Graham Chapman – tytan pośród Pythonów

Żywot Grahama
12 minut czytania
1158
7
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
2 lipca 2017
©Brainstorm Media

Hitem sieci w tym tygodniu okazał się filmik wyprodukowany przez australijską stację ABC, zatytułowany “Theresa May i Święty Graal”. Słusznie się domyślacie: twórcy wmontowali pompatyczną Tereskę w kultowy film Monty Pythona. Śmiechom nie było końca, a mi jednak zakręciła się łezka – zawsze tak mam, gdy zaczynam myśleć o Królu Arturze, czyli Grahamie Chapmanie.

Zwijcie mnie sentymentalną gęsią (na własne ryzyko), ale żywot Grahama porusza mnie i zawsze mocno odczuwam stratę, jaką była jego przedwczesna śmierć. Zwłaszcza teraz, gdy dawni obrazoburczy Pythoni otoczeni są nimbem szacownych klasyków – można wybrać się do teatru na “Spamalot”, a Michael Palin właśnie przekazał Bibliotece Brytyjskiej 50 zeszytów z rozmaitymi notatkami, między innymi z okresu pythonowskiego. Biblioteka planuje wystawę na wiosnę przyszłego roku, więc będzie powód, by znów udać się do stolicy Albionu. Choć twórcy “Theresa May and The Holy Grail” sugerują, że nie jest to najmilsze miejsce.

Gin pijał tylko rano

Film niezmiennie, od lat śmieszy mnie do łez, nie tylko w tej swojej najnowszej wersji “Cześć, Tereska”. Jednak praca nad nim była, wedle wspomnień twórców, absolutnym koszmarem. Nie tylko dlatego, że jako ekipa nie mieli jeszcze filmowego doświadczenia i popełniali mnóstwo szkolnych błędów. Terry Gilliam, który odpowiadał za reżyserię dzieła opowiadał: „Graham upijał się i wrzeszczał na nas jak beznadziejni jesteśmy, jakimi dupkami się okazujemy i bezużytecznymi chujkami”.

Graham Chapman, najbłyskotliwszy z całej szóstki, uroczy dryblas o morderczym poczuciu humoru, był bowiem nie tylko współautorem nieśmiertelnego skeczu o papudze (ona tylko drzemie!), odtwórcą ról Artura oraz Briana i lepszą połową pisarskiego duetu Chapman-Cleese. Był też niepraktykującym lekarzem, ukrytym a później wyoutowanym (z przytupem, by tak rzec) gejem i tęgim, tęgim pijakiem. Oczywiście wszystkie te rzeczy łączyły się w spójną całość, a jakże.

Wieloletni kompan od kieliszka i przyjaciel ze szkolnej ławy Alan Bailey, który był także osobistym lekarzem Chapmana aż do jego śmierci w 1989 roku, wspominał: „Wedle legendy Graham wypijał kilka butelek ginu dziennie. To nieprawda. Gin pijał tylko rano, po południu przerzucał się na whisky. W międzyczasie popijał piwo, jeśli tylko poczuł się odwodniony”.

Chapman zaczął pić na poważnie już jako 15-latek. Należał wówczas do lokalnej drużyny rugby w Melton Mowbray – jak na nastolatka był bardzo wysportowany, wysoki i atletycznie zbudowany. Po meczach cała ekipa dorosłych graczy udawała się zwyczajowo do pubu, gdzie również nieletni Graham wypijał kilka kolejek. Studia medyczne podczas których został szefem studenckiego baru umocniły ten nawyk. Jednak z czasem picie stało się dlań koniecznością – zdaniem Baileya Graham w ten sposób zagłuszał lęk przed wylaniem ze szkoły z powodu homoseksualizmu.

„Zdaje mi się, że widzę gigantycznego niedźwiedzia”

Michael Palin, który podwoził Grahama na codzienne próby przed nagraniem kolejnego odcinka „Latającego Cyrku Monty Pythona” opowiadał, że zawsze musiał czekać kwadrans lub dłużej pod domem, a kiedy Graham wreszcie się zjawiał roztaczał mocny aromat pasty do zębów. „To był gorzki, miętowy zapach, a ja, idiota jeden, przez całe lata w ogóle się nad tym nie zastanawiałem. Dopiero później Graham mi powiedział, że zawsze musiał wypić kilka dużych wódek zanim był w stanie ruszyć na próbę – pasta do zębów miała maskować wódę. Nigdy się w tym nie pokapowałem”.

Z natury nieśmiały Chapman potrzebował wspomagania by móc występować. Stres związany z karierą w rozrywce, konieczność stałego dostarczania zabawnych skeczy oraz regularne występy przed publicznością lub kamerą z pewnością przyczyniały się do umocnienia nałogu.

Po paru głębszych Graham zdecydowanie nabierał rezonu. David Sherlock, jego życiowy partner opowiadał zabawną anegdotę: „Jeden jedyny raz zabrałem Grahama do opery. »Zmierzch bogów« Wagnera, scena prologu w której trzy Norny tkają linę przeznaczenia i szepczą. W tym momencie rozlega się głośny dźwięk towarzyszący odkręcaniu butelki ze Schweppsem. Zawsze miał przy sobie taką w jednej trzeciej wypełnioną alkoholem – ginem jeśli to był tonik, lub whisky jeśli dry ginger. Ludzie zaczęli go uciszać: »szszsz!«. W tym momencie ze sceny pada pytanie wypowiedziane dramatycznym scenicznym szeptem: »Kiedy coś zdarzy się?« Na co Graham pełnym głosem: »Zdaje mi się, że widzę gigantycznego niedźwiedzia wyłaniającego się z mroku«”.

Jednak oprócz anegdotycznego jego picie miało także i poważniejszy wymiar. „Sporo czasu zajęło mi zorientowanie się, że Graham przestał pracować tak, jak przedtem. – opowiadał John Cleese – Był bardzo bystry, niezwykle wręcz inteligentny, więc dopiero po dłuższym czasie zacząłem zauważać jak nieobecny się stał w sensie emocjonalnym”.

O tym jak poważnym problemem jest picie Chapmana i że nie jest to kwestia wypijania kilku drinków w porze obiadu Pythoni zorientowali się podczas kręcenia na rynek amerykański filmu ze skeczami z „Latającego cyrku”„A teraz coś z zupełnie innej beczki”.  Przez przypadek odkryli w teczce Grahama, którą zawsze nosił ze sobą, niemal opróżnioną butelkę wódki. „»Rano była pełna« powiedział Michael” – wspominał Cleese – „a była dopiero dziesiąta i w butelce widać było już dno. Wtedy po raz pierwszy do mnie dotarło, że jego picie wykroczyło poza ramy popijania i stało się alkoholizmem”.

Kurewski rak

Pił – bo był gejem, pił – bo występował; niemal całe życie miał jakiś powód. Gdy w końcu (po straszliwym doświadczeniu delirium tremens podczas kręcenia “Świętego Graala”) rzucił nałóg i na planie kolejnego filmu „Żywot Briana” zjawił się już całkowicie wolny od alkoholu, zaczął stopniowo podupadać na zdrowiu, ale ostatnie 12 lat życia spędził w trzeźwości. Nie tracąc nic ze swego jadącego ostro po krawędzi poczucia humoru.

W „Żywocie” – najśmieszniejszej i najbardziej obrazoburczej komedii Pythonów  – Chapman zagrał tytułową rolę : żydowskiego nieudacznika, pechowo pomylonego z Jezusem. W jednej ze scen jego poirytowana matka (zagrana brawurowo przez Terry’ego Jonesa) mówi: „On nie jest żadnym Mesjaszem! To bardzo niegrzeczny chłopiec!”. Chapman był nim istotnie – niegrzecznym, łamiącym konwenanse i objawiającym w nieoczekiwanych momentach anarchizujące poczucie humoru, niepoważnym chłopcem. Jeszcze na kilka dni przed swoją przedwczesną śmiercią w wieku 48 lat, podczas nagrania programu z okazji 20-lecia Pythonów, żartował: „Mam się świetnie, tylko ten kurewski rak mnie zabija”.

Dlaczego darzę go taką estymą i wyraźnie przypisuję mu większą rolę, niż reszcie utalentowanych chłopaków z Latającego Cyrku? Których wielbię, podziwiam i naprawdę ostatnim moim celem byłoby odmawianie im zasług i talentu? Jednak Chapman… Cóż, Chapmana by tą kroplą szaleństwa, która sprawiała, że humor Pythonów był ostry, absurdalny, wykraczający poza wszelkie ramy.

John Cleese, który pisał z Chapmanem w duecie (drugi duet stanowili Terry Jones i Michael Palin, Eric Idle pisał sam, zaś Terry Gilliam łączył całość swoimi wizualnymi wstawkami) sam przyznawał, że choć trudno dokładnie zmierzyć wartość artystycznego wkładu jaki każdy z nich wnosił, to niewątpliwie Chapman był tym bijącym, anarchicznym i dzikim z natury sercem grupy. Jego mowa pożegnalna po śmierci przyjaciela jest jednym z najbardziej poruszających, a zarazem przewrotnych i zabawnych przemówień, jakie kiedykolwiek słyszałam. A te łzy w oczach Cleese’a – pojawiają się też w moich.

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska

Od ponad dziesięciu lat „robi w słowie” jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.

Put on your red shoes and dance the blues.


AUTOR

Polecamy

Komentarze