Młodzi, piękni, patrioci – rozmowy z chłopakami z prawej strony

Lewaczka w obozie patriotycznym
21 minut czytania
5790
2
Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
30 czerwca 2017

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że społeczeństwo w naszym kraju podzieliło się na dwa obozy. I zza zasieków obrzuca się inwektywami. Jako “lewak” postanowiłam zajrzeć do “patriotycznego” obozu − bez lęków i uprzedzeń, które utrudniają nam codzienny dialog. Czego się dowiedziałam?

Nie raz i nie dwa spotkałam się z głosami, że czeka nas powrót do skrajnego nacjonalizmu, że młodzież opowiadająca się za prawicowymi partiami, manifestująca swój patriotyzm czy należąca do organizacji takich, jak np. Młodzież Wszechpolska to zagrożenie dla naszej wolności.

Z kolei ja, jako „lewak”, pragnę śmierci nienarodzonych dzieci, uczę własne dziecko korzystać z wibratora, a zamiast bajek czytamy Kamasutrę. Co więcej, abym wiedziała co myślę, muszę obejrzeć TVN, a na wieść o kolejnym zamachu w Europie wyjmuję kolorowe kredy.

Mity, prawda? Może więc i to, co myślimy o osobach o skrajnie prawicowych poglądach również warto przesiać przez sito?

Polska skręca w prawo?

Obserwując wyniki badań sondażowych nie sposób nie zauważyć, że Polska, szczególnie Polska młoda, skręca na prawo. Co więcej, coraz bardziej się radykalizuje. Przykłady? Pod koniec ubiegłego roku CBOS przeprowadził badanie wśród osiemnastolatków. Prawie 40 procent z nich zgodziło się ze stwierdzeniem „Nie powinno pozwalać się na osiedlanie na stałe cudzoziemców w Polsce”. Co więcej, 38 procent badanych popiera działania ONR i Młodzieży Wszechpolskiej.

Kolejnym badaniem potwierdzającym tę prawidłowość jest to przeprowadzane przez Instytut Spraw Publicznych i Kantar Public przypadające na przełom stycznia i lutego 2017 roku. Dowiadujemy się bowiem z niego, że największym poparciem cieszą się ugrupowania prawicowe, które dodatkowo można określić jako antysystemowe lub antyestablishmentowe. Wśród młodych ludzi na pierwszym miejscu znalazła się partia Kukiz’15 z wynikiem prawie 30 procent oraz Wolność Janusza Korwin-Mikkego (niespełna 20 procent).

Poparcie młodzieży dla ugrupowań politycznych: na ile prawdopodobne jest, że oddałbyś swój głos na następujące partie polityczne i ich liderów? (odpowiedzi pozytywne, w %) – źródło: Instytut Spraw Publicznych

Jak to przekłada się na codzienne życie? Pozwoliłam porozmawiać sobie z kilkoma młodymi mężczyznami stojącymi zdecydowanie po prawej stronie.

Przemek: Jak zabraknie Boga, to się wszystko rozleci

Przemek jest polski na wskroś − od patriotycznej koszulki, aż po zachowanie. Nie odpuszcza żadnego marszu, w święta narodowe zawsze wywiesza flagę. Jak sam twierdzi „gejów nie lubi, ale nic nie mówi”, do obcych podchodzi nieufnie. Niemniej jednak daleko mu do fanatyka, który z krzykiem „Polska dla Polaków” okłada ludzi.

Właśnie jego zapytałam, po co mu taki patriotyzm. Taki, czyli widoczny nawet w ubiorze, na profilach w mediach społecznościowych. Czy nie uważa, że to powierzchowne? Może niepotrzebne?

− A według ciebie czym jest patriotyzm? − odpowiada pytaniem na pytanie.
Płaceniem podatków, szanowaniem własności, dbałością o język…
Ale to samo robiłabyś też w każdym innym kraju. To jest dobre wychowanie, nie patriotyzm. Trzeba czegoś więcej. Znajomości historii, pokazywania, że się tej Polski nie wstydzisz, że ją kochasz. Po to idę na marsze, zdzieram gardło. Po to ta koszulka, po to flaga w oknie.
− Ale co to daje?
− Myślisz, że ci, co krew przelali za naszą Ojczyznę pytali, czy to coś da? Czy wszystko musi być po coś? Tak czuję, tak robię. Pokazuję, że mi zależy, że pamiętam, szanuję. Że będę dbał. Jak założysz koszulkę z kotem czy ulubionym zespołem jakoś nikt nie pyta: po co.
− I to wystarczy?
− Nie. Trzeba jeszcze mieć zasady. Dbać o rodzinę, szanować ją. W Boga wierzyć, tradycji przestrzegać. To jest siła naszego kraju. Jak się wszystko stanie europejskie, wolne, to się stanie nijakie. Zresztą to już się dzieje.
OK. Tak się tylko zastanawiam, skąd w tobie to przekonanie, że w Boga trzeba wierzyć? I to jeszcze tego katolickiego, bo wątpię, że wyznawcę Allaha byś traktował jak Polaka.
− Bo to tradycja nasza jest, wiara zawsze była fundamentem.
− Nie, nie zawsze. Kiedyś Polska to był kraj wielu religii. Otwarty, tolerancyjny. Przeinaczacie to wszystko. Ja mam z bogami na bakier − z wszystkimi. Czy to znaczy, że tradycji nie szanuję, że kraju nie kocham?
− Nie wiem. Może i jakoś tam kochasz, a może ci się wydaje. Ja powiem tak. Dla mnie jak ktoś nie wierzy, nie opiera się na religii, jej zaleceniach, to nie wie, co w życiu robić, jak być dobrym. Znaczy niby wie: nie kradnij, pomagaj itd. Ale jak się zacznie dziać źle, to ta osoba nie ma w sobie tego drogowskazu. Łatwiej ją złamać, szybciej zacznie postępować źle i niemoralnie.
 A wniosek ten wysnułeś na podstawie?
− Że tak po prostu jest.
− Mogłabym zasypać cię przykładami, że nie, nie jest. Że jest wielu dobrych ateistów, którzy robią dużo dla innych, dla kraju. Dobrze żyją, dobrze innym życzą. Pytanie: warto?
− Wiesz, chyba nie. Bo moim zdaniem jak zabraknie Boga, opieki kościoła, dbałości o to, jak było, bo było dobrze, to się wszystko rozleci. O coś opierać się trzeba. I ja nie twierdzę, że ateista to zaraz jakiś zdeprawowany zwyrodnialec. Ale taki człowiek trochę jakby pusty w środku. Łatwiej go przewrócić jak wiatr zawieje.

Kuba: „To nie jest tak, że Unię trzeba zniszczyć, jak to krzyczą dzieci w Sejmie. Trzeba tylko myśleć. O sobie też”

Kuba: Nie chodzę z maczetą i nie zabijam uchodźców

Kubę znam od podstawówki − nigdy jednak nie był moim dobrym kolegą. Trzymaliśmy się na dystans. Wiecznie w dresach, szaliku ulubionej drużyny. Później w glanach z łysą głową. Jak wielu młodych wyjechał do Wielkiej Brytanii szukać lepszego życia, znalazł życie takie sobie. Nie kryje się ze swoimi poglądami. Nie raz i nie dwa widziałam na jego profilu artykuły, filmy, memy nawołujące do nieprzyjmowania uchodźców, jasno łączące ich z zamachami terrorystycznymi.

Pytam go więc skąd taka nienawiść do osób przybywających z innych krajów? Sam wszak jest emigrantem.
− To nie jest nienawiść. Bez przesady. Nie chodzę z maczetą i nie zabijam bezbronnych uchodźców. Ba, nawet kebaba wczoraj jadłem (śmiech). Ale właśnie taki Arab, który tu pracuje jak i ja, kombinuje, ma własny biznes − to jest dla mnie człowiek wartościowy. Te przybywające tu lawinowo hordy, tak − hordy, nie patrz tak, to jest realne zagrożenie. Dlaczego? Ciebie tu nie ma, ty tego nie widzisz. Ale oni nie szanują tego, co się dla nich robi. Ulicę dalej od mojego mieszkania w kamienicy dali uchodźcom mieszkanie − tam jest wszystko rozkradzione, sprzedane. Jest syf, burdel i malaria. A wszystko mieli nowe − ludzie im sami pralkę dali, jakieś meble, ciuchy dla dzieci.

Mówię, że pewnie jednostkowy przypadek, w Polsce przecież patologia też często nie szanuje pomocy socjalnej, którą dostaje, to się zdarza, ludzie różni.

− No to dalej. Czy ty wiesz, jak oni traktują kobiety? Już pomijam fakt, że kobiet to tu za dużo nie zobaczysz. Idzie typek w naszym wieku, nos w ajfonie. Za nim jego kobieta − okutana w te ich stroje tak, że kroku nie może dać, a jeszcze ciągnie dzieci za sobą i zakupy niesie. Mi się nóż w kieszeni otwiera. Tak samo jak wtedy, gdy moja dziewczyna dzwoni do mnie, żebym po nią po pracy przyszedł, bo się boi. Ale jak się jakiś idiota wysadzi czy wjedzie w nas samochodem, to nijak jej nie pomogę. Kiedy tu przyjechaliśmy, to się nie bała. Z koleżankami nawet wieczorem na piwo same szły. Teraz się nie ruszy. I ty twierdzisz, że powinniśmy pomagać? Może i tak, ale z głową. I to nie jest tak, że Unię trzeba zniszczyć, jak to krzyczą dzieci w Sejmie. Trzeba tylko myśleć. O sobie też.
− Ok, to wszystko niby ma sens. Ale powiedz mi jedno − skoro jest ci tam tak źle, to czemu po prostu nie wrócisz? Wiesz przecież jak u nas patrzy się na kwestię uchodźców. Tu ich nikt nie chce, więc miałbyś spokój. Po co siedzieć i się wkurzać? Po co bać się o dziewczynę?

− I tu mnie masz. Ja bym do kraju wrócić chciał. Nawet bardzo. Ale nie mogę. Ja ślub chcę brać, dzieci mieć. W Polsce? Za co?
− No ale w UK będziesz się o te dzieci bał.
− Będę. Tu nie ma dobrego wyjścia niestety i ja nie wiem, czy się jakiekolwiek znajdzie.
− Może jakby tak próbować się dogadać, asymilować, jednoczyć, to może by się znalazło?
− Z kim ty chcesz gadać? Z muslimami na zasiłkach, którym dobrze jest, jak jest? Z tymi, co płaczą po każdym zamachu i żadnych wniosków nie wyciągają? Przestań, to się nie uda.

Korwin-Mikke: dla wielu młodych ludzi jest autorytetem i nadzieją (fot. DeVisu/Shutterstock)

Dawid: Zawsze głosuję na Korwina

Chyba wszyscy doskonale znamy sylwetkę Janusza Korwin-Mikkego. Ten kontrowersyjny polityk niejednokrotnie swoim słowami do żywego dotknął kobiety i osoby z niepełnosprawnościami. Dla wielu młodych osób jednak jest autorytetem i nadzieją. Wyraźnie zaznaczają, że przez skupianie się na niefortunnych wypowiedziach tego polityka umyka nam to, co najważniejsze, a więc jego sensowne pomysły na odbudowę gospodarki. Tak uważa naprawdę spora grupa osób. Przeważają wśród nich te młode, myślące idealistycznie, ale jest również dużo osób starszych, doświadczonych, które prowadzą własny biznes i mają dość ciągłego wzrostu podatków czy kosztów utrzymania firmy.

Wśród nich jest 33 letni Dawid, który prowadzi rodzinny biznes.
− Oczywiście, że zawsze głosuję na Korwina i nie tracę nadziei, że w końcu ludzie otworzą oczy. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że każdego dnia widzę, jak państwo mnie okrada. ZUS, podatki… jednocześnie nie daje mi żadnej gwarancji, że będę leczony, gdy zachoruję, że będę miał za co żyć na starość. Gdybym to, co oddaję w daninach oszczędzał, to bym bez problemu miał i na lekarza i na Bahamy na starość. A tak? Ledwo przędę. Wolnorynkowe poglądy JKM to coś, co daje nadzieję.
− No tak − mówię − ty zaoszczędzisz, ale przecież nie każdy. Co z takimi osobami?
− Szczerze? Nie wiem. Niech się każdy martwi o siebie, a państwo niech się po prostu nie wpieprza. Zresztą powiedz mi, czy już dziś te osoby nieporadne lub takie, które radzić sobie nie mogą mają zabezpieczenie? Mają za co żyć? To sprawdź sobie, ile pieniędzy dostaje matka niepełnosprawnego dziecka.

Sprawdziłam, 1300 złotych − dopóki dziecko nie skończy 18 lub 25 lat (gdy się uczy).

− Niemniej jednak coś dostaje − mówię do Dawida − Co dostałaby gdybyśmy urządzili kraj według wizji JKM?
− Powiem ci szczerze. Zastanawiałem się nad tym nie raz i nie dwa. Bo pewnie nie dostałaby nic. I wiem, że teraz powiesz „Ha! No, widzisz!”, ale to też nie jest tak, że ludzie o moich poglądach chcieliby, żeby pomocy żadnej nie było. Niech ona będzie. Ale niech to nie będzie rozdawnictwo czegoś, co się komuś innemu zabiera!
− No to jak ty to widzisz?
− Ośrodki opieki dziennej, tak żeby ta matka niepełnosprawnego dziecka mogła pracować. Żeby nie wypadła z rynku. Bo teraz to jest tak, że państwo niby pomaga, ale jak się takiemu dziecku nie daj Boże zemrze, to matka zostaje bez środków, a jednocześnie bez żadnego doświadczenia, które pozwoliłoby jej pracować.
− 
Ok, a te ośrodki to za co, skoro podatki mają być znacznie mniejsze?
− Jak będą mniejsze, to rodziców będzie na te ośrodki stać.

We mnie niestety nie ma tej pewności.

W jaki sposób opisał(a)byś swoje poglądy polityczne? (w %) – źródło: Instytut Spraw Publicznych

„Nie da się gadać z ludźmi, którzy nie myślą logicznie”

Do porozumienia dojść ciężko. Ja nie rozumiem ich, oni mnie. Rozmowy w pewnym momencie przestają się kleić. Mniej więcej wtedy, gdy chłopaki dostrzegają, że nie podzielam ich pewności, zachwytu, radykalnego zdecydowania. Nie przekonuję ich, gdy mówię, że to wszystko nie jest takie proste.

Nie chcąc jednak odejść bez żadnego wniosku pytam o to, dlaczego w ogóle tak jest? Dlaczego tak bardzo jesteśmy podzieleni? Czy nie możemy się dogadać?

Kuba: Nie da się gadać z ludźmi, którzy nie myślą logicznie. No bo co? Mam z nimi tęczę malować po kolejnej tragedii? Tu się nikt nie zastanawia, jak im zapobiec. Ja tylko mam nadzieję, że to się zacznie zmieniać. Że ludzie zaczną oczy otwierać.

Przemek: Ale z kim ja mam gadać? Z kimś, kto tak naprawdę śmieje się ze mnie pod nosem? Bo jak tradycjonalista, to półgłówek. Ty tak się starasz bronić tego lewactwa, że wolność, że tolerancja. A ja powiem ci, że ja tej tolerancji nie widzę. Znaczy widzę. To są ludzie, którzy są w stanie zaakceptować, że dwóch gejów ma dziecko, że piosenkarka ciążę usuwa, bo za małe mieszkania, a nie są w stanie zaakceptować tego, że dla kogoś religia, tradycja, stary porządek ma ogromne znaczenie. To jest nic, a nie tolerancja.

Dawid: Mnie akurat te sztuczne podziały również wkurzają. Przecież każdy chce tego samego. Spokojnie żyć, mieć kasy tyle, żeby się nie martwić i żeby mu nikt za bardzo nie mówił co ma robić. A już na pewno nie państwo. Ja się lewaków, jak to mówisz, nie boję, choć zdarza się, że nie rozumiem. Często się nie zgadzam, ale w moim przekonaniu to po prostu jest sztucznie kreowany przez polityków, media spór. Żebyśmy my się między sobą tłuki i nie widzieli, jak nas okradają z czego się da. Nie tylko z pieniędzy, ale również i coraz bardziej z wolności.

Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
Zawodowo freelancer copywriter, w przeszłości blogerka. Osoba, która próbuje na nowo odnaleźć się w opowiadaniu historii. Zamieszkała na głębokiej, ale malowniczej prowincji, gdzie pójście do sklepu po bułki to logistyczna wyprawa. Jest mamą, lubi być dobrą żoną. A przynajmniej tak o sobie myśleć. Tuż przed magiczną granicą trzydziestego roku życia wciąż dziwi się światu i lubi o nim mówić.
AUTOR

Polecamy

Komentarze