“Bóg to kompletny szaleniec” – za te słowa Stephen Fry może być ścigany przez prawo

Czy to naprawdę takie oburzające?
5 minut czytania
4851
1
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
9 maja 2017
fot. Featureflash Photo Agency / Shutterstock.com

Stephen Fry jest obiektem śledztwa w sprawie bluźnierstwa, które miał popełnić. Nie, brytyjski komik nie zażartował z Mahometa i nie ścigają go fanatycy islamscy, tylko świecka policja z Irlandii. Brzmi jak skecz Monty Pythona, ale niestety nim nie jest.

Irlandzkie prawo czyni bowiem przestępstwo z “opublikowania lub wypowiedzenia bluźnierczej kwestii”, która “znieważa lub obraża sprawy uznawane za święte przez jakąkolwiek religię”, o ile celem i skutkiem jest “oburzenie wśród znacznej liczby wyznawców tej religii”. Czyn taki jest zagrożony karą grzywny do 25 tysięcy Euro.

Cóż takiego Stephen Fry, słynący z erudycji, elokwencji i elegancji języka, aktor, komik, pisarz, reżyser i prowadzący najlepszego w historii programu telewizyjnego “Quite Interesting” powiedział, by podpaść pod przedziwny irlandzki paragraf?

Odpowiadając na pytanie prowadzącego program “The Meaning of Life” Gaya Byrne’a, dotyczące jego ateizmu i tego, co powiedziałby by Bogu, gdyby jednak stanął przed jego obliczem, Fry wygłosił całą diatrybę:

“Powiedziałbym: rak kości u dzieci, co to ma być? Jak śmiałeś stworzyć świat, w którym jest tyle niezawinionego cierpienia? To nie jest dobre. To głęboko, głęboko złe. Dlaczego miałbym szanować kapryśnego, złośliwego, głupiego boga, który tworzy świat pełen niesprawiedliwości i bólu?”

Później dodał jeszcze:

“Ponieważ bóg, który stworzył ten świat, o ile został on stworzony przez boga, jest niewątpliwie kompletnym szaleńcem, całkowicie egocentrycznym. A my mamy spędzić życie na kolanach, dziękując mu. Jaki bóg by coś takiego zrobił?”

Nie jest to jakaś szczególnie nowa myśl. Pytanie o zasadność niewinnego cierpienia, czy w ogóle obecność zła w stworzonym przez wszechwładnego i dobrego Boga świecie, nurtowała umysły filozofów i myślicieli – między innymi chrześcijańskich (co dla kilku skończyło się uznaniem za heretyka). W dodatku w programie Byrne’a tego typu kwestie są dyskutowane z zasady – dociekanie sensu życia niekiedy kończy się jakąś obrazoburczą myślą.

Czytając po raz pierwszy doniesienia na temat oskarżenia o bluźnierstwo, upewniałam się, czy to aby nie jest primaaprilisowy żart, bo wiadomość brzmiała naprawdę mało wiarygodnie. Po pierwsze telewizyjny wywiad, który ściągnął kłopoty na głowę Fry’a, miał miejsce ponad dwa lata temu – w lutym 2015 roku. Jednak śledztwo, co potwierdziła irlandzka policja, wszczęto dopiero teraz, gdy autor donosu upomniał się u władz policji o losy tej sprawy. Po drugie prawo, na mocy którego Fry może być ścigany, nie jest jakąś archaiczną pozostałością z XIX-wiecznych restrykcji religijnych, ale stosunkowo nowym przepisem wprowadzonym w 2009 roku wraz z ustawą o zniesławieniu (Defamation Act). Po trzecie osoba, która złożyła donos na Fry’a przyznała otwarcie, że nie poczuła się osobiście dotknięta wypowiedzianym przez komika słowami o bogu, ale uznała powiadomienie policji o popełnieniu przestępstwa za ni mniej, ni więcej tylko swój patriotyczny obowiązek. Możliwe, że to owo słynne irlandzkie poczucie humoru.

Stephen Fry
Stephen Fry (fot. Featureflash Photo Agency / Shutterstock.com)

Irlandzka policja potwierdziła, że bada sprawę i śledztwo jest w toku, ale postawienie Fry’a w stan oskarżenia (nie mówiąc o wymierzeniu kary) jest mało prawdopodobne. Bogu dzięki, chciałoby się powiedzieć! Może jednak przy okazji warto zastanowić się nad tym czy “obraza uczuć religijnych” lub “bluźnierstwo” w ogóle powinno być kategorią dopuszczalną w świeckim prawie. Abstrahując od kwestii tego, czy słowa Fry mogą być w jakikolwiek sposób oburzające na gruncie religijnym, pozostaje kwestia wolności poglądów i wypowiedzi, które dość zgodnie uznajemy w Europie za podstawowe prawa i które tego typu zapisy prawne po prostu naruszają. W imię czego właściwie?

Komentarz redakcji

Praktycznie równocześnie z publikacją tego tekstu, irlandzka policja załatwiła całą sprawę szybko i sprawnie. Detektywi porozmawiali z osobą, która złożyła doniesienie o obrazie uczuć i zdecydowali, że nie będą kontynuować tego śledztwa z powodu braku dostatecznej liczby urażonych osób. Sam pokrzywdzony wypowiedział się następująco: zgłaszając przestępstwo, spełniłem swój obywatelski obowiązek, policja spełniła swój obowiązek, rozpoczynając śledztwo, jestem zadowolony z rezultatów, nie mam nic więcej do dodania.

Cała sprawa ma zarówno minusy, jak i plusy. Michael Nugent, przewodniczący organizacji Atheist Ireland stwierdził, że zakończenie śledztwa jest niebezpiecznym sygnałem. Sugeruje bowiem, że czyjeś oburzenie jest dostatecznym powodem do tego, aby w przyszłości ścigać kolejne „bluźniercze” komentarze. Z drugiej strony irlandzki Minister Zdrowia, Simon Harris nazwał całe wydarzenie „głupotą” i zaapelował o referendum, w którym ludzie mogliby się wypowiedzieć, czy bluźnierstwo w dalszym ciągu należy traktować jako przestępstwo kryminalne. Problem polega na tym, że zmiana kwalifikacji takiego czynu wymaga zmiany konstytucji.

Kazus Stephena Fry’a pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze Irlandczycy zafundowali sobie złe prawo. Znamy to zresztą z własnego podwórka, bo u nas też urażając czyjeś uczucia religijne narażamy się na grzywnę, karę ograniczenia, a nawet pozbawienia wolności. Po drugie, sprawa ta obnaża słabość tego prawa. Przy odrobinie wysiłku możemy poczuć się urażeni absolutnie wszystkim, co ktoś powie o naszej religii i bluźnierstwem może stać się tak niewinna uwaga, jak „Jezus to twardy zawodnik i kawał zakapiora”. Ktoś może dojść do wniosku, że Jezus i zakapior obok siebie obraża go bardzo, i próbuj potem sądowi wytłumaczyć, że miałeś na myśli meksykańskiego luchadora a nie Chrystusa.

W Polsce nie ma klimatu do zmiany tego prawa, pozostaje więc kibicować Irlandczykom.

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska

Od ponad dziesięciu lat „robi w słowie” jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.

Put on your red shoes and dance the blues.


AUTOR

Polecamy

Komentarze