Czy stealthing to gwałt? Nowy i koszmarny trend wśród mężczyzn

Przemoc czy nie?
5 minut czytania
6354
6
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
29 kwietnia 2017

Od kilku dni w prasie wiele pisze się o nowym trendzie tzw. stealthingu, polegającym na potajemnym zdjęciu prezerwatywy podczas seksu. Rzecz stała się głośna za sprawą raportu w periodyku wydawanym przez amerykańską uczelnię Columbia University School of Law. Autorzy raportu domagają się, by prawo traktowało stealthing jak gwałt. Czy jednak takie – ch****e, bez dwóch zdań – zachowanie można zrównać w prawie z rzeczywistą przemocą seksualną?

Według raportu w Columbia Journal of Gender and Law stealthing jest narastającym zjawiskiem. Polega na ukradkowym zdjęciu prezerwatywy bez wiedzy (i często wbrew wyraźnie wyrażonej woli) partnerki lub partnera – stealthing dotyczy bowiem zarówno kontaktów hetero jak i homoseksualnych. Istnieją społeczności online, w których mężczyźni przechwalają się swoimi osiągnięciami w tym “sporcie” i udzielają innym porad, jak zdejmować kondomy niezauważenie.


Aleksandra Brodsky, główna autorka opracowania, przekonuje jednak, że stealthing nie jest tylko nieodpowiedzialną “zabawą”, lecz formą napaści seksualnej i powinien być traktowany w taki sposób, w jaki traktuje się inne tego typu czyny. Do takich wniosków doprowadziła ją analiza rozmów z kobietami, dzwoniącymi na linię pomocy dla ofiar przemocy seksualnej. Ofiary stealthingu miały poczucie, że wyrządzono im jakąś krzywdę, opisywały to doświadczenie jako “graniczące z gwałtem”.

W styczniu tego roku w Szwajcarii zapadł precedensowy wyrok: sąd uznał winnym gwałtu mężczyznę, który w trakcie seksu zdjął prezerwatywę bez wiedzy partnerki. Sędzia tłumaczył, że do zbliżenia by nie doszło, gdyby kobieta wiedziała, że partner nie będzie miał na sobie prezerwatywy. Mężczyzna został skazany na rok więzienia w zawieszeniu. Również w słynnym oskarżeniu o gwałt, które zmusiło do ucieczki ze Szwecji Juliana Assange’a, twórcę WikiLeaks, pojawiła się kwestia próby wymuszenia seksu bez zabezpieczenia. Prawo musi więc jakoś ustosunkować się (hmm) do tego typu praktyk. Pytanie, czy zrównywanie stealthingu z gwałtem jest najlepszą drogą.

Czy stealthing to gwałt?
W poziom ludzkiej głupoty trudno czasem uwierzyć… (fot. Shutterstock)

Bez wątpienia zachowanie polegające na wymuszeniu jakiejś formy seksu – w tym przypadku seksu bez zabezpieczenia – zasługuje na karę. Jednak, jak wskazuje wielu uczestników dyskusji toczących się na ten temat, zdejmowanie prezerwatywy nie jest jedyną formą takiego wymuszenia. Jak prawo ma traktować kobiety, które kłamią, że stosują antykoncepcję hormonalną albo celowo uszkadzają prezerwatywy (o takich praktykach mówiła ostatnio rzeczniczka Durexa Alix Fox w wywiadzie dla Huffington Post) aby zajść w ciążę wbrew woli partnera? Czy kobiety próbujące, jak to się niegdyś mówiło, “złapać faceta na dziecko” też powinny być sądzone za gwałt? Wydaje się to dość ekstremalnym pomysłem. Nawet jeśli zgodzimy się, że zarówno stealthing jak i wymuszone zapłodnienie są postępkami niegodnymi i z punktu widzenia stosunków międzyludzkich, opartych na wzajemnych zaufaniu i szacunku, zupełnie obrzydliwymi.

Jak więc karać stealthing? Jednym z bardziej interesujących proponowanych rozwiązań prawnych jest stosowanie w takich przypadkach oskarżenia o… niedotrzymanie kontraktu (polegającego na zgodzie na seks z zabezpieczeniem) i domaganie się zadośćuczynienia finansowego. Nie wiem czy to możliwe do przeprowadzenia na gruncie polskiego prawa, ale amerykańskie sądownictwo na pewno umożliwia dochodzenie swoich praw w taki sposób.

Na pewno znalezienie odpowiedniej kwalifikacji prawnej takiego czynu nie będzie łatwe. Mam jednak poczucie, że karanie za stealthing na podstawie oskarżenia o gwałt jest zwyczajnie nie fair wobec ofiar gwałtów, które padły ofiarą seksualnej przemocy w jej pełnym wymiarze. Widzę różnicę między byciem wykorzystaną przez chama, który uznał, że zgoda na seks daje mu prawo do ukradkowego ściągnięcia gumki, a byciem zmuszoną do jakiejkolwiek formy seksu całkowicie wbrew swojej woli, często groźbą, czy przy użyciu siły lub środków odurzających takich jak “pigułka gwałtu”. Pierwsze jest postępkiem podłym, drugie zaś zbrodniczym. Prawo powinno jakoś rozróżniać te sytuacje, choć zdaję sobie sprawę, że nie jest to proste, bo dotyczy bardzo szarej strefy ludzkich czynów i motywacji.

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
Od ponad dziesięciu lat "robi w słowie" jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.
Put on your red shoes and dance the blues.
AUTOR

Komentarze

6 odpowiedzi na “Czy stealthing to gwałt? Nowy i koszmarny trend wśród mężczyzn”

  1. Tak, ukradkowe sciagniecie gumki to rodzaju gwaltu. I w zaden sposób taka klasyfikacja nie ujmuje ofiarom brutalniejszych gwaltow. Tak jak nazywanie znecania sie psychicznego „przemoca” nie ujmuje ofiarom przemocy fizycznej. I zaloze sie,ze prawie kazda wykorzystana,zgwalcona osoba powie,ze wazne jest odpowiednia kara dla sprawcy a nie debatowanie nad nazewnictwem.

  2. ‚Trend’ wydaje mi się tak absurdalny i pozbawiony namacalnych dla sprawcy korzyści, że aż trudno uwierzyć, że coś takiego istnieje. Tym bardziej, że newsami o stealthingu wysypało w Internecie dosłownie kilka dni temu i to jak jeden maż, wliczajac w to nawet hasło na Wiki, które jeszcze tydzień temu nie istniało.

    Tak, czy owak jeśli tego typu występek istnieje i istnieć nie przestanie, to w którymś momencie pojawi się nań paragraf, odrębny od zgwałcenia. Bez watpienia byłoby to przestępstwo seksualne, lecz od ‚twardego’ gwałtu w obecnym rozumieniu różni go brak przemocy lub groźby jej użycia. Żaden problem prawniczy – przecież pośród przestępstw przeciwko mieniu odróżnia się przywłaszczenie od kradzieży od kradzieży rozbójniczej.

    Samo natomiast pojęcie ‚rape’ wciaż ewoluuje w toku przemian obyczajowych. Wywodzi się od łacińskiego słowa oznaczajacego porwanie/uprowadzenie i poczatkowo nie odnosiło się do seksualnej sfery ludzkiego życia. Bardziej odpowiadało dzisiejszemu rozumieniu napaści rozbójniczej. Dopiero później zawężone zostało do uprowadzenia (w domyśle cudzej) kobiety (niekoniecznie z naruszeniem jej czci). W chwili obecnej to wszelka forma seksualnego obcowania z druga osoba bez jej pełnego przyzwolenia (niezależnie od płci którejkolwiek ze stron, a nawet niezależnie od towarzyszenia temu aktowi pierwiastka przemocy). Stad też seks z osoba poniżej ‚age of consent’ traktowane jest jako ‚statutory rape’ nawet jeśli niepelnoletni/a uczestnik/czka nie była w ogóle przymuszona, a nawet była strona inicjujaca. I stad też pojawiło się zjawisko gwałtu małżeńskiego, gdyż w myśl nowej definicji status małżonka nie gwarantuje bezwarunkowego przyzwolenia na odbycie stosunku płciowego.

    • Mamy Art. 197 Kodeksu Karnego, który definiuje pojęcie czynu zabronionego – zgwałcenia. Brzmi on tak:
      § 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze (…).
      § 2. Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega karze.

      Mówiąc krótko i jasno: jeśli mężczyzna w sposób podstępny doprowadza do uprawiania innej formy seksu, niż ta, na którą godzi się kobieta, to jest winnym popełnienia ww. czynu zabronionego i podlega karze.

      • W takim razie powinniście czym prędzej jankeskim prawodawcom zaproponować genialna poprawkę w postaci krótkiego a treściwego art. 197 opatrzonego słowami kluczowymi ‚podstęp’ i ‚inna czynność seksualna’. Dla porównania zapoznać można się z artykułem 130 Kodeksu Karnego Stanu Nowy Jork, który mimo 95 długaśnych paragrafów nie przewidział sytuacji wstrzasajacej od kilku dni mediami, a więc podstępnego doprowadzenia do innej czynności seksualnej. Jest tylko wałkowany wiek, przymus, fizyczna przemoc, niezdolność wydania zgody ze względu na upośledzenie umysłowe lub stan nieprzytomności, służbowa zależność…

          • Po prostu w polskim internecie przejmujecie się problemem kwalifikacji prawnej czynów, których plaga rzekomo szerzy się na świecie, a którego kwalifikację jeden artykuł polskiego k.k. w dwóch paragrafach rozstrzyga jasno i wprost, posługujac się przy tym terminem znaczeniowo w zasadzie pokrywajacym się z nazwa tego ‚nowego, niebezpiecznego trendu’.

Dodaj komentarz