Pan Poeta – największy bajkopisarz na świecie

„Jestem ciekaw historii, które czekają, aż je spiszę”
10 minut czytania
1128
1

Ma niemal dwa metry, co stawia go w ścisłej czołówce największych bajkopisarzy na świecie. Jego bajki są proste i wesołe, ale każda niesie za sobą głęboki morał.

Pisze pod pseudonimem oraz inspiruje się samym Panem Kleksem. Kim jest ten dwumetrowy mężczyzna, który ma drogę usłaną rymami?

Panie Poeto, jaka jest pana ulubiona bajka z dzieciństwa?

– Zdecydowanie Pan Kleks. Chociaż nie wiem, czy bardziej książka, czy sama postać – pełna fantazji i szalonych pomysłów. Pamiętam, że jako dziecko chciałem zostać właśnie takim rodzicem. Poważny i dorosły facet kiedy trzeba, ale na co dzień taki, który jednak nie zatracił dziecięcej wyobraźni i chęci do zabawy. Patrząc na siebie dzisiaj myślę, że to marzenie z dzieciństwa udało mi się zrealizować.

Czyli nie można pana nazwać poważnym mężczyzną?

– Szczerze? Nawet bym nie chciał. Wydaje mi się, że ta „nie-do-końca-dojrzałość” pozwala mi pisać bajki i tworzyć zabawy dla dzieci. We własnych oczach jestem w tym bardzo autentyczny.

A w oczach żony?

– Żona też do tego przywykła, bo raczej nie miała wyboru (śmiech).

Pan Poeta (fot. http://panpoeta.pl)
Pan Poeta (fot. panpoeta.pl)

Pan Poeta szybko zyskał uznanie wśród znajomych?

– Z nimi było inaczej, bo nie znali mnie od tej strony, a ujawnienie czegoś nowego o sobie zawsze rodzi dyskomfort. To pewien akt odwagi, bo nie można przewidzieć reakcji innych. Ale nie było tak źle. Szybko przyzwyczaiłem ich do nowego mnie. Jeżeli chodzi o uznanie, choć nie użyłbym akurat tego słowa, to cieszy mnie widok dzieciaków wchodzących w interakcję z bohaterami moich bajek. To zdecydowanie największa nagroda. Dorośli natomiast doceniają upór, z jakim od pierwszej litery w pierwszej bajce dążyłem do publikacji moich historii. Sam nawet za to siebie dość lubię.

Promuje się pan jako „największy bajkopisarz, bo prawie dwumetrowy”. Ile dokładnie ma pan wzrostu i czy jest to potwierdzone, że większego bajkopisarza świat jeszcze nie widział?

– Bardzo się cieszę, że nie zapytała mnie pani, czy gram w kosza albo w siatkówkę, bo to powszechna reakcja na mój wzrost, którą słyszałem chyba milion razy. Mierzę około dwóch metrów, ale ile dokładnie? Pozostawmy kilka centymetrów niedomówień i tajemniczości. Czy jest wyższy bajkopisarz ode mnie? Tego nie miałem okazji zbadać.

Czy bycie bajkopisarzem to powód do dumy?

– Dla mnie tak, ponieważ to zrealizowane marzenie z dzieciństwa. Jestem bardzo dumny, że pomimo wielu głosów sprzeciwu, nawet tych pochodzących ode mnie samego, powoli wchodzę w świat, który wyobraziłem sobie jako kilkuletni chłopak. Tak – jestem z tego dumny.

Pan Poeta (fot. http://panpoeta.pl)
Pan Poeta (fot. panpoeta.pl)

Czy zdarza się panu być bajkopisarzem w życiu prywatnym?

– Podczas zbiórki środków na wydanie mojej pierwszej książki, w jednym z komentarzy ktoś napisał, że rozmowa kwalifikacyjna to jest nic innego, jak opowiadanie bajek. Ciężko mi się z tym nie zgodzić. Wracam do tego, ponieważ to bajkopisarstwo, opowiadanie o nim, o moich książkach, bohaterach i pasji z tym związanej, bardzo mi pomaga. Na rozmowach o pracę i podczas poznawania nowych osób. To integralna część mnie, której nie mogę tak po prostu zostawić obok i przejść w „tryb prywatny”. Tak się nie da.

Wspomniał pan o tym, że bał się ujawnić swój talent do pisania bajek. Czego dokładnie się pan obawiał?

– Spróbujmy wczuć się w ten moment. Jesteśmy w swoim pokoju. Przed nami kartka papieru i pióro. Piszemy. Wychodzą pierwsze wersy, rymy. Jakieś to rachityczne, nie do końca takie, jakbyśmy chcieli. Skreślamy. Piszemy znowu. Krecha. Dopisujemy to i tamto słowo. Kartka jest tak pokreślona, że linie zaczynają przypominać rany cięte na tekście. Zmieniamy kartkę. Przepisujemy. I jeszcze raz. Aż w końcu nie ma co przepisywać, co poprawiać. Dzieło ukończone. Teraz najtrudniejsza część. Pokazać to światu. Czy aby na pewno to jest fajne? Przecież sam kreśliłem to tysiąc razy, to może nie jest dobre? A może jest, skoro kosztowało mnie tyle pracy? A jeśli pomimo tego wysiłku ktoś powie, że „no, może być”? Z takimi myślami musi się zmierzyć każdy twórca, jak myślę. W moim odczuciu to ten moment decyduje, czy staniesz się twórcą naprawdę, czy tylko na niby. Tak jak wspomniałem – to akt odwagi.

Kiedy napisał pan swoją pierwszą bajkę?

– Miałem 16 lat. Była o mrówce Ani, której domek cyklicznie zasypywały targane przez wiatr kamienie. Pewnego razu nie mogła już tego dłużej znieść, więc poprosiła o pomoc silne psy, dla których „głazy” okazały się małymi kamyczkami. Morał był taki, że warto mieć różnych przyjaciół, którzy w trudnych chwilach są nieocenionym wsparciem.

Ta bajka nie ujrzała światła dziennego.

– Do dzisiaj pozostaje w mojej szufladzie i czeka na poprawki. Ale niebawem z niej wyjdzie. Obiecuję.

Pan Poeta (fot. http://panpoeta.pl)
Pan Poeta (fot. panpoeta.pl)

Pana pseudonim jest prosty, ale całkiem intrygujący. Jaka jest jego historia?

– Od zawsze chciałem pisać pod pseudonimem. Pewnego dnia zastanawiałem się, jaki wybrać. Sama zamiana imienia i nazwiska na inne nic by nie wniosła. Chciałem, aby mój pseudonim był rozpoznawalny i łatwy do zapamiętania. Nic tak nie kojarzy się z autorem rymowanych bajek dla dzieci, jak słowo „poeta”. Jednak wydało mi się ono zarezerwowane dla twórców znacznie poważniejszych ode mnie. I wtedy przypomniał mi się Pan Kleks, Pan Tik Tak i Pan Yapa, czyli bohaterowie mojego dzieciństwa. Tak oto powstał Pan Poeta.

Panie Poeto, proszę zdradzić, jak wygląda proces pisania bajek od kuchni?

– Chciałbym móc powiedzieć, że zaczynając pracę nad bajką siadam przy biurku, maczam pióro w inkauście, wena zstępuje na mnie i jestem tylko narzędziem w jej rękach. Ale nie. To tak nie działa. Wiem co mówię. Kilka razy próbowałem. Wyszło może raz. Znacznie częściej wygląda to tak, że pojawia się w myślach interesujący dwuwers, typu: „była kura raz na diecie / jecie, kuro, czy nie jecie”. I cisza. Zupełna pustka, którą trzeba wypełnić. Na tym etapie zupełnie nie wiem, o czym bajka będzie, jaki postać będzie miała charakter i gdzie ją zaprowadzę. Lubię tę niewiadomą, bo nie psuje mi niespodzianki. Gdybym od początku znał cały plan historii i zadaniem byłoby tylko ubranie jej w rymy, to czułbym się jak „nudnopisarz” a nie bajkopisarz. Na szczęście jest inaczej.

Jaka jest najpiękniejsza część pana pracy?

– Jestem ciekaw historii, które czekają, aż je spiszę. Chcę poznać kolejne postaci, o których jeszcze nie wiem, że powstaną. I przede wszystkim mam nadzieję, że napiszę coś, w czym dzieci odnajdą prawdziwą radość czytania. To powoduje, że chętnie skreślam i przepisuję od nowa.

Pan Poeta (fot. http://panpoeta.pl)
Pan Poeta (fot. panpoeta.pl)

Czy postacie z pana bajek są inspirowane prawdziwymi osobami?

– W moich postaciach nie są zakamuflowane prawdziwe osoby, choć konkretne osoby, owszem, były inspiracją do powstania bajek. Bardziej ich cechy charakteru, wspólne dla wielu z nas. Na przykład taka okrąglutka kura. Myślę, że jest uosobieniem cechy naszego charakteru, dzięki której tłumaczymy sobie swoje małe przewinienia lub słynne już „od jutra”. Przechodzę na dietę, ale od pierwszego stycznia. Kończę z serialami, jak tylko dokończę ten sezon. Pouczę się zaraz, gdy wysprzątam dom. Wszyscy to znamy, prawda?

Jest w tym sporo prawdy. Na koniec poproszę o dowolny cytat z dowolnej bajki. Taki, którym akurat w tym momencie chciałby pan się z nami podzielić.

– „Lecz zamiast trzymać się rzeczki, robiła piesze wycieczki”. Na pierwszy rzut oka może się wydać dość zabawne, że wybrałem właśnie ten fragment, ale jako dorosły odbieram „Kaczkę Dziwaczkę” zupełnie inaczej. To dla mnie bardzo odważna postać, która nie bała się iść pod prąd i łamać wszelkich zasad, nawet pod groźbą pozbawienia życia w brytfannie. Jako Pan Poeta niektórym wydaję się dość dziwny, bo co za facet wkłada muchę i okulary oraz prowadzi z dziećmi zabawy w przedszkolach, księgarniach i kawiarniach w całej Polsce? A jednak coś każe mi to robić. Mam nadzieję, że mimo wszystko nie skończę jak Kaczka Dziwaczka.

Justyna Michalkiewicz
Justyna Michalkiewicz

Zawodowo związana z dziennikarstwem i produkcją filmową. Hobbystycznie robi zdjęcia i namiętnie czyta książki motywacyjne. Uwielbia smakować, ale najbardziej ceni zdrowe, wegetariańskie jedzenie. W życiu stara się nie podejmować decyzji, wobec których nie czuje się podekscytowana.


AUTOR

Polecamy

Komentarze