„Noże to cały mój świat”. Michał Zięba z Rzeszowa odniósł spektakularny sukces w USA

Jego noży używają Jennifer Aniston i szef kuchni w Białym Domu
24 minut czytania
4509
1
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
9 lipca 2017
fot. Brett Colvin/Ziebaknives.com

Nie lubi mówić o sobie „nożownik”, bo to wywodzące się ze średniowiecznych cechów pojęcie nabrało ostatnio bardzo negatywnego wydźwięku – kojarzy się z mordercą. Jego nożami zachwycili się Sam Kass, były szef kuchni Białego Domu, który gotował dla Obamy, oraz aktorka  Jennifer Aniston.

Pochodzący z Rzeszowa Michał Zięba za ocean wyjechał 12 lat temu. Wtedy jeszcze nie wiedział, że jego losy staną się istnym urzeczywistnieniem amerykańskiego snu. Pociąg do noży miał od dziecka, ale to w USA stał się prawdziwym “knifemakerem”. W Polsce to profesja niszowa, ale w Stanach Zjednoczonych wytwórcy noży doczekali się własnego programu telewizyjnego. To taki „MasterChef” dla osób kujących noże.

Nóż w cenie mieszkania

Zięba do Nowego Jorku wyjechał w ciemno. Nie miał tutaj rodziny. Tak po prostu chciał coś zmienić w swoim życiu. Mimo że miał w kieszeni indeks na studia prawnicze, postanowił zostać w Ameryce i tam szukać swojej drogi. Wtedy jeszcze nie wiedział, że znajdzie się na szczycie bardzo niszowego biznesu. Dziś po noże Michała Zięby klienci czekają w kolejce nawet pół roku, choć jego wyroby do tanich nie należą. Najdroższe wystawowe noże osiągają taką cenę jak mieszkanie.

Niedawno rzemieślnik z Rzeszowa zdobył nagrodę Blade Show 2016. To doroczne branżowe targi organizowane w Atlancie dla rzemieślników produkujących noże. Michał zdobył nagrodę w kategorii „Best New Maker”. Jest pierwszym Polakiem, który uzyskał to prestiżowe wyróżnienie. Ba, jest też pierwszym nowojorczykiem z tą nagrodą.

Po przyjeździe do USA nie od razu zajął się produkcją noży. Pracował na budowach. Skończył architekturę na Queensborough Community College. A później rzucił się w wir budowania własnego biznesu. Decyzja zapadła po tym, jak Harley-Davidson NYC złożył u niego zamówienie na wykonanie dwunastu noży.

Mistrzowskie noże dla mistrzów

Moim wielkim marzeniem od dawna był harley, zresztą jestem wierny tej marce do dzisiaj. Podczas kupowania pierwszego motoru zauważyłem na ścianie w salonie kilka wyeksponowanych firmowych noży. Nie mogłem się powstrzymać i skomentowałem, że wyglądają trochę tandetnie. A sprzedawczyni do mnie: „A co, zrobisz lepsze?”. Ja na to, że pewnie. No i tak się zaczęła moja przygoda. Noże się spodobały i zaczęły przychodzić zlecenia – opowiada.

Michał ma warsztat na Greenpoincie w Nowym Jorku, ale nie prowadzi sprzedaży bezpośredniej. Ma swoich pośredników, którzy dostarczają produkty do różnych salonów. Od dwóch lat noże kupuje u niego Sam Kass, który był szefem kuchni w Białym Domu, m.in. za rządów Obamy. – W Waszyngtonie jest luksusowy butik z nożami, gdzie Sam chodził ostrzyć swoje narzędzia pracy. No i spodobał mu się mój nóż – wspomina Michał. – Kiedy zepsuł mu się nóż warty 17 tysięcy dolarów, postanowił oddać go w ręce specjalisty. Byłem bardzo zaskoczony, kiedy zjawił się właśnie u mnie. Później wykonałem dla niego cały zestaw i tak się zaczęło.

Fenomenalna ostrość, unikatowy design, krótkie serie

Na czym polega fenomen noży wysokiej jakości? Na niewiarygodnej ostrości. Wystarczy dotknąć krawędzią noża kartki papieru, by ta po prostu odpadła.

Profesjonalni kucharze mają zwykle osobisty zestaw noży, których używają wyłącznie oni. Po wieczornym ostrzeniu noża ze stali węglowej użytkownik zazwyczaj pozwala mu na dzień odpoczynku, aby przywrócić patynę i dać czas na usunięcie metalicznego zapachu i smaku, które mogłyby przenieść się na jedzenie.

Firma Michała – Zieba Knives – specjalizuje się w unikatowym designie i krótkich seriach. 200-350 sztuk miesięcznie. Wykonuje też pojedyncze, unikatowe egzemplarze na wystawy. Zaczynał od noży kuchennych, od dwóch lat robi składane i właśnie one znajdują najwięcej nabywców. Kupują je głównie kolekcjonerzy. Kosztują od 600 do 1000 dolarów.

Niezwykłymi nożami interesują się kolekcjonerzy z całego świata i szefowie kuchni (fot. ziebaknives.com)

Do noży z nabożnością                      

Nagroda otworzyła przed nim wiele drzwi. Niedługo rozpocznie współpracę z 72-letnim Bobem Terzuolą, legendą wśród pasjonatów noży i autorytetem w  dziedzinie noży składanych paramilitarnych, taktycznych. Kiedy zaczynał produkować w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, nie istniał taki kult noży jak dzisiaj i nie było kolekcjonerów. Terzuola jest pionierem nowego podejścia do noży.

Nóż może być dziełem sztuki fascynującym nie mniej niż zabytkowy obraz. Środowisko kolekcjonerów i entuzjastów tego rodzaju artefaktów rośnie na całym świecie. Już nie tylko Japończycy mają do nich nabożne podejście. Michał to samo obserwuje w USA. Kolekcjonerzy noży traktują je jak biżuterię, kosztowny gadżet, historyczną pamiątkę z duszą – dla niektórych zbiory stanowią też swego rodzaju inwestycję.

Filozofia noży według Angeliny Jolie

Pasjonatką noży od lat jest Angelina Jolie, która przez lata zgromadziła dosyć pokaźną kolekcję. Wydaje się całkiem logiczne, że kobieta, która nosiła na szyi amulet z krwią męża (Billy’ego Boba Thorntona), ma zamiłowanie do zabytkowych noży.

Przed laty w wywiadzie aktorka mówiła, że w młodości urozmaicała swoje życie łóżkowe nożami i kajdankami. „Przyjemność z moim pierwszym chłopakiem odczułam dopiero wtedy, kiedy w trakcie stosunku wzięłam nóż i nacięłam mu skórę. On zrobił to samo. Byłam wtedy młoda i głupia, dotkliwie się wówczas poraniliśmy. Nigdy więcej tego nie zrobiłam. Teraz wyznaję filozofię, że nóż to narzędzie. Służy mi on głównie do otwierania paczek, listów czy obierania jabłek”.

Noże Michała można oglądać także na jego koncie instagramowym (fot. ziebaknives.com)

W swoich zbiorach ma zarówno małe scyzoryki, jak i noże myśliwskie. Jest tu też kilka noży stworzonych specjalnie do walki. Największą jednak słabość ma do balisongów (motylek – rodzaj niewielkiego noża składanego służącego do walki, stosowanego tradycyjnie na Filipinach).

Z kolei Jennifer Aniston kolekcjonuje luksusowe noże kuchenne, to właśnie u niej w kuchni znajdziemy zestaw wykonany na zamówienie przez Michała Ziębę.

Życie jak surwiwal

Moje początki w USA były bardzo trudne. Trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia, żeby przetrwać ten najgorszy czas. Wiele razy zostałem oszukany przez pracodawców. Nie miałem mieszkania ani pracy. Potem w samolocie poznałem chłopaka, który mi pomógł. Zamieszkałem u jego znajomych i znalazłem zatrudnienie. Kolejnym problemem okazał się język. Nie miałem pieniędzy na naukę angielskiego, pomimo usilnych starań nie udało mi się znaleźć bezpłatnych lekcji w żadnych instytucjach czy stowarzyszeniach polonijnych. Pomoc znalazłem dopiero w synagodze – opowiada knifemaker.

W 2010 roku Zięba poznał byłego już partnera w biznesie, Michała Wróbla, który miał warsztat metalowy na Greenpoincie. To był trudny moment w jego życiu. Musiał zamknąć firmę, ponieważ jego wspólnik wyjeżdżał do Kanady, a  nie był w stanie prowadzić biznesu w pojedynkę. – On miał wiedzę i odpowiednie znajomości w branży, ja miałem trochę odłożonych pieniędzy. Wszystko to razem świetnie się zgrało – mówi Zięba. – To były czasy recesji, kryzysu, wszystko się zamykało. Nie było pracy, każdy się obawiał, co będzie dalej, więc otwieranie nowego biznesu było dość ryzykowne. Nasze pierwsze zamówienia pochodziły ze studiów filmowych, robiliśmy dla nich metalowe konstrukcje, m.in. do scenografii – opowiada.

Michał dba nie tylko o świetne projekty, ale także o każdy etap produkcji i utrzymanie jakości (fot. ziebaknives.com)

Ze swoim wspólnikiem rozstał się dwa lata temu. Obecnie Michał Zięba zatrudnia trzech pracowników, Polaków. Jeden z nich miał wypadek na motorze, trafił do szpitala z poważnymi złamaniami. Nigdzie nie chcieli go przyjąć, bo nie może dźwigać ciężarów. Postanowił dać mu szansę.

Pracować i wierzyć

Michał pochodzi z małej miejscowości  koło Rzeszowa. To zagłębie rzemieślników, tutaj większość rodzin utrzymuje się z tapicerstwa. Jego ojciec był właścicielem firmy meblowej. Jako 11-letni chłopak pomagał mu, bo chciał zarobić na lepsze buty. Po trzech miesiącach kupił sobie markowe adidasy. – Nikt mnie nie zmuszał do tej pracy. Sam chciałem. Każde wakacje spędzałem, pracując. Pierwszą poważną posadę, w supermarkecie, podjąłem w wieku 16 lat – wspomina. Dzisiaj, gdy ktoś go pyta, jak osiągnąć sukces, ma jedną odpowiedź: ciężko pracować i wierzyć, że dzięki temu marzenia się spełniają.

Noże z dozgonną gwarancją

Zięba jest samoukiem. Nauczył się wytwarzać noże metodą prób i błędów, oglądając na YouTubie filmiki Michała Trollsky’ego. – Jest niezwykle popularny na świecie, wielu ludzi z branży go naśladuje. Jego noże są bardzo proste, ale bardzo dobre To, co ja tworzę teraz, to o wiele bardziej wyrafinowana konstrukcja, noże składane na wysokim poziomie – podkreśla Michał.

Produkcja – to słowo nie do końca oddaje charakter tego, czym zajmuje się Michał. O wiele bardziej pasuje tutaj manufaktura. Każdy nóż to prawdziwe dzieło sztuki, powstające z niezwykłą dbałością o szczegół.

Każdy nóż Michała to małe dzieło sztuki (fot. ziebaknives.com)

Zacząłem przenosić do projektów elementy jubilerstwa. Tu liczą się detale. A moja dewiza jest prosta: interesuje mnie nie tylko to, jak pięknie mój nóż prezentuje się dziś; ja chcę, aby tak samo wyglądał po pięciu, dziesięciu czy dwudziestu latach użytkowania. Daję na nie gwarancję do końca życia. Mojego, bo noże pożyją dłużej – tłumaczy.

Dobry nóż, który będzie doskonale służył, kosztuje minimum 300 dolarów. Najważniejszym parametrem  jest twardość. Nieważne, jaka to stal: damasceńska czy inna. Najistotniejsze, jakie ma domieszki i jak jest hartowana. – Bardzo dobrą stal mają Szwedzi z Damasteel. Właściciel firmy był u mnie z wizytą, bo sporo u nich kupuję. Używam bardzo twardej stali. To daje gwarancję, że nóż jest długo ostry i łatwo go naostrzyć – mówi Zięba.

Noże wyewoluowały z mieczy japońskich. Wytwarza się je w podobny sposób. Epoka mieczy przeminęła, ale metody i techniki przetrwały.

Japońskie noże, które uchodzą za najlepsze na świecie, są niebywale ostre, ale kruche. Bardzo dużo klientów w USA się do nich zniechęciło właśnie dlatego, że szybko się kruszą, strzępią, a potem trudno je naostrzyć – tłumaczy.

Pociąg do noża jest naturalny

Michał sam projektuje. Niedługo zacznie robić na wystawę nóż wysadzany diamentami, który kosztuje ok. 30 tysięcy dolarów, ale, jak podkreśla, to już raczej dzieło sztuki. Na co dzień wysyła na cały świat, nie ma reguły. Europa według niego nie jest chłonnym rynkiem, np. w Polsce nie ma takiej kultury, tutaj nie dba się o noże tak jak w USA.

Michał sam projektuje wszystkie noże (fot. ziebaknives.com)

Uważam, że zainteresowanie nożami i pociąg do nich jest naturalny dla wielu ludzi. Odkrywają to czasem w bardzo młodym wieku. To jest głęboka pasja i nie jestem tu żadnym wyjątkiem. Kult noża jest we mnie od małego – mówi Michał.

Są kraje, w których noszenie noży sprężynowych jest zabronione, np. w Wielkiej Brytanii są duże obostrzenia z tym związane. W USA jest inaczej. Od lat służę w ochotniczej straży pożarnej, więc praktycznie zawsze mam przy sobie nóż. Scyzoryk przydaje się w życiu, lecz nie jako śmiercionośna broń, a tak często jest postrzegany i przedstawiany w mediach. Po prostu żeby przeciąć sznurek, zrobić kanapkę. Nie uważam, by zakaz noszenia noży uczynił publiczne miejsca bezpieczniejszymi. Mogę sobie wyobrazić wariata, który użyje noża, by wyrządzić krzywdę niewinnej osobie. Uważam jednak, że nóż jest dobrym narzędziem dla każdego – opowiada.

Michał ma w USA rodzinę i przyjaciół. Jest ojcem trójki dzieci. Mieszka nad oceanem. Codziennie, w drodze do pracy i z powrotem, spędza w samochodzie około trzech godzin, ale nie narzeka. W wakacje planuje pojechać na swoim harleyu do Dakoty. Zarabia dużo, ale prawie tyle samo wydaje. O powrocie do kraju nie myśli. Jak mówi, za oceanem jest cały jego świat.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa