Dlaczego odmawiam stania w kolejce do Kaplicy Sykstyńskiej

Przeciwko fast-turystyce
6 minut czytania
1384
45
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
11 kwietnia 2017

Rzym. Plac Świętego Piotra wypełniony jest słońcem. Oraz ludźmi, którzy stoją w długaśnej kolejce, by za dwie-trzy godziny (minimum) wejść do bazyliki i spoza pleców tych, którzy weszli wcześniej podziwiać arcydzieła Berniniego. Potem ten sam numer (kolejka trochę krótsza, góra dwie godziny) przy Kaplicy Sykstyńskiej i już można – posuwając się jednokierunkowo w karnym tłumie – popatrzeć na freski Michała Anioła.

A ja dziękuję, nie chcę. Nie interesuje mnie zwiedzanie w kolejce.

Demokratyczna turystyka dla wszystkich

W czasach sprzed turystyki masowej (przypomnę, że pierwsza masowa wycieczka została zorganizowana przez Thomasa Cooka w 1841 r.) podróżowanie było skomplikowane i drogie, co za tym idzie dostępne nielicznym: bogatym i dysponującym wolnym czasem klasom wyższym. Od połowy XIX wieku turystyka, napędzana przy tym mitem romantycznego wędrowca, który błąka się po nieznanych i zapomnianych miejscach, chłonąc ich ducha i atmosferę, z jednej strony ogromnie się zdemokratyzowała, z drugiej zaś rozwinęła w ogromny przemysł, który generuje 10 procent globalnego produktu brutto i w którym pracuje co 11. człowiek na świecie.

Forum Romanum
Żeby zobaczyć słynne miejsca bez tłumów trzeba po prostu oglądać zdjęcia (fot. Shutterstock)

Ten pierwszy aspekt zdecydowanie mnie cieszy. To że mamy tanie linie lotnicze, tanie hotele i biura podróży jest ekstra. Świat stoi przed nami otworem i wszystkie wspaniałe miejsca znane z literatury, filmów lub albumów ze sztuką każdy zainteresowany może teraz odwiedzić osobiście. Jednak druga strona medalu nie jest już tak piękna: zwiedzanie stało się kolejnym globalnym fast-foodem, w którym jak na taśmie przesuwa się ogromne masy ludzkie, by jak najwięcej osób (brzęk kasy) mogło zaliczyć kolejny (jeden z wielu) obowiązkowy punkt na liście Rzeczy-Które-Trzeba-Zobaczyć. Szybko, karnie, wiecznie w tłumie, bo wszyscy mają te same punkty na liście i po prostu muszą tego Michała Anioła na własne oczy zobaczyć, bo jak nie to wycieczka nie będzie prawidłowo zaliczona. Cały wyjazd nieważny.

Turystyczny produkt taśmowy

A ja nie chcę. Nie chcę stać przez dwie godziny w palącym słońcu, by przez chwilę popatrzeć na wspaniałe malarstwo czy rzeźbę, czując przy tym, że ktoś chucha mi w kark i starając się na nikogo nie wpaść i pilnować torebki, bo wiadomo, jak to w tłumie… Zamiast tego wolę posiedzieć przy kawiarnianym stoliku (w cieniu) i wypić karafkę wina, gapiąc się na ulice i domy. A jeszcze bardziej lubię iść w deszczu, mało uczęszczaną Via Appia Antica (tak mało uczęszczaną, że nie ma tam chodnika i kierowcy patrzą na ciebie jak na wariatkę, ale z uprzejmości nie przejeżdżają) i zwiedzić zdecydowanie mniej oblegane Katakumby św. Kaliksta. Tak, też miejsce od a do zet turystyczne, podane na tacy, z kasą (brzęk!), toaletą i całym turystycznym sztafażem, ale jednak umożliwiające jakąś własną refleksję, a nie tylko karne przesuwanie się na taśmie.

Rzym - Kaplica Sykstyńska
Warto obejrzeć to na żywo. Ale czy trzeba czuć przymus? (fot. Shutterstock)

Nie jestem naiwnym backpackersem, któremu się wydaje, że może uciec przed machiną turystyki w jakieś “egzotyczne i nieznane”. Takich miejsc już prawie nie ma i żeby do nich dotrzeć trzeba naprawdę przedzierać się przez dżunglę czy inne Himalaje. Ale nawet dla zwykłego turysty z taniego lotu dostępne są miejsca, w których da się myśleć i oddychać. Są nawet takie, gdzie można (po uiszczeniu opłaty w kasie) cały dzień błądzić wśród starożytnych ruin jak jakiś cholerny Caspar David Friedrich i w tym czasie spotkać może ze dwie inne żywe dusze (o ile na samym początku zręcznie wyminie się wycieczkę niemieckich emerytów). Byłam już w kilku takich miejscach i wspominam je jako najciekawsze, najmocniej przeżyte punkty mojego programu zwiedzania.

Internet na pomoc

Powie ktoś może, że głupio porównywać freski Michała Anioła z jakimiś prymitywnymi malowidłami w katakumbach – nie ta klasa dzieła, nie te wrażenia. A jednak. Wolę zobaczyć na własne oczy coś mniej znanego, mniej wybitnego, ale ciekawego – przy czym będę mogła się zatrzymać, co będę mogła sobie jakoś przyswoić, zamiast przesuwać się krok za krokiem, by kolejny spragniony sztuki turysta nie oskrobał mi marchewek. Zresztą freski z Kaplicy Sykstyńskiej sfotografowano i opisano w detalach. Ba! Muzeum Watykańskie umożliwia nawet wirtualny spacer po kaplicy – jakże przyjemnie pustej! W realu nie będę miała nawet cienia szansy, by przyjrzeć się widocznym tu detalom, bo zasłoni mi je tłum innych zwiedzających.

Via Appia
Romantyczny spacer przez Via Appia? Poproszę! (fot. Shutterstock)

Nie cieszy mnie bezrefleksyjne i taśmowe oglądanie sztuki. Wolę świadomie zrezygnować z kilku punktów programu z “obowiązkowej” listy, jeśli wymaga to stania w kolejce i zwiedzania zza czyichś pleców. Bo w taniej, masowej turystyce lubię tylko to, że jest tania, a nie to że jest masowa! (Tak, wiem że to się łączy).

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
Od ponad dziesięciu lat "robi w słowie" jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.
Put on your red shoes and dance the blues.
AUTOR

Komentarze