„Łatwiej zrobić kosmitę niż Margaret Thatcher”. Sekrety charakteryzatorów

Dobrze zrobiona charakteryzacja jest niewidzialna
15 minut czytania
1086
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
22 kwietnia 2017
©20th Century Fox/X-Men

Czasem jedna charakteryzacja aktora trwa kilka godzin. Nicole Kidman, która wcieliła się w postać nękanej myślami samobójczymi, pisarki Wirginii Woolf, otrzymała Oscara. Jak sama przyznała, pomogła jej w tym oszpecająca charakteryzacja. Była zaszokowana, bo nigdy wcześniej nie widziała na ekranie takiego wcielenia samej siebie. Jej reakcja dowodzi jednak, że miała do czynienia z charakteryzatorem doskonałym, czyli takim, po zabiegach którego  aktor mdleje przed lustrem.

Chociaż wiele rzeczy da się z powodzeniem wykonać w komputerze, klasyczne techniki charakteryzacji wciąż się rozwijają. Profesjonalny charakteryzator powinien umieć zrobić duże skaleczenie czy poparzenie. Chyba że zajmuje się tylko upiększaniem, np. w reklamie. Często charakteryzator jest kojarzony z wizażystą, tymczasem robi on nie tylko makijaż, ale pracuje nad całą sylwetką, np. dodając jej kilogramów.

Robiłem kiedyś film o Marii Callas. Charakteryzowałem aktorkę, która grała ją przez sześć i pół godziny. Dzięki moim sztuczkom miała przytyć o 40 kilo. Sporo napracowałem się także na planie „Pachnidła. Historii mordercy”. Charakteryzacja Bena Whishawa, aktora, który grał w tym filmie garbarza, trwała dwie i pół godziny – mówi Waldemar Pokromski, ceniony na świecie polski charakteryzator, który współpracował z najwybitniejszymi twórcami kina, m.in. Michaelem Hanekenem , Stevenem Spielbergiem i Romanem Polańskim.

Ben Wishaw
Ben Wishaw w filmie „Pachnidło. Historia mordercy” (fot. mat. promocyjne ©Constantin Film Produktion)

Talent Waldemara Pokromskiego mogliśmy też podziwiać w filmie Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. Na planie miał do dyspozycji  kilkadziesiąt rodzajów samych wąsów.  Dużo czasu musiał też poświęcić ogólnej charakteryzacji Roberta Więckiewicza, który gra Wałęsę. Początkowo jest szczuplejszy, potem grubszy. Trzeba było zmienić całą sylwetkę, nie tylko włosy i makijaż.

Ciekawy przypadek leciwego niemowlaka

Trudno sobie wyobrazić sukces filmu „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” bez charakteryzacji – była ona tak samo istotnym elementem jak zdjęcia i scenariusz. Bohater grany przez Brada Pitta urodził się jako starzec i z biegiem lat stawał się coraz młodszy. Aktorzy odegrali swoje role bez dublerów, więc mamy okazję oglądać Pitta czy Cate Blanchett zarówno w wieku 20, jak i 80 lat, są zmienieni nie do poznania. Ten efekt częściowo jest zasługą grafiki komputerowej, niemniej obraz Finchera prawdopodobnie zapisze się w annałach jako jeden z pierwszych filmów, w jakich magia kina wyznaczyła w tym zakresie nowe granice. Charakteryzacja wreszcie osiągnęła poziom, na którym jest w stanie ukryć prawdziwy wiek aktorów. Doceniła to Akademia Filmowa. Greg Cannom odebrał Oscara  za najlepszą charakteryzację.

Konsultantem przy tym filmie był jeden z najwybitniejszych charakteryzatorów, Rick Baker. To właśnie on w 1982 r. jako pierwszy charakteryzator w historii kina odebrał Oscara w kategorii „charakteryzacja” (dotychczas osiągnięcia mistrzów makijażu włączano do kategorii „kostiumy”) za film „Amerykański wilkołak w Londynie” . Szczególnym uznaniem cieszyła się wybitna sekwencja przemiany Davida Naughtona w wilkołaka, przygotowana i nakręcona z niemal chirurgiczną precyzją. Dwa lata później Rick Baker powtórzył tę technikę na planie przełomowego wideoklipu Michaela Jacksona „Thriller”.

Rick Baker – charakteryzator w takich produkcjach, jak „Faceci w czerni”, „X-Men” czy „Hellboy” (fot. Kathy Hutchins/Shutterstock.com)

Jedną z mistrzowskich charakteryzacji ostatnich lat (Oscar dla Marka Couliera i J. Roya Hellanda)  jest ta z filmu „Żelazna dama”. Meryl Streep w odpowiedniej peruce i z makijażem sprawiły, że aktorce łatwiej było naśladować sposób bycia prawdziwej premier Wielkiej Brytanii. Charakteryzatorzy twierdzą, że dużo trudniej stworzyć  autentyczne i powszechnie znane postacie niż byty fantastyczne, takie jak potwory czy kosmici. – Zrobienie kosmity jest łatwiejsze niż stworzenie Margaret Thatcher, bo wszyscy wiedzą, jak ona wygląda. A ufoludek… Jeśli coś ci nie wyjdzie, możesz zawsze powiedzieć, że ta dziura w twarzy miała tu być – mówi Rick Baker.

Księżna Diana made in Japan

Widzowie mają konkretne oczekiwania co do postaci, którą zobaczą na ekranie. Tak było w przypadku filmu o księżnej Dianie, w którym charakteryzacja odegrała kluczową rolę. Kiedy rozpoczęła się faza preprodukcyjna filmu „Diana”, Naomi Watts, która wcieliła się w tytułową rolę,  zaczęła bliską współpracę z Noriko Watanabe.  Japonka odpowiadała za jej charakteryzację oraz uczesanie, korzystając z setek zdjęć księżnej. Dla Watts transformacja rozpoczęła się więc wraz z peruką. Pomiędzy 1995 r. a 1997 r. Diana miała cztery style uczesania, różniące się długością włosów oraz ich kolorem. W trakcie zdjęć stanowiło to pewną trudność, bowiem zdarzało się, że trzeba było zmieniać peruki cztery razy w ciągu jednego dnia.

Naomi Watts
Naomi Watts jako księżna Diana (fot. mat. promocyjne ©Ecosse Films)

Żeby jeszcze bardziej przypominać Dianę, Watts zgoliła również brwi. Sprawczyni metamorfozy aktorki, Noriko Watanabe,  to jedna z najbardziej uznanych charakteryzatorek branży filmowej, pracowała m.in. przy „Wyznaniach gejszy” Roba Marshalla, „Gangach Nowego Jorku” Martina Scorsese, „Fortepianie” Jane Campion czy „Kill Bill” Quentina Tarantino.

Chirurgiczne cięcia charakteryzatora

Nicole Kidman, która wcieliła się w postać, nękanej myślami samobójczymi, pisarki Wirginii Woolf, otrzymała pierwszego w swojej karierze Oscara. Aby przypominała Woolf, dorobiono jej sztuczny nos. Nakładanie makijażu oraz przyklejanie nosa trwało za każdym razem kilka godzin.

Robiąc charakteryzację z prawdziwego zdarzenia, trzeba znać anatomię człowieka, a także chemię. Jest to niezbędne, by przygotować elementy z tworzyw skóropodobnych, wykonać podobizny obciętych głów, czaszek rozpryskujących się po strzale czy rozcinanych klatek piersiowych. Waldemar Pokromski, pracując przy filmie Toma Tykwera „Wojownik i księżniczka”, zainscenizował  tracheotomię u bohaterki, która się dusi. Wyszło tak naturalnie, że na premierze w Wenecji trzy osoby straciły przytomność.

Nicole Kidman
Nicole Kidman w filmie „Godziny” (fot. mat.promocyjne ©Paramount Pictures)

Przy charakteryzacji niezbędna są również wiadomości z zakresu historii sztuki oraz obyczajów, a ponadto wiedza niemal medyczna. Jak wygląda człowiek chory lub ranny? W jaki sposób osiągnąć efekt postaci odrealnionej? Jak zaprojektować bohatera z odległej epoki, którego możemy odtworzyć jedynie na podstawie starych obrazów?

Zdaniem Waldemara Pokromskiego najważniejsze w charakteryzacji jest to, żebyśmy nie widzieli jej na ekranie, żeby nie była robiona grubą kreską.

Na potrzeby filmu często wykonuje się makijaż nie tylko twarzy, ale również całego ciała – szczególnie w scenach, w których jest dużo nagości. Tak było np. w przypadku obrazu „Pani Henderson”.  Musical opowiada autentyczną historię ekscentrycznej wdowy (Judi Dench), właścicielki wodewilu na londyńskim Soho, która chcąc przyciągnąć na swoje spektakle publiczność, decyduje się pokazywać na scenie nagie modelki. Dziewczyny z wodewilu musiały mieć gładką, błyszczącą, wydepilowaną skórę. Aktorki i tancerki poddawały się nawet najbardziej bolesnym i długotrwałym zabiegom usuwania włosów z ciała.

Charakteryzacja z sarkofagu

Techniki komputerowe nie mogą całkowicie zastąpić pracy charakteryzatora. Mając charakteryzację, gra się inaczej, pomaga ona w identyfikacji z rolą.

„Twoja twarz brzmi znajomo” to program, w którym główną rolę odgrywa fenomenalna charakteryzacja uczestników. Każdy z nich parodiuje znanych wokalistów. Czy to możliwe, aby z Katarzyny Skrzyneckiej zrobić perfekcyjnie Tinę Turner? Tak, ale tylko dlatego, że przy programie pracuje m.in. jedna z najlepszych polskich charakteryzatorek, Agnieszka Jońca, która zdaje sobie sprawę, że aby fizycznie przypominać danego wokalistę, nie wystarczy dobry makijaż i odpowiedni strój. Przygotowania do tego, by przeobrazić kobietę w Tinę Turner, zajmują dziesiątki godzin.

Robert Więckiewicz w filmie „Wałęsa. Człowiek z nadziei” (fot. mat. promocyjne ©Canal+ Polska/TVP)

To jest bardzo skomplikowany proces – opowiadała w jednym z wywiadów  Agnieszka Jońca. – Najpierw wykonujemy popiersie, na którym pracujemy przez wszystkie odcinki. Zamykamy uczestników w czymś, co przypomina sarkofag. Jest ciemno i można oddychać tylko nosem. Uzyskane popiersie to nasza baza wyjściowa. Potem, gdy już wiemy, jaką postać wylosowały poszczególne osoby, zaczyna się praca nad rzeźbą. Każdy element twarzy jest rzeźbiony w detalach. Osobną kwestią jest owłosienie. Jeśli panowie muszą się wcielić w kobiety, sprawa wydaje się łatwiejsza – wystarczy ogolić nogi. Gorzej, kiedy włosy trzeba dokleić – podsumowuje charakteryzatorka.

Uwielbiam moment, kiedy aktor po raz pierwszy widzi się w lustrze w pełnej charakteryzacji i po jego spojrzeniu widać, że sam siebie nie poznał – mówi Rick Baker – To są chwile magii kina, które potem widz też czuje. Kiedy wchodzisz na plan „Facetów w czerni”, masz gęsią skórkę. Hala zdjęciowa jest zaludniona najdziwniejszymi stworami,  świat, w którym widzowie mają spędzić dwie godziny, naprawdę istnieje.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska

Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.


Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.


Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.


AUTOR

Polecamy

Komentarze