Miłość pod palmami, czyli rozwój seksturystyki

Komu opłaca się ten biznes?
9 minut czytania
2967
2
Michał Fajtek
Michał Fajtek
12 lipca 2017
rys. Marek Skwarski

Piękne zdjęcia, wspomnienia, nowe smaki… Dla wielu urlopowiczów to zdecydowanie za mało, żeby uznać wypoczynek za udany. Turyści wzbogacają swoje wakacje o przelotne romanse, a niektórzy nawet nie starają się ukrywać, że głównym celem ich wyjazdów jest seks.

Seksturystyka to żadna nowość. Ten „biznes” znany jest na świecie od wielu lat. Ostatnio mówi się jednak o nim coraz częściej. To głównie dlatego, że wiele osób oprócz typowo wakacyjnych pamiątek przywozi ze sobą choroby weneryczne, ciąże, widmo rozwodu, a nawet perspektywę sądowych batalii, które potrafią ciągnąć się latami.

Dlaczego seksturystyka jest tak popularna?

Przecież równie dobrze można zorganizować sobie „miłosny wypoczynek” z egzotyczną pięknością czy opalonym amantem w rodzimym kraju. Otóż to zupełnie coś innego. Ogromne znaczenie mają bowiem… czynniki psychologiczne. Kiedy u nas buro i ponuro (tak, nawet w wakacje często pogoda nas nie rozpieszcza) to wakacyjne miejsca kuszą pewną pogodą i przygodami, o których raczej nikt się nie dowie. Turyści, którzy znają już wszystko i są zwyczajnie znudzeni codzienną egzystencją, chcą doświadczyć mocnych wrażeń i przeżyć coś ekscytującego. Oddalenie od domu, bajkowe krajobrazy i nastrój wszechobecnego przyzwolenia potrafią zrobić swoje.

Tajka nie narzeka i zgadza się na wszystko

Chyba każdemu, kto ogląda krajobrazy Tajlandii w folderach biur podróży robią się maślane oczy. Rajskie plaże, przepiękne świątynie, egzotyczne jedzenie, uśmiechnięci ludzie – czego chcieć więcej? Tak wypoczynek większości turystów wygląda zazwyczaj w ciągu dnia. Kiedy nadchodzi noc, na wielu ulicach zaczyna królować rozpusta. A stali bywalcy przybytków uciechy lecąc do Tajlandii od razu wiedzą, gdzie należy się kierować – do Pattayi. To miasto jest prawdziwą stolicą seksu tego egzotycznego kraju.

W Tajlandii można zaspokoić wszelkie potrzeby – Pattaya to stolica seksu (fot. Tang Yan Song)

Czemu to właśnie Tajlandia jest tak popularnym kierunkiem seksturystyki? Spośród wielu wypowiedzi na forach internetowych przeważają te, które wychwalają tajskie kobiety pod niebiosa. Mężczyźni rozpływają się w zachwycie nad ich kulturą osobistą, naturalnością i spontanicznością. Jeszcze jeden element pojawia się bardzo często: brak narzekania i natychmiastowa aprobata dla wszelkich pomysłów na wspólne spędzanie czasu. Co z tego, że za to wszystko trzeba zapłacić? Dla tego typu turystów urlop to ogólnie jeden wielki koszt, więc nowy partner może po prostu stanowić jego część. Alkohol, wysoka temperatura i wakacyjne klimaty często jednak sprzyjają pomyłkom. Pozostaje mieć nadzieję, że żaden z urlopowiczów nie pomylił się i nie spędził nocy z tajskim mężczyzną…

Z jednej strony seksturystyka w Tajlandii to ogromny biznes. A tam gdzie wielkie pieniądze, zawsze są też obecne ludzkie problemy. Najczęściej uległość Tajek, z której tak cieszą się turyści, jest wynikiem wychowania zgodnie z regułami patriarchatu – dziewczęta posłuszne rodzicom zgadzają się na zupełne podporządkowanie i zarobek kosztem własnego ciała. Z czasem z prostytucji zaczynają utrzymywać własne rodziny. Niestety, bardzo często ofiarami seksturystyki są dzieci, które nie powinny znać jeszcze słowa na literę „s”. Rozwija się handel ludźmi i pedofilia – mało kto sprawdza, ile tak naprawdę lat mają poszczególne „osoby do towarzystwa”. Pomimo, że rząd Tajlandii zdaje sobie sprawę z rangi problemu i utrzymuje, że z nim walczy, to dochody, które seksturystyka przynosi państwu z pewnością również mają znaczenie i przyczyniają się do rozwoju tego biznesu.

Egipski książę z bajki 

Najpopularniejszy kierunek miłosnych wyjazdów wśród pań to zdecydowanie Egipt. Kilka lat temu można było wymienić jeszcze Tunezję, ale ostatnio jej notowania znacząco spadły. Pod względem finansowym, kobiety są zdecydowanie w lepszej sytuacji niż panowie: bardzo często nie muszą płacić za miłosne uniesienia, a co więcej – zdarzają się sytuacje, że są „darmowo” adorowane przez cały okres pobytu.

Dziś kobiety coraz częściej korzystają z oferty rynku usług seksualnych

Oczarowane Europejki także nie szczędzą komplementów swoim wakacyjnym towarzyszom. Panowie są chwaleni głównie za romantyzm, dbanie o swój wygląd, „ikrę” i to, że „im się chce” – w przeciwieństwie do partnerów, którzy zostali w kraju. Pomimo, że kobiety najczęściej zdają sobie sprawę z tego, że są zazwyczaj tylko „przygodą cielesną”, to i tak z chęcią korzystają z chwil zapomnienia. Są też takie, które liczą na długie życie z wymarzonym księciem z bajki.

Mogą się jednak często rozczarować, bo małżeństwo dla Egipcjanina to coś innego niż związki, jakie są znane w Europie. Słyszeliście o czymś takim jak kontrakt orfy? To rodzaj dokumentu, którego podpisanie pozwala na uprawianie seksu pozamałżeńskiego, którego oficjalnie zakazuje islamskie prawo. Taki „akt małżeństwa” nie podlega żadnej rejestracji, a zawierany jest jedynie po to, żeby wspólnie wynająć mieszkanie i spędzić miło czas. Nie ma żadnej mocy prawnej. W efekcie dochodzi do sytuacji, w której niektórzy adoratorzy mają po kilkadziesiąt czy kilkaset kontraktów orfy.

Wakacyjne pamiątki, których nikt nie chciałby przywieźć

Niechcianym „gratisem” są z pewnością choroby weneryczne, będące przewidywalną, ale chętnie ignorowaną konsekwencją przygodnego seksu. Wiele osób po powrocie do kraju nie wykonuje badań na obecność chociażby wirusa HIV i później, często nieświadomie, zaraża swoich późniejszych partnerów. Według informacji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w państwach Europy Zachodniej co roku odnotowuje się 17 milionów zachorowań na choroby weneryczne. Najwięcej przypadków dotyczy osób w wieku poniżej 25 lat, ale systematycznie wzrasta także liczba chorych po 45. roku życia.

Wakacyjne szaleństwa miewają bardzo przykre konsekwencje

Statystyki o sytuacji w Polsce także dają do myślenia. Według danych Państwowego Zakładu Higieny liczba przypadków zachorowania na kiłę w przeliczeniu na 100 tys. osób wzrosła blisko dwukrotnie w ciągu ostatnich 10 lat. W 2016 roku zdiagnozowano 1593 przypadki tej choroby. Lekarze uważają, że skala zjawiska jest większa, ale chorzy leczą się albo na własną rękę albo korzystają z usług gabinetów prywatnych.

Na forach internetowych można też znaleźć historie osób, które zostały wykorzystane finansowo w trakcie, ale również po powrocie z wakacji. Ta przypadłość dotyczy szczególnie panów, którzy oczarowani egzotyką kobiet i obietnicą kolejnego spotkania zgadzają się finansować np. edukację czy utrzymanie swoich wakacyjnych wybranek. Najczęściej pieniądze na „wsparcie” są przeznaczane na utrzymanie rodziny prostytutki.

Happy end?

Przykrymi konsekwencjami wielu takich wyjazdów są również rozwody. Pewne wydaje się, że jeśli ktoś decyduje się na „skok w bok” podczas wakacji, to musi liczyć się z rezultatem w postaci zakończenia stałego związku. Nie dla wszystkich jest to jednak sprawa oczywista – wielu liczy, że letnia przygoda się nie wyda. A później następuje wielkie zdziwienie, jeśli druga połówka przeczyta miłosnego maila, odbierze korespondencję albo co gorsza – spotka wakacyjną miłość przed swoim domem.

Każdemu według potrzeb… (fot. Martyn Jandula)

Ostatnio sporo słyszy się także o mieszanych związkach, które zostały zapoczątkowane na wakacjach i nie zawsze kończyły się jak bajka. Znęcanie się nad kobietami, wynikające z  różnic kulturowych i religijnych to również jedna z ponurych konsekwencji wakacyjnych romansów, które pozornie zakończyły się happy endem. Jest to szczególnie przykry temat, jeśli owocem wakacyjnego wyjazdu są dzieci, o które toczą się spory sądowe. Nierzadko także słyszy się o porwaniach maluchów dokonanych przez ojca lub matkę z innego kraju. A to już są prawdziwe tragedie, które odciskają piętno na całe życie.

Żeby pozostać obiektywnym, należy podkreślić, że nie wszystkie wakacyjne wyjazdy, których poszukiwanie miłości było motywem głównym, skończyły się katastrofą. Na pewno znajdzie się sporo par, które poznały się podczas wyjazdów i do dziś tworzą szczęśliwe związki. A że o szczęściu się w mediach mało mówi, to trzeba poszukać, żeby znaleźć pozytywne informacje. Może znacie i takie historie?

Michał Fajtek
Michał Fajtek
Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Pasjonat sportu, a w szczególności piłki nożnej i siatkówki. Miłośnik podróży i dobrego jedzenia. Hiszpańska kuchnia i tamtejszy futbol – to marzenie o każdej porze dnia i nocy. Prowadzi własną firmę homeofsolutions.pl
AUTOR

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.