Chcesz poprawić formę i schudnąć? Kup skakankę i odkryj nowe kręgi piekła

Trening, który daje prawdziwą radość (kiedyś na pewno)
10 minut czytania
973
1
Agata Połajewska
Agata Połajewska
8 czerwca 2017

Czy w sezonie urlopowym, podczas wakacyjnych wyjazdów można czymś sensownie zastąpić regularne treningi na siłowni? Czy można fajnie poćwiczyć w parku lub w domu i jeszcze osiągnąć fajny efekt? Odpowiedź jest prosta – można, tylko będzie to bardzo bolało. Wystarczy kupić skakankę.

Znam sporo osób, które regularnie ćwiczą na siłowni i w klubach fitness – zazwyczaj łącząc treningi cardio z siłowymi. Problem zaczyna się podczas urlopów – oczywiście trudno targać ze sobą w bagażu hantle, kettle, piłki, czy co tam jeszcze człowieka podczas treningu wspomaga, ale przynajmniej łatwo je zastąpić – choćby butelkami z wodą. Jednak jeśli ktoś naprawdę nie znosi biegać (dzień dobry!), nie chce sobie też zawracać głowy kombinowaniem przyrządów treningowych z niczego, a w mazurskich ostępach brak sensownej siłowni, warto przed wyjazdem przemyśleć chwilową zmianę fitnessowych przyzwyczajeń.

Znam też osoby dokładnie takie, jak ja sama. Z przyjemnością udam się na trening, pod warunkiem, że nie będzie to dalej niż 500 metrów od domu. W tej odległości na szczęście mam parkową siłownię, ale jeśli próbowaliście, to wiecie, że taki trening to często strata czasu. Pozostaje mi ćwiczenie w domu lub słodkie lenistwo. Musiałam znaleźć trening idealny. Oczywiście się nie udało, ale za to odkryłam skakankę.

Żeby ćwiczyć radośnie, boleśnie przyjemnie i skutecznie, naprawdę wystarczy kupić skakankę. Najlepszą reklamą będą tu filmy z kanału Zen Dude Fitness – znajdziecie tu cały zestaw filmów z ćwiczeniami dla początkujących, fajne ćwiczenia dla zaawansowanych i masakrujące treningi dla obłąkanych. Samo dobro. Od razu widać.

Trening na skakance skutecznie zastąpi inne

Trening na skakance to żadna nowość, ale warto przypominać o jego zaletach – a jest ich całkiem sporo. Dla osób ćwiczących regularnie, zwłaszcza dla zmniejszenia masy ciała i dla odpowiedniej rzeźby, skakanka to genialne rozwiązanie. Każdy, kto poświęca sporo wysiłku i uwagi diecie oraz treningowi zna to straszliwe uczucie, które ogarnia człowieka wypadającego z regularnego treningowego cyklu. Koszmarna myśl: „zaraz przytyję 10 kilogramów!” cały czas czai się gdzieś z tyłu głowy i nie daje żyć w spokoju. Trzeba zatem złoić ją skakanką.

Proste, a skutecznie dające w kość narzędzie, wypadło nieco z łask. Dziś ufamy programom treningowym szczupłych i umięśnionych pań z telewizji lub YouTube, korzystamy z treningów firmowanych przez słynnych sportowców i ćwiczeń planowanych przez personalnych trenerów. W kwestii metod treningowych każdy ma własne zdanie i rzadko udaje się kogoś przekonać do własnych racji. Nie namawiam zatem do zmiany przyzwyczajeń, a krótkiej wakacyjnej zmiany, która pozwoli spróbować czegoś nowego. Ja spróbowałam już na przykład nieznanych mi wcześniej smaków chodnika i dowiedziałam się, jak to jest być pewnym, że za 15 sekund umrzesz.

Spalam się!

Skacząc na skakance kalorie spala się wyjątkowo szybko – w ciągu jednej minuty to około 0,2 kcal na każdy kilogram masy ciała. Szybka matematyka pozwala stwierdzić, że ważąca 65 kilogramów istota ludzka w godzinę spali dzięki skakance 780 kalorii. To naprawdę niezły wynik. Niestety, niełatwy do osiągnięcia. Choć wydawać się może, że godzina skakania to małe miki, puchną wszyscy – nawet ci, którzy pochwalić mogą się całkiem dobrą kondycją. Plusem jest jednak to, że z dnia na dzień skakanie idzie coraz lepiej – po dwóch dniach odzyskuje się na przykład pewność, że ma się tylko dwie nogi. Jest co prawda pewna grupa ludzi, która nawet po miesiącu czuje się nadal jak stonoga z długim ogonem, ale pomińmy milczeniem tych nieszczęśników.

Najlepiej zacząć prosto – skacz, dopóki totalnie nie stracisz oddechu, a potem odpocznij przez kilkanaście sekund. I znowu. I znowu. Obiecuję, że codziennie będzie lepiej. Serio. No, po roku na pewno!

Trening ze skakanką pomoże też zwiększyć sprawność i wydajność układu krążenia. Co więcej, dowody na to są żywe – zobaczysz, jak z tygodnia na tydzień poprawiać będziesz wydolność oddechową podczas treningu. Zaczynamy standardowo od sapania i rzygania (przykro mi, to się zdarza), ale po dwóch tygodniach można już skakać ze zblazowanym wyrazem twarzy (choć w środku nadal wszystko wrzeszczy, trzeszczy i umiera). Warto tu jednak wspomnieć, że osoby ze zdiagnozowanymi problemami sercowymi zdecydowanie nie powinny samorzutnie rozpoczynać takiego treningu – wypada skonsultować się z lekarzem. Jeśli po prostu nie masz serca, ten trening jest dla ciebie.

Mięśnie jak u antycznego posągu

Jak posąg greckiej bogini czułam się na początku treningów niemal codziennie. Po treningu non stop towarzyszyło mi uczucie, że nie mam już rączek i nóżek, a inne części ciała też jakieś takie obtłuczone. O poranku natomiast czułam się zazwyczaj jak powalona kolumna jońska. Niestety nie mówię tu o smukłych proporcjach i lekkości…

Ale do rzeczy. Trening na skakance idealny jest dla osób, które szybko poddają się, gdy nie widać błyskawicznych efektów. Do takich właśnie należę − zawsze uważałam, że po pierwszym dietetycznym posiłku i pierwszym treningu powinnam natychmiast zmieścić się w spodenki XS. Tymczasem skakanka naprawdę sprawia, że mięśnie błyskawicznie zaczynają odżywać, a ciało zmienia się w niesamowitym tempie. Dzięki zauważalnym co zaledwie kilka dni zmianom wzrasta motywacja, a to bardzo ważne dla zachowania regularności treningów. Podskoki działają na wiele grup mięśni – da się to szybko zauważyć, zwłaszcza po pierwszym treningu, gdy następnego dnia trzeba wstać z łóżka przy pomocy dźwigu. Nie ma się jednak co martwić – za trzy miesiące każdy wytrwały będzie podnosił się z łóżka jednym sprężystym skokiem. Tak mówią.

A zupełnie serio – ten wycisk naprawdę się opłaca. Polecam regularne mierzenie obwodów − bo waga niekoniecznie powie nam prawdę. Jestem wielką zwolenniczką zastępowania ważenia mierzeniem – to pokazuje prawdziwe efekty treningu i diety. Powiem też, choć to na pewno bardzo niepedagogiczne, że trening ze skakanką działa tak dobrze, że mimo zaniedbania diety można osiągnąć fantastyczne efekty. Prawda jednak jest taka, że czasem trzeba wybrać − siedzenie w kuchni czy trening. Wolę jeść mniej uważnie, a nie zaniedbywać ćwiczeń – u mnie to działa.

Bez zasad i na spontanie

Skakać można tak, jak pamiętamy z podstawówki, można też układać sobie bardziej skomplikowane treningi. Trening odbyć można wszędzie – na podwórku, w garażu, w parku, na parkingu, nawet w domu, jeśli przestrzeń na to pozwala (uwaga na żyrandol i rodową porcelanę). Bez problemu zabierzemy skakankę na urlop – nie zajmuje dużo miejsca. Czasem nawet udaje się ją wyjąć z bagażu.

Nie polecam jednak skakania pod blokiem. Z niewiadomych względów nic tak nie zachęca sąsiadów do rozpoczynania towarzyskiej konwersacji, jak widok czerwonej, spoconej i zaślinionej osoby, która ewidentnie znajduje się na progu śmierci z niedotlenienia lub wydaje dźwięki jak żółw podczas seksu.

Jedyne, o czym trzeba pamiętać, to dopasowanie długości skakanki do własnych potrzeb – na szczęście tę długość można zazwyczaj swobodnie regulować. Ja przepadam za sztywniejszymi skakankami zrobionymi ze skóry lub naśladującego ją tworzywa, ale wiele osób woli bardziej tradycyjne – sznurkowe. Ja mam niestety wrażenie, że te bardziej elastyczne częściej powodują „skuchę” (czyt. sytuację, w której nerwowo sprawdzasz językiem, czy masz na miejscu jedynki).

Co do bezpieczeństwa – szkoły są podobno różne, ale mój zaprzyjaźniony trener zdecydowanie odradził mi radosne podskakiwanie na bosaka – w butach nie tylko łatwiej i efektywniej, ale trudniej o poważną kontuzję stopy. Przyznam, że nie wyobrażam sobie skakania bez butów, ale na pewno znajdą się śmiałkowie.

Pozostaje mi życzyć szybkich efektów i endorfinowego haju – to kolejny przyjemny efekt treningu ze skakanką.

Agata Połajewska
Agata Połajewska
Dziennikarka, podróżniczka, redaktorka (i jeszcze parę rzeczy by się znalazło). Współpracowała z portalem gazeta.pl - współtworzyła serwisy foch.pl i weekend.gazeta.pl, pisywała artykuły kulturalne (niekulturalne też) oraz podróżnicze. Dziś pisze teksty dla serwisu Crazy Nauka
Mieszka i pracuje w internecie, choć wolałaby w Arizonie.
AUTOR

[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa