Jak się rodzi głupota (albo krótka historia morderczych jabłek)

Absurdów nie trzeba szukać - znajdują się same
8 minut czytania
1031
4
Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
20 marca 2017

Głupota jest równie zdeterminowana, co niesporczaki i przemieszcza się szybciej niż myśl ludzka. Ostatnimi czasy okazało się, że największe jej stężenie może wystąpić w dwa razy zagotowanej wodzie oraz w zbyt szybko przeglądanym internecie.

Żyjemy w ciekawych czasach. Są oczywiście intrygujące na miarę naszych możliwości i nowych technologii, a gdy już wydaje się, że nie mogłyby być ciekawsze, ktoś gotuje wodę dwa razy i wszyscy dostajemy raka – być może prawdziwym powodem jest głupota.

Głupota przychodzi z internetu

Kiedy kilkanaście lat temu mówiło się o informacyjnym szumie, zapewne mało który użytkownik internetu zdawał sobie sprawę, że ówczesny bałagan i natłok wiadomości to ledwie preludium do infoapokalipsy, jaka nadejdzie wraz z rozwojem plemion cyfrowych.

Dziś wystarczy wrzucić kamień w ocean internetu, by wywołać wielką falę absurdu. Weźmy na przykład niesamowitą opowieść o tym, iż gotowana dwa razy woda może zabić.

Głupota doskonale kwitnie na internetowym gruncie (fot. Shutterstock)
Głupota doskonale kwitnie na internetowym gruncie (fot. Shutterstock)

O tym, że nie wchodzimy dwa razy do tej samej wody wiedzieli już starożytni Grecy. Przynajmniej ci, którzy skłonni byli zapoznać się z opowieściami Talesa, sympatycznego uczonego żyjącego sobie dawno, dawno temu w tej części Grecji, która jest dziś już Turcją. O tym, że tej samej wody nie powinniśmy gotować dwa razy dowiedzieliśmy się natomiast jakiś czas temu dzięki cudownym właściwościom mózgu wspólnego zwanego internetami.

Choć rozliczanie się z tą rewelacją nie jest sednem mojego wpisu, warto byście mieli świadomość, o czym tu mówimy. Otóż pewna pani, dziennikarka medyczna roku 2016, popełniła jakiś czas temu artykuł będący rozbudowaną i pełną dramatycznych zwrotów akcji odpowiedzią na pytanie “Dlaczego nie wolno gotować wody dwa razy?”. No właśnie…

Dlaczego nie wolno gotować wody dwa razy?

Zdaniem autorki powołującej się na inne autorki – wynika to z faktu, że gotując wodę dwa razy możemy w naszym czajniku uzyskać mnóstwo zabójczych metali ciężkich, w tym arszenik, a już po jednej dobie w środowisku beztlenowym dwukrotnie zagotowanej wody rozwiną się całe hordy bakterii, które negatywnie wpłyną na nasze zdrowie.

Dzięki temu tekstowi nasze życie stało się bardziej radosne, a perspektywa gospodyń domowych godzinami wygotowujących wodę w celu pozyskania licznych metali ciężkich ku chwale ojczyzny, umilała nam dyskusję. Narodził się nawet plan, by wspomóc PKB i eksportować wszystkie te metale ciężkie do krajów, w których ludzie nigdy nie wpadliby na to, by gotować tę samą wodę więcej niż raz. Oczywiście pojawiła się też obawa, że gotowana dwa (lub więcej) razy woda może czaić się na każdego z nas. Wyobraźcie sobie jakim mistrzostwem wykazałby się zamachowiec, który zwyczajnie wszedł do mieszkania ofiary i zagotował jej wodę w czajniku dwa, albo nawet dla pewności pięć razy, a potem wyszedł odczekawszy aż czajnik wystygnie. Zbrodnia doskonała.

W pewne rzeczy naprawdę trudno jest uwierzyć... (fot. Shutterstock)
W pewne rzeczy naprawdę trudno jest uwierzyć… (fot. Shutterstock)

Podejrzewam, że w tym momencie wielu z was zwyczajnie zaczyna liczyć w pamięci wszystkie te ekstremalne sytuacje, gdy zdarzało się wam gotować wodę w czajniku po kilka razy. Spokojnie, ta piękna opowieść to tylko zbiór mitów, o czym można się przekonać na przykład czytając TEN podlinkowany artykuł. Skąd się biorą takie wspaniałe legendy? Ta konkretna przywędrowała do nas z krajów obcych. Już w 2015 roku poczytny magazyn naukowy The Sun (podpowiadam – to ironia, chodzi o brytyjski tabloid, ale piszę to wszystko na wszelki wypadek, bo przestaję już wierzyć w ludzkość) napisał, że eksperci mówią, że NIGDY nie gotuj… i tak dalej. Informacja ta przewija się przez różne serwisy ze słowem “zdrowie” w domenie.

Skąd natomiast tak wspaniała historia przeniknęła do wspomnianych serwisów? Proponuję wam prostą zabawę – weźcie takie jabłko. To może mało spektakularny przykład, ale akurat ja pod ręką miałam jabłko i co mi pan zrobi?

Jabłka mogą zabić, ale głupota jest groźniejsza

Aby wykazać zabójcze właściwości jabłek należy sprawdzić ich skład. Wygląda zasadniczo niegroźnie. Jakieś cukry, jakieś witaminy. Jedna ma nawet taką frapująco brzmiącą nazwę – tokoferol. Sprawdzacie, jakie działania niepożądane wywołuje tokoferol. Nie musicie szukać daleko, dajcie spokój, kto by grzebał w książkach i publikacjach naukowych, wystarczy Wikipedia: “W przypadku spożywania codziennie przez dłuższy okres dawki większej niż 1000 mg mogą wystąpić następujące objawy: zmęczenie, bóle głowy, osłabienie mięśni, zaburzenia widzenia”.

Dalej znajdziecie też bardzo atrakcyjną informację, że tokoferol może zwiększać śmiertelność u osób go stosujących, oraz mieć niekorzystny wpływ na rozwój płodów. Teraz wyrzucacie z tego wszystkiego informację o dawkach szkodliwych, bo po co zaprzątać ludziom głowę jakimiś liczbami i gotowe. “Jesz więcej niż jedno jabłko dziennie? Od tego można umrzeć”.

Jabłko może cię zabić?
fot. Shutterstock

Dalej warto wspomnieć, że “Eksperci z Journal of the American Medical Association (bo przecież na ten magazyn powołują się autorzy notki w Wikipedii) odkryli, że nadmiar kwercetyny zawartej w jabłkach może …” i tutaj wypisujecie całą listę dramatycznych wydarzeń.

Dorzućcie coś o kumulowaniu, enzymach, które wywołują procesy chemiczne, jakiś opis tego, że się ta kwercetyna i ten tokoferol odkładają w organizmie. Musicie też pamiętać o tym, by plusy dodatnie nie przesłoniły wam plusów ujemnych, czyli ani słowa o pozytywnym wpływie kwercetyny. Jeśli już ręka wam drży i musicie to zrobić, to wyłącznie w kontekście rozliczania się z przeszłością. Coś w stylu: “myśleliście, że dzięki zawartym w jabłkom witaminom wasze ciało… tymczasem (mordercze fakty)”. I ani słowa o tym, że tokoferol to witamina E.

Głupota makro: szczepionki wywołują autyzm, a internet powoduje raka

Aby wasz sensacyjny materiał o morderczych jabłkach trafił na podatny grunt, musicie go dostarczyć tam, gdzie bywają wszyscy sieciowi paranoicy zdrowotni – odwiedzajcie fora dla młodych matek, strony eko, antyGMO. Serwisy, które poświęcają wiele uwagi chemtrailsom też mają potencjał. Gdyby brakowało wam weny, wpiszcie w wyszukiwarkę “płody w pepsi” albo coś w tym stylu, a na pewno znajdziecie właściwych odbiorców.

Załóżmy jednak, że interesuje was jak takie treści przenikają ze świata cyfrowych plemion unikających szczepionek i piorących swoje brudy w orzechach do świata pełnego przeciętnych ludzi, którzy mają wywalone na jakieś tam płody w pepsi, gdyż akurat są pączki na smalcu, szynka konserwowa w promocji i Kamil Stoch, który właśnie wygrał konkurs czterech skoków na Księżycu? No przecież czymś trzeba zapełniać te wszystkie kolumny.

Być może w internecie naprawdę nie powinno się nic widzieć i słyszeć. Warto również nie mówić głupot (fot. Shutterstock)

Powiedzmy, że sprawa morderczych jabłek nie eskaluje tak szybko, jak moglibyście podejrzewać, że nawet trzeciego dnia po umieszczeniu tekstu na Wykopie ludzie nie wyszli na ulice, by palić stragany handlujące śmiercią wprost z jabłoni.

Jak kiełkuje głupota?

Pozwólcie, że opiszę wam jedną z możliwych ścieżek kiełkowania głupoty. Najpierw na rewelacyjne doniesienia trafiają pracownicy agencji interaktywnych. Tak się akurat złożyło, że ci mistrzowie content marketingu w tym roku wygrali przetarg na dostarczanie wysokiej jakości treści przygotowanej pod SEO dla serwisu o zdrowiu. Ich zadaniem nie jest weryfikowanie treści. Ich zadaniem jest generowanie treści przyjaznej wyszukiwarkom, oni mają generować traffic i konwertować go na leady, by podnieść ROI.

Wbrew pozorom upowszechnianie głupot nie jest trudne... (fot. Shutterstock)
Wbrew pozorom upowszechnianie głupot nie jest trudne… (fot. Shutterstock)

Pracownicy interaktywni biorą taki tekst o jabłkach i piszą go o tym samym, ale na nowo. Przeróbka, trawestacja, adaptacja – nazwijcie to jak chcecie. Kłamstwo, a właściwie drobne przeinaczenie prawdy jest powtarzane. Jeśli sprzyja wam szczęście, artykuł o morderczych jabłkach zostanie przyswojony przez jakąś sympatyczną celebrytkę regularnie bywającą w TV. Jeśli akurat sprzyja jej ZEN, to opowie o tej rewelacji przed milionami telewizjosłuchaczy. Może być też tak, że w pewien upalny, nudny letni dzień redaktorzy jakiegoś poczytnego dziennika dojdą do wniosku, że już dość tekstów o trzymaniu kredensu, zabijaniu kiełbasą i o wielorybie płynącym w górę Wisły, czas na jabłka. “Jabłka zabiły mi synka”. Co prawda zmarł z przepicia, ale nie wdajemy się w detale, był wnukiem sadownika i od małego zjadał co najmniej pięć jabłek, to one musiały mu zaszkodzić. I tak oto mordercze jabłka dokonały inwazji na świat.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
Matka dzieciom, wiedźma z kotem. Miłośniczka ruin i jedzenia z puszki. Typowy filozof. W wolnych chwilach również autorka książek science fiction.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

4 odpowiedzi na “Jak się rodzi głupota (albo krótka historia morderczych jabłek)”

  1. Ostrożna bym była w ferowaniu wyroków na temat szczepionek. Nie jestem zagorzalym eko antyszczepionkowcem, ale temat jest poważny. Polecam choćby zobaczyć duński dokument na temat powikłań u ponad tysiąca duńskich dziewcząt po szczepionce przeciw rakowi szyjki macicy ( HPV).

Dodaj komentarz

Zobacz też

Chemtrailsy, kontrola populacji i działa orgonowe. Jak zarobić na ludzkim strachu?

Tajny Rząd Światowy chce nas wykończyć. Jego celem jest eliminacja części ziemskiej populacji i przejęcie kontroli nad umysłami tych, którzy przeżyją, poprzez rozpylanie z samolotów trucizn, patogenów oraz nanorobotów. Na tej teorii spiskowej da się zarobić – w strachu o życie i zdrowie własne i bliskich jesteśmy przecież skłonni wydać każde pieniądze.
Monika Mężyńska
Monika Mężyńska
11 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ