Pięć miejsc w Polsce, do których warto wybrać się z dziećmi

Subiektywny przewodnik rodzicielski
11 minut czytania
3198
5
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
5 lipca 2017

Nie jesteśmy jakimiś zapalonymi wędrowcami, którzy zjechali kraj jak długi i szeroki, ale lubimy jeździć z dziećmi po Polsce. Dostosowując program wycieczek do dzieciackich potrzeb, upodobań i kaprysów, odkrywamy niekiedy wspaniałe miejsca − i tymi odkryciami chętnie się podzielę.

Wakacje czy nawet weekendowe wypady z dziećmi bywają wyzwaniem. “A daleko jeszcze?”, “nuuudzi mi się”, “ musimy tam jechać?”, “a co tam będziemy robić?” − nie jest łatwo wywołać szalony entuzjazm u młodocianych odbiorców wrażeń. A jednak czasem się to udaje − warto więc wpisać na listę wycieczkowych celów właśnie te miejsca, w których marudzenie cichnie jak nożem uciął. A nikomu niczego nie trzeba ucinać − czysty zysk.

Na początku zastrzegę, że wybór miejsc jest w dużej mierze podyktowany upodobaniami naszego małego, prywatnego stadka nieletnich. Stadko liczy trzy sztuki, płci wyłącznie żeńskiej, w wieku od lat 6 do 14. Przedstawicielki tej ekskluzywnej grupy lubią wodę, zwierzęta (zwłaszcza morskie), wspinaczkę i słodycze. Z umiarkowanym zachwytem przyjmują pomysły zwiedzania rozmaitych zamków (ale już skanseny są spoko) czy muzeów (chyba, że w grę wchodzi muzeum historii naturalnej), za to w każdym miejscu obowiązkowo idziemy do zoo.

Na tej oto zupełnie niereprezentatywnej grupie dzieci świetnie nam się sprawdziły następujące miejsca.

Reda − pływanie z rekinami

Aquapark w Redzie to rodzaj atrakcji, o których myślisz, że możliwe są tylko w Dubaju czy innym Abu Zabi, a tymczasem takie miejsca istnieją w Polsce i to za umiarkowany pieniądz. W szczycie sezonu całodzienny bilet rodzinny kosztuje 160 złotych (jak ktoś zna ceny nad polskim morzem, to wie, jak bardzo umiarkowana to kwota), zaś obiekt jest nowy, przyjemny i oferuje naprawdę wyjątkowe doznania. Zjazd przezroczystą rurą przez basen, w którym pływają rekiny oraz inne egzotyczne ryby, wyrywał z ust małoletnich stworzeń okrzyki dzikiej frajdy.

Love is in the water #shark #blacktipshark #sharklove #sharkgirl #swimmingwithsharks

A post shared by Kasia Nowakowska (@pani_na_fochu) on

Możliwość nurkowania w basenie sąsiadującym z tym rekinim i oddzielonym odeń szybą (tak, nam też przyszło do głowy kilka scenariuszy katastroficznego filmu) również została bardzo doceniona. Oprócz rekinich przyjemności aquapark oferuje jeszcze bardzo przyjemne pływanie rwącą rzeką na wielkich okrągłych pontonach. Wyszliśmy stamtąd o 22 tylko dlatego, że już zamykali, bo dzieci mogłyby tam i nocować.

Bałtów − nakarm kapibarę

Bałtowski Kompleks Turystyczny oferuje multum możliwości − trudno zaliczyć wszystkie za jednym zamachem. Jest tam Jura Park z dinozaurami naturalnej wielkości, prehistoryczne oceanarium oraz zwierzyniec, który zwiedza się w stylu safari: jeżdżąc starym amerykańskim autobusem szkolnym przez rozległe wybiegi, na których pasą się żubry, wielbłądy, lamy, alpaki, daniele, jelenie (różne gatunki), kozy afrykańskie, owce (różne gatunki z różnych części świata), bydło zebu, bydło szkockie i watusi, jaki, antylopy Nilgau, dziki, emu, strusie afrykańskie, kuce szetlandzkie. Częścią atrakcji jest cudowny przewodnik, który zna wszystkie te zwierzaki po imieniu, a one biegną do niego, jak pieski do ukochanego pana − dzięki temu można niektóre z nich pogłaskać.

kapibara-baltow
Kapibary są trochę nieśmiałe (fot. archiwum prywatne)

Nasze dzieci jednak najbardziej były zachwycone tak zwanym dolnym zwierzyńcem, w którym mogły samodzielnie karmić jeżozwierze (!), kapibary czy młodziutkiego białego daniela. Ponieważ ludzi też tam karmią, i to pysznie, to również to miejsce opuszczaliśmy dobrze po zmroku. I na pewno wrócimy przy jakiejś okazji!

Cisna − pierwszy krok w chmurach

Bieszczady są wspaniałe pod każdym względem: przyroda, historia, folklor − samo dobre i ciekawe (nie, nie, my nie chcemy do jeszcze jednej drewnianej cerkiewki!), ale dzieciom czasem potrzeba nieco więcej adrenaliny (fakt, że złapała nas burza na środku Jeziora Myczkowskiego widać nie wystarczył). Wracając z przejażdżki Bieszczadzką Kolejką Leśną (zdaniem dzieci: nuda, jedyna atrakcja to należący do właściciela sklepiku przy stacji w Balnicy pies, który jest w połowie wilkiem) zawadziliśmy więc o park linowy Kamikaze w Cisnej.

wilk-balnica
Stary wilk mocno śpi (fot. archiwum prywatne)

Był to tak zwany strzał w dziesiątkę. Parki linowe są ulubioną formą rozrywki dla najstarszej członkini stadka, która chyżo skacze po wszystkich najtrudniejszych i najwyższych trasach (a te bieszczadzkie widoki tam!), zaś środkowa właśnie w tym miejscu po raz pierwszy zaznała emocji związanych ze zjazdem tyrolskim. I były to emocje potężne − także dla widzów, nawet całkiem przypadkowych, którzy dodawali młodocianej osobie otuchy, gdy dopadało ją zwątpienie przy co trudniejszych fragmentach trasy.

cisna-kamikaze
Nie zniechęciła się! (fot. archiwum prywatne)

Kowary − plwajmy na skorupę i zstąpmy do głębi

Jak człowiek jest w górach, to zamiast włazić na jakieś szczyty (spocić się można), ucieka przed upałem pod ziemię, gdzie panuje przyjemna temperatura (jakieś 8 stopni), a w ścianach widać (jak się czołówką poświeci) żyły uranu.

No, troszkę fantazjuję, ale tylko troszkę, bo podziemna trasa turystyczna w karkonoskich Kowarach wiedzie przez dawne tajne sztolnie, w których wydobywali uran najpierw Niemcy, a później Rosjanie (jak głoszą lokalne legendy: rączkami polskich dzieci, bo tylko one mieściły się w wąskich korytarzach). Wycieczka miała więc duży walor edukacyjny (widzicie dzieci? A wy nie musicie pracować w kopalni − całujcie ręce matki dobrodziejki), choć uczciwie ostrzegę, że dla osób ze skłonnością do klaustrofobii może to być ciężkie przeżycie. My mieliśmy dość potężny atak paniki w wykonaniu jednego dziecka, ale pan przewodnik osłodził dziewczynie cierpienia w podziemiach ofiarowując jej piękny agat. Jak zapewniał, ze skarbca Walonów (ahaś).

chata-na-glowie
Świat na opak (fot. archiwum prywatne)

Po drodze do lub z kopalni, można zahaczyć o jeszcze jedną − dość dziwaczną, ale dla dzieci absolutnie rozrywkową − atrakcję: chatę na głowie w Miłkowie. Zgodnie z opisem jest to dom stojący na głowie i wszystko ma odwrotnie. Ja miałam tam dość nieprzyjemne zawroty głowy, ale młodsze pokolenie było zachwycone, a krotochwilom nie było końca.

Toruń − czy jest czarny lukier?

Muzeum Piernika w Toruniu to atrakcja szeroko rozreklamowana, ale warto ją zaliczyć, nawet jeśli ktoś ma alergię na turystyczną cepeliadę. Poznawanie historii piernikarstwa odbywa się w formie warsztatów, podczas których wyrabia się pierniki metodą średniowiecznych rzemieślników. Ciekawe, pouczające i zabawne, głównie dzięki inteligentnym i sympatycznym prowadzącym, którzy dowcipnie i ze swadą (posługując się przyzwoitą staropolszczyzną) opowiadają o piernikach. Następnie pierniki można ozdabiać ręcznie kolorowymi lukrami w części dwudziestowiecznej manufaktury.

pierniki-torun
Piękne, pyszne i od serca (fot. archiwum

Dzieciarnia była zachwycona procesem wyrabiania, ozdabiania (jedyne rozczarowanie dotyczyło faktu, że nie mieli czarnego lukru), a najbardziej pożerania pachnących pierników. Skłamałabym mówiąc, że tylko dzieciarnia.

I to właściwie dotyczy wszystkich opisanych miejsc, które szczerze polecam: nikt nie będzie się nudził i marudził!

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
Od ponad dziesięciu lat "robi w słowie" jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.
Put on your red shoes and dance the blues.
AUTOR

Komentarze