Zakaz wstępu z dziećmi: dobry pomysł czy dowód dyskryminacji?

Czy potrzebujemy takich zakazów?
7 minut czytania
3520
4
Michał Fajtek
Michał Fajtek
30 kwietnia 2017

Dla rodziców, którzy z różnych względów nie mogą sobie pozwolić na wyjście bez swojej pociechy odpowiedź jest prosta – wybierają miejsca, w których dzieci są mile widziane. Ostatnio jednak coraz więcej słyszy się o hotelach czy restauracjach, które wprowadzają zakaz wstępu dla dzieci.

Od kiedy takie postępowanie stało się coraz częstsze, dyskusja na temat słuszności takich działań przybiera coraz ostrzejsze formy.

Zakaz wstępu dzieci do lat 5

Wprowadziła od stycznia włoska restauracja Caruso’s w Mooresville w USA. Właściciele mieli dość głośnego zachowania, porozrzucanej żywności i zaczepiania innych klientów przez dzieci. Staram się zadowolić wszystkich i stworzyć miłą atmosferę. Dbam o to, aby moja restauracja była elegancka. Chcę, aby pary i przyjaciele mogli tu spędzić miły wieczór. Jednak z powodu rzucających jedzeniem, biegających i krzyczących dzieci zacząłem tracić pieniądze i klientów – mówił właściciel. Miarka się przebrała, kiedy rodzice dziewczynki, która korzystała z iPada nastawionego na maksymalną głośność, odmówili ściszenia urządzenia mimo upomnień personelu.

Początkowo reakcje na wprowadzenie zakazu nie były przychylne – pojawiły się negatywne komentarze i oskarżenia o dyskryminację. Właściciele pozostali nieugięci. Okazało się, że taka decyzja wyszła im na dobre: zyski lokalu wzrosły o połowę, jest też dużo więcej rezerwacji.

Bardziej ustępliwy wobec zdenerwowanych rodziców okazał się właściciel The Lobster Pound and Moore w Kanadzie. Napisał on na Facebooku lokalu: Od dzisiaj nie wpuszczamy małych, rozkrzyczanych dzieci. Jesteśmy restauracją dla dorosłych, którzy potrafią docenić dobre jedzenie i wychodzą na miasto, by się nim cieszyć. Mamy świadomość, że nasza decyzja nie wszystkim się spodoba, ale dokładnie ją przemyśleliśmy. Uważamy, że ci, którzy rozumieją naszą branżę, zgodzą się z nami, że jest to decyzja słuszna.

Zakaz wstępu dla dzieci
Skasowany już post właścicieli restauracji (fot. The Lobster Pound and Moore/Facebook.com)

Posypała się fala krytyki, negatywne komentarze i próby bojkotu, a także groźby kierowane do członków rodziny właściciela. Zdecydował się on więc na przeprosiny i wykasowanie wpisu.

Nie przekroczyłabym ich drzwi nawet, jeśli by mi zapłacili. Ich brak współczucia pozostawia tak zły smak, że kto chciałby próbować jedzenia! – brzmiała jedna z wypowiedzi kobiety oburzonej decyzją restauracji.

Jednak pojawiła się także druga strona medalu: właściciela restauracji zaczęli bronić… inni internauci. Liczba wpisów popierających zakaz wstępu dla dzieci była znacznie większa niż liczba negatywnych komentarzy. „Jako matka trójki krzyczących dzieci wspieram was!!! Nigdy nie zabieramy naszych dzieci do restauracji chyba, że jest to miejsce skierowane w szczególności do rodzin z dziećmi. A kiedy mój mąż i ja wychodzimy razem na randkę, nie chcę słyszeć krzyków dzieci i wrzeszczących rodziców” – napisała jedna z klientek. Jednak restauracja ugięła się pod krytyką i przeprosiła swoich bywalców.

Coraz więcej hoteli i restauracji reklamuje się jako „tylko dla dorosłych”

Zjawisko dotyczy najczęściej miejsc z wyższej półki. Przykładem mogą być portugalskie obiekty tego typu, których lista jest coraz dłuższa. Należy do nich chociażby posiadająca prestiżową gwiazdkę Michelin restauracja Eleven, uważana za jedną z najlepszych w Lizbonie. W lokalu tym w kolacji mogą uczestniczyć tylko osoby powyżej szóstego roku życia. Wyjątek stanowią sobotnie obiady, podczas których nie ma ograniczeń wiekowych. Ogólnie Portugalia nie posiada zbyt wielu obiektów, w których rodzice mogą spędzić urlop ze swoimi dziećmi bez obaw, że ich głośne zachowanie kogoś urazi. Dopiero w 2012 roku w Algarve ruszył pierwszy hotel przyjazny rodzinie.

Zakaz wstępu dla dzieci
Sa dzieci dobrze wychowane i takie, których zachowanie pozostawia wiele do życzenia (fot. Shutterstock)

Miejsc, które wprowadzają „strefy wolne od najmłodszych” w Polsce nie jest jeszcze dużo, ale powoli pojawia się ich coraz więcej. Wystarczy wpisać w Google np. hasło: „hotele bez dzieci” – pojawia się już kilka obiektów, które wyraźnie zaznaczają, że ich goście to osoby dorosłe.

Na forach internetowych zawrzało

Główne stanowiska są tak naprawdę cztery: pierwsza grupa osób nie wyobraża sobie jakichkolwiek zakazów wstępu dla dzieci, argumentując, m.in. że wielu rodziców nie ma z kim zostawić swoich pociech, a też chcą przecież gdzieś wyjść. Dodatkowo w wielu miejscach brakuje stref, gdzie można zająć się dzieckiem. We wszystkich komentarzach zachowałem oryginalną pisownię.

dlaczego w niby dobrych restauracjach nie ma przewijaka? gdzie ja mam dziecko przewinac? albo ukryte na koncu korytarza albo ich nie ma! bylam dzisiaj z dziecmi i mlodsze zrobilo kupe. nie mialam czasu czekać w kolejce i przewinelam go przed wejsciem do toalet. nic zupelnie nie bylo czuc, a zabieg byl blyskawiczny. wyprosili nas z restauracji i jeszcze kazali zaplacic za posilek ktorego nie zdazylismy zjesc!!! 
moge gdzies skarge zlozyc? – wkurvionya

***

To może najlepiej w ogóle niech takie osoby nie mają dzieci i będzie po sprawie. Jeśli gdzieś wychodzę to albo z dzieckiem albo w ogóle, dziecko to nie zabawka,gdy chce się wyjść gdzieś to najlepiej komuś podrzucić jak podrzutka. Jeśli ktoś się decyduje na dziecko to powinien wiedzieć o tym! Jak można iść do restauracji a dziecko zostawić w domu?? Aż brakuje mi słów na takich ludzi! – Mariolcia Klorek

Druga grupa to zdecydowani zwolennicy zakazów wstępu dla dzieci.

W Polsce też muszą być zakazy. To nienormalne, że mateczki-poleczki chcą zasrane pieluchy zmieniać w restauracji. Ja zawsze bronię tych, którzy chcą za swoje pieniądze uzyskać usługę na poziomie. Przychodzi para zakochanych, on wyznaje miłość, a tu krzyki albo płacz, ślinienie i smród z pampersa. I zaznaczam, że jestem starawa już i dzieci mam – Maria

***

W przypadku małych dzieci wychowanie często nie ma dużego znaczenia – małe dziecko płacze z byle powodu i nie nauczysz go, że akurat w restauracji nie wolno płakać. A co do samego pomysłu – jestem jak najbardziej za. Obecnie dzieci często traktuje się jak jakichś królów, którym trzeba ciągle tylko dogodzić. Przydałoby się coś podobnego np, w kościele – żeby dzieci mogły przychodzić tylko na jedną konkretną Mszę albo żeby rodzice stali z dzieckiem na końcu kościoła. Obecnie większość dzieci robi, co chce w kościele, dorośli się cieszą, a ze skupienia nici… – Kwiat pomarańczy

Jest i trzecia grupa – z wypowiedzi można wywnioskować, że są to rodzice, którzy potrzebują chwili spokoju i zdają sobie sprawę z tego, że czasami nad dziećmi nie sposób zapanować, dlatego rozumieją wprowadzenie zakazów.

Jako ojciec trójki małych dzieci zgadzam się z właścicielem restauracji w 100%. Jak wyrwę się z żoną bez dzieci na miasto raz na pół roku, to chciałbym mieć do dyspozycji miejsce bez dzieci 🙂 – otgees

***

Ja jestem mama dwojki dzieci i nie czuje sie urazona tym, ze moglabym z dziecmi nie wejsc do jakiejs restauracji. Gdy one zostaja w domu, sama szukam miejsca by zminimalizowac prawdopodobienstwo,ze pojawia sie inne… zwyczjanie dlatego, ze chce odpoczac… od tego halasu. Co nie znaczy wcale, ze ich nie kocham. Jednak komentarze o bekartach i zasranych pieluchach…. takich ludzi tez ktos urodzil i tez byli dziecmi. Zenujacy jest poziom wypowiedzi – Zuz

Zakaz wstępu dla dzieci
To, w jaki sposób postrzegane sa dzieci w miejscach publicznych zależy głównie od rodziców (fot. Shutterstock)

Ostatnia grupa to osoby, które uważają, że za złe zachowanie dzieci winę ponosi nie kto inny, jak ich rodzice, którzy nie potrafią zapanować nad swoimi pociechami.

Nikt już (prawie) dzieci nie wychowuje. Wszyscy wiedzą, że „bezstresowe wychowanie” to najgorsze, co może być, ale i tak je stosują – indywidualismus

***

Dyskryminacja i nietolerancja?! A gdzie kultura rodziców? (Nie)Wymaganie od dzieci czego innego w domu a czego innego w restauracji to brak konsekwencji w wychowaniu. Podstawowy błąd. Dlaczego inni ludzie mają tolerować zachowanie dzieci, które ich rodzice nie zawsze dobrze znoszą? – Agiz

***

Prawda jest taka, że to nie jest wina dzieci tylko rodziców. 
Jakiś czas temu miałam „przyjemność” jeść obiad obok stolika, przy którym usiały dwa młode małżeństwa z małymi dziećmi. Jedno z dzieci przez jakiś czas głośno płakało i nie dawało się uspokoić żeby po jakimś czasie dostać rozwolnienia … które wylało się z pieluchy na podłogę … Z niecierpliwością czekam na takie zakazy w Polsce – Aga

Sam nie mam jeszcze dzieci, więc ciężko mi stwierdzić, jak mógłbym się czuć, gdybym nie mógł gdzieś wejść ze swoją pociechą. Zdarzyło się jednak kilka sytuacji, w których jakieś dziecko swoim zachowaniem zakłócało mnie i moim towarzyszom czas posiłku w restauracji czy odpoczynku nad basenem. I w takich chwilach jedno wiem na pewno: podzielam zdanie, że za takie sprawowanie winę ponoszą rodzice. Jeśli ktoś dorosły upomni dziecko i przypilnuje, żeby zachowywało się, jak przystało na miejsce publiczne – według mnie nie ma o co robić afery.

Niestety częściej spotykałem się z sytuacjami, w których rodzic albo nie reagował albo rozpływał się w powietrzu… Jednak wprowadzanie stref bez dzieci? Uważam, że nie jest to dobre wyjście. Żyjemy w społeczeństwie, którego dzieci są częścią. Gdyby takie podejście było na porządku dziennym, to może dojść do sytuacji, w których np. będzie wprowadzony zakaz wstępu dla osób starszych, bo mają swoje humory czy niepełnosprawnych, bo poruszają się za wolno. Każdy oczywiście ma swoje zdanie na ten temat, a trendy jak zwykle zweryfikuje rynek.

Michał Fajtek
Michał Fajtek

Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Pasjonat sportu, a w szczególności piłki nożnej i siatkówki. Miłośnik podróży i dobrego jedzenia. Hiszpańska kuchnia i tamtejszy futbol – to marzenie o każdej porze dnia i nocy. Prowadzi własną firmę homeofsolutions.pl


AUTOR

Polecamy

Komentarze