Duży człowieku, zrozum – bycie małym dzieckiem to nie bułka z masłem!

Czas zmienić punkt widzenia
13 minut czytania
6175
0
Marta Lewin
Marta Lewin
22 lipca 2017

Jesteś rodzicem dwuletniego buntownika? A może opiekujesz się czasami trzylatkiem? Ze zgrozą patrzysz na leżące na ziemi i krzyczące dziecko twoich sąsiadów? Uważasz je za potwora, wymuszacza, awanturnika, czy jakie tam jeszcze określenia przychodzą ci do głowy? Wyjaśnię ci, dlaczego maluchy są takie, jakie są.

Dzieci miewają złą reputację. Wszystkie dzieci, ale zwłaszcza dwu i trzylatki. Wyrosły już z wieku puciatych cherubinków, zachwycających wszystkich słodkim uśmiechem, gorliwością, z jaką wkładają sobie do ust jedzenie (i nie tylko jedzenie), pierwszymi próbami wypowiadania słów, chwiejnym krokiem i całkowitą spolegliwością wobec rodziców czy opiekunów. Gdzieś w okolicach drugich urodzin te słodkie maleństwa zaczynają orientować się, że stanowią autonomiczną osobowość, obdarzoną zarówno własną wolą (często różniącą się od woli rodziców), jak i asertywnością. Jeszcze nie do końca wiedzą, co z tymi fantami począć, ale jakoś tam próbują ich używać.

Młody buntownik – nie ma na niego rady!

Prawdziwa rewolucja następuje bliżej trzecich urodzin, bo wtedy dzieci wiedzą już z całą pewnością, że nie są tą samą postacią, co ich opiekunowie (niemowlęta na przykład utożsamiają się z opiekunami). Są trochę jak ci jaskiniowcy, którzy wyszli z ciepłej, ciemnej jaskini i nagle stanęli nago w chłodzie i jaskrawym świetle dnia. Myślę, że gdyby mieć chwilę na oswojenie się w takim wyjściem, to uczucie mogłoby być miłe. Rzecz w tym, że dzieci nie mają na ogół czasu na oswajanie, reagują natychmiast. Bardzo emocjonalnie, bardzo energicznie, bardzo chaotycznie i bardzo głośno. Czyli prezentują zachowanie, które każdy człowiek mający do czynienia z małymi dziećmi zna – albo zaczynają się szybko i hałaśliwie poruszać, albo wybuchają płaczem, albo wpadają w histerię, czyli robią jedno i drugie (gwałtownie poruszają się i płaczą).

Brzdąc to trochę jaskiniowiec – trzeba być wyrozumiałym

Wydaje ci się, że stworzyłeś przyjazne otoczenie swojemu dziecku? Takie pełne empatii, zrozumienia? Bezpieczeństwa? Guzik prawda. Przecież to ty, dorosły człowieku, zadajesz swojemu dziecku cios w postaci nierówno przyciętego kawałka chleba (jeśli kanapka nie ma idealnego kształtu, to nie nadaje się do jedzenia), ukruszonego herbatnika (ukruszony herbatnik to nie herbatnik), nierówno zarumienionego jabłka czy źle obranego banana (nie wiem, jak można obrać banana źle, ale małe dziecko tę wiedzę posiada).

To wszystko twoja wina!

To ty dorosły człowieku stwarzasz te wszystkie okropne zasady, w których tak okropnie się maluchowi funkcjonuje. To ty chcesz pomagać dziecku, kiedy wsiada do samochodu i nie pozwalasz mu samodzielnie zamknąć drzwi (bo przytnie sobie rękę). A przecież ono wie, że umie samo wsiąść i chce samo wsiąść. Po prostu zajmie to nieco dłużej, niż gdybyś to ty posadził je w foteliku. Nieco dłużej. Dużo dłużej. Nieważne, w końcu maluch nie zna się jeszcze na zegarku. Za to ty powinieneś zorganizować czas tak, aby wcześniej wyjść z domu, to chyba jasne.

To ty, duży człowieku, ze swoją kiepską pamięcią znowu zapomniałeś, że wszelkie guziki i przyciski (i te do przywoływania windy i te do zmiany świateł na przejściu) zapala dziecko. To ty wyręczasz malucha, kiedy próbuje wrzucić jogurt do wysokiego sklepowego wózka. Czemu wyręczasz? Bo myślisz, że jak jesteś większy, to jesteś sprytniejszy i ważniejszy? Przecież dziecko też chce poczuć się ważne, coś samodzielnie załatwić.

A propos załatwiania – jak byś się czuł, gdybyś co chwila moczył majtki? Albo, co gorsza, rozmazał sobie w nich dwójeczkę? Zapewne… gównianie? No właśnie, a teraz wyobraź sobie, że takie wypadki zdarzają ci się kilka razy dziennie, po każdym trzeba się wytrzeć albo umyć i przebrać. Czasem można liczyć, że jak się ukryje z mokrymi spodniami w kącie, to nie zauważą. Ale i tak zazwyczaj dopadają i przebierają. Często wbrew twojej woli. Naprawdę myślisz, że to takie przyjemne? Że ułatwia codzienne funkcjonowanie? Że tak łatwo później wrócić do przerwanej zabawy? To wcale nie jest łatwe, to dekoncentruje i drażni.

Chęć polizania kota bywa wielka i nie do opanowania!

Życie brzdąca to festiwal upokorzeń

Czy nie czuł byś się duży człowieku upokorzony, gdybyś co kilka kroków wywijał orła, bo jeszcze chodzisz niezdarnie jak zombie, ale przecież wszędzie ci się spieszy. Albo kiedy próbujesz coś powiedzieć, najwyraźniej jak umiesz, i nikt, ale to nikt nie rozumie o co ci chodzi? A kiedy wyrazisz swoją oczywistą frustrację, to zaproponują ci tę rzecz, którą uważają za remedium na wszystkie kłopoty – drzemkę. Zauważ, że niemal zawsze, kiedy coś nie wyjdzie i dziecko da upust swoim emocjom (czyli zacznie płakać, krzyczeć, może rzuci się na podłogę) dorosły stwierdza, że pora na drzemkę, bo maluch jest zmęczony. Tymczasem dziecko chce działać, a nie spać.

Sen to takie marnowanie czasu! Kiedy się nie śpi, można polizać kota, sprawdzić, jak smakuje moneta i piasek w piaskownicy, wybiec na jezdnię i zobaczyć, co się wtedy naprawdę stanie (i czy wypadek jest taki nieprzyjemny, jak o nim mówią dorośli). Dziwne, że ty człowieku nie masz takiej potrzeby poznawania świata, jak dziecko. Chociaż pewnie miałeś, kiedy byłeś młody, a teraz jesteś stary i już nie musisz. Z drugiej jednak strony, jeśli uważasz, że napady złości i płaczu są zbędne, to niewiele jeszcze wiesz o życiu, dorosły człowieku. Przecież wiadomo, że krzyk i płacz to najlepsze sposoby na uwolnienie się od stresu.

Czy to jest szczucie brzdącem?

Dorosły człowieku, jeśli myślisz, że szczuję cię brzdącem, to jesteś w błędzie. Po prostu proponuję ci, abyś dla zachowania własnego zdrowia psychicznego spojrzał na świat malucha z innej perspektywy niż 164 czy 189 centymetrów twojego wzrostu. Mali ludzie mają prawdziwe problemy, które my, w świecie dużych ludzi, uważamy za śmieszne i nieważne, właśnie dlatego, że patrzymy na nie z góry. Dla malucha jego problemy są jak najbardziej poważne, a więc oczekuje z twojej strony poważnych rozwiązań.

Spróbuj zrozumieć, że kolor balonika naprawdę ma znaczenie

Jeśli jego lód spadnie na chodnik, to nie mów, że nie ma już czasu na kupno następnego – bo to nie jest poważne potraktowanie problemu. Powiedz, że pójdziecie kupić nowy. Jeśli kanapka dziecka nie jest idealnie prostokątna, to zaproponuj korektę kształtu, a nie wmawiaj, że taką też się da zjeść (bo ono doskonale wie, że się nie da i udowodni ci to). Jeśli dziecko wymarzyło sobie czerwony balonik, a czerwonych akurat nie było w sklepie, to nie przynoś mu różowych, zielonych czy żółtych. Przecież wiesz, że nie o takie kolory chodzi.

Jednak przede wszystkim, człowieku, oddychaj, głęboko oddychaj. W twoim wieku nie wypada się już awanturować, przecież miałeś sporo czasu na naukę panowania nad sobą, prawda?

Marta Lewin
Marta Lewin
Porzuciła architekturę krajobrazu aby zostać pełnoetatową mamą. Kilka lat temu podjęła decyzję o emigracji. Od kiedy zamieszkała w pięknej wiosce nad kanałem la Manche ma więcej czasu na pisanie, podróżowanie, fotografowanie i spacery po plaży.
AUTOR

Komentarze