Sezon na bób! To naprawdę już!

Czekaliśmy długo, ale było warto
11 minut czytania
2153
1
Asja Michnicka
Asja Michnicka
9 czerwca 2017

Każdy, kto mnie zna wie, że mam w życiu trzy miłości związane z jedzeniem. Ziemniaczki, truskawki i bób. Gdyby ktokolwiek pozbawił mnie przyjemności jedzenia któregoś z nich, to… nie, wolę nie myśleć, co by się stało.

Ziemniaczkami cieszę się przez cały rok. Latem cieszę się bardziej, bo są młode, pyszne, z cieniutką skórką. Wystarczy posypać je koperkiem i można umierać. Zimą, upieczone w piekarniku z aromatycznymi przyprawami, też mają swój sezonowy urok. Ziemniaczek jest dobry zawsze i na wszystko. Truskawki. Lato w Polsce to truskawkowy raj. Pomijając na początku sezonu ceny, cieszę się ich smakiem te kilka tygodni, a potem często korzystam z mrożonych zapasów. Dają radę, szczególnie w koktajlach. No i bób. Sezon zaczyna się na przełomie czerwca i lipca oraz trwa tyle, ile trwa. Stanowczo za krótko. W dodatku ani sklepowe mrożonki, ani bób suszony nie jest tym, co mnie zadowala, jestem więc skazana na codziennie jedzenie bobu w lipcu, żeby się po prostu nim najeść.

Strączkowy król lata

Bób to roślina strączkowa, sezonowa. Sadzimy ją na jesieni lub wczesną zimą i cieszymy się strączkami na początku lata. Bób króluje na straganach około dwóch miesięcy, ale najpyszniejszy jest w pierwszym miesiącu. Wtedy, oczywiście ugotowany, może być jedzony nawet ze skórką, która jest miękka i pyszna oraz zawiera najwięcej wartości odżywczych. Młode ziarna są koloru jasnozielonego i ponoć mogą być nawet zjadane na surowo. Próbowałam, ale jednak jestem fanką choć lekkiego podgotowania. Starszy bób, ten dojrzały, już na pewno musimy ugotować, upiec lub uprażyć – skórka jest twarda i niezbyt smaczna.

Czy to nie jest najpiękniejszy widok na świecie?

Bób, jak każda roślina strączkowa, pełen jest dobroci. Duża zawartość wapnia, żelaza, magnezu, witamin z grupy B – to tylko część jego wartości odżywczych. Bogaty w błonnik oraz białko jest doskonałym, letnim zamiennikiem mięsa. Nie bój się jego kaloryczności, bo miseczka bobu to samo piękno i dobro. W takich przypadkach o kaloriach się nie myśli. Jeśli nie umiesz zjeść miseczki bobu, a idziesz bardziej w kilogramy (jak ja) – tu już może być bardziej problematyczna sytuacja, ale wiadomo, że warzywa są zdrowe, więc czym się przejmować!

Jak ugotować bób?

Aby ugotować bób, musisz mieć bób. Udajesz się więc na pobliski straganik w warzywami, wybierasz woreczek bobu, uprzednio oglądając ziarenka, czy nie ma wśród nich spleśniałych. Dalej jest coraz prościej. Bób wrzucamy do osolonego lekko wrzątku i gotujemy go dokładnie tyle, ile mu potrzeba i jaki nam odpowiada. Młody bób może być tylko lekko podgotowany – będzie chrupiący i idealnie nada się do sałatki. Im starszy bób, tym wymaga dłuższego gotowania – ten dojrzały musi być miękki w środku. Jeśli chcesz z młodego bobu zrobić pastę do chleba, też daj mu trochę więcej czasu.

Do gotowania bobu możesz dodać aromatyczne zioła – wtedy bób przejdzie ich zapachem i smakiem. Ja lubię dodawać gałązkę lubczyku czy ząbek czosnku. Niektórzy dodają również, oprócz soli, łyżeczkę czy nawet łyżkę cukru, ale ja tego unikam. Nie widzę różnicy między bobem gotowanym z cukrem i tym bez, więc nie mam potrzeby dosładzania.

Najlepszy jest ten ugotowany na chrupko!

Jeśli chcesz cieszyć się smakiem bobu dłużej i masz pojemny zamrażalnik (zazdroszczę) – koniec czerwca to ostatni moment na mrożenie ziaren! Potem nie będą już tak dobre, szczególnie do mrożenia. Taki bób rzeczywiście po ugotowaniu smakuje jak ten letni. Niestety kupne tak nie smakują.

Jak jeść bób?

Prosto z miski. To najprostszy i najlepszy przepis. Kupujesz, gotujesz, jesz. Cieszysz się pięknem i mądrością natury, że mogła stworzyć coś tak doskonałego.

Możesz też, po pierwszych dziesięciu kilogramach czystej frajdy z jedzenia samego bobu, zacząć kombinować. Dobrym pomysłem jest zrobienie pasty do kanapek i tu sprawdzą się wszelkie przepisy na pasty z wykorzystaniem strączków jako bazy. Każdy przepis, o ile pasuje ci smakowo i jednym ze składników jest cieciorka, soczewica czy fasola, możesz dopasować pod bób. Pamiętaj wtedy o ugotowaniu bobu do miękkości – łatwiej się zmiksuje i pasta będzie fajnie rozprowadzała się po chlebie.

Hummus z dodatkiem bobu – poezja!

Ja najbardziej jednak lubię ugotowany bób dodawać do sałatek, jako jeden ze składników. Tu najlepiej sprawdzi się wersja chrupiąca, czyli taka z młodego bobu – dostępnego właśnie teraz i przez najbliższy miesiąc. Poniżej przepis na moją ulubioną sałatkę, którą latem przygotowuję całkiem często. Jest pyszna, bardzo sycąca, dość kaloryczna – ale to już ustaliliśmy: nie przejmujemy się tym – i świetnie nadaje się zarówno jako danie obiadowe, kolacja czy przekąska piknikowa.

Przepis na sałatkę z bobu i awokado z cytrynowym sosem z nerkowców

Do przygotowania sałatki potrzebne będą:

  • ugotowany bób
  • dojrzałe awokado
  • wędzone tofu
  • kilka orzechów nerkowca
  • roszponka
  • kiełki (np. lucerny, brokułu, rzodkiewki)
  • listki świeżej mięty

Bób gotuję tak, aby był lekko chrupiący, obieram go ze skórki, jeśli jest taka potrzeba. Awokado kroję w cząstki (lub zostawiam przekrojone po prostu na pół), tofu w kosteczkę. Wszystkie składniki mieszam w misce lub podaję obok siebie i polewam cytrynowym sosem z nerkowców (przepis poniżej). Celowo nie podałam proporcji składników − dodaj ich tyle, na ile masz ochotę.

Sałatka z bobu i awokado z cytrynowym sosem z nerkowców (fot. Asja Michnicka)

Składniki na cytrynowy sos z nerkowców:

  • 50 gramów orzechów nerkowca
  • sok z jednej cytryny
  • pół łyżeczki syropu klonowego
  • mleko roślinne (np. migdałowe, owsiane, sojowe, ryżowe)
  • odrobina soli
  • świeżo zmielony pieprz

Nerkowce zalewam wrzątkiem i odstawiam na godzinę lub więcej. Po tym czasie odlewam wodę i blenduję orzechy z sokiem cytrynowym, syropem klonowym i odrobiną mleka roślinnego, aż uzyskam odpowiadającą mi konsystencję. Doprawiam solą i pieprzem.

Proste i pyszne, w sam raz na letni, wartościowy obiad. Smacznego!

***

(Przepis pochodzi z bloga wildstrawberryblossom.pl)

Asja Michnicka
Asja Michnicka
Zawodowo zajmuję się szeroko pojętym "słowem", a po godzinach walczę o prawa tych, których głos nie jest słyszany – zwierząt hodowlanych. Opiekuję się dwoma schroniskowymi psami i kotem. Znam wszystkie miejsca w Warszawie, w których podają hummus i falafele. Lubię rodzicielstwo bliskości, chustonoszenie, bycie tu i teraz. Piszę na Mama na roślinach.
AUTOR

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.