spędzać Żydów do getta, a Polacy ukrywają ich u siebie w domach pomimo tego, że za ukrywanie osób pochodzenia żydowskiego groziła śmierć nie tylko osobie ukrywającej, ale całej rodzinie.

Jednak o tym, co zrobili Antonina i Jan Żabińscy słyszało niewiele osób. Czas to naprawić, bo co zrobili we dwójkę jest rzeczą absolutnie niesamowitą. Z pomocą przychodzi niezawodne Hollywood, w piątek (24 marca) premiera filmu „Azyl”. O czym będzie ten film? Przeczytajcie.

Nasza opowieść zaczyna się długo przed wojną. W roku 1929 Jan Żabiński zostaje dyrektorem warszawskiego ogrodu zoologicznego. ZOO dysponuje bardzo bogatą kolekcją zwierząt, ma liczne sukcesy w rozmnażaniu ich w niewoli, dlatego do ogrodu ciągną tłumy z całej Polski. Gdy w roku 1937 rodzi się pierwszy na ziemiach polskich słonik, a dwunasty w niewoli w ogóle, ZOO przeżywa apogeum popularności. Trudno się dziwić, bo młoda słonica azjatycka Tuzinka jest pięknym okazem i chlubą dyrekcji. Warszawiacy ją uwielbiają. I słonicę, i dyrekcję.

Być może jest to jedno z rodziców Tuzinki (fot.NAC)

Są ku temu powody. Żabińscy kochają zwierzęta. Ale nie tylko te, które trzymają w ogrodzie. Opiekują się rannymi zwierzętami z miasta, które znajdują sami albo przynoszą im je mieszkańcy. Jan Żabiński często powtarzał, że nie sztuką jest badać zwierzęta z bezpiecznej odległości przez kraty, to potrafi każdy. Ważne jest również, by żyć z nimi blisko, bo tylko wtedy można naprawdę zrozumieć ich zwyczaje i psychologię.

Oprócz miłości do zwierząt, dzielą również wspólną pasję do sztuki. Utrzymują bliskie kontakty z twórcami miejskimi, otwierają ZOO dla artystów i muzyków, którzy na alejkach ogrodu szukają natchnienia, pracują, malują, tworzą i dają koncerty pod chmurką. Zaskarbiają sobie tym jeszcze większą sympatię mieszkańców stolicy.

Gdy wybucha wojna, w ogrodzie zoologicznym dzieją się sceny rodem z „Undergroundu” Kusturicy. W trakcie bombardowania Warszawy, bomby spadają również na ZOO, zabijając wiele zwierząt. Jednocześnie Żabiński zmuszony jest wydać polecenie odstrzelenia drapieżników, które po kolejnych bombardowaniach mogą wydostać się na ulice, stwarzając dodatkowe zagrożenie dla ludzi. Jest to dla niego potężny cios, bo traktował te zwierzęta prawie jak swoje dzieci. Gdy urodziły się małe lwy, a matka nie chciała ich karmić, Żabiński podał młodym mleko własnej siostry, która niedawno urodziła dziecko. Teraz musi te lwy zlikwidować. Przeżył to bardzo silnie.

Azyl zoo Żabiński
Mam tylko nadzieję, że nie jest to jeden z drapieżnych kotów, które Jan Żabiński musiał odstrzelić (fot.NAC)

Po zdobyciu Warszawy, Niemcy zgotowali pozostałym zwierzętom straszny los. Te, które uznali za bezwartościowe, zastrzelili bez pardonu podczas Sylwestrowej zabawy. Bardziej interesujące okazy wywieźli w głąb Rzeszy, popularna Tuzinka wylądowała w Królewcu.

ZOO opustoszało, ale rzutki dyrektor nie zasypiał gruszek w popiele i w marcu roku 1940 otworzył w nim tuczarnię świń. Personel wraca do pracy, podnosi z ruin zniszczone budynki i rozpoczyna hodowlę. Oficjalnie służy ona niemieckiemu wojsku, ale Żabiński działający od pierwszych dni okupacji w konspiracji, dokarmia również żołnierzy podziemia. A ponieważ ma przepustkę do warszawskiego getta, zaczyna pomagać spędzonym tam przez Niemców Żydom. Dostarcza żywność, szmugluje grypsy, a potem zaczyna ludzi z getta wyciągać i przechowywać we własnej willi, znajdującej się na terenie ogrodu zoologicznego.

Oprócz ocalonych Żydów w willi zamieszkiwali również krewni Żabińskich, więc zaczął się robić mały tłum. I paradoksalnie była to świetna przykrywka, bo trudno przecież uwierzyć w to, że konspiracja odbywa się praktycznie na widoku, w miejscu tak niekonspiracyjnym. Co jednak nie oznacza, że było bezpiecznie. O wpadkę było nietrudno, bo po ogrodzie i w okolicach willi non stop kręcili się przypadkowi ludzie, czasami przychodzili Niemcy, a to na handel, a to żeby postrzelać sobie do ptaków. Pomimo balansowania na tak cienkiej linie, Żabińscy nigdy nie wpadli. I jest to zagadnienie, które należy rozpatrywać w kategorii cudownego zrządzenia losu, bo na logikę nie miało to prawa się udać.

Azyl zoo Żabiński
Wszystkie zwierzęta duże i małe (fot. NAC)

Ponieważ ukrywających się ludzi przybywało, trzeba było przygotować dla nich dodatkowe pomieszczenia. Część z nich znalazła schronienie w piwnicach pod willą, kolejni pod dzisiejszym wybiegiem dla lwów, a jeszcze inni w bażantarni. Żabińscy wykopali również pod willą tunel prowadzący w głąb ZOO, którym w razie zagrożenia ukrywający się mogli uciec i schować się w zniszczonych klatkach po zwierzętach. Dla osób ukrywających się w willi Antonina wymyśliła system wczesnego ostrzegania. Gdy pojawiali się Niemcy, zaczynała grać fragment z operetki Offenbacha „Piękna Helena”. Nadała mieszkańcom również odzwierzęce przydomki, żeby nawoływanie ich nie wzbudzało podejrzeń wśród osób postronnych.

Jan Żabiński dowodził podczas Powstania Warszawskiego plutonem, został ranny i trafił do oflagu. Przeżył, wrócił do Polski, doczekał ponownego otwarcia ogrodu i był jego dyrektorem do 1950 roku. Z powodu działalności w AK został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska. W latach 1952-1954 wykładał w Państwowej Wyższej Szkole Pedagogicznej, pisał też książki. Był bardzo płodnym autorem, wydał ponad 60 książek popularnonaukowych, 6 przekładów i 32 rozprawy naukowe. Zrealizował ponad 1500 audycji radiowych i telewizyjnych popularyzujących wiedzę o zwierzętach. Zmarł w 1974 roku, przeżywszy Antoninę o 3 lata. Uhonorowano go ulicą na warszawskim Ursynowie i pamiątkowym kamieniem stojącym w ogrodzie zoologicznym.

Azyl zoo Żabiński
Kamień upamiętniający Jana Żabińskiego w warszawskim ZOO (fot. Wikipedia)

Antonina Żabińska po tym, jak mąż przestał być dyrektorem ZOO, straciła motywację i sens życia. Bo jej żywiołem były zwierzęta, ich hodowanie, opieka nad nimi. Wróciła do pisania książek, czym zajmowała się również przed wojną, ale ta aktywność nie mogła wynagrodzić jej utraty pracy przy zwierzętach. Zmarła w 1971 roku, razem z mężem leżą na warszawskich Starych Powązkach.

Na przestrzeni lat przez willę przewinęło się kilkaset osób. Źródła podają różne liczby – od 150 do 300 ukrywających się. Żabińscy dawali im przejściowe schronienie, organizowali dokumenty, miejsca przyszłego pobytu i przerzut do tych lokalizacji.

W 1965 roku Instytut Yad Vashem przyznał Antoninie i Janowi Żabińskim tytuł Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Ceremonia zasadzenia drzewa na Wzgórzu Pamięci w Jerozolimie odbyła się w 1968 roku. Pośmiertnie odznaczył ich również prezydent Lech Kaczyński.

W 2007 roku Diane Ackerman wydała książkę „The Zookeper’s Wife” opartą na pamiętnikach Antoniny „Ludzie i zwierzęta”. Historia zainteresowała Hollywood, stała się podstawą scenariusza i 24 marca na ekrany kin wchodzi film „Azyl”. W roli Antoniny zobaczymy Jessicę Chastain, w postać Antoniego wcielił się Johan Hendelbergh.

Słonica Tuzinka padła w 1944 roku na terenie Niemiec.

Radek Teklak
Radek Teklak

Lubię popkulturę, Excela, książki, rower i żagle. Po godzinach jeżdżę komunikacją miejską i słucham, co ludzie mówią. Przez 16 lat analizowałem w korporacjach, teraz zrządzenie losu sprawiło, że jestem redaktorem w IgiMag. Piszę tutaj, piszę na swojej stronie teklak.pl, piszę na Facebooku, z tego pisania wydałem dwie książki, a trzeciej jestem współautorem. Jakoś tak wyszło.


AUTOR

Polecamy

Komentarze