Podróż w kosmos. Czy na statku podadzą nam drinka?

Pozaziemskie historie
8 minut czytania
917
0
Damian Halik
Damian Halik
11 kwietnia 2017

Komercyjne loty w kosmos zdają się tak odległe, że pisanie o nich – a zwłaszcza o ich mniej istotnych aspektach – może wydać się daremne. Postęp technologiczny następuje jednak w takim tempie, że ani się obejrzymy, a Branson i Musk zaczną kombinować, by wyrastające jak grzyby po deszczu nowe spółki rejsowe nie dogoniły ich zbyt szybko. I wierzcie mi – w takiej sytuacji decydować będą detale, wśród których ewentualny drink z palemką może przeważyć.

Może to zaskakujące, ale jakże przyziemny temat spożywania alkoholu, jest silnie powiązany z podróżami kosmicznymi. I nie mówię tu o science-fiction, gdy Matt Damon hoduje na Marsie ziemniaki (chyba nie myśleliście, że zostaną zjedzone? Przecież wiadomo, o co chodzi…), lecz o historii eksploracji kosmosu, w której prym wiedli przedstawiciele Stanów Zjednoczonych oraz Rosji.

Obecnie „komercyjne loty w kosmos” to nic innego, jak zapłacenie kilkudziesięciu milionów dolarów za to, że wystrzelą nas w kosmos wiekowym Sojuzem i pozwolą spędzić kilka dni na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. W sumie fajnie, jednak pozwolić mogą sobie na to nieliczni (jak dotąd siedem osób). I właśnie dlatego od ładnych paru lat Elon Musk oraz sir Richard Branson (a także kilka mniej głośnych nazwisk), tak bardzo starają się o stworzenie możliwości opuszczenia ziemskiej atmosfery także dla nieco mniej zamożnych osób. Jak na razie nie idzie im jednak najlepiej, a problemy techniczne stale opóźniają rozpoczęcie programu kosmicznej turystyki. Wróćmy więc do tematu przewodniego – alkoholu.

ISS Truss
Co robić w kosmosie po pracy? (fot. NASA)

Skąd się wzięła kosmiczna prohibicja?

Jako że komercyjne wycieczki pozaziemskie to melodia przyszłości, warto sprawdzić jak sytuacja wygląda obecnie – i niestety nie jest zbyt kolorowo. Wejście w nowy wiek w znacznym stopniu ograniczyło rozrywkowe aspekty lotów kosmicznych, co – jak to zwykle bywa – tłumaczone jest dobrem ogółu. Jako że załogowe podróże powiązane są w głównej mierze z transportem astronautów na wyniesioną na orbitę okołoziemską u schyłku XX wieku Międzynarodową Stację Kosmiczną, życie na jej pokładzie trzeba było podporządkować pewnym regułom. Jedną z nich był całkowity zakaz spożywania alkoholu, którego powodem jest… No właśnie.

Ciężko o wskazanie konkretnego powodu, ponieważ alkohol był jednym z istotnych elementów zaopatrzenia statków kosmicznych właściwie od samego początku. I nie mówię tu jedynie o misjach organizowanych przez Rosjan!

Buzz Aldrin łamie zasady

Jednym z najbardziej znamiennych przykładów jest Buzz Aldrin. Drugi człowiek na księżycu, natomiast pierwszy, który wypił tam nieco wina. Przed opuszczeniem lądownika Aldrin i Armstrong odbyli małe „nabożeństwo”, natomiast później, w trakcie przerwy w łączności z bazą naziemną jeszcze je poprawili. I choć astronauta mówi tu o niewielkich ilościach, chodzą słuchy, że w rzeczywistości było nieco inaczej, a Aldrin po prostu zapijał w ten sposób złość i smutek, spowodowane „byciem tym drugim” (choć plan zakładał, że wyjdzie przed Armstrongiem).

Buzz Aldrin
Buzz Aldrin – człowiek, który złamał zasady (fot. MISHELLA / Shutterstock.com)

Oczywiście bardziej zrozumiałe są obostrzenia co do zawodowych astronautów na wartej setki miliardów dolarów ISS. Przychodzenie do pracy na rauszu nie jest bowiem tolerowane ani na Ziemi, ani tym bardziej w kosmosie – a co poradzić, jest miejsce pracy jest też twoim tymczasowym domem? Jednak poza tym czysto racjonalnym powodem, NASA nie bardzo jest w stanie podać nam inne, przekonujące – zwłaszcza cywilnego astronautę – przyczyny prohibicji.

Kombinuje się więc z negatywnym wpływem „bąbelków” na układ pokarmowy w stanie nieważkości (ale kto by tam pił piwo?) czy „szybszym upijaniem się podczas lotu”, co jest mitem, który obalono już w latach osiemdziesiątych. Ostatecznie jednak wszystko sprowadza się do… poprawności politycznej.

Czy poprawnośc polityczna ma coś wspólnego z podróżami kosmicznymi? Może tak być! (fot. Shutterstock)

Mormoni, muzułmanie czy też przedstawiciele kilku innych grup społecznych, mogliby poczuć się urażeni, gdybyśmy w ich towarzystwie spożywali alkohol. I w sumie nie jest istotne, czy w ogóle będą takowi w składzie misji. Wygląda więc na to, że nawet podczas kolonizacji Marsa, czeka nas powielanie szkodliwych już tutaj, na Ziemi, schematów i ograniczanie się tylko dlatego, że ktoś może uważać daną czynność za niezgodną z własnymi przekonaniami.

Lecimy, tylko dokąd?

Jeśli NASA podtrzyma swoje zdanie, że panujące na ISS zasady trzeba będzie przenieść także na pokłady statków międzyplanetarnych, czekają ich długie i trudne rozmowy z potencjalnymi kolonizatorami – na początek wspomnianego już Marsa.

Czerwona planeta jest jak na razie jedynym celem w naszym zasięgu, a pierwsza misja w jej kierunku powinna wystartować w ciągu najbliższych 15 lat. Wcześniej co prawda SpaceX – uskrzydlone ostatnimi postępami – uda się na orbitę naszego księżyca, jednak to zaledwie kosmiczna przejażdżka w porównaniu ze spędzeniem na pokładzie kilku miesięcy.

Alkohol w kosmosie?
Czy alkohol mógłby znaleźć się w menu podczas turystycznego lotu w kosmos? (fot. Shutterstock)

O drinkach na pokładzie w początkowej fazie „kolonizacji” możemy jednak pomarzyć. Pierwsze misje badawcze finansowane będą z funduszy publicznych, więc ciężko oczekiwać, że ich uczestnicy zostaną zwolnieni z powyższych zasad. Jeśli jednak kolonizacja czerwonej planety okaże się sensowna – cała nadzieja w prywatnych przedsiębiorcach, którzy rozpoczną kursy na linii Ziemia-Mars.

Choć w tym momencie nie wygląda to ciekawie, można w tej sytuacji znaleźć przynajmniej jeden pozytyw. Gdy już przyjdzie nam wybrać się w kosmiczną podróż, marsjańskie plantacje ziemniaków będą zapewne normą. Przy odrobinie szczęścia mieszkańcy tamtejszych kolonii zaczną pędzić lokalny specyfik, może nie w ilościach hurtowych, ale choćby na tyle, by godnie nas tam ugościć.

Damian Halik
Damian Halik
Kulturoholik, level 99. Czas na filmy, książki, komiksy i gry, generowany gdzieś między pracą a codziennymi obowiązkami, zawdzięcza opanowaniu umiejętności zaginania czasoprzestrzeni.
AUTOR

[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa