Historia tuszu do rzęs – od krokodylich odchodów do nylonowej szczoteczki

Kobiety nie zawsze miały tak łatwo, jak dziś
8 minut czytania
4494
0
Marta Lewin
Marta Lewin
18 maja 2017

Tusz do rzęs to najbardziej popularny kosmetyk do makijażu. 70 proc. mieszkanek Europy przyznaje, że nie wychodzi z domu bez pomalowanych rzęs. Mogą nie używać podkładów, szminek czy błyszczyków, ale dbają o to, by za pomocą tuszu podkreślić i „otworzyć”oko.

Malowanie rzęs nie jest fanaberią dwudziestego czy dwudziestego pierwszego wieku. Rzęsy malowano już w starożytnym Egipcie i wcale nie była to domena kobiet. Także panowie nakładali na rzęsy produkty barwiące. Malowanie rzęs (a także powiek i brwi) nie było jedynie zabiegiem kosmetycznym. Wierzono, że „poczernienie” oka chroni przed wpływem złych duchów. Ponadto zagęszczone przy pomocy maskar rzęsy stanowiły dla oka lepszą ochronę przed silnym słońcem oraz pyłami przenoszonymi przez wiatr.

Tusz z… krokodylich odchodów

Starożytne tusze do rzęs miały bardzo osobliwe składy. Najpopularniejszą substancją barwiąca był khol, który składał się z pyłu węglowego, miodu, wody i krokodylich odchodów. Inne mieszaniny to na przykład połączenie sadzy rozpuszczonej w oliwie z białkiem lub proszek antymonowy, w skład którego wchodził między innymi węgiel drzewny i malachit. Można powiedzieć, że egipskie receptury „tuszu do rzęs” podbiły starożytny świat. Używano ich w Grecji i Rzymie. A zapomniano o nich dopiero w wiekach średnich.

Złota zasada makijażu brzmi: tusz, róż i już! (fot. Shutterstock)

Moda na malowanie rzęs powróciła stosunkowo niedawno – w czasach panowania Królowej Wiktorii, czyli w dziewiętnastym wieku. Ocenia się, że zarówno przedstawicielki klasy wyższej, jak i średniej poświęcały makijażowi kilka godzin dziennie! Zalotne firanki długich, ciemnych rzęs stały się jednym z atrybutów kobiecej urody. Co ciekawe, chociaż maskary były w czasach wiktoriańskich powszechnie używanym kosmetykiem, nie można było ich kupić. Zaradne panie „produkowały” je jedynie na własny użytek – według samodzielnie wymyślonych w zaciszu domowym receptur.

„Rimel” czyli maskara

Inspiracją dla wyprodukowania pierwszego tuszu do rzęs sprzedawanego na masową skalę była… wazelina! Wazelinę uzyskano po raz pierwszy w 1852 roku, a już kilka lat później, w 1860 roku, francuski perfumiarz Eugene Rimmel stworzył na jej bazie mascarę i nazwał ją Superfin. Tusz do rzęs Rimmela uzyskany z mieszanki pyłu węglowego i wazeliny był produktem stosunkowo brudzącym i szybko migrował z rzęs na ich okolice. Dlatego Rimmel nie ustawał w pracach nad ulepszeniem receptury. Ostatecznie koło 1917 roku uzyskał maskarę w formie kostki (przypominającą wyglądem raczej współczesne cienie do rzęs). Do opakowania dołączona była szczoteczka, którą należało, po uprzednim zwilżeniu (najlepiej poprzez plucie), rozprowadzić produkt na rzęsach. Plucie na szczoteczkę do aplikacji tuszu do rzęs było tak popularne, że wkrótce zaczęto nazywać ją „plujką”. Maskara przyniosła Rimmelowi takie uznanie i rozgłos, że do dziś w niektórych krajach synonimami nazw „tusz do rzęs” czy „maskara” są słowa „rimmel” lub „rimel”.

Dla dobra siostry

W czasie, kiedy Rimmel zaczął sprzedawać swoją maskarę, po drugiej stronie oceanu nowojorski chemik T. L. Williams wyprodukował tusz do rzęs dla swojej siostry Mabel. Podobno dzięki temu kosmetykowi rzęsy Mabel podbiły serce mężczyzny, w którym dość długo była zakochana – niestety bez wzajemności. Mabel stała się nie tylko inspiracją dla swojego brata do pracy nad recepturami kosmetyków do makijażu, ale także do nazwania swojej firmy początkowo Maybell Laboratories, a później Maybelline. Tusz do rzęs produkowany przez Maybell Laboratories był w Stanach Zjednoczonych bardzo popularnym kosmetykiem o niezbyt wygórowanej cenie. Ale ze względu na nie za dobrą trwałość, nie był to kosmetyk profesjonalny.

Nasze babcie nie miały tak łatwo, jak my (fot. Shutterstock)

Tymczasem aktorki niemych filmów potrzebowały niezawodnego produktu, który w mocny sposób podkreśliłby ich oczy. Taki produkt stworzył hollywoodzki makijażysta – Max Factor. Cosmetic, pierwszy tusz do rzęs Maxa Factora, miał formę niewielkiego, twardego wałeczka. Aby móc rozprowadzić tę substancję na rzęsach należało odciąć kawałek z wałeczka, a następnie rozpuścić nad ogniem. Rzęsy malowało się płynnym tuszem, a kiedy zastygał, dawał dość spektakularny, dramatyczny i trwały efekt – idealny do filmów, ale zdecydowanie niekorzystny na co dzień. Cosmetic Factora był pierwszym wodoodpornym tuszem do rzęs. Niestety, ze względu na dużą zawartość terpentyny nie był to produkt przyjazny ani dla skóry, ani dla oczu, a na dodatek – bardzo uciążliwy w zmywaniu. Dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku praca nad recepturami zaowocowała bezpieczną wodoodporną formułą maskary.

Przedłużanie, pogrubianie i wywijanie

Kolejny przełom historia tuszu do rzęs zawdzięcza Helenie Rubinstein, która w 1958 roku umieściła tusz Mascara-Matic w metalowej tulejce wielkości długopisu. Poza tuszem, opakowanie zawierało metalowy żłobiony pręcik, którym tusz aplikowało się na rzęsy. Po raz pierwszy w historii makijażu malowanie rzęs stało się zajęciem prostym, czystym i precyzyjnym. Zaledwie dwa lata po tej innowacji firma Maybellinne wypuściła na rynek wodoodporny tusz Ultra Lash, zaopatrzony w spiralną nylonową szczoteczkę.


Obecnie dobry tusz do rzęs to podstawa każdej kosmetyczki (fot. Shutterstock)

Oczywiście producenci tuszy do rzęs nie spoczęli na laurach. Co chwila na rynku pojawiają się nowe formuły. Na przełomie dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku firmy prześcigały się w stworzeniu receptury, która maksymalnie przedłużałaby i wywijała rzęsy. Dla uzyskania „teatralnego” efektu zmieniano nie tylko skład samego tuszu, ale kształty szczoteczek oraz materiały, z których są wykonane.

Czy udało się stworzyć „tusz idealny”? To dobre pytanie, na które nie da się odpowiedzieć jednoznacznie. Zapewne dlatego, że każda z konsumentek ma nieco inne oczekiwania względem tuszu, a także inne rzęsy. Dlatego najlepszą odpowiedzią byłoby stworzenie listy najbardziej popularnych kosmetyków i przetestowanie ich na „własne oko”.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Marta Lewin
Marta Lewin
Porzuciła architekturę krajobrazu aby zostać pełnoetatową mamą. Kilka lat temu podjęła decyzję o emigracji. Od kiedy zamieszkała w pięknej wiosce nad kanałem la Manche ma więcej czasu na pisanie, podróżowanie, fotografowanie i spacery po plaży.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Czerwona szminka. Symbol seksu czy feminizmu?

Skąd się wzięła czerwona szminka i za co ją tak kochamy? Wiele kobiet twierdzi, że malowanie się czerwoną szminką sprawia, że czują się piękniejsze, silniejsze, pewniejsze siebie, bardziej seksowne.
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
24 lutego 2018
CZYTAJ WIĘCEJ