5 rzeczy, które NIE pomogą twojemu dziecku w adaptacji (nawet, jeśli nauczycielki twierdzą inaczej)

Jak sobie poradzić?
9 minut czytania
3811
0

To już. Wasze maleństwo idzie do żłobka albo przedszkola. Nie macie pojęcia, jak to będzie, ale staracie się nie panikować. Długa lista sugestii dotyczących rozstania, wisząca na tablicy przy wejściu, jakoś wcale nie pomaga…

Wielu rodziców spodziewa się (a wiele przedszkoli praktykuje) bardzo krótki okres wprowadzania dziecka do grupy. Czasami jest to dzień lub kilka w ciągu lata, a na początku września – na głęboką wodę, dziewięć godzin. Albo dwa-trzy dni w dyskretnej obecności rodzica, który później już musi zacząć regularną pracę. Mimo powszechności tego systemu w publicznych placówkach, nie jest on najlepszy.

Problem trzydniowej adaptacji

Kilkulatki raczej nie adaptują się w trzy dni, a sukces adaptacji zależy od jej długości i jakości. Czyli idealnie byłoby poświęcić na nią tyle czasu, ile dane dziecko potrzebuje, upewniając się, że czuje się już w przedszkolu (albo żłobku) bezpiecznie i nawiązało więź z innymi opiekunami. Dobrym pomysłem jest stopniowe, powolne wydłużanie czasu w placówce. Jako sukces rozumiem tu chęć chodzenia do przedszkola zamiast codziennych jęków: „Ale ja nie chcęęęę!”.

Niektórzy potrzebują więcej czasu
Niektórzy potrzebują więcej czasu

Przede wszystkim warto tak zaplanować czas, aby – o ile to możliwe – nie zaczynać nowej pracy tego samego dnia, kiedy dziecko jest pierwszy dzień w przedszkolu. Warto pomyśleć o tym wcześniej, bo na pewno takie rozwiązanie jest bardziej realne, kiedy rodzice dopiero planują, jak to wszystko będzie wyglądać, niż kiedy rodzic pojawia się z dzieckiem w przedszkolu pierwszego dnia i jest zaskoczony, bo dziecko nie chce tam zostać, a czasem nawet wejść do sali albo przywitać się z panią – pisze Agnieszka Stein w książce „Akcja adaptacja” (wyd. Mamania).

Krótkie pożegnanie i fru?

Przedłużanie pożegnań i tulasków ponad miarę nie pomaga, to prawda. Ale krótkie „pa, pa” i odwrócenie się na pięcie może nie wystarczyć. Przytul, powiedz, że przyjdziesz po podwieczorku i upewnij się, że dziecko też się zdążyło z tobą pożegnać. Niektóre typy potrzebują, żeby z nimi chwilę posiedzieć, a innym to szkodzi na nastrój – po prostu obserwuj swój egzemplarz i dostosuj działanie do potrzeb.

Po prostu wyjść?

Kolejny pomysł to zostawianie płaczącego dziecka, bo przecież panie sobie poradzą i zaraz się uspokoi. Albo i nie. Jeśli to tylko możliwe, nie zostawiaj płaczącego dziecka. Zarezerwuj z rana więcej czasu i posiedź z nim troszeczkę dłużej. Gdyby się zdarzyło, że po prostu musisz wyjść, zostań chwilę za drzwiami albo zadzwoń po chwili i dowiedz się, czy płacz szybko minął (tak rzeczywiście często bywa), czy przeciwnie, młody człowiek chlipał do końca śniadania i miał skopany cały dzień. No i przede wszystkim okaż zrozumienie. Nie mów: „Nie ma o co płakać, nic się nie dzieje”. Płaczące dziecko naprawdę czuje się nieszczęśliwe, a jeśli się tak czuje, to znaczy, że ma powód. I prosi cię o wsparcie.

W przedszkolu jest całkiem fajnie

Niewinne kłamstewka

„W przedszkolu naszym nie jest źle”, ale małe dziecko nie zawsze widzi same zalety. Jeśli nastawisz je, że będzie cały dzień bosko, wspaniale i wesoło, to rozczarowanie jest więcej niż pewne. W ciągu dnia zdarzy się bowiem pewnie kilka kłótni, parę chwil niepewności, jakaś zalana zupą bluzka i sporo tęsknoty za rodzicami. Lepiej zapoznać adepta z planem dnia i nauczyć, że w razie problemu podchodzi się do pani, a zalety zorganizowanej zabawy w grupie podkreślić nienachalnie.

Dobre rady opiekunek

Należą do nich na przykład odstawianie pieluch ale także noszenia na rękach czy karmienia piersią. I inne radykalne zmiany w życiu malucha. Opiekunki i nauczycielki dość często radzą, żeby, jeśli dziecko jest jeszcze karmione piersią, odstawić je właśnie teraz, bo to im ułatwi pracę. Prawda jest taka, że dziecko przy piersi i dziecko dawno odstawione – tęskni za mamą dokładnie tak samo, jedynie inaczej to wyraża (moje w trudnych chwilach wyją: „Mjekoo maaaamyyyy!”, a inne tylko: „Maaaamyyyy!”). Natomiast karmienia przed i po przedszkolu pomagają znieść stres oraz serwują dobrą dawkę przeciwciał, bardzo w tym okresie potrzebną. Przy okazji warto wspomnieć, że te same przeciwciała chronią matkę.

Odpieluchowanie to wielki stres rodziców i dzieci, jeśli przedszkole nie przyjmuje maluchów w pieluszkach. Niestety zbyt wczesne może powodować wiele problemów, na przykład zaparcia nawykowe, nie mówiąc już o częstych „wpadkach”. Lepiej poczekać, aż dziecko będzie do tego gotowe, co na pewno nam jakoś zasygnalizuje.

Młodsze dzieci zwykle adaptują się dłużej

Niektóre przedszkola i żłobki naprawdę zalecają rodzicom odzwyczajanie dziecka od noszenia na rękach, żeby panie nie musiały nosić. No ja bardzo przepraszam, ale taki zawód. Trudny, wiem, podziwiam. Bardzo szanuję żłobki, które inwestują w nosidła miękkie, co odciąża kręgosłupy opiekunek i psychikę podopiecznych. Jako matka nie bardzo sobie wyobrażam, żebym miała nie nosić małego dziecka, które przez większość dnia mnie nie widziało. No chyba, że nie nosicie z innych powodów, zdrowotnych na przykład, ale to już zupełnie inna sprawa.

W przedszkolu nie jesteście petentami

Wszystko pięknie, ale co robić, jeśli nasza wizja i wizja przedszkola nie za bardzo się zgrywają? Otóż, uwaga, zaskoczenie: rozmawiać. A nawet: „wymagać”, jeśli to konieczne. Zarówno w placówce prywatnej, jak i publicznej jesteście klientami, nie petentami. Jednocześnie fajnie jest, kiedy rodzice i nauczycielki mogą ze sobą współpracować w opiece nad dzieckiem. Na pewno jednak warto sobie uświadomić, że MACIE PRAWO do niezgody na coś i do opieki nad waszym dzieckiem w sposób, który jest dla niego najlepszy, oczywiście w miarę technicznych możliwości grupy.

Jest jeszcze jedna kwestia, o której często się wspomina przy okazji rozpoczęcia przedszkola: im bardziej wierzycie, że dziecku będzie tam dobrze, im bardziej ufacie paniom, tym większa szansa, że to zadziała. Nie bez powodu nauczycielki mówią o gotowości przedszkolnej… rodziców. Tak więc głowa do góry, worek z kapciami na ramię i jazda. Dacie radę!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.