Demony Jacka Ketchuma

Kim jest najstraszniejszy facet w Ameryce?
10 minut czytania
549
1
Radek Teklak
Radek Teklak
1 kwietnia 2017

Dziewczyna uwięziona w piwnicy swojej opiekunki i poddana bestialskim torturom. Seksualne wykorzystywanie syna przez ojca. Bezsensowny mord dokonany na dwóch dziewczynach. Kanibalizm. Mężczyzna szuka sprawiedliwości po śmierci swojego psa.

Zdawać by się mogło, że to nagłówki z serwisów informacyjnych. Nie do końca, chociaż trochę racji w tym stwierdzeniu jest. Nie są to nagłówki, tylko tematy niektórych książek Jacka Ketchuma, a trochę racji bierze się stąd, że część swoich powieści oparł na faktach.

Ketchum to w tej chwili jeden z najbardziej bezkompromisowych mistrzów makabry. Nie cofa się przed niczym. W miejscu, w którym normalny człowiek dostaje torsji i mdleje, on dopiero zaczyna się rozkręcać. Stephen King powiedział, że Ketchum to najstraszniejszy facet w Ameryce. Po przeczytaniu kilku jego książek, doskonale Kinga rozumiem. Jakim potworem musi być facet, który wypisuje takie bezeceństwa? No właśnie. Jakim?

Nowojorskie spotkanie

Z Jackiem Ketchumem spotkałem się w bardzo nietypowych okolicznościach. Normalny człowiek jedzie w tym celu na jakiś polski konwent albo spotkanie autorskie, słucha przez godzinę, potem lecą odpowiedzi na zadawane z sali pytania, na koniec ustawia się w kolejce i już po trzech kwadransach oczekiwania, cieszy się z autografu złożonego w swojej ulubionej książce. Wychodzi na to, że nie jestem normalny.

Demony Jacka Ketchuma
Pozdrowienia dla czytelników z Polski sprzed nowojorskiego baru zasyła Jack (fot. A.Krajewska)

Z jakiegoś powodu doszedłem do wniosku, że na pewno łatwiej będzie zaaranżować takie spotkanie jako jeden z punktów naszej grupowej wyprawy do USA. Dodajmy, wyprawy która nie miała prawa się udać. Dodajmy, spotkanie aranżował nasz kumpel, więc nie miałem na to żadnego wpływu. To się nie mogło udać.

Los sprzyja wariatom, i nie dość, że wycieczka doszła do skutku i zaowocowała książką będącą opisem tej wyprawy, to z Jackiem Ketchumem spędziliśmy wspólnie dwa wieczory. Dwa wieczory w lokalu należącym do ojca Lady Gagi, w którym pisarz jest stałym bywalcem. Na dodatek w drugi wieczór wypadały moje urodziny. Dostałem więc prezent marzenie. Właściwie paczkę prezentów. Po pierwsze dwa autografy na jego dwóch najstraszniejszych książkach, po drugie możliwość posłuchania tego, co Ketchum ma do powiedzenia. I na koniec prawdziwa bomba. Ketchum przyjaźni się z Kingiem, wiec załatwił nam wycieczkę do studia, w którym King załatwia interesy i czasami pracuje twórczo. Prawie zemdlałem z wrażenia.

Ketchum da się lubić

Ketchum okazał się być człowiekiem oczytanym, elokwentnym, inteligentnym i snuł swoje opowieści tak piękną angielszczyzną, że słuchaliśmy tego z otwartymi ustami, pilnując tylko żeby papierosy nam z nich nie powypadały. Jak to możliwe, że taki wrażliwy, sympatyczny facet produkuje taką makabrę? Nie mam pojęcia, ale pozwólcie, że przeprowadzę was przez mroczne korytarze jego twórczości. Przygotujcie się na jazdę na kuli, złapcie mnie za rękę i lecimy.

Przede wszystkim Jack Ketchum to nie Jack Ketchum. Naprawdę nazywa się Dallas Mayr, ale to nazwisko nie brzmi zbyt mrocznie, chociaż niektórym może się lekko kojarzyć z Michaelem Myersem, bohaterem filmu Halloween. Odniósł ogromny sukces na polu horroru, ale nie doznał od tego ataku wody sodowej i pozostaje skromnym gościem dostępnym dla swoich czytelników. Jest na tyle miły, że czasami znajduje czas, żeby odpowiedzieć na fanowskiego maila. Ostatnio czasu ma coraz mniej, ale jeszcze kilka lat temu odpowiadał bardzo sprawnie i szybko. Sympatyczny facet, z którym sympatycznie pije się drinki w barze. Ale w jego głowie koszmar goni koszmar. Przyjrzyjmy się im.

Historie Ketchuma są tak straszne, bo zazwyczaj mają wiele wspólnego z prawdą – o sprawie Sherry Moore Nance można krótko przeczytać TUTAJ

„Jedyne dziecko”

Jak wspomniałem we wstępie, niektóre historie pisane przez Ketchuma, są inspirowane autentycznymi wydarzeniami. „Jedyne dziecko” oparte jest na historii Sherry Nance, pielęgniarki z Teksasu, która miała nieszczęście poślubić potwora. Jej mąż wykorzystywał seksualnie ich syna, z powodów znanych tylko sędziemu w trakcie rozwodu przyznał on ojcu prawo do opieki nad dzieckiem. Zdesperowana matka, chcąc chronić syna, zastrzeliła swojego byłego męża.

Z książki wylewa się wściekłość. Wściekłość na wykorzystywanie dziecka, na sadyzm, na krzywdę małego człowieka i traumy, które musi przeżywać. A przede wszystkim wściekłość na system, który w tej sprawie zawiódł na całej linii, przyznając opiekę ojcu, zmuszając tym samym matkę do podjęcia drastycznych kroków.

Wszystkim tym Ketchum rzuca w twarz czytelnikowi, fundując mu prawdziwą orgię przemocy. Nie bierze jeńców, nie idzie na kompromisy, ładuje w nas bardzo silnymi emocjami. Jest to lektura dla czytelnika o mocnych nerwach. Sam czytałem ją z zaciśniętymi zębami i z pełnym niedowierzania zdumieniem, że coś takiego może się zdarzyć w kraju rozwiniętej demokracji, w którym przecież działają społeczne instytucje kontroli. Nic dziwnego, że amerykańscy wydawcy byli średnio zainteresowani jej wydaniem i finalnie książka miała premierę w Wielkiej Brytanii.

Miło mi donieść, że polską wersję przetłumaczył nasz redakcyjny kolega Bartosz Czartoryski. Jeszcze milej mi donieść, że to dzięki niemu  doszło do skutku nasze nowojorskie spotkanie z Jackiem Ketchumem.

„Rudy”

Książka, która jest kopniakiem w duszę dla każdego właściciela zwierzaka. Główny bohater, Avery Ludlow jest samotnym człowiekiem, którego największą radością w życiu jest jego stary pies Rudy. Pewnego dnia wybierają się razem na ryby, napada ich grupa młodych ludzi pod wodzą lekko zwichrowanego syna lokalnego bogacza, próba okradzenia Ludlowa kończy się śmiercią psa. Mężczyzna nie chce szukać zemsty, potrzebuje jedynie sprawiedliwości. System znowu okazuje się być niesprawny.

Brian Cox jako Avery "Ave" Ludlow
Brian Cox jako Avery „Ave” Ludlow (fot. mat. prasowe Magnolia Pictures)

Przejrzałem ją sobie po tym, jak wziąłem psa ze schroniska. Nie byłem w stanie tego czytać nie dlatego, że Ketchum przedawkował makabrę. Jej tam praktycznie nie ma. Ale myśl o tym, że mojego psa mogłaby spotkać krzywda, jest dla mnie tak nieznośna, że drugie czytanie zakończyłem po kilkudziesięciu stronach. Nie wiem jak Ketchum to zrobił, ale przelał w powieść takie emocje, że nawet ludzie mający problem z psami, czy zwierzętami w ogóle, poczują szarpnięcie w duszy.

„Straceni”

Inspiracja do napisania tej książki była historia seryjnego mordercy, Charlesa Schmida, który w latach 60-tych mordował młode kobiety. Główny bohater Ray Pye też morduje. Wraz z dwójką przyjaciół postanawiają się zabawić i zabijają dwie dziewczyny. Bezsens tej śmierci poraża i już od początku wiemy, że będziemy się musieli mocno trzymać fotela. Ray to psychopata, handlarz narkotyków, kłamca, szmondak, uwodziciel nieletnich dziewczyn o tak przerośniętym ego, że bardziej to tylko Kanye West. Pod spodem zaś to zakompleksiony gówniarz, który jest typowym luzerem, ponoszącym porażkę za porażką. W 2006 roku Chris Sivertson postanowił wyreżyserować film na podstawie powieści.

Makabryczny początek, makabryczny środek i makabryczny koniec, okraszony nutką przewrotnego, czarnego humoru. Po tej książce byłem przez kilka dni chory wewnętrznie i czułem się, jakby ktoś splugawił mi duszę. Nie tak bardzo jednak, jak splugawiła ją kolejna pozycja.

„Poza sezonem”

Ludzie, którzy mijali gościa siedzącego na ławce przy Pałacu Kultury i Nauki, mogli się dziwić, dlaczego się wstrząsa, a następnie rzuca bardzo grubym słowem. I tak przez kwadrans. Taki lekki atak drgawek połączony z jednym z elementów syndromu Tourette’a. Gościem wstrząsanym konwulsjami byłem ja, czytający „Poza sezonem”. Ta książka jest tak niewyobrażalnie okrutna, że przychodziły mi na myśl najgorsze fragmenty z literatury obozowej. Tam też mieliśmy bezsilnego człowieka postawionego w obliczu brutalnej, często bezsensownej przemocy. Ketchum rozegrał schemat stary jak świat, ale zrobił to z finezją czołgu przejeżdżającego czytelnikowi po klatce piersiowej. Grupa przyjaciół jedzie do domku w głuszy, atakuje ich grupa zamieszkujących pobliskie jaskinie kanibali. Młodzi ludzie giną po kolei, zabijani na coraz bardziej wymyślne sposoby. Oszczędzę wam opisów tej jatki, powiem tylko, że z książki możemy się na przykład dowiedzieć, w jaki sposób przyrządza się ludzkie mięso.

Zapowiada się przyjemnie, nieprawdaż? (fot. Ballantine Books)
Zapowiada się przyjemnie, nieprawdaż? (fot. Ballantine Books)

Amerykański wydawca, który przeczytał „Poza sezonem” stwierdził, że w tej formie to nie może wcale pójść i potrzebne będą cięcia. Po przeczytaniu książki po cięciach, ludzie mdleli. W późniejszych latach pojawiła się wersja „uncut”, czytanie której groziło śpiączką i dezintegracją osobowości. Niewiele znam książek, o których mógłbym powiedzieć, że są z piekła rodem a piszący ją autor działał pod natchnieniem szatana. „Poza sezonem” zalicza się do tej grupy. Nie żartuję, nic co czytaliście wcześniej nie jest w stanie przygotować was na tą diabelską przejażdżkę nocnym pociągiem z mięsem. Po raz kolejny Ketchum nie idzie na kompromisy i nie bierze jeńców.

Na wysokości zadania stanął tłumacz Marcin Wróbel, któremu zawdzięczamy również tłumaczenie książki „Lęk i odraza w Las Vegas” Huntera S. Thompsona.

„Dziewczyna z sąsiedztwa”

Najgorsze zostawiłem na koniec. Jeżeli wydawało się wam, że kanibalistyczna orgia przemocy to maksimum tego, na co stać Ketchuma, srogo się omyliliście.

Oparta na prawdziwych wydarzeniach, książka opowiada historię tak nieprawdopodobnie zwyrodniałą, że trudno uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Było tak: szesnastoletnia Sylvia Likens razem ze swoją siostrą Jenny, zostaje zostawiona przez rodziców pod opieką Gertrude Baniszewski. Rodzice to pracownicy parku rozrywki, często podróżują, więc dla dziewczynek nie jest to nowa sytuacja. Gertrude jest matką Pauli, z którą dziewczynki chwilę wcześniej się zapoznały, dlatego nie wzbudza podejrzeń rodziców Sylvii. Zgadza się sprawować opiekę za 20 dolarów tygodniowo. Jak się później okazało, na tyle właśnie wycenili życie swojej córki państwo Likens.

Oszczędzę wam opisu gehenny, jaką przed śmiercią przeszła Sylvia. Poziom zdegenerowania Gertrude wymyka się zdolności pojmowania normalnego człowieka. Tortury, jakim poddała dziewczynę oraz sam akt morderstwa, zostały opisane przez prokuratora jako najbardziej straszliwa zbrodnia, jaką kiedykolwiek popełniono w stanie Indiana. Nikt nie zainteresował się losem dziewczynek, nikt nie zastanawiał się, dlaczego w pewnym momencie przestały wychodzić z domu, przeszły przez to piekło samotnie, Sylvia przypłaciła to życiem.

Kadr z filmu "Dziewczyna z sąsiedztwa"
Kadr z filmu „Dziewczyna z sąsiedztwa” – tylko dla widzów o naprawdę mocnych nerwach (fot. Modernciné)

Ketchum pozmieniał nazwiska bohaterów i napisał swoją wersję epitafium dla Sylvii Likens. Dziewczyna z sąsiedztwa to jedna z niewielu książek, przy których moi znajomi płakali. Ja sam miałem ochotę coś zniszczyć. Ta powieść złamie wam serce i rozerwie duszę. W tę otchłań wkraczacie bez przewodnika i na własne ryzyko.

Kim jest więc Jack Ketchum? Zwyrodniałym psychopatą, który kryjąc się pod płaszczykiem literatury, realizuje swoje chore fantazje? Czy może uważnym obserwatorem tej brzydszej części rzeczywistości, którą decydujemy się pomijać, a którą on nam z wściekłością rzuca w twarz? Po spotkaniu z nim, mogę was zapewnić, że jeżeli ma miejsce pierwsza ewentualność, to facet się świetnie maskuje.

Radek Teklak
Radek Teklak

Lubię popkulturę, Excela, książki, rower i żagle. Po godzinach jeżdżę komunikacją miejską i słucham, co ludzie mówią. Przez 16 lat analizowałem w korporacjach, teraz zrządzenie losu sprawiło, że jestem redaktorem w IgiMag. Piszę tutaj, piszę na swojej stronie teklak.pl, piszę na Facebooku, z tego pisania wydałem dwie książki, a trzeciej jestem współautorem. Jakoś tak wyszło.


AUTOR

Polecamy

Komentarze