Supernatural: Pewnie będzie trzeba kogoś zaciągnąć za fraki do piekła

"Carry on my wayward son"
10 minut czytania
734
0
Bartek Czartoryski
Bartek Czartoryski
20 marca 2017

„Supernatural” cieszy się nieprzerwanym zainteresowaniem widzów. Dwunasty sezon nadal ma rewelacyjną oglądalność, a stacja CW zapowiedziała niedawno kolejny. Jakie niespodzianki czekają nas już wkrótce?

Polscy fani – mimo trudności z dostępnością serialu w rodzimej telewizji – także chętnie śledzą losy braci Winchester, Crowleya i Castiela. Podczas Comic Con z bohaterami serialu porozmawiał Bartek Czartoryski.

Misha Collins (mat. prasowe ©CW)

Bartek Czartoryski: Jeszcze niedawno byłeś opętany przez Lucyfera i choć już zdążyłeś się wyzwolić, nie mógłbym nie zapytać, jak odbył się ten przeskok z roli do roli? Toć Castiel i król piekielnych czeluści to zupełnie różne postacie.


Misha Collins: Jak sam powiedziałeś, Lucyfer to niemalże antypody Castiela. Miałem oczywiście pietra, bo jak dorównać Markowi Pellegrino, który odwalił kawał niesamowitej roboty? Ale z drugiej strony ułatwił mi sprawę, bo stworzył tak wyrazistą postać, że miałem fundament, na którym mogłem pracować. Zresztą Mark był na tyle miły, że zaprosił mnie do siebie i razem czytaliśmy kwestie. Innymi słowy: oszukiwałem.

A nie było ci przypadkiem trudniej? Ciężko chyba jest wskoczyć w czyjeś buty.

Poniekąd. Z jednej strony łatwiej się odnaleźć, bo niektóre decyzje zostały już podjęte za ciebie i nie musisz się nimi kłopotać, ale z drugiej fani mają od ciebie pewne oczekiwania, że postać zachowa się tak, a nie inaczej. Trudno przepchnąć nieco bardziej radykalne pomysły.

Castiel z kolei na początku nowego sezonu „Supernatural” kipiał ze złości…

Nareszcie odzyskał siłę i jest, nie można mu się dziwić, porządnie wkurzony. Dla mnie to powrót do mojego ulubionego Castiela, tego z sezonu czwartego, który nie brał jeńców.

Nie znudziło ci się jeszcze po tylu latach?

A gdzie tam! Na przestrzeni lat próbowaliśmy wielu rzeczy, bo scenarzyści nie chcieli, żeby Sam i Dean mieli przyjaciela, który mógłby rozwiązać wszystkie ich problemy jednym splunięciem, dlatego szukali sposobów, żeby go osłabić, cały czas dostarczając mi aktorskich wyzwań. A teraz powracam silny jak dawniej i mogę odetchnąć pełną piersią!

Czy w tym sezonie również wyreżyserujesz jakiś odcinek?

Niestety nie, i bez tego mam i tak trochę do roboty. Nie brałem nawet w tym roku na siebie nic innego poza serialem, bo, po prostu, nie mam czasu!

Jak dynamikę relacji Castiela z Samem i Deanem zmieni pojawienie się ich matki?

Castiel jest poniekąd jej powiernikiem, Mary czuje się jak ryba wyciągnięta z wody, stąd potrzebuje kogoś takiego jak on. Minęło trzydzieści lat, odkąd ostatni raz stąpała po Ziemi. A Castiel sam przecież niedawno uczył się świata. Stąd łączą ich podobnie doświadczenia.

Patrząc na niesłabnącą oglądalność serialu, za trzydzieści lat może dalej będziesz Castielem?

Nie mam pojęcia, czy przetrwamy tyle na antenie, ale nie miałbym nic przeciwko temu, jeśli oczywiście uda nam się utrzymać ten poziom. Może jak spotkamy się następnym razem i będziemy dyskutować o kolejnym sezonie „Supernatural”, obaj będziemy mieli już siwe włosy?

***

Jared Padalecki (mat. prasowe ©CW)

Bartek Czartoryski: Przepraszam, że to mówię, bo nie chcę być nieuprzejmy, ale wyglądasz na przemęczonego. Czyżbyś miał dość po zaledwie dwunastu sezonach?

Jared Padalecki: Ha! Faktycznie czuję ten ciężar, czysto fizycznie. Poważnie. Bolą mnie plecy, bolą mnie ramiona. Pewnie powinienem być lepszy dla swojego ciała i brać przykład z Sama, ale nie zawsze potrafię to zrobić. Prawdopodobnie kiedyś za bardzo się forsowałem, próbując dopakować do tej roli. Teraz Ackles chodzi za mną i gada „A nie mówiłem?”.

Sporo się w życiu Sama przez ten czas pozmieniało, ale to nadal ten sam człowiek. Jak wygląda proces podejmowania decyzji aktorskich przy tak długim obcowaniu z jedną rolą?

Jako że „Supernatural” to serial, bądź co bądź, fantastyczny, mamy pewną dowolność, aby zmieniać strukturę tego świata, żeby zachował on swoją świeżość. Stąd swoje decyzje aktorskie często podejmuję na bieżąco, aby się dostosować do sytuacji. Częściej patrzę na las niż na drzewa. Dlatego jestem podniecony tym, co dzieje się teraz, bo znamy Sama-kochanka, Sama-brata, Sama-łowcę i Sama-demona, a nawet i Sama-anioła, lecz nigdy nie mieliśmy do czynienia z Samem-synem. Niby mogliśmy oglądać jego interakcję z ojcem, ale było to raczej ścieranie się dwóch macho. Mamę zaś kocha. Nie potrafi obwiniać jej za to, że to ona pierwsza była łowcą. Nadal jest jej chłopcem. Ale nie zapominajmy, że to twarda babka, nie będzie sobie odpuszczała. A Sam się o nią martwi.

Bieżący sezon, na tyle, na ile to możliwe, sprawia wrażenie nieco wyciszonego, bo skupia się na sprawach rodzinnych. Nie ziewałeś, czytając scenariusze?

Ja się z tego cieszę! Szczególnie po tak długiej i mocnej historii z poprzedniego roku. Zawsze powtarzam, że moim ulubionym sezonem był czwarty, choć mogę być nieobiektywny, bo wtedy poznałem na planie żonę, lecz podobało mi się wszystko, co wtedy się u nas działo. Bieżący sezon obfituje w odcinki niekoniecznie nafaszerowane akcją czy żartami. Podoba mi się ten nacisk położony na sprawy obyczajowe. Naprawdę cieszę się z tego, że powróciliśmy do korzeni.

Zyskaliście też niespodziewanych sojuszników. Jak podejrzewam, będzie to problemem?

Sam i Dean zawsze robili rzeczy po swojemu i niełatwo będzie im się dogadać. Nie lubią się przed nikim meldować, nie potrafią funkcjonować jako grupa. Dotychczas z bratem jeździli po kraju, spali po motelach, jedli byle co i zabijali potwory. Nie przyporządkują się nikomu zbyt łatwo!

***

Jensen Ackles (mat.prasowe ©CW)

Bartek Czartoryski: Czy po tylu latach Dean ma jeszcze przez tobą jakieś tajemnice?

Jensen Ackles: O tak. Powiem ci, że zawsze interesowało mnie, jacy są Sam i Dean, kiedy akurat nie polują na monstra. Jak, na przykład, zarabiają pieniądze? Chciałbym zobaczyć, jak Dean siedzi z jakimiś zakapiorami przy partyjce pokera albo, analogicznie, stoi przy stole bilardowym, tudzież odstawia jakieś niekoniecznie legalne numery. Zawsze marzyłem o czym takim. Ale serial ewoluuje nieustannie, a Dean razem z nim i nie jest to pusty frazes, bo każdy sezon to nowe postacie, z którymi ma interakcje, z ich pomocą odkrywa swoje kolejne oblicza. Jakie one będą? Trudno mi wyrokować, musisz oglądać następne odcinki!

Sporo się zmieniło po powrocie Mary zza grobu.

Z pewnością nie jest to relacja łatwa, nie rzucają się sobie w ramiona. Po pierwsza matka jest dla niego praktycznie obcą osobą. Do tej pory funkcjonowała jedynie jako pewne wyobrażenie i powiązane z nią koncepty. Ale to też człowiek… Dean miał kilka lat, kiedy zmarła. Teraz pojawiła się z powrotem w jego życiu. Musi się do tego przystosować, co wystawia go na kolejne emocjonalne ciosy. Do tej pory, aby naprawdę dobrać się do Deana, trzeba było wyrządzić krzywdę jego bratu. A teraz odsłania się jego kolejna słabsza strona.

Zobaczymy cię w tym sezonie także po drugiej strony kamery?

Nie, tym razem zrobiłem sobie przerwę. Mamy napięty grafik, a reżyserowanie nie jest łatwe i skoro nie miałbym zrobić tego dobrze, to nie chciałem się za to zabierać. Byłby to brak szacunku z mojej strony dla ludzi, którzy przykładają się do tej roboty. Nie chciałbym uchodzić za cwaniaka, który odwala chałturę. Ale nie wykluczam, że uda mi się co nieco jeszcze wyreżyserować.

***

Mark Sheppard (mat. prasowe ©CW)

Bartek Czartoryski: Crowley na długo wypadł z łask? Lucyfer cię nie oszczędza…

Mark Sheppard: Ba, trudno konkurować z kimś takim jak Rick Springield, co? Ale nie o mnie chodzi w tym sezonie, tylko, jak już zapewne słyszałeś od innych, o rodzinę. Rodzina, rodzina, rodzina. Zobaczymy jednak, co dalej.

Czyli co, będziesz zbierał cięgi? Z kata stałeś się ofiarą?

Nie powiedziałbym, że Crowley stał się ofiarą, raczej przyczaił się i lizał rany, czekał na lepszy moment. A że dostał po łbie? Co z tego? Każdy mnie o to pyta, a to przecież żadne halo.

I tak nie odpowiesz, ale zapytać muszę: co będzie się działo w drugiej połowie sezonu?

Będzie zabawnie, jesteśmy sporą rodzinką, jest co i o kim opowiadać. Pewnie będzie trzeba kogoś zaciągnąć za fraki do piekła, ktoś ożyje, a ktoś wyzionie ducha. Jak to zwykle u nas bywa. Nie ma nudy. Zresztą nie mogę narzekać. Ty chyba też nie. Zresztą to dzięki tobie i innym, którzy nasz serial oglądają, czuję niekłamaną przyjemność, robiąc to, co robię. Bo żywiołowo na to wszystko reagujecie. Ale to chyba tak działa, że najwięcej radochy dostarczają człowiekowi role, które gra najdłużej. Dzisiaj rozmawiałem ze Stevenem [Moffatem – przyp. red.] o „Sherlocku” i „Doktorze Who” i powiedział mi coś, co sam czuję, że praca przy podobnych tytułach to również ogromny zaszczyt. I nawet nie chodzi o to, czy są ikoniczne, czy nie, ale o to, jaki kontakt nawiązuje z nimi publika. Póki Crowley będzie dostarczał ludziom zabawy, tak długo będę go grał. Proste jak drut.

Nawet jeśli miałbyś to ciągnąć to jeszcze przez ćwierćwiecze?

Nie, nie chciałbyś tego zobaczyć. Miałbym wtedy…. Czekaj, osiemdziesiąt lat? Ech…

***

A na koniec coś z dedykacją dla wiernych fanów!

Bartek Czartoryski
Bartek Czartoryski
Bartek Czartoryski. Samozwańczy specjalista od popkultury, krytyk filmowy, tłumacz literatury, redaktor wydania weekendowego portalu naEKRANIE. Prowadzi fanpage Kill All Movies.
AUTOR

Polecamy

Komentarze