Keep Calm and Carry On – skąd wzięło się to hasło?

Najsłynniejszy motywator świata
7 minut czytania
1194
1
Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
17 maja 2017

Kto z nas nie widział tego hasła – apelujący o zachowanie spokoju plakat to prawdopodobnie najpopularniejszy schemat wykorzystywany obecnie między innymi do tworzenia internetowych memów. W zależności od intencji autora każdej kolejnej przeróbki, oględne „Carry On” zmienia się zazwyczaj w jakąś inną frazę, wysuwając względem odbiorcy bardziej konkretną zachętę czy propozycję.

Niezależnie od tego, jak daleko sięga ingerencja w samo hasło, każdy mem pozostaje czytelnym nawiązaniem do oryginalnego plakatu – zwłaszcza, gdy w górnej części planszy znajduje się charakterystyczna korona. Rozpoznawalne są również pozostałe dwa znaki szczególne – jednobarwne, kolorowe tło i czcionka – ale tak naprawdę od wszystkich tych zasad zdarzają się wyjątki. Marką samą w sobie jest zwięzłe i optymistyczne przesłanie.

Wojenna propaganda

Historia słynnego, czerwono-białego plakatu, zaczyna się jednak na długo przed powstaniem internetu i sięga czasów, kiedy motywujące hasła można było odnaleźć głównie na drukach propagandowych. W 1939 roku nagłówki gazet wykrzykiwały coraz bardziej niepokojące doniesienia o sytuacji w Europie. Wizja zbliżającego się wielkimi krokami poważnego konfliktu zbrojnego skłoniła brytyjski rząd do zlecenia prac nad hasłami, które podniosą na duchu cywili – zmuszonych do funkcjonowania w kraju, który wedle przewidywań będzie celem ataku wroga. Na przełomie czerwca i lipca Ministerstwo Informacji przygotowało trzy hasła, umieszczając je na analogicznie wyglądających planszach. Druk wszystkich projektów ruszył dokładnie 23 sierpnia – gdy III Rzesza i ZSRR podpisały wzajemny pakt o nieagresji i w efekcie sytuacja polityczna na kontynencie stała się jeszcze bardziej napięta, a wybuch wojny wydawał się jedynie kwestią czasu.

Klasyczna wersja popularnego hasła

Najbardziej oszczędną w słowach propozycję, „Keep Calm and Carry On”, postanowiono zachować na czarną godzinę. Na brytyjskie ulice trafiły dwa dłuższe hasła mówiące: „Freedom is in Peril. Defend it With All Your Might” oraz „Your Courage, Your Cheerfulness, Your Resolution Will Bring Us Victory”. Komunikaty zapisane białymi wersalikami widniały na jednolitym, czerwonym tle. Wszystkie szablony wieńczyło graficzne wyobrażenie korony (również białej), które miało być czytelnym sygnałem, że plakaty zachęcają Brytyjczyków do wytrwałości w imieniu samego króla.

Autorytet monarchii

Korona widniejąca na oryginalnym plakacie, niekiedy powielana i w jego współczesnych realizacjach, to graficzne odwzorowanie tak zwanej „korony Tudorów” – obecnego w heraldyce, niegdysiejszego symbolu brytyjskiej monarchii, podkreślającego jej suwerenność i autorytet. Właśnie ta wersja królewskiego emblematu trafiła na propagandowe wojenne plakaty z prostej przyczyny – między 1902 a 1953 rokiem „korona Tudorów” była elementem herbu Wielkiej Brytanii. Od innych heraldycznych wyobrażeń kluczowego insygnium brytyjskiej władzy królewskiej odróżnia ją fakt, że jest zwieńczona kabłąkiem, którego dwa przeciwległe ramiona tworzą łagodny łuk, na szczycie którego znajduje się glob z krzyżem maltańskim.

Chociaż plakat „Keep Calm and Carry On” nie spełnił powierzonej mu roli, zachował prawo do tego, by kojarzyć go z okolicznościami, które doprowadziły do jego powstania – także do wiązania go z postacią, do której odsyła uwieczniona na schemacie korona. A w sygnowaniu przesłania tego zwięzłego hasła autorytetem Jerzego VI można znaleźć także drugie dno.

Książę czasów wojny

Urodzony jako drugi syn Jerzego V, Jego Wysokość Książę Albert z Yorku, nie spodziewał się zostać dla Wielkiej Brytanii poważniejszą personą. Widoki na karierę publiczną skutecznie przekreślała mu między innymi kłopotliwa wada wymowy. Książę Albert niemiłosiernie się jąkał i denerwował wszelkimi wystąpieniami. Nie potrafił przemówić do tłumu w taki sposób, by wyartykułować tekst płynnie i wyraźnie. Zdobywał uwagę słuchaczy w raczej negatywny sposób i zapewne dziękował Bogu, że nie był pierworodnym synem swoich rodziców. Los chciał jednak inaczej. Niespodziewana abdykacja Edwarda VIII sprawiła, że to młodszy z braci ostatecznie przejął królewską koronę i ciężkie brzemię władzy. Zbyt ciężkie dla kogoś, kto miał poważny problem z opanowaniem własnej dykcji.

To hasło już na zawsze zagościło w naszej kulturze (fot. Shutterstock)

Ironia losu tkwiła także w tym, że czas panowania Jerzego VI przypadł na najbardziej niespokojny okres ubiegłego wieku. W efekcie człowiek, który nie tylko nie spodziewał się, ale i obawiał zostania królem, został władcą kraju zaangażowanego w najpoważniejszy konflikt zbrojny, jaki miał miejsce w historii świata. Choć rodzinie królewskiej sugerowano przeczekanie wojny w Kanadzie, król wraz z żoną i córkami niezmiennie rezydował w londyńskim Pałacu Buckingham, który był zresztą jednym z celów bombardowań. Jerzy VI regularnie opuszczał pałac, ale wyłącznie po to, by odwiedzać szpitale i rozmaite miejsca pracy – podnosić morale uwikłanych w wojnę, zwyczajnych ludzi, a także osobiście oglądać skutki nalotów, które gnębiły stolicę. Król wyraźnie tym okazywał, że hasła propagandowe głoszone w jego imieniu nie są tylko pustymi frazesami, a on sam poczuwa się do tego, by sumiennie wypełniać powierzoną mu publiczną rolę.

Jednocześnie stale podejmował też walkę z osobistymi słabościami. Choć dzięki skutecznej terapii, prowadzonej przez Lionela Logue’a, król w latach trzydziestych był już w stanie wypowiadać się bardziej płynnie i pewniej używać głosu, konieczność wygłaszania przemówień pozostawała dla niego stresującym obowiązkiem. Oglądając zachowane nagrania, na przykład to wyemitowane 8 maja 1945 roku z okazji zakończenia wojny, można zobaczyć na nich człowieka, który nie poddał się temu, co z początku wydawało się być krępującym go skutecznie ograniczeniem. A zarazem z jego spojrzenia wciąż można wyczytać niepewność i pragnienie, by czas nagrywania skończył się jak najszybciej. Król Jerzy VI to prawdopodobnie najlepszy kandydat, jakiego los mógł wybrać na ambasadora hasła „Zachowaj Spokój i Rób, Co Do Ciebie Należy”.

Niezwykłe znalezisko

Ten sam los wyraźnie nie chciał pozwolić, by plakat ze zwięzłym, dodającym otuchy przesłaniem, zaginął w mrokach przeszłości. Opracowany, ale ostatecznie niewykorzystany projekt został skazany na zapomnienie, gdy tuż po wojnie zaczęto niszczyć niepotrzebne już propagandowe motywatory. Jednak w 2000 roku oryginalny plakat objawił się oczom klientów antykwariatu Barter Books w Alnwick. Właściciel sklepu, Stuart Manley, znalazł leciwy wydruk podczas przeglądania kartonu z książkami, które nabył podczas aukcji. Plakat wydał mu się zbyt interesujący, by schować go lub wyrzucić – zamiast tego oprawił go i powiesił na ścianie. Grafika szybko spotkała się z zainteresowaniem klientów, a w konsekwencji Manley zaczął sporządzać i sprzedawać kopie. Dalsza kariera planszy potoczyła się szybko – zwłaszcza od momentu, gdy wpadła ona w ręce internetu.

Motywujemy!

Egzemplarz z Alnwick nie był ostatnim z dwóch i pół miliona wydrukowanych w czasie wojny – choć to idealnie dopełniałoby niezwykłej historii tego plakatu. Wiadomo, że pewna liczba tych wojennych „pamiątek” jest przechowywana w Imperial War Museum oraz w brytyjskich Archiwach Narodowych. Sam plakat okazał się zaś dostatecznie uniwersalny, by móc zrobić spóźnioną, ale zawrotną karierę. Schemat jest nie tylko wciąż reprodukowany na różnego rodzaju gadżetach, ale jednocześnie stał się też ramą dla krótkich, czasem bardzo przekornych komunikatów, rozpowszechnianych w wirtualnej rzeczywistości. Chcąc przywołać przykłady jego twórczych parafraz można wspomnieć chociażby o tym, jak wyzyskali go maniacy robótek na drutach. Sfrustrowani twórczymi niepowodzeniami, dodają sobie otuchy hasłem „Keep Calm and Carry Yarn”, względnie „Keep Yarn and Carry On”.

Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak

Z wykształcenia polonistka i krytyk literacki: przez zamiłowanie do pracy ze słowami i odkrywania opowieści wszędzie tam, gdzie to możliwe. Na co dzień redaguje i poprawia cudze, ale przede wszystkim tworzy własne teksty, nie stroniąc od wyzwań i eksperymentów. Z drobnych zapisków złożyła także autorski tomik poetycki „Ze zzieleniałymi oczami”. Miłośniczka wielu oblicz sztuki, także tej użytkowej – w wolnych chwilach zamiast słów poskramia różnego rodzaju nitki.


AUTOR

Polecamy

Komentarze