Spider-Man dla bardzo początkujących, czyli co warto wiedzieć, zanim pójdziecie na nowy film o Pająku

Bez spoilerów!
12 minut czytania
1379
0
Jakub Demiańczuk
Jakub Demiańczuk
14 lipca 2017
fot. Marvel Studios

Uwaga: to nie jest tekst dla geeków. Ani dla najbardziej zagorzałych fanów komiksów Marvela. Ci o Spider-Manie i tak wiedzą wszystko. Ale przedpremierowy pokaz „Spider-Man: Homecoming” uświadomił mi, że część widzów – wnioskując z podsłuchanych mimochodem rozmów, całkiem spora – nie do końca ogarnia zawiłości Spider-świata. Tym bardziej, że to trzecia inkarnacja Człowieka Pająka na kinowych ekranach w ciągu ostatnich piętnastu lat.

Jeśli więc nie wiecie, o co chodzi z tym całym Spider-Manem, z kim walczy i dlaczego pomaga mu Iron Man, oto krótkie wprowadzenie. Spoilerów, przynajmniej tych związanych z najnowszym filmem, nie przewiduję.

I jednak jeszcze mała geekowska dygresja: jeśli pamiętacie komiksy wydawane przez TM-Semic, to w większości z nich były tak zwane strony klubowe, które prowadził nieoceniony Arek Wróblewski. Najpierw wiele się z tych stron nauczyłem – także tego, jak nie pisać listów do redakcji – potem marzyłem, żeby choć przez chwilę być takim Arkiem Wróblewskim, dzielącym się z czytelnikami swoją wiedzą. No i proszę.

Kim jest Spider-Man?

Najprostsza odpowiedź brzmi: w cywilu Spider-Man to Peter Parker, nastolatek, który zyskał nadludzkie moce – siłę, sporą odporność na ciosy, zdolność chodzenia po ścianach i sufitach oraz szósty zmysł, ostrzegający przed niebezpieczeństwem – po ukąszeniu przez radioaktywnego pająka. Hej, nie spodziewaliście się chyba czegoś bardziej ambitnego? Na początku lat sześćdziesiątcyh w komiksach liczyła się przede wszystkim rozrywka. A twórcom postaci – Stanowi Lee oraz rysownikowi Steve’owi Ditko – zależało na tym, by do rosnącego w siłę panteonu superbohaterów Marvel Comics dołączył taki, z którym mógłby się zidentyfikować przeciętny amerykański nastolatek.

Początkowo Peter jest typowym nerdem, lepiej radzącym sobie z wkuwaniem chemii i fizyki niż z kontaktami z innymi ludźmi (zwłaszcza z rówieśniczkami). Po śmierci rodziców wychowują go ciotka May i wuj Ben. Po zdarzeniu z pająkiem Parker przechodzi radykalną przemianę i zostaje – choć nie od razu – nowojorskim pogromcą złoczyńców. Niestety pośrednio doprowadza też do śmierci ukochanego wujka, zabitego przez przestępcę, którego Peter mógł – lecz nie chciał – zatrzymać. Stąd wielokrotnie powtarzane w licznych opowieściach o Spider-Manie zdanie: „Z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność”. Te wydarzenia w filmie są jedynie wspomniane mimochodem: widzieliśmy je we wcześniejszych ekranizacjach komiksu, więc twórcy nowej produkcji zdecydowali, że nie warto się powtarzać.

Jako bohater komiksu Spider-Man debiutował na łamach magazynu „Amazing Fantasy” w sierpniu 1962 roku (za chwilę będziemy więc mieli okazję, by świętować jego 55 urodziny) i od tamtej pory pozostaje jedną z najpopularniejszych postaci z komiksowego uniwersum Marvela. Jako postać przechodził liczne zmiany, doczekał się niezliczonych alternatywnych wersji, miał w pewnym momencie nawet żywy, pochodzący z kosmosu kostium – lecz jeśli nie mieliście z nim wcześniej do czynienia, na razie nie zawracajcie sobie tym wszystkim głowy. „Spider-Man: Homecoming” wraca do korzeni – Peter jest tu nastolatkiem, który dopiero stawia pierwsze superbohaterskie kroki. Ale ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.

Tom Holland jako Człowiek Pająk (fot. Marvel Studios)

Czy to ten sam Spider-Man, którego grali Tobey Maguire i Andrew Garfield?

Nie. Pierwowzór jest rzecz jasna ten sam, ale każdy z aktorów grał w innej filmowej serii. Maguire pojawił się w trzech filmach wyreżyserowanych przez Sama Raimiego w latach 2002-2007. Potem było parę lat przerwy i Columbia, która ma prawa do filmowego wizerunku Spider-Mana, postanowiła, zamiast realizować kolejne części, zrebootować cykl. Pojawił się więc Andrew Garfield i ekranowa historia Pająka zaczęła się kręcić od nowa w serii „The Amazing Spider-Man”. Kręciła się jednak krótko i powstały jedynie dwa filmy, bo – choć plany przewidywały rozmaite kontynuacje i spin-offy – Columbia dogadała się z Disneyem, dzięki czemu Spider-Man mógł pojawić w kinach w nowym wcieleniu u boku takich bohaterów jak Iron Man czy Kapitan Ameryka. Pająka gra tym razem Tom Holland. Widzieliśmy go zresztą już wcześniej w filmie „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów”, tam jednak wystąpił jedynie w kilku scenach. W „Homecoming” mentorem i powiernikiem Spider-Mana jest Iron Man, multimiliarder, genialny wynalazca i przywódca grupy Avengers, dzięki czemu Peter Parker zyskał naszpikowany nowoczesną technologią kostium i kilka użytecznych gadżetów. I w końcu jest Spider-Manem na miarę XXI wieku.

Ale co ma do tego Disney?

Znów w telegraficznym skrócie: koncern Disneya jest właścicielem wydawnictwa Marvel Comics oraz praw do filmowych wizerunków bohaterów publikowanych tam komiksów. Choć są pewne wyjątki, np. Fox ma prawa do filmów o grupie X-Men, a Sony/Columbia – do Spider-Mana właśnie. Ale dzięki biznesowemu porozumieniu Człowiek Pająk mógł wreszcie pojawić się w Marvel Cinematic Universe, czyli serii ekranizacji popularnych komiksów, w której wcześniej widzieliśmy m.in. „Iron Mana”, „Avengers” oraz „Strażników Galaktyki”.

Czy trzeba znać poprzednie filmy Marvel Cinematic Universe, żeby oglądać nowego „Spider-Mana”?

Nie, choć oczywiście taka znajomość nigdy nie zaszkodzi. Po pierwsze dlatego, że każdy z filmów Marvel Cinematic Universe to co najmniej przyzwoita rozrywka, po drugie, że dzięki temu można wyłapać wszystkie nawiązania do serii pojawiające się w „Spider-Manie: Homecoming”. Scenariusz filmu odwołuje się bowiem bezpośrednio do wydarzeń pokazanych w „Avengers” oraz „Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów”. Ale nawet jeśli nie widzieliście wcześniejszych filmów, nie poczujecie się zdezorientowani. Scenariusz jest prosty i klarowny, oparty na klasycznych superbohaterskich schematach, a żarty i aluzje czytelne przede wszystkim dla miłośników pajęczych komiksów na szczęście nie zdominowały fabuły.

Nawet jeśli nie widzieliście wcześniejszych filmów, nie poczujecie się zdezorientowani (fot. Marvel Studios)

Dlaczego ten film nie ma polskiego tytułu?

Być może dlatego, że termin „homecoming” nie ma dobrego polskiego odpowiednika. Najbliższy w tym przypadku – jako że fabuła dotyczy herosa, który wciąż się uczy – byłby „Zjazd absolwentów”. Jednak bądźmy szczerzy: poszlibyście z własnej woli na film „Spider-Man: Zjazd absolwentów”? No właśnie. Poza tym „homecoming” ma szersze znaczenie, nie musi dotyczyć spotkania szkolnego czy uniwersyteckiego. A w tym przypadku zawiera jeszcze insajderski żart: w końcu filmowy Pająk wraca do domu, czyli do świata marvelowskich superbohaterów.

OK, nawet fajny ten Spider-Man. Co dalej?

Tom Holland na pewno pojawi się w tej roli jeszcze kilka razy. Zobaczymy go w przyszłym roku w filmie „Avengers: Infinity War”, a potem w przynajmniej jeszcze jednym solowym filmie. Ale niewykluczone, że będzie ich więcej. Jeśli macie niedosyt Spider-Mana, to zawsze warto nadrobić filmową trylogię Sama Raimiego, albo sięgnąć po któryś z klasycznych komiksowych albumów. W polskim wydaniu ukazało się ich sporo, tu podpowiadam tylko kilka spośród najciekawszych: „Torment” (od którego zaczęła się wielka kariera rysownika i scenarzysty Todda McFarlane’a), przepełnione mroczną symboliką „Ostatnie łowy Kravena” czy zgłębiający psychikę bohaterów „Spider-Man: Blue”. Warto również przeczytać „Wojnę domową”, w której Pająk odgrywa znaczącą rolę. A jeśli wciągniecie się także w Marvel Cinematic Universe, to już w listopadzie premiera filmu „Thor: Ragnarok” w reżyserii nowozelandzkiego króla fraków Taiki Waititiego. Warto czekać!

Jakub Demiańczuk
Jakub Demiańczuk

Dziennikarz i redaktor „Dziennika Gazety Prawnej”, współpracownik „Urody Życia”, „Noise Magazine”, a od czasu do czasu także serwisu naEKRANIE.pl. Widz, czytelnik, słuchacz – w tej właśnie kolejności. Lubi to i tamto, a zwłaszcza Muminki i Hellboya. Nie zjada zwierząt (nachalna promocja wegetarianizmu).


AUTOR

Polecamy

Komentarze