7 absurdalnych gadżetów z PRL-u. Kuriozalne cuda zeszłej epoki

Pamiętacie je jeszcze?
12 minut czytania
5250
0
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
22 czerwca 2017
fot. Mohylek, CC BY-SA 3.0, goo.gl/A3ojfo

Torba, która jest poduszką i odwrotnie. Kieszonkowa lista zakupów. Flippery i ruletka w jednym. Inżynierowie w dekadach Bieruta, Gomułki i Gierka musieli wykazać się wyjątkowym sprytem i inteligencją: braki w zasadzie wszystkiego, walka z partyjnym betonem, marna jakość towarów. Bywały konstrukcje, które ocierały się o granice genialności, ale też absurdu.

Jednak właśnie te ograniczenia wymuszały na projektantach, twórcach, wynalazcach wspięcie się na wyżyny abstrakcyjnego myślenia, by wpaść na pomysł skonstruowania przedmiotów, które będą pełniły określone funkcje, a do tego miały wyjątkowy design i odpowiednią jakość. Oto przegląd kilku cudów techniki, designu z PRL-u, a na deser cud rodem z NRD.

1. Torba-poduszka

Co może być „niezbędne przy wyjazdach na wczasy, urlop, camping, wygodne w użyciu na plaży, w wagonie i na wycieczkach”? Oto gadżet wielofunkcyjny, czyli genialna torba-poduszka wyprodukowana przez Zjednoczone Zespoły Gospodarcze Veritas w Warszawie. Pochodzi z końca lat sześćdziesiątych. To, że ten gadżet idealnie nadawał się na grzybobranie, a po nadmuchaniu na relaks przy namiocie − to nie wszystko. Torba-poduszka była też jednocześnie gadżetem reklamowym: widnieje na niej logo PZU. O jej jakości świadczy pieczątka: „Gatunek I”.

fot. Wojciech Przylipiak
fot. Wojciech Przylipiak

2. Lista zakupów

Toaletowe artykuły, musztarda-ocet, smalec-słonina, konserwy, garmażeryjne wyroby − kto by to wszystko zapamiętał. Rzeczy, po które wysyłała nas do sklepu mama trzeba było spisywać na kartce, żeby uniknąć awantury z powodu niekupienia octu czy musztardy. Geniusze inżynierii jednak i tutaj przyszli nam z pomocą. Przygotowali specjalną listę zakupów. Wykaz czterdziestu produktów, do tego specjalne suwaki obok każdego z nich. Można było zaznaczać produkty, które już wylądowały w naszej siatce. Wydaje się, że twórcy tego gadżetu zapomnieli o jednym istotnym produkcie na liście… alkoholu.

fot. Wojciech Przylipiak

3. Odkurzacz Kasia

Hałasowały, trzeba było opróżniać worek (niektórzy trzepali je za oknem), który był wielokrotnego użytku. Poza tym kabel był zawsze za krótki. Co było rozwiązaniem? Odkurzacz, który nie potrzebował prądu ani worka! Czyli piękna Kasia. Wystarczyło skręcić rączkę i przejechać po podłodze, a później otworzyć klapki nad śmietnikiem i wyrzucić paprochy. A że tak naprawdę Kasie niewiele zbierały z brudnej podłogi… ważne, że oszczędzały prąd.

fot. Wojciech Przylipiak
fot. Wojciech Przylipiak

4. Spis telefonów

Dzisiaj każdy ma go w swoim aparacie. Ale w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych o telefonach komórkowych nikt nawet nie śnił. Do zapisywania numerów telefonów do pani dentystki, sąsiadki, która pracowała w mięsnym albo cioci mieszkającej nad morzem potrzebne były notesy. Notes musiał być porządny, elegancki. Na przykład taki, który wykorzystywał genialny patent: wystarczyło przesunąć suwakiem na określoną literę alfabetu, nacisnąć blaszkę i notes otwierał się na danej stronie z numerem do pani Basi czy wujka Zenka! Uwagę przykuwało logo na notesie. Znaczek Polish Ocean Lines świadczył o właścicielu. Musiał bywać w świecie, a przynajmniej miał znajomości wśród marynarzy. A to już było coś!

fot. Wojciech Przylipiak
fot. Wojciech Przylipiak

5. Kosmolotek

Połączenie flipperów i ruletki. Oto Kosmolotek, gra z 1983 roku, wyprodukowana przez Spółdzielnię Rzemieślniczą Otwock. „Atrakcyjna gra punktowa” polegała na strzelaniu kulką za pomocą małej wajchy. W zależności od tego, w której dziurce lądowała kulka, tyle otrzymywało się punktów. Twórcy nie przewidzieli jednak, że mocniejszy ruch wajchą wystrzeliwuje kulkę poza orbitę gry, a sama wajcha przybita gwoździkiem łatwo ulegała destrukcji.

fot. Wojciech Przylipiak
fot. Wojciech Przylipiak

6. Fussball

Nie tylko inżynierowie nad Wisłą mieli genialne pomysły, które czasami przekładały się na dość kuriozalne przedmioty. Piłkarzyki kojarzą się z zabawką z plastiku, tudzież drewna. Przynajmniej z takich materiałów były zrobione boiska, żeby piłka swobodnie krążyła między bramkami. Inżynierowie z NRD wpadli na składaną wersję piłkarzyków, a do tego z papieru. Żeby zagrać trzeba było rozwinąć boisko, ustawić piłkarzy i już! Zaraz, zaraz, nie do końca. Piłka nie była okrągła. Co nie było takie głupie, bo boisko nie ma żadnych blokad przy liniach bocznych, więc i tak piłka wypadłaby za murawę. Rozkładane boisko niespecjalnie zdawało egzamin. Zawijało się na rogach. Trzeba było docisnąć deseczki za bramkami. Faktycznie łatwiej było przenieść takie piłkarzyki niż te z całym plastikowym boiskiem, ale gra na nich nie należała do szczególnie przyjemnych. Może jednak właśnie tak zaczynali karierę Lato, Gorgoń albo Buncol?

fot. Wojciech Przylipiak
fot. Wojciech Przylipiak
fot. Wojciech Przylipiak

7. Przewijak VHS

Wraz z końcem PRL-u i upadkiem muru berlińskiego nie skończyły się wcale lekko absurdalne pomysły mistrzów inżynierii. Oto przykład: urządzenie do przewijania kaset VHS. 
Kto nie przeżywał zawodu, kiedy odtwarzacz wciągał kasetę z wypożyczalni podczas przewijania? Trzeba było rozbierać cały odtwarzacz i wyjąć kasetę z „Amerykańskim Ninją” przez obudowę. Inżynierowie z Zachodu wpadli na pomysł, jak ominąć ten dramatyczny moment. Wymyślono coś, co nazywało się: Video Cassette Rewinder. To urządzenie na kabelek, które po prostu przewijało kasetę VHS do początku. Były proste modele, ale też wyszukane sprzęty w różnych kształtach. Jak na przykład czerwony Chevrolet. Wystarczyło nacisnąć tablicę rejestracyjną i otwierała się klapka, w którą trzeba było wsunąć kasetę. A taki samochód można było postawić na telewizorze, magnetowidzie albo dać dziecku do zabawy. Przyznam, że jak wujek przywiózł coś takiego z NRD, to długo nie mogłem wpaść na to, co to jest…

fot. Wojciech Przylipiak
fot. Wojciech Przylipiak
fot. Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak

Dziennikarz, przede wszystkim muzyczny. Zbieracz zabawek, komiksów i innych przedmiotów z epoki Commodore i Składnic harcerskich. Wszystko trzyma w domu – nie jest łatwo. Prowadzi bloga Bufet PRL.


AUTOR

Polecamy

Komentarze