My, Słowianie, czyli co warto wiedzieć o zwyczajach naszych przodków

Cudze chwalicie, swego nie znacie
17 minut czytania
6281
2
Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
13 czerwca 2017

Chyba wszyscy doskonale pamiętamy przerabiane w szkole mity greckie. Dobrze znamy panteon bogów zamieszkujących Olimp, wiemy też sporo o mitologii rzymskiej. A co nam wiadomo o wierzeniach, tradycjach czy zwyczajach naszych przodków? No właśnie. Tymczasem kultura słowiańska jest naprawdę ciekawa i inspirująca. Poznajmy ją bliżej.

Historia Słowian, choć owiana wieloma tajemnicami i niejasnościami, które często są przyczyną sporów badaczy, jest naprawdę ciekawa. Ci emocjonalni, czasem nieco porywczy, lubiący dobrą zabawę ludzie, których życie w całości podporządkowane było zmieniającym się porom roku i przyrodzie budzą naszą sympatię i ciekawość. Zainteresowanie kulturą słowiańską oraz rodzimowierstwem, czyli słowiańskim  neopogaństwem, od kilku lat zauważalnie wzrasta. W dobie coraz większego podobieństwa wszystkich europejskich krajów, poszukujemy własnych korzeni, cech szczególnych i tego, co nas wyróżnia. Coraz więcej osób decyduje się więc na tworzenie grup rodzimowierczych, organizację rekonstrukcji historycznych a nawet wznawianie dawno zapomnianych zwyczajów i tradycji, takich jak chociażby słowiańskie zaślubiny.

Nie tylko neopoganie

Na portalu Polak Potrafi możemy znaleźć zbiórkę na powstające Muzeum Mitologii Słowiańskiej w Owidzu. Jego pomysłodawcy przekonują, że warto wskrzesić pamięć o tym, skąd się wywodzimy. Tymczasem kultura słowiańska, jej zwyczaje i obrzędy, wciąż jest pomijana chociażby w trakcie szkolnej edukacji. Chcą to zmienić.

Topienie lub palenie Marzanny – zwyczaj praprzodków

Naszym przodkom zawdzięczamy naprawdę wiele. Część kultywowanych przez nich zwyczajów przetrwała do dziś. Wszyscy przecież doskonale wiemy, dlaczego w pierwszy dzień wiosny topi się Marzannę. Część z nich została zaś przejęta przez chrześcijaństwo tak, by z pogańskich, niechcianych obrzędów, z których ludzie nie chcieli rezygnować stały się zwyczajami związanymi z nową religią. Mówimy tu między innymi o takich zwyczajach, jak: malowanie jajek, polewanie panien wodą czy kładzenie sianka pod stołem. Istnieje jednak szereg zwyczajów, które nie są już kultywowane (choć niektóre z nich, jak np. obchody Nocy Kupały ponownie wracają do łask w formie czysto rozrywkowej). Poznajmy niektóre z nich.

Postrzyżyny

Czyli obrzęd związany z wejściem dziecka w wiek męski. Miał miejsce w chwili, gdy chłopiec kończył około siedmiu lat.  Jak sama nazwa wskazuje, było to pierwsze obcinanie włosów dziecka. Dokonywał tego jego ojciec. Podczas postrzyżyn nadawano także dzieciom imiona. Najczęściej miały one formę dwuczłonową (np. Wojciech – czyli „cieszący się w boju”).  Nadawane imię pełniło więc funkcję wróżby i życzenia, samospełniającej się przepowiedni. Imiona były także silnie powiązane z magią i ówczesnymi zwyczajami. Po postrzyżynach chłopiec zaczynał przyuczanie się w męskich zajęciach, takich jak uprawa roli, rzemieślnictwo czy polowania.

Postrzyżyny były wydarzeniem rodzinno-plemiennym, które nie mogło obejść się bez głośnych obchodów i oddania należnej czci rodzimym bogom. Warto dodać, że dziewczynki miały podobne święto zwane zaplecinami lub wiankowinami. Ich włosy zaplatano w warkocz oraz dekorowano wiankiem – symbolem dziewictwa.

Tryzna i strawa

Ciekawym z naszego punktu widzenia zjawiskiem były również słowiańskie pogrzeby. Ich uroczystości pogrzebowe znacznie różniły się od tego, jak dzisiaj żegnamy zmarłych. Wynikało to z faktu wierzenia w przejście zmarłego do lepszego świata – Nawii.

Podstawę dawnego słowiańskiego pochówku stanowiło spalenie zmarłego na stosie. Przed tym jednak zostawał on wyposażony we wszystko, czego mógł potrzebować na dalszą drogę. Po tym następowała huczna zabawa zwana tryzną (na wschodzie) lub strawą (na zachodzie). Wiele osób mogłoby pomyśleć, że było to spotkanie żałobników przypominających naszą stypę. To mylne wyobrażenie. Tryzna i strawa to nie tylko uginające się pod ciężarem jedzenia i napitku stoły, ale również liczne zabawy, śmiechy, a nawet igrzyska. Gdy dodamy do tego jednoczesne opłakiwanie zmarłego, które również miało miejsce okaże się, że nasi przodkowie żegnali zmarłych w sposób bardzo, jak na obecne standardy, ekscentryczny.

Wianek, symbol dziewictwa, puszczony wolno

Noc Kupały

To święto, o którym wiemy dość sporo, często jest bowiem wykorzystywane obecnie przez kluby oraz inne miejsca rozrywki, by zachęcić młodych ludzi do uczestnictwa w imprezie. Jak to jednak wyglądało kiedyś? Było to święto przypadające na najkrótszą noc w roku (okolice 21-22 czerwca), czyli przesilenie słoneczne. Nie da się ukryć, że Noc Kupały to święto wielowątkowe. Związane było zarówno z powitaniem lata, jak i żegnaniem boga wiosny. Niemniej jednak najbardziej znane jest jako święto płodności oraz ognia i wody. Związane z nim tradycje, to między innymi puszczanie przez panny wianków na wodę i wróżenie z nich oraz słynne skoki młodzieńców przez ognisko.

Moda na słowiańszczyznę ożywa – nie tylko ze względu na malownicze obyczaje (fot. Sławomir Kowalewski/Shutterstock)

W tym miejscu warto również wspomnieć o poszukiwaniu w czasie tego święta osławionego „kwiatu paproci”. Myli się ten, który myśli, że nasi przodkowie naprawdę poszukiwali nieistniejących kwiatów. Tak naprawdę pary pod pretekstem poszukiwania kwiatu paproci udawały się w zaciszne miejsce, by oddawać się uciechom cielesnym. Seks przedmałżeński był bowiem przez Słowian traktowany dość krytycznie, jednak w Noc Kupały przymykano oko na wybryki młodych.

To tylko niektóre ze zwyczajów i tradycji słowiańskich, które warto znać. Jest ich o wiele, wiele więcej, podobnie jak bóstw, wierzeń i przesądów. Zachęcam do dalszego zgłębiania tematu.

Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
Zawodowo freelancer copywriter, w przeszłości blogerka. Osoba, która próbuje na nowo odnaleźć się w opowiadaniu historii. Zamieszkała na głębokiej, ale malowniczej prowincji, gdzie pójście do sklepu po bułki to logistyczna wyprawa. Jest mamą, lubi być dobrą żoną. A przynajmniej tak o sobie myśleć. Tuż przed magiczną granicą trzydziestego roku życia wciąż dziwi się światu i lubi o nim mówić.
AUTOR

[FM_form id="1"]