Zapiski kandydata

Smutno-wesoła opowieść o szukaniu pracy
7 minut czytania
4821
69
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
28 marca 2017

Każdy czasem musi poszukać sobie pracy. Ja przez długi czas nie musiałam, bo praca znajdowała mnie sama, ale przyszła kryska na matyska i zaczęłam przeglądać oferty, odkrywając przy okazji ich śmieszno-straszną poetykę. A gdy doszło do spotkań rekrutacyjnych, to już w ogóle zrobiło się (nie)wesoło… Oto garść obserwacji i wniosków ku uciesze gawiedzi.

Najpierw był zachwyt. Od czasu, kiedy ostatnio szukałam pracy wiele się na tym rynku zmieniło: jest dużo serwisów z ofertami, wszędzie można sobie ustawić mailowe alerty na interesujące nas frazy, a niektóre serwisy oferują nawet wygodne aplikacje na telefon, dzięki którym można wysłać CV jednym pyknięciem. W ogóle wszystko można obsługiwać szybko, sprawnie i odpowiadać na oferty bez zbędnej zwłoki.

Uradowana, czym prędzej wyrychtowałam polskie i angielskie CV na glanc, załadowałam do serwisów, dołączyłam wirtualną wizytówkę z portfolio i jako stuprocentowo profesjonalnie przygotowana kandydatka zaczęłam przeglądać oferty pracy. Ofert było dużo, owszem. Ale uderzyło mnie w nich kilka rzeczy.

Młody dynamiczny zespół i owocowe środy

Po pierwsze ogromna dysproporcja pomiędzy: “wymagamy” a “oferujemy”. Pierwsza kolumna zazwyczaj liczy więcej niż 10 pozycji i obejmuje szeroki zakres kompetencji, często bardzo szczegółowo wyłuszczonych. Druga kolumna jest dużo krótsza. Trzy-cztery punkty, a wśród nich powtarzający się najczęściej i przy tym mój absolutny faworyt: “praca w młodym i dynamicznym zespole”. Hell yeah! Właśnie tego całe życie szukałam!

Zapiski kandydata
Młody dynamiczny zespół na darmowym stażu, to marzenie każdego szukającego pracy (fot. Shutterstock)

I jest to dla mnie najważniejsza informacja, znacznie istotniejsza, niż to jaką formę umowy proponuje dana firma czy ile zamierza zatrudnionemu na danym stanowisku płacić. To są jakieś mało istotne detale, o których nie ma sensu wspominać. Jedna firma na liście “oferujemy” miała po prostu: “wynagrodzenie”. Czyli płacą! WOW, moja radość taka wielka, że nie będą płacić fistaszkami! Radość o tyle uzasadniona, że “owocowe środy” (“w piątek kawa i pączek”, “wspólna pizza raz w tygodniu”) to kolejny żelazny punkt na liście “oferujemy”. “Wyjścia i wyjazdy integracyjne”, “miła atmosfera”, “pokój rekreacyjny” jeśli firma jest z tych bardziej cool, a nieśmiertelna karta Benefit i “możliwość zdobycia doświadczenia u lidera branży” jeśli klimat jest bardziej korpo.

Nie no, wszystko spoko – dobrze, że piszą, jakie konkretnie mają wymagania, bo to pozwala odsiać oferty i wysłać CV tylko na takie, gdzie faktycznie dysponuję odpowiednimi kompetencjami. Wszak oczywiście, że mam “lekkie pióro”, wszystkie pióra są lekkie, wy półgłówki!

Trzy etaty w cenie jednego

Nawysyłałam tych cefałek jak głupia, więc wkrótce posypały się zaproszenia. Część z zadaniami rekrutacyjnymi (bo bardzo lubię pracować za darmo, podczas gdy mogłabym pisać tekst, za który mi zapłacą pieniędzmi), część od razu z zaproszeniami na interview (tak, niektóre rozmowy w lengłidżu). Super, moja ekscytacja jest wielka i czuję, że lada chwila znajdę super pracę w młodym i dynamicznym zespole na dodatek!

Zapiski kandydata
Karta Multisport bywa eksploatowana szczególnie mocno od lutego do połowy grudnia (fot. Shutterstock)

No i jest miło. Moje kompetencje są hoho, jakie znakomite i doświadczenie fiu-fiu, niemałe. A czy umiem to? Umiem. A mam doświadczenie z? Tak, wieloletnie. A narzędziem takim się posługuję? Się, biegle. Jednym słowem: dzień dobry, to ja – wasza idealna kandydatka. Wszystko umiem, wszystko ogarnę, pokochacie mnie, bo wam tych środowych owoców na pewno nie wyżrę.

Właściwie został nam już tylko jeden mały szczególik do ustalenia: kasa. No i szczególik jest naprawdę bardzo, bardzo mały. Jakoś pracodawcy, oczekując od kandydata naprawdę wysokich i różnorodnych kompetencji nie uważają, że powinni płacić więcej niż średnia krajowa. Najbardziej ujęła mnie firma, która oferowała nie lada promocję: trzy etaty w cenie jednego! Stanowisko, na które rekrutowali łączyło w sobie kompetencje trzech różnych stanowisk, w tym tak zwanego “new businessa”, czyli osoby odpowiedzialnej za pozyskiwanie nowych klientów. Tak, to jest bardzo pracochłonne i w dodatku bezpośrednio przekłada się na realne dochody firmy. Powinno być więc realnie wynagradzane (zwłaszcza jeśli zakres obowiązków jest duuuużo szerszy niż tylko new business). A tu? 3 tysie na rękę, ale nie na umowę o pracę, co to to nie. Na fakturę. I praca oczywiście stacjonarna w pełnym wymiarze godzin. Bierzesz?

Tak, chętnie bym wzięła, byle towar był faktycznie mocny, bo po kontakcie z polskim rynkiem pracy byle co mnie już nie zamroczy.

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
Od ponad dziesięciu lat "robi w słowie" jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.
Put on your red shoes and dance the blues.
AUTOR

Komentarze

69 odpowiedzi na “Zapiski kandydata”

  1. Najzabawniejsza na liście „oferujemy” jest sama możliwość pracowania wyrażona na różne sposoby. Czyli w zamian za pracę, do której potrzebne ci są kompetencje w 15 punktach, otrzymujesz: 1. Pracę w młodym i dynamicznym zespole. 2. Możliwość zdobywania doświadczenia (czyli pracowania). 3. Możliwość obracania się w znakomitych kręgach np. korporacji medialnej i nauki od doświadczonych kolegów (czyli pracowania). 4. Możliwość podejmowania niezwykłych wyzwań (czyli pracowania). To jest jednak mistrzowska koncepcja, że w zamian za pracę pracownik może pracować.

  2. Ja najbardziej nie lubię tego cholernego pytania „Jakie są Pani/Pana oczekiwania finansowe?”. Innymi słowy, chcemy wiedzieć kto chce najmniej za jak największą listę obowiązków

    • To pytanie wcale nie jest złe. Każda firma ma określoną kwotę, jaką może zaproponować na danym stanowisku (czasami ta kwota jest absurdalnie niska, ale to już inna kwestia), więc chcą wiedzieć czy pokrywa się to z oczekiwaniami potencjalnego kandydata. Jeżeli chodzi o korpo to są widełki w obie strony, czyli nawet jeżeli ktoś krzyknie bardzo mało, to jeżeli zostanie zatrudniony, i tak dostanie tyle ile było przewidziane na tym stanowisku (tyle, że pewnie bliżej dolnej granicy).

      Do tego ja osobiście lubię, jeżeli to pytanie padnie na pierwszej rozmowie. To oszczędza czas, jeżeli okazuje się, że przekracza to budżet potencjalnego pracodawcy.

      • Problem z tym pytaniem jest taki, że rzadko pada na przykład w czasie rozmowy telefonicznej, a jakby padło, to moglibyśmy sobie z rekruterem nie zawracać nawzajem głowy. Jeszcze gorzej, gdy to pytanie pada przez telefon, podajesz widełki, jedziesz przez pół miasta i otrzymujesz ofertę kompletnie różną od swoich (przedstawionych jasno i wyraźnie) oczekiwań. A sądząc z rozmów ze znajomymi oraz randomowych postów na FB – jest to bardzo częste.

      • W istocie, to pytanie jest kluczem do dalszej rozmowy.
        I powinno być zadane przy pierwszym, jeszcze wirtualnym kontakcie.
        Żeby oszczędzić czas – sobie i kandydatowi do pracy.

  3. W mojej branży testy są codziennością. Czasem dość skomplikowane np. napisanie jakiegoś niedużego oprogramowania wg podanej specyfikacji.
    Co do płac – te kształtuje rynek. Nawet jeśli wymusi się na nim stawkę 13zł za godzinę, to praw natury się nie zmieni. Przy ograniczonej ilości zasobów finansowych przełoży się to na mniejszą liczbę etatów.

    P.S. U nas też jeszcze się trafiają młode, dynamiczne zespoły, ale branża już dostrzegła, że coraz więcej osób oscyluje w okolicach czterdziestki i to im ogranicza ilość potencjalnych kandydatów, więc odpuszczają ten zapis (poza tym, akurat ten zapis świadczy, że „chcą robić studentami”, więc dla doświadczonych programistów udział w projekcie nie ma sensu).

  4. Wlasnie jestem na etapie poszukiwania pracy
    Wczoraj zadzwoniła do mnie Pani ktora zapronowala 1500 zl umowa zlecenie
    Dodajac no jest niby to 13 zl brutto konieczne ale kto to sprawdza
    Stanowisko administarcyjne, miejsce pracy kancelaria

  5. Od czasu do czasu wysyłam kontrolnie aplikację na ogłoszenia z Polski. Kontrolnie, bo styl prowadzenia rekrutacji jeszcze jest w ciężkich powijakach i notorycznie wywołuje we mnie tylko zażenowanie.
    Przykład: oddział międzynarodowego koncernu IT we Wrocławiu. Dwie rozmowy przez telefon – pierwsza techniczna, druga z kimś tam wyżej – i nadal nie chcą powiedzieć, jakiego zakresu pensji mogę oczekiwać (mimo spełniania z nadwyżką ich wymagań i to na luzie). Delikatnie zwracam uwagę, że po dwóch rozmowach to już by wypadało coś powiedzieć, trzymając się standardów zachodnich – i tu przyszły szef zespołu mówi, że u niego standardy zachodnie nie obowiązują. W tym momencie ja mówię, że dziękuję za rozmowę i już dowiedziałem się wszystkiego, czego potrzebowałem. Kurtyna w dół.
    Od tej pory to jest moje pierwsze pytanie w czasie rozmowy telefonicznej. Jeśli firma nie chce zadeklarować się nawet co do widełek pensji – szkoda na nich mojego czasu.

    • Na mojej wsi wysokość oferowanego wynagrodzenia najczęściej podawana jest w ogłoszeniu, choć oczywiście zdarzają się, i to coraz częściej, ogłoszenia w enigmatycznym stylu, a więc „ekscytująca przygoda w dynamicznym zespole żądnych wrażeń i doświadczeń młodych, pięknych osób z własnym środkiem transportu. Salary negotiable, based on factors too many to mention.” Cóż, czasy rozmów zaczynających się od pytania „czy możesz zacząć od jutra?” minęły chyba bezpowrotnie.

    • Tyle, że jesteś w bardzo komfortowym położeniu. Inni muszą się dowiadywać, o jakiej kasie w ogóle mowa, na trzeciej rozmowie 😉

      • To komfortowe położenie nazywa się „wyjedź z Polski i pracuj w normalnym kraju” 🙂 .
        Przykład kolegi, który siedzi obok mnie – kiedy na popularnym serwisie online z życiorysami napisał sobie status, że szuka nowej pracy, w ciągu tygodnia był umówiony na 3 rozmowy kwalifikacyjne. Wybrał tę firmę, bo najwięcej zaoferowali.
        Potem z rozbawieniem czytam artykuły na temat rynku pracowniczego w Polsce, jak to pracodawcy narzekają, że nie mogą znaleźć pracowników, że to tak trudno o specjalistę – tylko sieroty intelektualne nie zastanowią się, dlaczego tak się dzieje.

        • Wszystko się zgadza, tylko że „wyjedź z Polski” i „zatrudnij się w IT” to nie jest rada dla wszystkich i chyba też nie o to chodzi. Mnie to troszkę bawi, że gdy ktoś pracujący jako dajmy na to redaktor czy dziennikarz napisze coś krytycznego o rynku pracy, stawkach, śmieciówkach, stylu rekrutacji, to zawsze odzywają się programiści i oświadczają, że oni nie mają tych problemów 🙂 Albo oświecają, że „rynek ustala stawki” 😉 Ale tak, ostatnio też się zaśmiewałam, słuchając w radio o rynku pracownika w Polsce 😀

          • Może po prostu taki informatyk dyskretnie chce dać redaktorowi do zrozumienia, że jest niezależny finansowo, obyty w świecie, zmotoryzowany, wyluzowany, z własnym M ? ;o)

          • Niech Ci będzie. Wszystko tylko nie deportacja do Kanady za misgendering. Słyszałem, że przy tamtejszym stanie więziennictwa ‚Midnight Express’ ogląda się jak romantyczną komedię. 😉

          • Po prostu stosujemy, starą, ograną zasadę: dziwne, u mnie działa 😉

            Natomiast pytanie o płacę podczas telefonicznego umawiania się na spotkanie może zadać każdy. Także redaktor czy dziennikarz. Na pewno masz stawkę, poniżej której nie jesteś w stanie pracować, bo zjedzą Cię koszty, nie starczy na życie. No takie minimum musisz sobie ustalić. I po prostu pytasz, czy płaca będzie co najmniej taka. Trzeba się tylko zdobyć na odwagę. Ja po kilku bezowocnych spotkaniach zacząłem tak właśnie robić. Zazwyczaj brzmi to tak: ponieważ szanuję Państwa czas tak samo jak i mój, chciałbym zaoszczędzić obu stronom niepotrzebnej jego straty, dlatego zanim umówimy się na spotkanie proszę mi powiedzieć czy następująca kwota wynagrodzenia wchodzi w grę. I tu pada kwota. To pytanie zazwyczaj zadaję po wcześniejszym doprecyzowaniu zakresu obowiązków i ewentualnym poddaniu się pytaniom sprawdzającym moją wiedzę (tak, wszystko to przez telefon).
            W przypadku gdy okazuje się, że oczekiwana kwota jest nieosiągalna, staram się dowiedzieć, jaką pensję zakładali, bo daje to też wyobrażenie o stanie rynku (oraz o kondycji danej firmy, warto sobie zapisać, aby już za kilka miesięcy nie aplikować do niej ponownie, kiedy znowu przyjdzie od niej ogłoszenie). Pytanie o tę kwotę motywuję właśnie potrzebą weryfikacji swoich (być może nierealnych) oczekiwań finansowych.

          • Aha. I oczywiście, że rynek ustala stawki. Przecież Ty też nie zapłacisz za buty więcej niż potrzeba. A jeśli nie będzie Cię na nie stać, to nie kupisz i zadowolisz się innymi (co zrobić 🙂 ).

          • Ależ, nie przesadzajmy, IT nie jest jedynym sposobem na zarabianie pieniędzy – dookoła mnie są ludzie z różnych krajów i w różnych specjalizacjach: księgowość, logistyka, szkolenia z tego czy owego. Pewnie w Polsce też można nieźle zarabiać, tylko ja – niewykwalifikowany nieudacznik – nikomu się nie przydałem; pewnie dlatego, że nie jestem programistą.

            @disqus_p1A5GlJ3Fw:disqus
            A komuż zawdzięczam takie miłe przywitanie, bo po głosie nie poznałem?

            @disqus_OYX1NVV9vV:disqus
            Dziękuję za bardzo miłe przymiotniki – jeszcze bym dodał tylko „skromny, miły, przestaje być miły tylko w wyjątkowych sytuacjach kiedy trzeba dać komuś po ryju”.

            Chyba wsiorbało moje poprzednie próby wklejenia komentarza, to próbuję jeszcze raz – jak się zdublują, to mam nadzieję że moderatorzy sprzątną.

  6. Zbiorowo damom serduszka zafurkotały jak drzwiczki saloonu, kiedy tak subtelnie rozkołysanym Johnem Waynem wkroczyłeś.

  7. Nie zgadzam się, często płacę za buty więcej niż potrzeba 😉 A tak na serio, jeśli się okaże, że kasjerek w jakimś supemarkecie nie stać na wyżywienie własnych dzieci, to im powiesz, że „rynek ustala stawki”, czy że mamy problem do rozwiązania? Bo pamiętam, że jak rynek ustalił bardzo złe warunki pracy w Biedronce w Polsce, to zrobiła się afera pijarowa i potem rynek ustalił lepsze warunki 🙂
    @Снежный Шар-Барс
    Zafurkotały, fakt. Też się chciałam tak wylewnie przywitać, ale się zawstydziłam jakoś 😉

      • No nie? Wstydzi się i jednocześnie nie wstydzi przyznać, że się wstydzi. Niektórych bez wódki (albo dobrego APA) nie rozbierzesz.

    • Skoro uważasz, że są tego warte, to płacisz tyle ile potrzeba 🙂 (gdybyś znalazła gdzieś taniej, to raczej nie kupisz tych droższych, o ile tamte nie mają jakichś dodatkowych kosztów).

      Kasjerki w Biedronce to też rynek. Jeśli znajdują się osoby, które zgadzają się na głodowe stawki, to rynek na to reaguje. Afera pijarowa to też rynek, po prosu jakieś lobby (czyli grupa interesów, gdzie interesem w tym przypadku jest odpowiednia płaca) miało na tyle determinacji i środków, aby wywrzeć presję. Równie dobrze tę presję mogłyby wywrzeć związki zawodowe, gdyby takowe w tym kraju istniały.

      • W sumie wiedziałam, że powiesz, że afera wizerunkowa to też rynek 🙂 W tej wersji wszystko się zgadza. Chodzi raczej o to, że przed aferą się nie dało, a potem się jednak jakoś dało. Ale w dyskusje typu społeczeństwo a drapieżny kapitalizm się nie zapuszczę! 😉
        @foch_you:disqus
        No dobrze, miło Cię widzieć!

          • Znaczy proponujesz uwiecznić moją skromną osobę? Ojej, byle nam potem Titanic nie zatonął! :O

          • W aranżacji a la Kate Winslet? Bardzo chętnie! A Titaniki niech sobie potem toną ile chcą.

          • To powszechnie wiadomo, że niezłe sztuki wymagają podchodzenia bez kompromisów!

          • Żeby tak dziewczynie humor od rana poprawiać, że aż zabrakło jej riposty :))))

          • Ja tam od wczorajszego wieczora szykowałem się z wypwoedzią na temat sztuki (niewysokiej), ale pomyślałem, że się nie będę wtrącać. (Hmmm… ten banter coraz bardziej kojarzy mi się z obserwacją Jo Koya sprzed dwóch dni).

          • To tylko dowodzi, że jeszcze nie do końca zardzewiały mi trybiki do przetwarzania języka podstawowego. Obrazek awatara też wybrałem nieprzypadkowo. 🙂

            Śnieżne Fiku-miku
            Jokoja nie znam, to wrzucaj na bieżąco – żeby wszyscy się pośmiali!

          • Kurczę, a ja myślałam, że w awatarze to diabeł 😀 Albo nie rozróżniam podstawowych archetypów, albo projekcja.
            Śnieżne Fiku-miku :)))))

            @disqus_OYX1NVV9vV:disqus
            Obejrzę potem, bo mnie deadline zabije i powiesi na drzewie dla przykładu.

          • Take your time, one at a time. Właśnie mnie odwiedził kumpel z podstawówki i szykuje się gruby weekend bromance’u.

            „Wszelka dziwka majtki pierze i na kredyt kiecki bierze…”

            To z Tuwima, jakby co, więc proszę nie wykropkowywać!

          • Trochę poprawiłem awatar, ale jest mniej czytelny w pomniejszeniu. Może znajdę jakiś ciekawszy, ale ta grafika ma specjalne znaczenie.
            Pewnie projekcja albo nieczyste sumienie – dla mnie wydało się naturalne, że własna głowa na patyku to atrybut błazna, nie diabła 🙂 .

  8. Cieszę się, że Foch przetrwał – nawet jeśli nazywa się inaczej i inaczej wygląda 🙂 Zabrakło mi na otwarcie jakiegoś wstępniaka, pod którym można by się przywitać, ale okazał się nim być artykuł dawnej Red Nacz – i prawidłowo 😀 Patrząc na dyskusję poniżej/powyżej – niepotrzebne skreślić (nie obczaiłam jeszcze ja tu działa forum i w jakim miejscu mój post się wyświetli) przerwa w nadawaniu niczego nie zmieniła 🙂 Dalej ta sama stara gwardia, którą pozdrawiam 🙂

    A w temacie- w mojej branży podczas rozmów kwalifikacyjnych problemem jest przede wszystkim płaca. Z doświadczenia mojego oraz znajomych nauczycieli i pedagogów wynika, że większość zaczyna od stawek minimalnych, dlatego też prawie każdy w mojej szkole dorabia pracując w kilku miejscach. A z pozytywów – wreszcie mam umowę o pracę i znowu, po latach wakacje, ferie i dłuższe przerwy świąteczne 🙂

    • Witam Staruszkę, weterankę i siłę napędową starego forum Focha i moją najulubieńsiejszą komentatorkę. 🙂 Jedna z moich osobowości powiedziała drugiej: „Jeśli Staruszka się pojawi, to pójdź ją przywitać, także w moim imieniu”. I tak żem uczynił. Pozdrawiam również pozostałych dawnych komentatorów Focha. 🙂

      A co do tematu – hmmm niestety mam same offtopy w głowie. 😀

      • Witaj mój drogi Sędziwoju;). Wierny i najulubieńszy towarzyszu wypraw w odmęty i głębie fochowych dysput na 46 stronie 🙂 Miło Cię widzieć znowu na forum, choć pod zmienionym nickiem:) 🙂

    • Witamy Stare Uszka! Coraz więcej rozpoznawalnych pseudonimów, to dobry znak. Dla mnie to nowe forum działa trochę dziwnie, zresztą cała strona jest dziwna, „kafelkowa”, chyba robiona pod kątem przeglądania na telefonach komórkowych. Ja jestem dinozaurem, przyzwyczajonym do narracji linearnej – dawna strona do tego pasowało, wystarczało przewinąć do poprzedniej strony, by zobaczyć co było wcześniej. Na tej stronie nie wiem, czy mam przewijać z góry do dołu, z lewej do prawej, czy może jeszcze jakoś inaczej – może redakcja powinna napisać jakiś przewodnik dla starych dziadów, jak ja.

      • Tam dinozaurem. Wymianę sprzęciora powinieneś z szefostwem przedyskutować, oraz dorzucenie do pakietu socjalnego kilku godzin kursu korzystania z mediów społecznościowych. Wysokość wynagrodzenia i gwarantowana odległość biurka od okna to nie wszystko.

        • O rany, ile tu Was nalazło 😀 Fajnie Was widzieć!
          A za przywołanie Dylana Morana (w takim kontekście jeszcze) to już w ogóle rozczulenie tysiąc 🙂

          • Kręci Kazię Dylan Moran? Mam na kwadracie sporą kolekcję dzieł Morana, w oryginale i [obniża ton o pół oktawy]… przekładzie własnym.

            Za to Amy Schumer chyba poza nami nie ogląda nikt, taka cisza pod Twoim innym artem.

          • Kręci, kręci 🙂 Byłam nawet na jego występie w Warszawie, a Black Book należy do moich najulubieńszych szalonych brytyjskich komedii 🙂
            A stand-up w Polsce to chyba nikogo, tak w ogóle.

          • Nie, no rozwija się chyba gatunek w ojczyźnie, sądząc po dostępnej na netfliksach kolekcji nagrań z warsiaskich Hybryd. Kilku rodzimych komików i komediantek nawet czuje blusa i całkiem zgrabnie im to wychodzi, jeśli przymknąć oko na wysilone czasem wulgaryzmy. Publiczność też się powoli przyzwyczaja, choć kamery zerkające raz po raz w ich stronę wyłapują wiele jeszcze skonfudowanych min.

            Jaki program Dylana obejrzałaś na żywo? ‚Yeah, yeah…’, ‚Off the Hook’ czy coś wcześniejszego?

          • Może dlatego, że nie jest najlepsza. Aczkolwiek ten dowcip mnie rozbawił:
            „…”I used to date Hispanic guys, but now I prefer consensual…”

          • Tak, ten quip by dobry, zwłaszcza jeśli dostrzec w nim obosieczność ostrza.

          • Nie, mam na myśli to, że to niekoniecznie Amy była stroną nie udzielającą zgody na zespolenie.

      • Cześć Fochu 🙂 Taak – coraz więcej znajomych nicków, a nawet pod nieznanymi można rozpoznać stałych bywalców:) Mnie też bardziej odpowiadał układ starej strony. Na tej początkowo poczułam się zagubiona i nie mogłam się odnaleźć. A propos komórek – zeszłam na psy:). Nie mam Nokii, za to mam smartfona z internetem i pisze ten komentarz z autokaru:)). Świat się kończy 🙂

      • Czyżby twoja Motorola nie radziła sobie z nowym portalem?
        PS. Czy przypadkiem nie miało być „star uszka” (fanatyczka wsi i lubczyku)?

      • Witaj Fochu :)) Taak- dookoła same znajome twarze- nawet jeśli pod zmienionymi nickami, to i tak od razu widać kto zacz :). Mnie też bardziej odpowiadał układ starej strony. W tym nowym czuję się zagubiona. A propos komórek- zeszłam na psy i wymieniłam Nokie na smartfona z internetem 🙂

  9. Witaj miły Sędziwoju;) Wierny i najmilszy memu sercu towarzyszu dyskusyjnych wędrówek po bezkresnych przestrzeniach fochowych wątków na 46 stronie :))). Jakże miło Cię widzieć znowu na forum- nawet pod zmienionym nickiem 😉

    • O, jak miło, że jedynie 12 godzin musialem czekać na ukazanie się mojego posta. 😉 Myślałem, że nie dam rady tyle wysiedzieć przed kompem, ale rodzina i najbliźsi pomagali, podawali płyny itp. 😉

      Ale dzięki temu mogłem przeczytać piękne powitanie od Staruszki. 🙂

      Dziękuję Ci, Staruszko, bowiem, jak wiesz, bardzo długo się nie widzieliśmy i miło się znów zobaczyć. 😉

      Do redakcji. Jest mały problem: zostałem pięknie przywitany dwa razy – choć treść była podobna, to jednak akcenty znaczeniowe w obu postach były rozłożone nieco inaczej, a warstwa semantyczna nietożsama. 😉 Chciałem przeczytać sobie wcześniejsze powitanie, ale ono zniknęło!

      Oczywiście żartuje, ale to jest ilustracja tego, że są problemy z dodawaniem postów: niekiedy trwa to bardzo długo i człek, myśląc, że się nie doczeka ukazania komentarza, wysyła drugi raz. 🙂 Myślę, że warto nad tym popracować. 🙂

  10. „Dziękuję Ci, Staruszko, bowiem, jak wiesz, bardzo długo się nie widzieliśmy i miło się znów zobaczyć. ;)”- 😀 Piękno tego zdania powaliło mię i urzekło ;)))))

  11. „Jakoś pracodawcy, oczekując od kandydata naprawdę wysokich i różnorodnych kompetencji nie uważają, że powinni płacić więcej niż średnia krajowa”

    Na ładnych paru rozmowach kwalifikacyjnych, bez względu na to, czy chodziło o zmywak, czy wymagania były wyśrubowane, ze zdziwieniem przyjmowano, że nie chcę pracować za mniej niż… minimalna krajowa. Bo przecież na sąsiedniej ulicy płacą 4,50 zł/h na śmieciówce, więc minimalna to już majątek, więc 7 zł/h + darmowe nadgodziny powinnam brać z pocałowaniem ręki i wdzięcznością.

  12. He, he, historia mojego życia.

    Jak zaczęłam szukać sondażowo pracy, w sumie byłam pełna entuzjazmu. Ogłoszeń dzikie mnóstwo, w mojej branży ogłaszają się z rekrutacją na stanowiska, co do których byłam przekonana, że po kryzysie w 2008 zostały wyoutsource’owane forever albo zredukowane do bezpłatnych stażystów.

    Ogłoszenia porozsyłane, odzew spory (praktycznie wszyscy odpisują), dobra nasza.

    Tymczasem w praniu wyszło tak:

    1. Normą jest totalny brak ogarnięcia jakiegoś ustalenia, co właściwie człowiek ma robić. W mojej branży pewnych stanowisk się nie łączy, bo się to kompletnie nie sprawdza – niektóre prace bardzo skutecznie sobie przeszkadzają, więc człowiek próbujący wykonywać je obie będzie doskonale niewydajny na obu frontach. W ogłoszeniu jest, że tylko A, ale w praniu okazuje się, że zdecydowanie jeszcze B i chętnie C, i już się boję, czy nie padnie pytanie, czy nie mam przypadkiem uprawnień na wózki widłowe, albo o coś równie abstrakcyjnego, bo w sumie czemu nie. (Gdyby to wszystko było w ogłoszeniu, nawet by mi palec nie wyciągnął się w stronę „Aplikuj”, bo wiem, że połączenie tego wszystkiego to są 3 etaty). Modelowe ogłoszenie rekrutacyjne jest takie, że niby szukają A, a w praktyce kogoś, kto „goli, p’doli, krawaty wiąże” – nopenopenope, tego się tak już od 10 lat tak nie robi.

    2. Moja branża, owszem, stoi freelancerami, ale też zatrudnia sporo ludzi na stałe w firmach. Z ogłoszeń przeważnie nijak nie wynika, czy szukają kogoś na etat, czy do okazjonalnej współpracy, ba, czy w ogóle rekrutują „do bazy”, czyli na wszelki wypadek. Najczęstszy przypadek: ogłoszenie z wymagań wygląda na pracę stałą, ale owszem, stała to powinna być najwyżej dyspozycyjność ofiary, żadnej pracy ani płacy nie gwarantują. Oczywiście dowiedzenie się tego wymaga paru tygodni tańca godowego, podobnie jak dowiedzenie się, jaka ma być firma zatrudnienia, najczęstszy przypadek jest taki, że chyba nie WIEDZO, może umowa o pracę, może dzieło (o nie, dzieło nie, ZUS ściga!), eeeee – może jednak niech se pani działalność założy (pędzę, lecę, zakładać działalność dla przychodu 3250 brutto).

    3. Jak już dochodzimy do wynagrodzeń – zastanawiam się, co mają w głowach ludzie, którzy MUSZĄ wiedzieć, ile zarabia freelancer w ich branży (bo pracę tychże freelancerów kupują na co dzień) i temuż samemu freelancerowi, który spokojnie trzaska ze 2-3 k PLN miesięcznie z jednego klienta (a ma ich 3-5), proponuje przejście na etat za wspomniane 3250 PLN brutto.

    Ogólnie – gdybym naprawdę pilnie potrzebowała pracy, to już bym się chyba pocięła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akcetuję ją.