Poliamoria. Jak się żyje, gdy dzielisz serce na części?

Życie skomplikowane, ale doskonałe
10 minut czytania
5998
1
Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
4 czerwca 2017

Mieszkają w czwórkę w jednym mieszkaniu – dla postronnych wyglądają po prostu na zgraną paczkę przyjaciół. Jednak łączy ich bardziej skomplikowana relacja. O tym, jak wygląda życie w poliamorycznym związku opowiada Asia, która ma narzeczonego, przyjaciela i dziewczynę.

W naszej kulturze istnieje jeden słuszny model związku: mężczyzny i kobiety. Jednak coraz więcej osób otwiera się też na związki jednopłciowe i nie ma problemów z ich akceptacją. Zawsze jednak mówimy o parze – dwie osoby związane silnym uczuciem są dla nas czymś znanym, zrozumiałym, pewnym. Co jednak, jeśli tych osób w związku jest więcej? To właśnie poliamoria.

Poliamoria opiera się na uczuciach, nie na relacjach seksualnych. Partnerzy tworzą prawdziwą rodzinę

Do napisania tego tekstu zabierałam się od dawna. Prowadząc prywatnego bloga nawiązałam relację z pewną dziewczyną, moją czytelniczką. Dziewczyna żyła w związku poliamorycznym, co wywoływało we mnie zaciekawienie, ale też brak zrozumienia. Nie była to może nietolerancja w czystej postaci, ale jako mężatka, osoba dość zaborcza, kochająca „na wyłączność”, nie byłam w stanie zrozumieć istoty tego zjawiska. Postanowiłam jednak przełamać swoją niechęć i zostałam zaproszona do świata, w którym kocha się kilka osób. I  może to być prawdziwym źródłem szczęścia oraz sposobem na udane życie.

Czym jest poliamoria?

Poliamoria to zjawisko, o którym mówi się od stosunkowo niedawna. Określenie to powstało bowiem dopiero na początku lat 90. poprzedniego wieku. Nazwa tego rodzaju relacji wywodzi się z dwóch łacińskich słów: “poli”, czyli wielość oraz „amor”, czyli miłość.

Miłość do jednej osoby czasem po prostu nie wystarcza

Poliamoria jest więc rodzajem relacji międzyludzkiej, w której partnerzy mają po kilku partnerów w tym samym czasie. Podstawą takich związków jest nie tylko relacja seksualna, ale również miłość, poczucie bliskości, zaangażowanie. Warto dodać, że w związku poliamorycznym wszyscy o sobie wiedzą i wszyscy ten związek tworzą. Poliamorii nie powinno się mylić z poligamią (czyli posiadaniem wielu żon przez mężczyznę) ani poliandrią (czyli sytuacją, w której jedna kobieta ma kilku mężów).

Tyle teoria. Jak to jednak wygląda w praktyce? Opowie nam o tym Asia (imiona bohaterów zostały oczywiście zmienione), dawna czytelniczka mojego bloga, która poza narzeczonym ma od trzech lat również przyjaciela, Pawła. Narzeczony Asi, Marek, kocha również Karolinę, z którą Asię także łączy uczucie. W tym czworokącie jedynie Marek oraz Paweł nie darzą się uczuciem. Ale bardzo się lubią i spotykają sami na męskich wypadach oraz z paniami – także w sypialni. To wszystko nie brzmi prosto. Czy można być szczęśliwym, gdy dzieli się serce na części? Postanowiłam porozmawiać z Asią o początkach takiego życia i komplikacjach w poliamorycznym związku.

Asiu, powiedz mi jak to wszystko wygląda w praktyce?

Bardzo miło. Z Markiem jesteśmy parą od pięciu lat, poznaliśmy się na studiach. Po dwóch latach poznałam Pawła. Zaiskrzyło. Nie chciałam jednak zrywać z Markiem, bo jego również kocham całym sercem. Opowiedziałam mu o swoich uczuciach, o tym, że nie potrafię wybrać. Wtedy on, przyznał się, że po cichu kocha swoją koleżankę, Karolinę, jednak dusi to w sobie, bo nie chce zrezygnować ze mnie. Zrobiłam wtedy coś, co może się pewnie wydawać dziwne – poprosiłam o spotkanie z nią. To wspaniała, piękna i wrażliwa dziewczyna. Zaproponowałam wtedy, by on nie zrywał znajomości z nią, mi zaś pozwolił spotykać się z Pawłem. Z czasem zaiskrzyło również między mną a nią. Obecnie wygląda to tak, że mieszkamy w czwórkę w dużym, wynajętym mieszkaniu. Nasza trójka kocha się wzajemnie. Paweł darzy uczuciem tylko mnie, jednak akceptuje tę naszą relację. Brzmi to może w sposób skomplikowany, natomiast na co dzień życie układa się doskonale.

Czy poliamoryczny związek generuje więcej konfliktów niż monogamiczny?

Dlaczego po prostu nie rozstaliście się w zgodzie z Markiem i nie stworzyliście nowych związków? Po co to tak utrudniać?

Twoje pytanie jest typowym dla osób, które nie są poliamorystami. Często spotykam się też z opinią, że jestem egoistką, bo „chcę mieć ciastko i zjeść ciastko”. Tymczasem to nie ma nic wspólnego z fascynacją wyłącznie seksualną czy zauroczeniem. Nas naprawdę łączy głębokie uczucie, z którego nie można zrezygnować. Wiem, że miłość dziecka do rodziców to coś kompletnie innego, ale to trochę tak, jakbyś musiała wybrać pomiędzy mamą a tatą, bo ktoś tam kiedyś uznał, że kochać można tylko jednego człowieka. Niemożliwe.

Nie pojawiają się między Wami konflikty, sceny zazdrości? Przecież to jest chyba tak po ludzku niemożliwe. No bo jak to? Ustalacie grafik – kto z kim i kiedy? Wybacz bezpośredniość – staram się zrozumieć.

Oczywiście, że zdarzają nam się kłótnie, czasem ktoś czuje się pominięty, zaniedbany w tej naszej relacji i niestety, najczęściej jest to Paweł, który nie jest związany w żaden sposób ani z Markiem, ani z Karoliną. Musimy dbać o jasną komunikację, nie chować urazy. Natomiast zazdrość? Nie mogę mówić za resztę, ale ja tego uczucia nie odczuwam, przynajmniej jeśli chodzi o kontakty fizyczne moich ukochanych.

Powiedz mi, co daje ci bycie w związku poliamorycznym, a czego nie doświadczyłaś żyjąc tylko z Markiem?

Z całą pewnością czuję się bardziej kochana i akceptowana. Mam wsparcie nie z jednej, a z kilku stron. Zarówno z Markiem, z Pawłem, jak i z Karoliną łączą nas kompletnie inne emocje. Marek to spokój (mówią na nas „stare dobre małżeństwo”), Paweł to emocje, porywy serca, wspaniała bliskość, Karolina jest powierniczką mojej duszy, taką moją drugą połówką. Nie brakuje mi więc niczego. Czuję, że będąc tylko z Markiem nie miałabym okazji poczuć się całkowicie spełniona w związku.

Druga kobieta w poliamorycznym związku to często nie tylko kochanka, ale przede wszystkim przyjaciółka

Czy nie odczuwasz na co dzień przykrych konsekwencji bycia w takim właśnie związku?

Nie, ponieważ tak naprawdę niewiele osób o niej wie. Nasze rodziny, zwłaszcza moja – bo np. mama Karoliny wie, że jest ona biseksualna – traktują nas jak paczkę przyjaciół. Podobnie znajomi z pracy, studiów. Co prawda wiele osób dziwi się, że ja i Marek z tak dużym stażem związku nie wyprowadzimy się, by żyć sami. Ignorujemy jednak te pytania, nie ciągniemy tematu. Nikomu nie robimy krzywdy – po prostu jesteśmy szczęśliwi. Choć nie ukrywam, że czasami boję się, że prawda wyjdzie na jaw i będzie nie do przyjęcia np. dla naszych rodziców. Innymi się nie przejmuję.

Boję się też tego, że Karolina i ja coraz częściej myślimy o tym, by zostać matkami. Wciąż jeszcze zastanawiamy się jak to rozwiązać. Dziecku miłości by nie zabrakło w naszym związku, jednakże nie chcemy skazywać go na wytykanie palcami. A gdy maluch osiągnie już pewien wiek, nie uda się dłużej grać. Tak więc, mimo, że jestem szczęśliwa wciąż mam obawy i wątpliwości. Mimo to jednak z nadzieją patrzę w przyszłość. Coś wymyślimy.

Pozostaje mi więc życzyć, żeby w tej skomplikowanej konfiguracji wszystko układało się dobrze. Dziękuję za rozmowę, która nieco zmieniła moje postrzeganie tego typu związków.

Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
Zawodowo freelancer copywriter, w przeszłości blogerka. Osoba, która próbuje na nowo odnaleźć się w opowiadaniu historii. Zamieszkała na głębokiej, ale malowniczej prowincji, gdzie pójście do sklepu po bułki to logistyczna wyprawa. Jest mamą, lubi być dobrą żoną. A przynajmniej tak o sobie myśleć. Tuż przed magiczną granicą trzydziestego roku życia wciąż dziwi się światu i lubi o nim mówić.
AUTOR

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Poliamoria. Jak się żyje, gdy dzielisz serce na części?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akcetuję ją.