Najnowszy potwór w popkulturze: mamuśka na ścieżce wojennej

Kryminał, satyra czy czysta prawda?
9 minut czytania
304
2
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
22 marca 2017
©HBO

Serial “Wielkie kłamstewka” z doborową obsadą (Nicole Kidman, Reese Witherspoon, Laura Dern) to połączenie kryminału i satyry społecznej, której celem jest zjawisko dobrze znane użytkowniczkom forów dla matek: tzw. wojna mamusiek. Może brzmi niewinnie, ale matki nie biorą jeńców – i to się świetnie ogląda!

Najnowszy hit HBO rozgrywa się w społeczności rodziców, których dzieci chodzą do prestiżowej podstawówki w Monterey w Kalifornii. To enklawa dla bogatych właścicieli “dotkomów”, odnoszących sukcesy prawników, szefów funduszy hedgingowych i tym podobnych istot pozaziemskich. Edukacja i wychowanie dzieci jest tu traktowane bardzo poważnie. Śmiertelnie poważnie. Tak poważnie, że aż ktoś musi zginąć… Jednak to nie wątek kryminalny sprawia, że “Wielkie kłamstewka” ogląda się nie odrywając wzroku od ekranu ani na chwilę. To pozbawione lukru, by nie powiedzieć, że klinicznie zimne, spojrzenie na macierzyństwo czyni ten serial interesującym i oryginalnym.

“Macierzyństwo bez lukru”, czyli bez upiększenia i idealizacji trudów macierzyństwa stało się w ostatniej dekadzie ważnym tematem. Książki takie jak zbiór esejów “Zła matka” Ayelet Waldman czy powieści Rachel Cusk, a na polskim gruncie “Macierzyństwo non-fiction” Joanny Woźniczko-Czeczott oraz niezliczone blogi różnych matek-frustratek z całego świata sprawiły, że o macierzyństwie zaczęło się mówić inaczej. Nie tylko dobrze i w tonie “tiu-tiu-tiu, śłodki bobasiek”, ale też o rozmaitych mrokach, dołach i niewygodach związanych z byciem matką. Bo wcześniej, w takim ujęciu zwłaszcza, ten temat w ogóle nie funkcjonował – jedno z najpowszechniejszych doświadczeń ludzkości było tematem zamilczanym na śmierć!

To Rachel Cusk wywołała zresztą burzę porównując macierzyństwo do śmierci (postulowano nawet, by odebrać takiej wariatce dzieci, bo najwyraźniej się nie nadaje), ale jej odwaga w zgłębianiu tematu przyniosła plon: miliony matek zaczęły się nad swoim macierzyństwem zastanawiać, głośno wyrażać obawy i frustracje.

Big Little Lies
Matki na wojennej ścieżce mają różne oblicza (Big Little Lies, materiały prasowe ©HBO)

Cusk zauważyła także, że macierzyństwo zawsze było dla kobiet rodzajem sprawdzianu, jakim dla mężczyzn jest kariera, praca, sukces w jakiejś dziedzinie. Z związku z tym bycie matką podlega nieustannej społecznej kontroli i ocenie. Zasłużyć na opinię złej matki jest niezwykle łatwo – wystarczy w jakikolwiek sposób kontestować aktualnie obowiązujący wzorzec „dobrej matki”. I tu dochodzimy do pojęcia “wojny mamusiek” (ang. “Mommy wars”), które od kilku lat robi karierę w kręgach tzw. mediów parentingowych, a dla purystów (ojej też zapożyczenie!) językowych: rodzicielskich.

Wojny owe dotyczą rozmaitych rzeczy: karmienia piersią kontra sztucznym mlekiem, noszenia dziecka w nosidle lub w wózku, bycia pełnoetatową mamą kontra mamą pracującą, mamą która szczepi i mamą, która wierzy, że szczepionki wywołują autyzm, itd. Wszystko sprowadza się do jednego: jeśli nie postępujesz dokładnie tak, jak ja, to wypowiem ci wojnę. I nie będzie miło, oj nie! Świetnie uchwyciła to reklama mleka w proszku Simlac sprzed dwóch lat:

W “Wielkich kłamstewkach” wojny matek mają czasem równie komediowe oblicze (Starcie Reese Witherspoon z Laurą Dern – tą paskudną zdrajczynią, która rzuciła macierzyństwa dla kariery i sama zarabia swoje pieniądze – och! majstersztyk!), ale pobrzmiewają tu i mroczniejsze, i groźniejsze tony. Koniec końców ktoś w tym serialu ginie, bo bycie matką to w gruncie rzeczy poważna sprawa. I niemądrze jest grać z emocjami, jakie w człowieku się rodzą pod jego wpływem!

Tak czy inaczej serial ogląda się znakomicie, a łowcom popkulturowych smaczków spodoba się na pewno wizja matki jako nowego, ulubionego potwora popkultury. Wampiry i zombie są passe – teraz czas na straszne mamuśki! I, owszem, jest serial o matce z przedmieścia, która zamienia się w zombie (produkcja Netflixa “Santa Clarita Diet” z Drew Barrymore)… Coś czuję, że będzie tego więcej!

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska

Od ponad dziesięciu lat „robi w słowie” jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.

Put on your red shoes and dance the blues.


AUTOR

Polecamy

Komentarze