Nowy sezon „Twin Peaks” – jest naprawdę wspaniale

Chce się to oglądać w nieskończoność
5 minut czytania
1895
1
Agata Połajewska
Agata Połajewska
23 maja 2017
fot. Kathy Hutchins/Shutterstock

To były fantastyczne dwa odcinki. Ciśnie się jeszcze milion przymiotników, ale postaram się powstrzymać. Tak – nowy sezon „Twin Peaks” już jest. I jest po prostu fenomenalny. Nie martwcie się, nie będzie tu spoilerów!

Ok, zazwyczaj staram się powiedzieć o serialu coś więcej dopiero po emisji trzech odcinków. Ale to nie jest nowy serial, nie jest też w sumie stary. To serial, który musiał poczekać na swoją najnowszą odsłonę i myślę, że mogę być pewna swoich słów już teraz, a zapewniam, że wszystko jest cudownie. Upewnię się dziś, bo czuję, że co najmniej dwa razy obejrzę to w samolocie. Nowy sezon sprawia bowiem, że chciałabym mieć bardzo krótką pamięć – szybko zapomnieć to, co obejrzałam, żeby cieszyć się i zachwycać jeszcze raz. O oczekiwaniu już pisałam, teraz czas na wrażenia.

Witamy ponownie!

David Lynch, który ogłosił niedawno swoją filmową emeryturę, w pełni wykorzystał szansę na ostatnie szaleństwa – nowy sezon „Twin Peaks” prawdopodobnie będzie jazdą bez trzymanki, ostatnią zrealizowaną fantazją genialnego reżysera o niewiarygodnej wyobraźni. Ale dość lukru (to się chyba nie uda) – do rzeczy.

Nieokiełznane szaleństwo Davida Lyncha

Ci, którzy oczekiwali klimatu starego serialu mogą być bardzo rozczarowani – jednak moim zdaniem wśród narzekających najwięcej będzie osób, które kontestują wszystko i dla zasady. Na szczęście, mogą też być – jak ja – zachwyceni. „Twin Peaks” nie ma w sobie nic z dawnego klimatu – ale ma go o wiele więcej. Emocje, które towarzyszyły mi podczas oglądania pierwszych dwóch odcinków są dla mnie najlepszym dowodem na prawdziwość teorii głoszącej, że na najlepsze rzeczy w życiu trzeba cierpliwie poczekać.

Te dwa odcinki pełne są przykuwających uwagę drobnostek, smaczków, pięknych kadrów, niespodzianek, absolutnych zaskoczeń i mroku, emanującego z uwielbianych i tak oczekiwanych postaci. Lynch jest naprawdę mistrzem w budowaniu klimatu – powolne i leniwe budowanie napięcia zdecydowanie nie jest jego zwyczajem. W nowym sezonie już czołówka przypomina nam, że warto zapalić nocną lampkę przed dalszym oglądaniem. Tak, po tylu latach nadal boję się Boba wychodzącego z mroku. I oglądając serial mam podejrzenie, że stoi tuż za moją kanapą…

Dale Cooper w nowej odsłonie – wspaniały! (fot. Showtime)

Nowi fani powinni nadrobić zaległości

Nie wiem też, czy łatwo będzie zachęcić do pozostania przy serialu nowych fanów. Choć różnica między nowym sezonem a poprzednimi jest ogromna, widzowie faszerowani przez ostatnie lata wieloma formułami serialowymi, mogą poczuć się zbyt oszołomieni. Pewnych drobiazgów – które mogą stać się ważne – także można nie zrozumieć bez wiedzy pochodzącej z wcześniejszego wchłonięcia pierwszych dwóch sezonów „Twin Peaks”. Jednak to, co otrzymaliśmy właśnie od Lyncha jest tak dobre, że jestem prawie pewna, iż tłum osób ruszy jak najszybciej nadrobić braki w serialowej edukacji i urządzi całonocne maratony z poprzednimi sezonami. Kto spróbuje, na pewno nie będzie żałował. Ukłon w stronę fanów wykonało HBO, które nie tylko funduje nam nowy sezon w zaledwie dzień po amerykańskiej premierze, ale udostępniło także stare sezony. Wiem, że w kraju nad Wisłą rządzi głównie pewna „szwedzka wypożyczalnia”, no ale…

Kyle MacLachlan na premierze 19 maja 2017 (fot. Kathy Hutchins/Shutterstock)

Fani stylistyki Lyncha uradowani będą też pewnie faktem, że atmosfera kreowana w nowym sezonie jest pod solidnym wpływem dwóch czynników – wszystkich (serio!) poprzednich filmów Davida Lyncha i jego nieokiełznanego szaleństwa. Jest na co popatrzeć.

Cóż jeszcze, by nie zdradzić zbyt wiele? Może na przykład to, że od boskiego Kyle’a MacLachlana nie sposób oderwać wzroku? Że wracają osoby, za którymi tęskniliśmy – inne, lepsze, ciekawsze. Że zmienia się optyka – wychodzimy poza tajemnicze i niebezpieczne przygraniczne lasy i wkraczamy w świat, który jest nieco bardziej realny.

Wybaczcie podekscytowanie i zbędny (być może lukier). Zawsze wtedy, gdy jestem w Twin Peaks tak mam…

To jak? Oglądamy jeszcze raz?

Agata Połajewska
Agata Połajewska
Dziennikarka, podróżniczka, redaktorka (i jeszcze parę rzeczy by się znalazło). Współpracowała z portalem gazeta.pl - współtworzyła serwisy foch.pl i weekend.gazeta.pl, pisywała artykuły kulturalne (niekulturalne też) oraz podróżnicze. Dziś pisze teksty dla serwisu Crazy Nauka
Mieszka i pracuje w internecie, choć wolałaby w Arizonie.
AUTOR

[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa