Śmiech pasuje do wszystkiego

Terapia śmiechem staje się coraz popularniejsza
10 minut czytania
557
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
31 marca 2017

Śmiech to nasza tajna broń mająca wielką moc pozytywnego rażenia. Stąd rosnąca popularność jogi śmiechu i śmiechoterapii, pomocnych tam, gdzie pigułka lub kroplówka okazują się niewystarczające.

Jak mówi trener śmiechu Piotr Bielski, uruchamia niezbędne pokłady pozytywnej energii pozwalającej iść przez życie z większą lekkością. Pomaga też stawiać czoło traumatycznym doświadczeniom, które nikogo nie omijają.

Białoruska uczestniczka zajęć jogi śmiechu stwierdziła, że Polska to kraj roześmianych ludzi… w porównaniu z Białorusią. Jednak Piotr Bielski, trener śmiechu i twórca polskiej szkoły jogi śmiechu, doskonale wie, że stosowanie białoruskich kryteriów nie oddaje istoty rzeczy i że Polacy mają jeszcze wiele do zrobienia, by z czystym sumieniem można było ich uznać za radosną nację. Zresztą umiejętność śmiania się i okazywania radości to nie tylko rzecz narodowości, ale i wieku. Dzieci śmieją się 400 razy w ciągu dnia, a gdy dorastają, przeistaczają się w ponuraków. Jak pokazują badania, dorośli oddają się tej czynności zaledwie 10 razy dziennie. – Kiedyś również i ja nie odbiegałem od średniej krajowej, ale dziś zdarza mi się mieć gardło zdarte od śmiechu – żartuje Piotr Bielski, z wykształcenia socjolog, który kiedyś pracował jako dziennikarz. – Zresztą nie mam innego wyjścia, bo kilka razy w tygodniu prowadzę treningi jogi śmiechu w takich instytucjach, jak szkoły, uniwersytety, korporacje czy szpitale – dodaje.

terapia śmiechem
Mało jest rzeczy bardziej zabawnych od śmiejącego się człowieka (Fot. Shutterstock)

Joga śmiechu to praktykowana już w 104 krajach gimnastyka, która łączy ćwiczenia wywołujące śmiech z ćwiczeniami oddechowymi wywodzącymi się z jogi. To również ścieżka rozwoju osobistego. Dzięki niej człowiek uczy się śmiać, a śmiech – niezależnie od tego, czy pojawia się spontanicznie czy też jest wygenerowany odpowiednimi ćwiczeniami – ma zbawienny wpływ na nasze życie.

Prozdrowotnie i lifestyle’owo

Regularna praktyka jogi śmiechu jest korzystna dla zdrowia, bo dotlenia, odstresowuje, dodaje energii, wprawia w dobry nastrój, zwiększa pojemność płuc i wzmacnia odporność organizmu. Bielski traktuje jogę śmiechu lifestyle’owo, jak profilaktykę zdrowia. Nie należy oczekiwać, że ludzie z głęboką depresją albo zaawansowaną chorobą nowotworową zostaną uleczeni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. – Jednak takie osoby niekiedy biorą udział w zajęciach – opowiada trener. – I z moich obserwacji wynika, że jeśli są zmotywowane i otwarte na zmianę, w ich życiu zaczyna dziać się lepiej: częściej się uśmiechają czy też porzucają ponure ubrania i sięgają po kolorową garderobę.

Jeśli śmiać się, to nie indywidualnie

Śmiech jest również elementem budującym społeczne więzi. Tam, gdzie wspólnie dajemy upust radości, łatwiej dojść do porozumienia. Może dlatego jogę śmiechu coraz częściej wykorzystuje się w firmach i korporacjach? Nic tak nie integruje przedstawicieli zarządu i pracowników jak wszechogarniający chichot, wobec którego wszyscy są równi.

 Piotr Bielski - instruktor jogi śmiechu
Piotr Bielski – instruktor jogi śmiechu (fot. archiwum prywatne)

Poza tym treningi, na których buduje się atmosferę zaufania i poczucie bezpieczeństwa, powodują, że ludzie łatwiej nawiązują kontakty społeczne. Jest tak dlatego, że, tacy spontanicznie roześmiani, wyluzowani, swobodni, ale jednocześnie asertywni, działają na innych jak magnes.

Prześmiać problem

Elastyczność społeczna to nie ostatnia korzyść, jaka wnika do życia trenujących jogę śmiechu. Okazuje się bowiem, że odkrywają oni u siebie spokój ducha, nie dają się manipulować gniewowi, częściej sięgając po śmiech i coraz łatwiej radzą sobie z życiowymi wyzwaniami. – Dzieje się tak, ponieważ podczas treningów prześmiewamy problemy i tym samym nabieramy do nich dystansu. I nie chodzi tu o cynizm czy samooszukiwanie w obliczu wyzwań, przed jakimi stoi człowiek, tylko o uruchomienie niezbędnych pokładów pozytywnej energii pozwalającej iść przez życie z większą lekkością – tłumaczy Piotr Bielski, który ideę jogi śmiechu przeszczepił na grunt polski z Indii, kraju, w którym przywiązuje się wielką wagę do rozwoju duchowego i który może się pochwalić najlepiej rozwiniętym systemem tzw. społecznych klubów śmiechu.

Rankiem w parku

W indyjskich parkach codziennie o 6 rano spotykają się ludzie wspólnie praktykujący jogę śmiechu. Dopiero później, będąc w odpowiednim stanie ducha, idą do pracy i wykonują codzienne obowiązki. W Polsce skala zjawiska jest nieporównanie mniejsza, ale i u nas od pięciu lat działają społeczne kluby śmiechu. Zainteresowani gromadzą się w parkach, ośrodkach jogi lub centrach rozwoju duchowego. Mamy ponad 500 trenerów jogi śmiechu wyszkolonych przez Piotra Bielskiego, który sam pobierał nauki u twórcy tej metody – internisty z Bombaju Madana Katarii. To właśnie ów lekarz z Indii 22 lata temu zauważył, że śmiech, nawet jeśli wywołany na zasadzie ćwiczenia gimnastycznego, ma nieoceniony wpływ na nasze życie.

Piotr Bielski i jego uczniowie podczas zajęć
Piotr Bielski i jego uczniowie podczas zajęć (fot. archiwum prywatne)

Obserwując reakcje ludzi, doszedł też do wniosku, że nie wystarczy śmiech trwający 5-10 sekund, bo mniej więcej tak długo śmiejemy się z dobrego żartu. Upust radości powinniśmy dawać co najmniej 20 minut. A żeby śmiech mógł wprowadzić trwałe zmiany w naszej egzystencji, najlepiej praktykować codziennie.

Użytkownicy śmiechu, łączcie się

Na warsztatach Piotra Bielskiego spotykają się student ze staruszką, beneficjent opieki społecznej z biznesmenem i menedżer z ekspedientką ze sklepu monopolowego. Wszyscy oni zyskują świadomość, że każdy człowiek może w większym zakresie decydować o swoim samopoczuciu, wybierać radość lub smutek, swymi myślami i ruchami ciała mówić codziennie życiu „tak” lub „nie”. I chętnie korzystają z gwarantujących bezpieczeństwo warunków, które umożliwiają sięganie po śmiech płynący z głębi brzucha.

Dobrze by było, gdyby fala tej świadomości zalała całą Polskę. Być może wtedy urzeczywistniłoby się pragnienie trenera Bielskiego o tym, by uczynić nasz kraj najbardziej roześmianym państwem na globie. Na razie twórca polskiej szkoły jogi śmiechu pielęgnuje inną ideę. Chciałby zgromadzić w jednym miejscu, np. na Stadionie Narodowym w Warszawie, jak największą liczbę osób, które w tym samym czasie wyraziłyby swój entuzjazm, posiłkując się śmiechem. Marzy, aby w takim evencie wzięło udział 50-60 tys. użytkowników śmiechu.

Ponieważ śmiech jest paliwem życia Piotra Bielskiego, należy się spodziewać, że nie zabraknie go również w jego nowej książce pt. „Indie. Z miłością i śmiechem. Przewodnik subiektywny”, która ukaże się w już w maju.

Terapia według klauna

Trenerzy jogi śmiechu nie mają ambicji, by odbierać chleb lekarzom. Przy ciężkich chorobach regularnie praktykowana joga śmiechu sprawdza się jako terapia wspomagająca leczenie: na pewno wspiera ducha, ale nie można wykluczyć, że jest w stanie wpłynąć pozytywnie również i na ciało.

Mali pacjenci przepadają za sympatycznymi klaunami (fot. Shutterstock)
Mali pacjenci przepadają za sympatycznymi klaunami (fot. Shutterstock)

To samo dotyczy wolontariuszy z Fundacji Dr Clown, którzy propagują ideę terapii śmiechem, odwiedzając pacjentów – szczególnie dzieci – na oddziałach szpitalnych i w hospicjach. Oni również nie podejmują tematu choroby i sposobu leczenia pacjentów ani nie budzą złudnych nadziei u chorych mających złe rokowania. Po prostu rozmawiają i włączają pacjentów do zabawy, żartując z nimi i pokazując proste cyrkowe sztuczki. Wtedy umyka stres, ustępując miejsca relaksowi i chwilowej beztrosce, która należy się dzieciom z tak trudnych oddziałów, jak onkologiczny, chirurgiczny czy psychiatryczny. Klauni zresztą nie ograniczają kontaktów wyłącznie do podopiecznych szpitali, ale starają się nieść radość również ich rodzicom, a także pracownikom placówek medycznych.

Sekretne łzy błazna

Działająca w Polsce od 1999 r. i mająca oddziały w wielu naszych miastach Fundacja Dr Clown bazuje na idei, którą w latach 60. ubiegłego wieku jako pierwszy wcielił w życie amerykański lekarz i społecznik Patch Adams. Gdy zakładał charakterystyczny czerwony nos klauna i przemierzał szpitalne korytarze, koledzy po fachu odsądzali go od czci i wiary. Dawali do zrozumienia, że robi z siebie pośmiewisko, bo rolą lekarza jest leczyć, a nie urządzać wygłupy przy łóżkach chorych. To, co kiedyś było powodem do kompromitacji, dziś stanowi dowód na wyjątkową wrażliwość i empatię. Dlatego ubrani w kolorowe stroje i wyposażeni w peruki klauni, którzy krążącą w pobliżu szpitali, są coraz bardziej rozpoznawalni i wzbudzają sympatię.

Te pozornie beztroskie i śmieszne indywidua to w gruncie rzeczy bardzo starannie wybrani wolontariusze, którzy muszą wykonać ważną misję. Pacjentów odwiedzają w grupach, uzupełniając się nawzajem. Jeden jest „specjalistą” od rozmów, inny od sztuczek wspomaganych barwnymi cyrkowymi gadżetami. Zdarza się, że na początku mali podopieczni są skrępowani wizytą niecodziennych i oryginalnych gości. Dlatego wśród wolontariuszy jest zazwyczaj osoba niemająca image’u klauna – w stonowanym stroju i bez ostrego makijażu. To niektórym pacjentom ułatwia kontakt.

Śmiech to życie

Klauni to grupa zróżnicowana wiekowo: można tu spotkać i studentów, i osoby koło czterdziestki. Wykonują rozmaite profesje: nauczycieli, prawników, florystów, pracowników branży turystycznej. Łączy ich jedno: muszą umieć zarażać śmiechem i radzić sobie z trudnymi emocjami, które, mimo że są obecne, nie mogą ujrzeć światła dziennego.

Śmiech klaunów słychać nie tylko wśród pacjentów, ale również wśród ofiar katastrof, którym jest potrzebna psychiczna regeneracja. Zdarza się też, że są zapraszani do firm, by redukować poziom stresu i budować przyjazną atmosferę.

Trenować można w domu - warto jednak poznać zasady
Trenować można w domu – warto jednak poznać zasady

Minuta śmiechu przedłuża życie o godzinę” – chińskie przysłowie znajduje potwierdzenie w naukowych badaniach. Śmiech to najwspanialsza na świecie czynność, którą możemy wykonywać, nie mając żadnego powodu. Możemy śmiać się ze wszystkiego lub wbrew wszystkiemu. Jak dowodzą badania naukowe, jedna minuta zdrowego, głośnego śmiechu zastępuje trzy kwadranse relaksu i przedłuża życie o dziesięć minut.

– Chciałbym, byśmy się śmiali jak najwięcej, bo śmiech to międzynarodowy język, który zbliża do siebie ludzi. A to bardzo ważne, biorąc pod uwagę fakt, że mamy coraz bardziej podzielone społeczeństwo. Śmiejmy się więc na rzecz porozumienia i pokoju na świecie – apeluje Piotr Bielski.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze