Jak w Japonii podchodzi się do adopcji dla par jednopłciowych

Pragmatyzm w działaniu.
5 minut czytania
1261
17
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
13 kwietnia 2017

Władze Osaki po raz pierwszy oficjalnie uznały parę jednopłciową jako rodziców adopcyjnych. Tymczasem w Czeczenii podobno powstają obozy koncentracyjne dla gejów.

Absorbując mimochodem te różne newsy, chcąc nie chcąc zastanawiam się czy stosunek do homoseksualizmu w danym kraju nie jest jednak wyznacznikiem wolności jednostki. Tak po prostu.

Normalność bez regulacji prawnych

Japonia nie jest krajem, który szczególnie wysoko ceni tzw. prawa osób LGBT. Nie ma zapisów uniemożliwiających dyskryminację ze względu na orientację seksualną, prawo nie przewiduje też małżeństw jednopłciowych – podobnie jak w Polsce konstytucja definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Jednak poszczególne okręgi miejskie od kilku lat zaczęły zezwalać na rejestrację związków gejów i lesbijek, co umożliwia tym parom korzystanie z wielu przywilejów dostępnych małżeństwom, takich jak dostęp do informacji medycznej partnera w szpitalu czy pewne wygodniejsze rozwiązania w kwestiach majątkowych.

adopcja dla par jednopłciowych
Rejestracja związków jednopłciowych to kolejny krok na drodze do normalności (fot. Shutterstock)

Homoseksualizm nie budzi bowiem w Japonii szczególnej niechęci. Nie jest penalizowany od 1880 roku (w Polsce od 1932 roku, a np. w Wielkiej Brytanii od 1967 roku…), nigdy też nie był traktowany wrogo przez żadną z głównych japońskich religii, w przeciwieństwie do judaizmu, chrześcijaństwa czy islamu, które piętnują erotyczne związki pomiędzy przedstawicielami tej samej płci na gruncie praw religijnych. Zezwolenie na adopcję parze gejów (wcześniej już zezwalano gejom i lesbijkom na adopcję, ale nie jako parom tylko każdemu z nich z osobna) jest odczytywane jako kolejny krok w kierunku zrównania praw osób homoseksualnych.

Problematyczna adopcja

No i dobrze, no i pięknie – nigdy nie widziałam ani jednej racjonalnej przesłanki, by gejom tych praw odmawiać. Może dlatego, że mam wśród znajomych gejów i lesbijki i nie odnoszę wrażenia, żeby czymkolwiek różnili się od reszty ludzkości. Może zazwyczaj mają nieco większe poczucie humoru, ale to nie powinno być przeszkodą do zawierania małżeństw na przykład.

Jednak adopcja dzieci wciąż budzi rozmaite lęki i obawy nawet u osób, które popierają związki jednopłciowe. Podnoszone są pytania o dobrostan dzieci w takim związku, czy ich to w jakiś sposób nie naraża na problemy emocjonalne i psychiczne, nie wspominając o religijnych ekstremistach, którzy twierdzą wręcz, że jednopłciowe pary wychowujące dzieci “programują” je na homoseksualizm, co samo w sobie jest straszliwą zbrodnią.

adopcja dla par jednopłciowych
Żadne poważne badania nie potwierdzają niszczącego wpływu adopcji przez pary jednopłciowe na psychikę dzieci (fot. Shutterstock)

Tymczasem żadne z kilkudziesięciu badań prowadzonych w Stanach Zjednoczonych od 1985 roku (pierwszym stanem, który zalegalizował adopcje dzieci przez pary jednopłciowe był Vermont w 1993 roku, jednak już wcześniej sądy zezwalały gejom na prawną adopcje np. dzieci partnera, więc był “materiał badawczy”) nie potwierdziło, by dzieci wychowywane przez rodziców tej samej płci różniły się jakoś na gorsze od dzieci rodziców różnych płci. Co więcej badania (tzn. te, które spełniały wymagania metodologiczne, bo są również badania rozmaitych badaczy chrześcijańskich, które dowodzą, że geje i lesbijki gotują swoim dzieciom istne piekło, jednak żadne z tych badań jak dotąd nie mieści się w kryteriach poprawnej metodologii badawczej) wykazały, że rzeczywisty wpływ na dobrostan dzieci ma stabilność związku rodziców, bez względu na ich orientację seksualną.

W jakim kierunku pójdziemy?

Religijna, kulturowa czy polityczna nienawiść do homoseksualizmu, zwłaszcza taka, która przybiera formę aktywnych prześladowań, jak ma to miejsce w Rosji, Czeczenii czy krajach arabskich, zazwyczaj wskazuje na autorytarne zapędy władzy i ograniczenia osobistych praw jednostki. Mam niegasnącą nadzieję, że Polska podąży jednak (kiedyś, wkrótce, w ogóle) tropem Japonii, a nie Czeczenii w kwestii traktowania osób homoseksualnych jako pełnoprawnych obywateli i jednostek ludzkich.

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
Od ponad dziesięciu lat "robi w słowie" jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.
Put on your red shoes and dance the blues.
AUTOR

Komentarze

17 odpowiedzi na “Jak w Japonii podchodzi się do adopcji dla par jednopłciowych”

  1. „Absorbując mimochodem te różne newsy, chcąc nie chcąc zastanawiam się
    czy stosunek do homoseksualizmu w danym kraju nie jest jednak
    wyznacznikiem wolności jednostki. Tak po prostu.”

    Nie zgodzę się. Kontrola seksualnej aktywności jednostki przez społeczność, w której żyje nie ani jest jedynym ani najważniejszym przedmiotem jej ograniczającej troski, aby stanowić jakiś miarodajny wskaźnik liberalizmu. Owszem, wiele systemów etyczno-religijnych w danym momencie historycznym potrafi się zawiesić na tym co i po co kto ma pod przepaską biodrową i owszem, ogólna kondycja reprodukcyjnych obyczajów to witalne (tak, to dobre słowo) dla społeczności zagadnienie, lecz wolność ani nie zaczyna ani nie kończy się na możliwości bezkarnego spółkowania z osobą tej samej płci. Tylko jest jeszcze coś takiego jak mobilność społeczna i geograficzna, sztywność struktur klasowo-warstwowych, uczestnictwo w życiu gospodarczym, tolerancja religijna, stopień obciążenia (fiskalnego czy osobistego) zobowiązaniami wobec suwerena, itd… Równie dobrze możnaby wnosić, że wyznacznikiem wolności jednostki tak po prostu jest dostępność substancji psychoaktywnych w regularnym obiegu, gdzie najsroższe reżimy to byłyby te, w których nawet podpiwek jest haram.

    W jakimś tam pośrednim stopniu powszechna akceptacja homoseksualnych stylów życia może być wyznacznikiem zamożności danej społeczności, tu się zgodzę, bo to luksus na który nie wszystkie społeczeństwa w danym momencie stać.

    Z tym poczuciem humoru też bym polemizował, choć oczywiście etymologicznie ‚gay’ oznaczał wesołka.

      • Napisałem ‚w jakimś tam pośrednim stopniu może…’

        Nie zastanowiła Cię nigdy zbieżność pomiędzy poziomem akceptacji homoseksualnych stylów życia a poziomem zamożności społeczeństwa? W przeprowadzonych w 2013 badaniach Pew Reasearch Centre widać dość wyraźnie tę koincydencję. Godnym uwagi zjawiskiem przy tym jest dość wysoki poziom akceptacji homoseksualnych lajfsajlów w krajach szeroko rozumianej kultury latynoskiej. I takie Filipiny czy Argentyna są równie wyluzowane w tym temacie co Australia, czy Francja mimo, że patrząc na ich GDP (szczególnie na łebka) grają w innych ligach.

        • Nie zastanowila bo, jak sam podkreslasz, na dwoje babka wrozyla. Natomiast co zwrocilo moja uwage, to „homoseksualny styl zycia”, sugerujacy, ze taki styl zycia mozna wyroznic, rozpoznac i ze czyms on sie rozni od stylu zycia heteroseksualnego (czymkolwiek tenze jest).

          A FIlipiny to bylaby bardzo, bardzo szeroko rozumiana kultura latynoska 🙂

          • > sugerujacy, ze taki styl zycia mozna wyroznic, rozpoznac i ze czyms on
            sie rozni od stylu zycia heteroseksualnego (czymkolwiek tenze jest).

            Żartujesz sobie teraz, czy w Castro nigdy nie byłaś?

            > A FIlipiny to bylaby bardzo, bardzo szeroko rozumiana kultura latynoska 🙂

            Uhm, bo nazwa kraju nie wzięła się od imienia hiszpańskiego króla, a hiszpański nie był oficjalnym językiem Filipin do 1987 r. Sam kraj też nie był częścią Nowej Hiszpanii, zarządzany bezpośrednio przez rezydującego w Meksyku wicekróla. Obecny prezydent Filipin nazywa się Rodrigo Duterte przez zupełny przypadek. Tak samo jak jego poprzednicy o zdumiewająco hiszpańskich nazwiskach, niezależnie od stopnia mongoidalności zmarszki nakątnej oka.

          • Nie zartuje. I nie bylam w Castro.

            Ale dziekuje za wyjasnienie o Filipinach w duchu przyjacielskiej wymiany zdan.

          • Proszę bardzo. I przepraszam. 🙂

            A Castro polecam, choćby po to żeby podpatrzeć z niezdrowej turystycznie ciekawości codzienne życie mieszkańców dzielnicy San Francisco obudowane nieomal doszczętnie wokół faktu, że wolą zawierać intymne znajomości z przedstawicielami tej samej płci: tęczowe przejścia dla pieszych, lody w kawiarniach w kształcie wielkich penisów polanych czekoladą, księgarnie pełne reprodukcji prac Toma of Finland i nocne kluby z nieco bardziej promiskuitywną atmosferą niż u heteryków. Fakt, zakrawa to czasem na jaskrawą przesadę pod publiczkę, ale poniekąd udziela odpowiedzi na pytanie czy jest coś takiego jak homoseksualny styl życia i czym różni się on od heteroseksualnego. Są oczywiście subtelniejsze przejawy tego stylu życia, jak to sami gejowie w anonsach zwykli byli określać: ‚spoza środowiska, nieprzegięty’. 😉

          • Spoko, zawsze sie czlowiek czegos nowego nauczy 🙂

            Dalej jednak uwazam, ze to jak mowic, ze tzw. „blacharstwo” (dlugie farbowane wlosy, dlugie tipsy i obcisla odziez itepe) to kobiecy styl zycia.

            A swoja droga ja lubie takie „przegiete” klimaty od czasu do czasu, bardzo wesolo tam maja 🙂

          • Blacharstwo oczywiście jest jednym z, choć nie jedynym ani nawet nie najpowszechniejszym stylem życia kobiet. I oczywiście, że bycie gejem (mężczyzną gejem, uściślijmy) nie oznacza automatycznie hulaszczego, krzykliwego imprezowicza ze słabością do blichtru, ciasnego przyodziewku, samoopalaczy, mundurów, cupcake’ów z różowym lukrem, niemieckiego ekspresjonizmu, operetki, koszyków piknikowych i filmów z Marlonem Brando. 😉 Przyznasz jednak, że takie skojarzenie jest obecnie dość powszechne, nawet jeśli walczą z tym stereotypem sami aktywiści LGBT, uznając go za niereprezentatywny? Sama zresztą odniosłaś się do mojej pierwszej wypowiedzi o ‚homoseksualnych stylach życia’ wyskakując z cekinami i piórami strusia. A wcale nie o tym myślałem pisząc o luksusie. 🙂

          • A o czym myślałeś pisząc o luksusie? O tym, że biedniejszych społeczeństw nie stać na akceptację homoseksualizmu? A dlaczego?? Chętnie się dowiem, o czym jest cała Wasza dyskusja – dla mnie niestety kompletnie niezrozumiała.

  2. Poki co, Polska odchodzi coraz dalej od normalnosci. Kiedys (pare lat temu) chyba nie bylo u nas az tyle homofobii. A moze bylo jej tyle samo, tylko jednak glupio bylo sie do niej przyznawac? Mam wrazenie,ze teraz jest ona wrecz modna :/

    • To chyba nie jest coś, co masz lub nie masz, jak kolor oczu. To postawa grupowa – jeśli grupa, z którą się identyfikujesz lub zabiegasz o akceptację tak mówi, to i ty będziesz tak powtarzała. Społeczny dowód słuszności. Ktoś może być homofobem i nie wiedzieć nawet, że któryś z kolegów jest homoseksualistą – bo nie chce wiedzieć, odrzuca takie fakty, żeby utrzymać spójność postrzegania świata.

      • Mozna miec tak gleboko wdrukowane poglady/uprzedzenia,ze sa niemal jak kolor oczu. Ktos zostal wychowany na homofoba. Kiedy homofobia byla traktowana jako zacofanie- nie przyznawal sie do niej,ale wcale sie jej nie wyzbyl. Teraz, kiedy homofobia zaczela byc „normalnym zdrowym podejsciem” homofob wyszedl z szafy i jest dumny ze swoich uprzedzen. To sie wlasnie dzieje i boje sie,ze to dopiero poczatek zmian.

        • A przepraszam, wiesz co oznacza termin „wdrukowanie”, czy używasz go bo fajnie brzmi takie mądre słowo?
          Postawa społeczna jako utrwalony efekt wychowawczy to dość śmiała i zabawna teza. Oznaczałaby, że z tzw. „dobrych rodzin” nie mają prawa wywodzić się ludzie uprzedzeni…

          • Podyskutowałabym nawet, bo temat postaw społecznych jest ciekawy… ale jednak nie. Nie mam ochoty rozmawiać z kimś tak niegrzecznym 😉 Bez odbioru.

Dodaj komentarz