Kiedyś to były zdjęcia, czyli ze Snapchata na uczelnię

O tempora, o mores!
5 minut czytania
902
0
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
13 lipca 2017
fot. ThomasDeco

Uniwersytet Wrocławski w poście na Facebooku zaapelował do przyszłych studentów, żeby ich zdjęcia do legitymacji były bardziej oficjalne niż te z filtrami serwisów społecznościowych. Ma być bez kocich pyszczków – orzekła uczelnia, a my starzy złapaliśmy się za głowy, bo przecież takie rzeczy za naszych czasów nie miały miejsca i „ach, ta dzisiejsza młodzież!”.

Ja do tych achów nie bardzo się przychylam i daleka jestem od pastwienia się nad pokoleniem, które zaraz przekroczy progi uczelni, chociaż, żeby była jasność, kocie mordki, uszy psa i nos foki uważam za dziwactwo nawet na Snapchacie, a w legitymacji dość oczywiste wydaje mi się, że wystąpić nie powinny i sądzę, że przeciętny dziewiętnastolatek, jako posiadacz dowodu choćby, powinien to wiedzieć. Ale nie oburzam się, bo przecież mój rocznik nie był lepszy i zakładam, że rocznik dwadzieścia lat młodszy, a nawet trzydzieści, też był durnowaty, choć na inny sposób, bo mieliśmy zupełnie inne narzędzia.

Drodzy kandydaci, maturzyści! Pani Snapchat oraz Dział Nauczania apelują – nie wgrywajcie do IRK zdjęć z uszami i nosami…

Opublikowany przez Uniwersytet Wrocławski na 10 lipca 2017

Tu krótka historia. Ja dostałam swoją pierwszą komórkę, gdy szłam na studia. Nie mam żadnego zdjęcia z czasów pięcioletniej libacji nauki, a jak byłam pijana, to wiedziała o tym garstka ludzi, a nie pół Instagrama. Nawet mama nie wiedziała, bo darmowe minuty nie istniały, a zatem dzwoniła raz na jakiś czas i głównie na stacjonarny telefon, który hulał w akademiku. Mało tego, na zdjęciach z legitymacji wyglądam jak wyglądam, bo o Photoshopie nikt nie słyszał, a moje geny zawierają niefotogeniczność i to taką, że jak własna matka zobaczyła moje zdjęcia ze studniówki, to uznała, że kasa w błoto, bo wyglądam jak idiota. Na legitymacji było tylko gorzej, fotograf płakał jak wywoływał, a ja go pocieszałam. Apogeum miałam osiągnąć parę lat później, przy okazji obrony, ale dość o moich porażkach.

Czy czuję się lepsza z tym, że do dziś nie robię sobie selfie, że nie mam Instagrama, a doklejanie sobie uszu wydaje mi się jakimś dziwactwem, którego nigdy nie chciałabym uprawiać? Nie. Tak samo, jak nie czuję się lepsza, bo jakaś nieletnia blogerka płakała niegdyś ze szczęścia, bo dotknęła kawałek palca Justina Biebera. Ja płaczę bez powodu, a w jej wieku pewnie bym ryczała, gdyby taki Gabriel Fleszar kroplą deszczu namalował mnie, a potem długo sam w to nie uwierzył. Pokolenie moich rodziców histerię na widok wokalisty uznałoby za przesadę, a moja babcia prawdopodobnie nie wiedziałaby o co mi chodzi, tylko że ona pewnie szalała za jakimś wiejskim Casanovą. Tyle że to było całkiem inaczej, bo wojna, kindersztuba i on był taki przystojny.

Fascynacja idolem – już jaki by on nie był – a dodawanie zdjęć z uszami zwierzęcia do legitymacji to trochę nieporównywalne kwestie, ale zestawiając je obok siebie próbuję przekazać dwie rzeczy. Po pierwsze – każdy wiek ma swoje prawa, każdy robi głupio, a teraz to głupie zachowanie jest bardzo publiczne, więc czujemy zmasowany atak, choć ilość durnoctw raczej nie uległa zmianie. Zmieniła się jakość, bo zmieniły się czasy. Kiedyś jak nam w oko wpadł jakiś chłopak, to z przyjaciółką u boku hasałyśmy na podwórko przyszłego ojca naszych dzieci. Teraz wysyłamy mu snapy. Poziom żenady jednak dość podobny.

Dla tych, którzy uszy królików w legitymacji uważają nadal za przegięcie, a nie znak czasów, dorzucam wniosek numer dwa – na jakich studiach byśmy nie byli, jakich prac byśmy nie mieli, zawsze wokół nas będą ludzie lekko niemądrzy. Zakładam, że ci od filtrów stanowią ułamek większości przyszłych studentów, więc mówienie, że to pokolenie jest stracone, że im na głowy siadło, a nawet jakby nie siadło, to straty by nie było, bo w głowach i tak niewiele, jest mocno niesprawiedliwe.

To pokolenie jest inne niż nasze, czy gorsze czy lepsze – to pokaże czas, a nie fota ze Snapchata. Poczekajmy więc z wyrokiem.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

[FM_form id="1"]