Projekt Lady – jak źle wychowane i okrutne osoby mogą pouczać innych w kwestii dobrych manier?

7 minut czytania
31581
54
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
8 lipca 2017
fot. materiały prasowe TVN

Mogłam nie oglądać. Mogłam. Ale obejrzałam i nie mogę milczeć. To, że formaty telewizyjne typu reality show żerują na swoich uczestnikach (ich naiwności, głupocie, żądzy “sławy”) to żadna nowość. Jednak upokorzenia, którym poddawane są uczestniczki Projektu Lady w ramach “eksperymentu”, który rzekomo się tam toczy, są zdecydowanie grubą przesadą.

Prowadzony przez Małgorzatę Rozenek TVN-owski program budził kontrowersje już podczas pierwszej edycji. Teraz jednak twórcy show przegięli na tyle mocno, że nie cichnie awantura po poniedziałkowym odcinku, w którym “mentorka” Tatiana Mindewicz-Puacz przeprowadziła na uczestniczkach “psychologiczny eksperyment”.

Zaprzyjaźniony profesor i upokarzający eksperyment

Pani trener rozwoju osobistego poprosiła “zaprzyjaźnionego profesora” o zebranie wśród studentów anonimowych ocen kandydatek na damy. Następnie przed kamerami wręczyła owe “opinie” uczestniczkom programu. Niemal każda przeczytała o sobie, że wygląda wulgarnie i tandetnie, a nawet, że przypomina wyglądem prostytutkę. Padały również określenia „towar wielokrotnie macany przestaje być atrakcyjny”, „ubranie typu szybki dostęp” czy „w sam raz na raz”, a krótko ostrzyżona i chłopięco ubrana Kaja przeczytała o sobie: “czy to w ogóle jest kobieta?”.

Ten eksperyment podzielił widzów – jedni się z nim zgadzają, drudzy krytykują. ALE CO NAJWAŻNIEJSZE – same uczestniczki…

Opublikowany przez Projekt Lady TVN na 4 lipca 2017

W reakcji na łzy i szok dziewczyn, którym zaserwowano znienacka taką porcję hejtu (kto by nie ryczał po czymś takim?) pani psycholog zaserwowała mądrości o tym, że ludzie oceniają na podstawie wyglądu: “Nie ocenia się książki po okładce. Ale to dopiero, jak się ją przeczyta. Kupuje się książkę właśnie na podstawie okładki”. Jednak dziwne obyczaje czytelnicze pani Mindewicz-Puacz to małe miki w porównaniu z tym, co zrobiła później. Wstawiwszy drętwą gadkę o konieczności polubienia i akceptacji siebie, postanowiła przetrenować to na jednej z uczestniczek − dość krągłej dziewczynie. W ramach eksperymentu laska miała powtarzać za panią psychol: “Mam bardzo ładne proporcje, a jak schudnę, będą idealne”. No KURWA. I nie była to jedyna kurwa, którą rzuciłam, oglądając tę produkcję.

Jako, że Collegium Civitas nie daje możliwości wstawiania postów na ich FP, kilka słów tutaj. Poniższe zdjęcie…

Opublikowany przez Maja Głowacka na 3 lipca 2017

Odcinek zresztą wzburzył wiele osób. “Zaprzyjaźniony profesor”, Michał Przymusiński, twierdzi, że TVN go oszukał i ankiety miały być tylko do wglądu dla uczestniczek, nie było mowy o ich publicznym upokarzaniu. Collegium Civitas, w którym wykładał, na wszelki wypadek odcięło się od działań Przymusińskiego i potępiło “eksperyment” szerzący mowę nienawiści. W powietrzu unosi się smakowite słowo “pozew”.

Powinni to zdjąć z anteny

Ponieważ, żeby obejrzeć na własne oczy program, który wywołał tyle negatywnych komentarzy musiałam sobie wykupić za 9,99 dostęp do TVN-owskiego VoD, uznałam, że aby to się zamortyzowało, zobaczę kolejny, przedpremierowo umieszczony w sieci, odcinek (emisja telewizyjna będzie w poniedziałek, choć moim zdaniem powinni całą produkcję czym prędzej zdjąć z anteny). To, co się w nim dzieje, jest jeszcze gorsze.

Do dziewczyn przyjeżdżają w odwiedziny ich bliscy: rodzice, rodzeństwo, chłopcy. Atmosfera oczekiwania jest podkręcana od samego początku, a uwaga widza skupiana na osobie Kai − wspomnianej już „chłopczycy”, która ma za sobą dom dziecka i kłopoty z rodziną, która ją zaadoptowała. Narracja prowadzona jest w celu podbijania bębenka: że Kaja się tak stara, że taka przemiana w niej zachodzi, że może adopcyjni rodzice i rodzeństwo to zobaczą, docenią i tak dalej.

Kiedy wreszcie zjawiają się goście, okazuje się (oj, niespodzianka!), że tylko do Kai nikt nie przyjechał. Gdy zapłakana dziewczyna szuka samotności w swoim pokoju, pani psycholog “pociesza ją” słowami: “mówię ci, świat jest pełen kolorów”. Tak, KURWA, pani psycholog pociesza laskę, której najgłębsze emocje zostały obnażone i podeptane w imię atrakcyjności programu. Dodaje jeszcze coś o tym, że to była “szalenie ważna lekcja”. Serio? Może sama powinna pani taką “szkołę” przejść?

Jadowite, toksyczne i fałszywe

I tu dochodzę do sedna mojej, być może przydługiej, diatryby na temat Projektu Lady. Obejrzawszy kilka odcinków zachodzę w głowę, jak tak źle wychowane, pozbawione elementarnej empatii i wiedzy psychologicznej osoby, jak pani Mindewicz-Puacz i druga “mentorka” Irena Kamińska-Radomska mogą kogokolwiek uczyć ogłady, skoro same nie mają jej za grosz?

Mentorki czujnie obserwują przyjazd dam. ☺💎 #projektlady @tatiana_empe @irenakaminskaradomska

A post shared by Projekt Lady TVN (@projektlady.tvn.pl) on

Osoba dobrze wychowana nie daje innym odczuć ich ewentualnych braków. Na tym polega takt i dobre maniery. Natomiast to, co robią “mentorki” programu, to wieczne ruganie, zawstydzanie i upokarzanie dziewczyn, które w swej naiwności sądzą, że ktoś je tu uczy dobrych manier, bo pokazuje im, jak jeść nożem i widelcem albo wysiąść z samochodu nie pokazując majtek.

Toksyczne, jadowite i fałszywe prowadzące traktują swoje podopieczne z wyższością i bez grama współczucia. Robią miny i natrząsają się z ich niedociągnięć. Jedyną damą, jaką w tym programie widziałam, była goszcząca w piątym odcinku Patrycja Sobańska-Rey. Wraz z mężem, Mikołajem Reyem, pomagali uczestniczkom przygotować menu na uroczystą kolację dla gości. Ona jedyna sprawiała wrażenie kogoś, kto reaguje empatycznie i taktownie, gdy dziewczyny odsłaniają swoje rozmaite emocjonalne rany. Nie ocenia ich, tylko stara się tak grzecznie i uprzejmie pokierować rozmową, by nikt nie czuł się zawstydzony czy gorszy.

Narrator kwituje to z offu słowami: “Dziewczęta mogą liczyć na łagodność i wrodzoną kulturę państwa Reyów”. Nie, KURWA, kultura nie jest wrodzona. Nabywa się jej w procesie wychowania i samorozwoju. I podobno właśnie kultury próbuje się w tym programie nauczać. Ale żeby jej uczyć, trzeba by ją najpierw mieć.

 

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
Od ponad dziesięciu lat "robi w słowie" jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.
Put on your red shoes and dance the blues.
AUTOR

Polecamy

Komentarze