Zapachy – przewodnicy po świecie, tragarze wspomnień, władcy emocji

Co wodzi nas za nos?
13 minut czytania
1351
3
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
30 kwietnia 2017

Elizabeth Arden, założycielka słynnej firmy kosmetycznej, która boksy swych ukochanych koni spryskiwała znanym zapachem Blue Grass, pewnie przewraca się w grobie, gdy docierają do niej informacje, że coraz liczniejsza grupa perfumiarskich buntowników, występująca przeciwko dyktaturze „ładnych zapachów”, rozpowszechnia pachnidła z dominującą nutą… końskiego potu lub skórzanego siodła.

Człowiek ma około 3 miliony komórek zapachowych, które odradzają się co trzy miesiące. I, jak sugerują naukowcy, postrzegałby świat zupełnie inaczej, gdyby swojemu nosowi, narządowi o wielkich możliwościach, nie fundował ściemy w postaci wszechobecnych sztucznych zapachów, które, atakując w sklepach, publicznych toaletach i szafach, zaburzają nasze relacje z otoczeniem i czynią z nas zapachowych analfabetów i kołtunów potrafiących jedynie uznać woń za przyjemną albo nieprzyjemną.

Lepsze brudne skarpetki niż dezodorant

Dzisiaj zapach to element kultury popularnej. – Jest niczym opium dla mas. Jego powszechne stosowanie daje złudne poczucie władzy nie tylko nad ciałem, ale także nad środowiskiem naturalnym – tłumaczył na łamach tygodnika „Polityka” prof. Marek Krajewski, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. To opium powoduje ponoć, że działamy sztampowo i nie potrafimy dotrzeć do naszego wnętrza i naszych prawdziwych gustów. A ponadto nie umiemy odczytać intencji innych ludzi, którzy, nawet jeśli panują nad mową ciała, nie zawsze panują nad kodami zapachowymi, jakie wysyłają. Gdybyśmy byli biegli w rozszyfrowywaniu zapachów, moglibyśmy wyczuć ich strach, niepokój lub złe intencje wobec nas. Ale ponieważ zazwyczaj jesteśmy zapachowymi imbecylami, dajemy się zwieść perfumom i dezodorantom, bezpowrotnie tracąc szansę na to, co o niebo ważniejsze, czyli wniknięcie do świata ich emocji. Nie wszystko jednak stracone, dopóki na świecie są takie osoby jak Sissel Tolaas, która rozkoszuje się zapachem potu i znoszonych skarpetek, ceniąc nie tylko ich naturalność, ale i osobliwość.

Życie to fabryka zapachów

Ta mieszkająca od 30 lat w Berlinie Norweżka z dyplomem chemii jest nie tylko naukowcem, ale także artystką, kolekcjonerką zapachów i filozofką. Zajmuje się również edukacją zapachową dzieci między 6. a 12. rokiem życia, które uczy poznawać świat za pomocą nosów, co przynosi im wielką radość, a także powoduje, że ich obcowanie z bodźcami zapachowymi jest twórcze i nie sprowadza się wyłącznie do dzielenia ich na brzydkie i ładne. To, zdaniem Sissel Tolaas, zupełnie nieadekwatne określenia w stosunku do zapachów.

Norweżka uważa też, podobnie zresztą jak George Orwell, że prawdziwym źródłem różnic klasowych jest przekonanie, iż niższe klasy śmierdzą. Ale to już wiedza dla dorosłych, których nauczaniem też się chętnie zajmuje, pod warunkiem, że odrzucą zapachowe mity i uprzedzenia, jakimi nasiąkają przez całe życie.

Właśnie, zamiast nasiąkać mitami, lepiej nasiąkać zapachami prawdziwego świata, tak jak robi to sama Tolaas. – Duszą zapachu nie jest laboratorium. To część naszego jestestwa. Dlatego postanowiłam moje eksperymenty przenieść z laboratorium do realnego życia – tłumaczyła w jednym z wywiadów. W związku z tym codziennie ćwiczy swój nos, wąchając poranną kawę, śniadanie i gazetę, a potem wysyła go do parku, by i tam nabierał wprawy w rozpoznawaniu zapachów. Jednak hasanie w plenerze to tylko uwertura do wielkiego przedsięwzięcia kolekcjonerki zapachów, które nosi nazwę City SmellScape i któremu poświęca się od wielu lat. Tolaas tworzy mianowicie zapachowe mapy miast. W swoim laboratorium ma około 7 tysięcy próbek przywiezionych m.in. z Kapsztadu, Paryża, Londynu, Liverpoolu, Bombaju, Meksyku, Kansas i ze Sztokholmu. Poszukuje zapachów stanowiących istotę zapachową miejsc, nadających im charakter, stale tam obecnych.

Jak przekonuje Tolaas, każde miasto, a nawet dzielnica ma swój własny unikatowy zapach. Raz piękny, raz przykry, ale zawsze jedyny w swoim rodzaju. Najważniejsze jest ustalenie źródła tych woni. Mogą to być fabryki, restauracje czy przystanki autobusowe. Tolaas, mając do dyspozycji odpowiedni materiał poznawczy, odtwarza w swym laboratorium sytuacje, w których konkretny zapach mógł zostać wygenerowany. Projekt City SmellScape jest długoterminowy i wieloetapowy. Jego autorka do jednego miejsca wraca kilka razy o różnych porach roku, by mieć pewność, że dany zapach nie ma charakteru okazjonalnego, lecz jest do niego przypisany na stałe. Poza tym konsultuje swoje obserwacje z mieszkańcami penetrowanej przestrzeni. Praca nad jednym zapachowym terytorium trwa mniej więcej rok.

Zapachy pierwszego i drugiego sortu

Zapachowa mapa miast była prezentowana w Museum of Modern Art w Nowym Jorku, Tate Liverpool i w Muzeum Narodowym w Pekinie. Trzy lata temu dotarła także do Centrum Nauki „Kopernik” w Warszawie, którą zresztą Norweżka dobrze zna, bo w latach 80. studiowała filozofię na Uniwersytecie Warszawskim.

Odwiedzający wystawę mieli okazję poznać zapachy Berlina. Tolaas odtworzyła główne wonie czterech berlińskich dzielnic. I tak północny Reinickendorf pachnie solarium, tanim alkoholem, śmieciami i McDonaldem, zaś południowy Neukölln – kebabem, tytoniem i proszkiem do prania. Powiew wielkiego świata: kawę ze Starbucksa, sushi, kaszmir i pieniądze, czuć natomiast we wschodniej Mitte i w zachodnim Charlottenburgu.

Najlepsze zapachy świata
Sissel Tolaas – specjalistka od zapachów (fot.YouTube)

Słynna zapacholożka nie dość, że nie ma uprzedzeń do zapachów, to lubi prowokować. Na jednym z celebryckich przyjęć w Berlinie, zamiast pożądanego powszechnie zapachu płatków róż, rozpylała zapach śmietników, wprawiając w osłupienie, przyodzianą we fraki i unikatowe kreacje, śmietankę towarzyską. Jednak i ona stawia sobie pewne granice. Gdy agenci CIA i FBI poprosili, by pomagała im w namierzaniu terrorystów na podstawie zapachów – odmówiła, chociaż ważną częścią jej działalności jest poszukiwanie zapachu strachu, który, choć niejedno ma imię, ewidentni kojarzy się również z terroryzmem.

Gmach wzniesiony na kropelce

Kiedy z dawnej przeszłości nic już nie istnieje, to właśnie smak i zapach, choć niematerialne i wątłe, potrafią na swej znikomej kropelce udźwignąć olbrzymią budowlę wspomnienia – stwierdza Marcel Proust w swym dziele „W poszukiwaniu straconego czasu”. W ten sposób opisuje odczucia narratora książki, którego ogarnia fala wielkiego wzruszenia, gdy je magdalenkę zanurzoną uprzednio w herbacie. Jest zdziwiony tym stanem emocjonalnym, lecz ostatecznie uświadamia sobie, że zawdzięcza go wspomnieniom z dzieciństwa, jakie powróciły ze smakiem i zapachem ciastka. – Pamięć zapachowa to nieodkryta wyspa. Są takie rejony ludzkiej pamięci, które wciąż są dla nas – naukowców – zagadką – tłumaczy Sissel Tolaas, która brała udział w medycznym projekcie wybudzania pacjentów ze śpiączki poprzez stymulację zapachową, polegającą na konfrontowaniu ich ze znanymi z przeszłości woniami, np. ulubionej potrawy, zabawki, mamy czy psa. Efekty nie były spektakularne, ale to dopiero początek. Podobną stymulację zamierzała wykonywać również w przypadku osób we wczesnym stadium choroby Alzheimera. Nierzadko już wtedy mają one zaburzoną sprawność węchową, co nie pozwala im odróżnić np. zapachu kawy od zapachu czekolady.

Norweska admiratorka naturalnych zapachów podkreśla, że, mając do dyspozycji całą masę zapachowych bodźców, rezygnuje z perfum. Zachęca, by, zamiast skrapiać się wonią z butelki, poszukać swojego własnego, indywidualnego zapachu. A jeśli już musimy odwiedzić perfumerię, dobrze byłoby zastanowić się, dlaczego wybieramy te, a nie inne perfumy, bo nasze zapachowe preferencje mówią dużo o naszej osobowości.

Bezwonni nie mają przyszłości?

Należy sądzić, że prawdziwym starciem – miejmy nadzieję, że tylko słownym – byłoby spotkanie Sissel Tolaas z Coco Chanel, która na odmianę uparcie powtarzała, że kobieta, która nie pachnie, nie ma przyszłości. Jej siła przekonywania okazała się niemała, biorąc pod uwagę fakt, że perfumy Chanel 5 są ponadczasowe, choć nie do końca wiadomo, dlaczego. Nie są afrodyzjakiem i, jak podkreśla wielu użytkowników i znawców zapachów wszelakich, wcale nie należą do pogodnych i wzbudzających pozytywne emocje. Może zatem swój sukces zawdzięczają Marilyn Monroe, która, za namową Coco, powtarzała publicznie, że idąc spać, otula się tylko kilkoma kroplami Chanel 5? Sama aktorka pewnie nieustannie marzła, ale za to skutecznie ociepliła wizerunek perfum, które do dziś są jednym z najlepiej sprzedających się zapachów.

Najlepsze zapachy na świecie
Najsłynniejsze perfumy świata (fot. Sorbis/Shutterstock)

Nie można jednak zapomnieć o dużym talencie marketingowym i charyzmie samej Chanel, która notabene własnoręcznie zaprojektowała ich flakon, znajdujący się do dziś w nowojorskim Muzeum Sztuki Współczesnej. Zresztą wyprzedzająca swą epokę Coco Chanel dla wielbicieli wonności zrobiła jeszcze jeden milowy krok – stosowała syntetyczne składniki do produkcji perfum, dzięki czemu zdecydowanie obniżyły pułap finansowy i przestały być produktem wyłącznie dla zamożnych.

Oszuści zamknięci w butelce

Chanel 5 to zapach, który szczególnie upodobały sobie zamożne Japonki, choć jeszcze niedawno nie byłoby to możliwe, bo sterylne i bezwonne japońskie społeczeństwo piętnowało pachnące kobiety, uznając je za abnegatki. Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby Japonki zdecydowały się nie na klasyczną woń od Coco, lecz na zapachy alternatywne, które wpisują się w ruch wonnej kontrkultury sprzeciwiającej się reżimowi tzw. ładnych zapachów. W ramach tego buntu można pachnieć końskim potem, skórzanym siodłem, dymem z komina lub… nieboszczykiem.

Takie niszowe zapachy mogą nas nieźle wodzić za nos. Jeśli bowiem poczujemy woń rozgrzanego asfaltu, nie musi to oznaczać, że jesteśmy w strefie robót drogowych, lecz że mamy do czynienia z wielbicielem zapachu Odeur 53. Gdy zaś odnosimy wrażenie, że ktoś w pobliżu nas używa taśmy klejącej, może to sugerować, że skropił się po prostu A New Parfume – obie wymienione wonie pochodzą od Comme des Garçons, producentów pachnideł specyficznych i awangardowych. Wystrzegajmy się również pochopnego posądzania bliźnich o nadmierną skłonność do alkoholu. Taka woń może zaświadczać jedynie o tym, że właśnie zaopatrzyli się we flakon Spirit of The Glen od Hylands. Zapach ten bowiem, jak tłumaczy Victor Kochetov, znawca perfum i założyciel niszowej perfumerii Mood Scent Bar na warszawskim Powiślu, przedstawia całą historię whisky.

Najpierw jest słodki i owocowy, następnie nabiera ostrości, by w końcu stać się torfowy. Nawiasem mówiąc, zapach ów jest interesujący również dlatego, że zawiera molekuły pozyskiwane z drewnianych beczek, w których leżakowała szkocka whisky – tzw. perfumy molekularne są niezwykle pożądane; dziś bardzo często stanowią nośnik ekstraktów z dzikich i rzadkich roślin.

Najlepsze zapachy świata
Reklama Comme des Garçons : „Perfumy, które działają jak lekarstwo, a zachowują się jak narkotyk” (fot. mat. prasowe)

Kochetov ma też w ofercie, przepełnione melancholią, perfumy o zapachu słowiańskiej duszy. A to dlatego, że zdaniem kreatorów zapachów pachnidła mają z nami współbrzmieć i podkreślać naszą osobowość. Diabli jednak wiedzą, jak światowej sławy „nosy” – np. Thierry Wasser, główny kreator perfum firmy Guerlain – to współbrzmienie sobie wyobrażają, skoro wśród perfumiarskich ingrediencji mają np. szarą ambrę, czyli wymiociny kaszalota. 2–3-kilogramowy kawałek tego specyfiku ma trudny zapach, a na dodatek kosztuje tyle, ile dobry mercedes, co w tym przypadku wydaje się pocieszające, bo daje nadzieję, że pachnidła z gastryczną nutą kaszalota nie staną się zbyt powszechne. Jeśli ma być gastrycznie, to lepiej na modłę kulinarną, dlatego celujmy raczej w niszowy zapach świeżutkiego pieczywa ukryty w Jeux de Peau Serge’a Lutensa lub w zapach przesyconej karmelem cukierni zamknięty we flakonie Angel Thierry’ego Muglera.

Tożsamość utkana z zapachów

W naszym kraju zainteresowanie perfumami niszowymi jest coraz większe, ale na pewno jego skala nie rzuca na kolana. Dużo Polek obawia się tak wyrazistych zapachów. Poza tym są one wytwarzane ręcznie, z naturalnych składników, w związku z czym znajdują się poza zasięgiem finansowym wielu zainteresowanych. Wreszcie, jak tłumaczy dr Beata Hoffmann, autorka książki pt. „Perfumy. Uwarunkowania społeczno-kulturowe”, polskie użytkowniczki perfum liczą się z innymi i raczej nie byłyby skłonne do skrapiania się pachnidłami nieakceptowanymi przez otoczenie, a te niszowe są narażone właśnie na takie reakcje.

Skąd w ogóle bierze się potrzeba, by pachnieć? Otóż z badań przeprowadzonych w 1979 roku wynika, że perfumy dają poczucie komfortu, poprawiają samopoczucie i podnoszą seksualną atrakcyjność. Poza tym są namiastką świata luksusu. To jednak nie wszystko. Jak mówi Beata Hoffmann, zapach to znak tożsamości. A ponieważ w dobie postmodernizmu jest ona raczej krucha, widoczne są tendencje do używania przez jedną osobę różnorodnych zapachów.

Najlepsze zapachy świata
Jak odkryć najlepszy zapach dla siebie? Trzeba stale poszukiwać (fot. Sorbis/Shutterstock)

Z badań dr Hoffmann, która zajmuje się preferencjami zapachowymi Polek, wynika, że panie między 55. a 65. rokiem życia lubią wracać do zapachów swojej młodości, z kolei te między 15. a 25. preferują zapachy będące całkowitą nowością na rynku, niezależnie od tego, czy sięgają po pachnidła masowe czy elitarne. Panie w przedziale wiekowym 26–35 lat zmieniają zapachy, gdy w ich życiu rozgrywają się ważne wydarzenia, natomiast interesujący stosunek do perfum można zauważyć u użytkowniczek między 36. a 45. rokiem życia, które najczęściej sięgają po zapachy kwiatowe, choć deklarują, że ich nie lubią. Prawdziwymi tradycjonalistkami należy zaś nazwać kobiety z przedziału wiekowego 36–55 lubiące zapachy od dawna obecne na rynku.

Pieniądze nie śmierdzą

Nie ma zapachów złych ani idealnych. Tu liczy się gust, o którym, jak wiadomo, nie powinno się dyskutować. Takiego zdania jest chyba większość światowej sławy „nosów”, m.in. wspomniany już Thierry Wasser, twórca m.in. takich zapachów, jak: Addict (dla Diora), Hypnose (dla Lancôme) i Petite Robe Noir (dla Guerlaina). W rozmowie z tygodnikiem „Polityka” podkreślał, że jedne zapachy trafiają w epokę, inne są wydarzeniem sezonu, a zdarzają się i ponadczasowe, do których zalicza np. Eau de Cologne Impérial (1853 r.) stworzoną przez Pierre’a François Pascala czy też Mitsouko (1919 r.) i Shalimar (1925 r.), których twórcą był Jacques Guerlain. Zapachy będące silnymi markami na rynku mają też na koncie Jean-Claude Ellena – genialny i słynący z minimalizmu „nos” Hermèsa (m.in. Terre d’Hermès) oraz Jacques Polge z Chanel (m.in. Coco Mademoiselle i Allure).

Perfumy mogą być ponadczasowe podobnie jak ponadczasowa jest słynna sentencja „Pecunia non olet” („Pieniądze nie śmierdzą”), przypisywana cesarzowi Wespazjanowi, który wygłosił ją w 72 roku n.e. przy okazji wprowadzania podatku od publicznych toalet. Te słowa nadzwyczajnie pasują do światowego przemysłu perfumiarskiego, który jest potężną machiną finansową wartą kilkadziesiąt miliardów dolarów. Dlatego lepiej lub gorzej pachnąca substancja zamknięta w butelce zdaje się mieć drugorzędne znaczenie.

Najlepsze zapachy świata
Skąd bierze się potrzeba, by pachnieć? (fot. Shutterstock)

Perfumologia jak mitologia

W takim razie jakie elementy napędzają tę machinę? Przede wszystkim badania, które przynoszą odpowiedź na pytanie, jaka woń ma w ogóle szansę zaistnienia na rynku. Jeśli ta niewiadoma zostanie wyeliminowana, szuka się odpowiedniego targetu dla konkretnego zapachu.

Bardzo kosztownym, jeśli nie najkosztowniejszym, etapem powstawania perfum jest projektowanie flakonu. Słynna kompozytorka zapachów Sophia Grojsman twierdzi, że ostateczną wersję perfum Trésor dla Lancôme’a odkryła dopiero wtedy, gdy zobaczyła flakon w kształcie odwróconej, ściętej piramidy. Sonia Rykiel zdecydowała się na opakowanie w kształcie ulubionego sweterka, Guerlain wlał swą woń do flakonu w formie Buddy, zaś Kenzo lubi inspirować się naturą. Klienci, wybierając perfumy, nierzadko sugerują się właśnie kształtem flakonu, dlatego perfumiarze współpracują ze znanymi rzeźbiarzami, takimi jak Thierry de Baschmakoff i Pierre Dinand.

Kolejnym ważnym aspektem tworzenia perfum jest wymyślanie ich nazwy, która ma wabić, inspirować, intrygować i szokować. Stąd Obsession (obsesja), Eternity (wieczność) czy Trésor (skarb). Znalezienie tego jednego, acz trafnego słowa może kosztować nawet ponad milion franków – tyle zgarniał Pierre Bessis, autor takich nazw jak Organza i Extravagance od Givenchy.

Teraz wystarczy dołączyć do flakonu jakąś ekscytującą historię, tak jak zrobił to Jean-Paul Guerlain, ogłaszając wszem wobec, że perfumy Mahora powstawały 10 lat, podczas których twórca przeprowadził 400 zapachowych prób, tymczasem wybór padł na próbę nr 37. Była to zupełnie inna praca niż z zapachem Aqua Allegoria, którego poszukiwał zaledwie trzy miesiące i który miał upamiętniać jego ukochane ogrody.

Ewentualnie do flakonu perfum można dołączyć spektakularny skandal, np. w postaci obscenicznej reklamy, tak jak uczynił to Yves Saint-Laurent, uwieczniając na zdjęciach reklamowych perfum Opium tak bardzo nagą modelkę Sophie Dahl, że w Wielkiej Brytanii uznano je za pornograficzne.

Najlepsze zapachy świata
Lady Gaga w reklamie perfum, które pachną jak „luksusowa prostytutka” (fot. mat. prasowe)

Nie zawadzi też zaangażować do reklamy celebryty słynącego z ekscesów, np. Lady Gagę, która sygnowała perfumy o zapachu, jak sama mówiła, luksusowej prostytutki. Efekt? W ciągu pierwszego tygodnia sprzedaży nabywców znalazło sześć milionów flakonów pachnidła. Reklama perfum z udziałem znanych osób znakomicie się sprawdza. Kto nie chciałby pachnieć swoim idolem? Wystarczy powiedzieć, że w kampaniach reklamowych pojawiały się takie nazwiska, jak: Audrey Hepburn, Elizabeth Taylor, Juliette Binoche, Izabella Rossellini, Nicole Kidman, Catherine Zeta-Jones, Uma Thurman, Penélope Cruz, Kate Moss, Cate Blanchett, Charlize Theron czy Justin Bieber, który za sygnowanie swym nazwiskiem damskich perfum zarobił 3 miliony dolarów w ciągu trzech miesięcy sprzedaży.

Większość znanych marek perfum należy dziś do globalnych koncernów kosmetycznych, takich jak: L’Oréal, Shiseido, Benckiser, Procter and Gamble, Cosmopolitan Cosmetics, Unilever, Estée Lauder i LVMH. Wszystkie one, oprócz perfumiarzy, angażują specjalistów od marketingu, artystów plastyków, reżyserów, aktorów i modeli, którzy wspólnie pracują na sukces danej marki. Sam zapach to dla klienta za mało. Wraz z nim musi dostać doznania estetyczne i zamkniętą w wymyślny flakon ideologię: na temat pachnidła i siebie samego – żeby poczuł się lepiej i nabrał przekonania, że to właśnie te perfumy leżą na nim, jak ulał. Ale ten cały marketingowy majstersztyk jest niezbędny, bo we wszystkich perfumach, mimo że zmieniają się tak, jak zmienia się świat, da się wyczuć jeden wspólny zapach wszech czasów  – zapach pieniędzy.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Wywiad

Klaudia Heintze: „Zapach smoły jest genialny i rozczulający”. Czemu zatem wolimy pachnieć banalnie niż rewolucyjnie?

– Kristen Stewart, która jest twarzą nowego zapachu Chanel, to niegdyś bohaterka kultowej sagi „Zmierzch”. Teraz młode pokolenie, wychowane na tym filmie, wkroczyło w dorosłość, zaczęło zarabiać i może sobie pozwolić na kupno pierwszych perfum. Dlatego producent zapachu wybrał twarz, która będzie do tych ludzi przemawiać. To doskonale przygotowane przedsięwzięcie marketingowe – mówi Klaudia Heintze, ekspertka w dziedzinie perfumiarstwa oraz autorka perfumiarskiego bloga.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
24 września 2017
CZYTAJ WIĘCEJ