Alan Moore, czyli komiks to literatura. I to dla wymagających!

Komiksy nie są głupie!
12 minut czytania
685
1
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
20 sierpnia 2017

Niewiele rzeczy irytuje mnie bardziej niż utożsamianie komiksu z głupią rozrywką, czymś z definicji płytkim i gorszym od innych dziedzin sztuki i kultury. Wszystkim, którzy podzielają taki pogląd przedstawiam jednego człowieka: geniusza, dziwaka, maga i autora najmądrzejszych komiksów na świecie − Alana Moore’a.

Do umieszczenia sylwetki Moore’a w skromnym cyklu “postaci, które uwielbiam, podziwiam i czczę” (do tej pory napisałam o Grahamie Chapmanie i Kalinie Jędrusik − mam rozstrzał w swych upodobaniach, wiem) skłonił mnie tweet o utożsamianiu komiksu z głupotą na profilu, który obserwuję − Półka z kulturą (zamieszczam poniżej).

A także kołaczący gdzieś z tyłu głowy i wywołujący przyjemną ekscytację dość jeszcze świeży news, że Moore kończy wreszcie swój wybitny cykl − “Liga Niezwykłych Dżentelmenów” . I to po tym jak ogłosił, że przechodzi na komiksową emeryturę!

Niżej niż sprzątacz toalet

Alan Moore to postać, której na pewno nie trzeba przedstawiać wielbicielom komiksu. Wyprzedza go legenda twórcy arcydzieł i autora, który zmienił na zawsze oblicze gatunku. Każde z jego wielkich, poddawanych nieskończonym analizom dzieł, takich jak „Strażnicy”, „Z piekła rodem”, “Zagubione dziewczęta”, “Liga Niezwykłych Dżentelmenów” czy „V jak Vendetta” to książki wobec których nie da się zastosować słowa “komiksowe” w charakterze obelgi. Komiksowe − tak, to są komiksy pełną gębą, ale historie wychodzące spod pióra Moore’a dalekie są od wszelkiego uproszczenia czy banału i wymagają od czytelnika erudycji oraz własnej refleksji.

Jako pisarz bywa porównywany z twórcami tej miary, co William Burroughs, Thomas Pynchon czy Ian Sinclair. Jest jednak literackim zjawiskiem na wskroś oryginalnym i niepodobnym do niczego innego. Wyróżnia go umiejętność konstruowania wielowątkowych, skomplikowanych fabuł, które poruszają zarówno wyobraźnię jak intelekt. Jest też zdolny do podjęcia literackiej gry z każdym przeciwnikiem, poczynając od samego Barda Williama Szekspira, którego zdarzało mu się podrabiać na potrzeby swoich komiksów.

alan-moore
fot. mat. prasowe, kolaż igimag.pl

Zadziwiające, zwłaszcza, że jeśli chodzi o formalne wykształcenie Moore zdołał ukończyć jedynie podstawówkę. A w swoim pełnym meandrów życiu zajmował się m.in. handlem narkotykami. Kiedy za sprzedawanie LSD został bezpowrotnie relegowany ze szkoły średniej z opinią socjopaty, podejmował się różnych zajęć, z których go systematycznie zwalniano za palenie trawy. Kiedy wyrzucono go z posady sprzątacza toalet uznał, że jeszcze niżej spaść może tylko zostając autorem komiksów… Pogarda dla tej dziedziny sztuki ma już długą tradycję!

South Park i język epoki neolitu

Jeśli nigdy wcześniej nie słyszeliście o Alanie Moorze to właśnie dlatego, że komiks nader często traktuje się jak najpośledniejszą ze sztuk. A przecież stworzenie wybitnego dzieła w tym gatunku wymaga dokładnie tyle samo talentu i oryginalności, co napisanie genialnej powieści czy nakręcenie filmowego arcydzieła. Zaś Alan Moore jednym kłapnięciem pożera większość cieszących się uznaniem współczesnych pisarzy, a przy tym z upodobaniem oraz bez wstydu czerpie z popularnych gatunków − kryminału, powieści przygodowej czy taniego horroru.

Rozkładając na części pierwsze gatunkowe klisze komiksu superbohaterskiego, popularnego SF, horroru czy powieści kryminalnej Moore potrafi złożyć je w coś nowego, oryginalnego, pięknego i głębokiego. Jest typem genialnego samouka, pożeracza książek, imponującego wiedzą z rozmaitych dziedzin – od fizyki kwantowej, przez demoniczne inkantacje, po encyklopedyczną znajomość serialu „South Park”, który uwielbia.

Alan-Moore
Charyzmatyczny i fascynujący! By Fimb (Alan Moore) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Inspiracje do swojego pisarstwa czerpie zewsząd, pozostając przy tym radośnie niezależnym i pomysłowym. Pierwszy rozdział swojej debiutanckiej powieści „Voice of the Fire” napisał na przykład w wynalezionym przez siebie języku neolitycznym.

Kto umie podrabiać Szekspira?

Prawdziwym poligonem do uprawiania erudycyjnych literackich gier jest dla Moore’a właśnie wspomniana już kilkakrotnie  „Liga Niezwykłych Dżentelmenów”. Sam koncept stworzenia koalicji złożonej z bohaterów wielu odrębnych opowieści wzorowany jest oczywiście na superbohaterskich aliansach, jak istniejąca w uniwersum DC Comics Liga Sprawiedliwości, w skład której wchodzą m.in. Superman, Batman i Wonder Woman czy Marvelowscy Avengers, których znamy coraz lepiej dzięki rozrastającej się sieci filmowych oraz serialowych adaptacji. Przy okazji polecę nasz świeżutki wywiad z odtwórczynią roli Jessiki Jones.

Alan Moore przenosi jednak ten koncept o piętro wyżej, zapraszając na karty swojego komiksu postaci z wiktoriańskich powieści: Minę Murray z „Drakuli” Brama Stokera, Verne’owskiego Kapitana Nemo, Allana Quatermaina znanego z książki „Kopalnie króla Salomona”, Niewidzialnego człowieka z powieści H.G. Wellsa, czy Stevensonowskich doktora Jekylla i Mr. Hyde’a. To znakomity punkt wyjścia do dalszych, niezliczonych wręcz, aluzji, odniesień, kryptocytatów i nawiązań, od których czytelnik może dostać zawrotu głowy, gdy jego mózg będzie próbował wyśledzić wszystkie te rozrzucone tropy.

alan-moore-2
fot. mat. prasowe, kolaż igimag.pl

Niewyżyty talent Moore’a kazał mu też rozpocząć przepyszną zabawę w literackie apokryfy. Rozmaite “podróbki” stylu wybitnych autorów pojawiały się i w „Strażnikach”, i w „Zagubionych dziewczętach”, ale w kolejnych tomach „Ligi” rozmach jest największy. I tak fabuła komiksu − klasyczna przygodówka, jakby nie było − została wzbogacona m.in. o nieznaną sztukę Williama Szekspira (sic!) przedstawiającą założenie Ligi przez Prospera czy literacką perełkę w postaci opowiadania, w którym Bertie Wooster z humorystycznych angielskich powieści autorstwa P.G. Wodehouse’a spotyka jednego z Lovecraftowskich Wielkich Przedwiecznych. Spotkanie jest epickie. I bardzo śmieszne.

Moore potrafi bowiem połączyć wszystko ze wszystkim, mieszać gatunki i konwencje, podporządkowując to żelaznej logice i okraszając magicznym symbolizmem.

„Wedle mojego doświadczenia, życie nie jest podzielone na gatunki. Życie jest przerażającą, romantyczną, tragiczną, komiksową, detektywistyczną i westernową powieścią science fiction. Z odrobiną pornografii, jeśli ma się szczęście” – oto credo autora.

V jak Anonymous

Moore jest też specem od wywrotowych idei. Nawet jeśli nie słyszeliście o nim, to jest duża szansa, że znacie dobrze symbol internetowych aktywistów, którzy zasłynęli m.in.organizacją protestów przeciwko ACTA. Wielu przywdziewało wówczas charakterystyczną białą maską z czarnym wąsem. Ta maska to znak V, bohatera komiksu „V jak Vendetta” autorstwa Moore’a.

Akcja dystopijnej opowieści rozgrywa się w totalitarnej Wielkiej Brytanii, zaś V jest wysublimowanym terrorystą organizującym, dzięki swoim spektakularnym i genialnie skonstruowanym akcjom, masowy, a przy tym  anonimowy, ruch oporu przeciwko opresyjnemu establishmentowi władzy. Idea okazała się na tyle nośna, by Anonimowi wzięli ją jak swoją, a sceny z kart komiksu nagle zaczęły rozgrywać się na ulicach Londynu, Nowego Jorku czy Warszawy. Magia.

alan-moore
Pan mag. By Matt Biddulph from UK (Alan Moore) [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons

Moore jako neopogański okultysta wyraża przekonanie, że magia i pisarstwo to w gruncie rzeczy jedno i to samo. „Czarostwo oznaczało zawsze umiejętność odpowiedniego manipulowania słowami, w sposób pozwalający zmienić ludzką świadomość. Artysta i pisarz to we współczesnym świecie najbliższe odpowiedniki dawnych szamanów” – twierdzi.

Długowłosy, brodaty, o mrocznym wejrzeniu, obwieszony srebrnymi amuletami i siedzący na swym ulubionym trono-podobnym krześle ozdobionym wizerunkiem seferot kabalistycznego Drzewa Życia niebezpiecznie zbliża się do starotestamentowego obrazu Boga Ojca. Co za szczęście, że przynajmniej ma poczucie humoru. I że woli pisać genialne komiksy niż pouczać z ambony.

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
Od ponad dziesięciu lat "robi w słowie" jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.
Put on your red shoes and dance the blues.
AUTOR

Komentarze