Alice Liddell – prawdziwa Alicja, dzięki której poznaliśmy Krainę Czarów

Przygody Alicji po tej stronie lustra
11 minut czytania
1226
0
Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
22 sierpnia 2017

Zaczęło się od prośby o ciekawą opowieść, która umiliłaby upalne, letnie popołudnie. Skromny matematyk dołączył do grona najważniejszych literatów europejskich, tworząc niepozorną opowiastkę o tym, co stało się z Alicją, która nagle porzuciła plan plecenia wianka ze stokrotek na rzecz śledzenia białego królika – i przez króliczą norę dostała się do Krainy Czarów.

W najpopularniejszej adaptacji książki, animowanym filmie wyprodukowanym przez Walta Disneya w 1951 roku, Alicja wędrująca przez Krainę Czarów ma dość długie blond włosy, przepasane czarną wstążką. Tymczasem dziewczynka, za sprawą której opowieść ta się narodziła, prezentowała się nieco inaczej. Dzięki zachowanym fotografiom można spojrzeć w twarzyczkę małej Alice Liddell – okoloną ciemnymi włosami, sięgającymi do linii ust.

Alice Liddell
Alice w obiektywie Carrolla, Lewis Carroll [Public domain], via Wikimedia Commons

Choć w późniejszych latach autor opowieści o Alicji nie chciał przyznać, że stworzył bohaterkę książki w oparciu o jakąkolwiek realną postać, w pewnym stopniu druga córka państwa Liddell niewątpliwie służyła mu za natchnienie. Specyficznym, sprytnie ukrytym dowodem jest także akrostych, umieszczony na końcu książki opowiadającej o przygodach Alicji po drugiej stronie lustra: pierwsze litery kolejnych wersów układają się w zapis Alice Pleasance Liddell. Być może miał to być sposób subtelnego upamiętnienia osóbki, bez której obie książki nie ujrzałyby światła dziennego.

Charles z Cheshire

Człowiek znany powszechnie jako Lewis Carroll urodził się w 1832 roku w hrabstwie Cheshire. Zanim objawił światu swój talent do snucia fantazyjnych opowieści oraz literacki pseudonim, żył i pracował jako Charles Lutwidge Dodgson. Bystry umysł, zamiłowanie do matematyki i logiki, przyniosły mu życiową stabilizację – do końca swoich dni związany był z oksfordzkim środowiskiem naukowym, choć przejawiał też inne, bardziej artystyczne uzdolnienia.

Lubił zabawę słowami, dla przyjemności układał nie tylko zagadki matematyczne, ale i humorystyczne teksty i akrostychy, które podpisywał pseudonimem. Stworzył go, przekładając swoje imiona na łacinę (Carolus Ludovicus) i powtórnie na angielszczyznę, a następnie zamieniając je miejscami. Jako Lewis Carroll opublikował jeszcze kilka innych utworów literackich, jednak żaden z nich nie dorównał popularnością opowieści o Alicji (nie licząc jej dalszego ciągu, wydanego w 1871 roku tomu Through the Looking Glass and What Alice Found There). Krążyła plotka, że książką była zachwycona sama królowa Wiktoria.

Inną pasją Dodgsona była młoda wówczas sztuka fotografii – obawiał się jednak poświęcić jej bez reszty, rezygnując z pewniejszych źródeł utrzymania. Tymczasem na podstawie zachowanych owoców jego pracy, uznaje się go obecnie za jednego z najwybitniejszych XIX-wiecznych portrecistów: takiego osądu doczekały się zdjęcia dziewczynek, stanowiące znakomitą część zbiorów, jakie po sobie zostawił. To także jego zasługa, że do naszych czasów przetrwały wizerunki małej Alice Liddell.

Bajka dla trzech sióstr

Szczegóły na temat tego, jakie były kulisy powstania opowieści o Krainie Czarów, w pewnym stopniu zdradza wiersz umieszczony na początku książki. Wiadomo z niego, że opowiedzenia bajki domagały się trzy pasażerki łodzi, płynącej powoli podczas parnego, letniego dnia. Rymowany tekścik, odnotowujący wspomnienia autora bajki, wylicza: „Ta pierwsza strasznie jest surowa / I każe zacząć zaraz. / Ta druga ważna chce osoba, / Bym coś o czarach znalazł. / Trzecia przerywa mi wpół słowa, / Chce wiedzieć wszystko naraz” (przekład A. Marianowicza). Według komentatorów scenę tę można dość dokładnie zidentyfikować: jako popołudnie 4 lipca 1862 roku, kiedy to Charles Dodgson i wielebny Robinson Duckworth odbywali krótki rejs Tamizą (prawdopodobnie z Oksfordu do Godstow). Ta wyprawa miała być jednak atrakcją przede wszystkim dla towarzyszących im dziewczynek, którymi były trzy córeczki państwa Liddell: trzynastoletnia Lorina, dziesięcioletnia Alice i ośmioletnia Edith.

Bohaterka surrealistycznej historii została obdarzona imieniem tej słuchaczki, która domagała się, by w opowieści pojawiły się czary – choć warto wspomnieć, że wszystkie trzy dziewczynki są prawdopodobnie ukryte w bajce opowiadanej w trakcie fabuły przez Susła. Perypetie fikcyjnej Alicji bardzo spodobały się wszystkim trzem siostrom, ale to Alice poprosiła, by zostały zapisane. Dodgson ociągał się nieco ze spełnieniem tej prośby, być może nie do końca wierząc w wartość swojej opowiastki. Jednak do listopada 1864 roku przygotował manuskrypt, wzbogacony jeszcze o odręczne ilustracje. Ta urocza, samodzielnie stworzona książeczka, o tytule Alice’s Adventures Under Ground, stała się prezentem gwiazdkowym dla małej Alice.

Down the rabbit hole

Wręczając ten specjalny egzemplarz, Dodgson był już zdecydowany opublikować swój utwór. Początkową wersję, spisywaną na życzenie Alice, dał do przeczytania swojemu przyjacielowi i mentorowi: był to szkocki literat, autor książek dla dzieci i młodzieży, George MacDonald. To właśnie on ośmielił Dodgsona do podzielenia się tą opowieścią ze światem – choć niebagatelną rolę odegrała tu być może także bardzo entuzjastyczna reakcja jego dzieci, które również wysłuchały historii Alicji. Świat rządzący się logiką snu, pełen dziwacznych postaci oraz słów, których próżno szukać w słownikach, od początku przemawiał do wyobraźni słuchaczy w różnym wieku.

W 1863 roku Dodgson przedstawił swój tekst wydawcy, a ten z miejsca zgodził się na współpracę. Podczas dopieszczania przygotowywanej do druku treści, opowieść niemal podwoiła swoją objętość: zyskując między innymi najbardziej rozpoznawalne fragmenty o Kocie z Cheshire i Szalonym Podwieczorku.

Alicja-w-krainie-czarow
Ilustracje Tenniela mocno splotły się z narracją Carrolla, John Tenniel [Public domain], via Wikimedia Commons

Decyzją wydawcy opowieść o niezwykłych przygodach Alicji ukazała się pod tytułem Alice’s Adventures in Wonderland. O sporządzenie ilustracji poproszono profesjonalistę, Johna Tenniela. Dodgson, w ramach udzielania wskazówek, miał przekazać Tennielowi zdjęcia pewnej dziewczynki, ale te wizerunki nie należały do Alice Liddell. Przedstawiona przez ilustratora osóbka wydaje się mieć długie i raczej jasne włosy – co odróżnia ją także od postaci wiele razy naszkicowanej przez samego autora w manuskrypcie. Jest też ubrana w sukienkę i fartuszek – co dla widzów animacji Disneya brzmi znajomo.

Alice Pleasance Liddell

Alice Liddell dorastała w okolicy Oksfordu z bardzo prostego powodu – jej ojcem był Henry George Liddell, ceniony filolog klasyczny, w środowisku naukowym znany jako współautor słownika zwanego skrótowo LSJ (Liddell-Scott-Jones): to klasyczna praca leksykograficzna służąca także obecnie tym, którzy studiują starożytną grekę. W 1855 roku ów Henry Liddell został mianowany dziekanem kolegium w Christ Church i wkrótce sprowadził się w okolice Oksfordu wraz z całą rodziną. Poza wspomnianymi dwiema siostrami (z którymi była najbardziej zżyta), Alice miała jeszcze starszego brata (drugi zmarł jako trzylatek), a później także pięcioro młodszego rodzeństwa.

Również od 1855 roku wykładowcą matematyki w tym samym kolegium był niejaki Charles Dodgson – który szybko nawiązał bliską przyjaźń z rodziną nowego dziekana. Szybko znalazł wspólny język z dziećmi, począwszy od najstarszego Harry’ego – pociechy Liddellów regularnie spędzały czas z Dodgsonem, który zabierał je na pikniki, towarzyszył w zabawach i raczył zabawnymi opowieściami.

Ta zażyłość przerwała się nagle, w 1863 roku, a brak prywatnych zapisków Dodgsona czy zdjęć zrobionych przez niego w tym okresie skłania część komentatorów do zadawania pytań o to, jaki był prawdziwy charakter jego relacji z dziećmi Liddellów. Znawcy przekonują jednak, że zachowanie Dodgsona nie wykraczało poza przyjęte wówczas normy obyczajowe. To, że swobodnie czuł się w towarzystwie dzieci czy że były one według niego wdzięcznymi modelami do zdjęć, to jeszcze zbyt słabe przesłanki, by posądzać go o niewłaściwe skłonności. Możliwe, że zerwaniu kontaktów z Liddellami było winne czyjeś romantyczne zainteresowanie, ale niekoniecznie płynęło ono z jego strony.

Zakochana w księciu

Dalsze losy Alice nosiły pewne baśniowe znamiona. W 1880 roku, w wieku 28 lat, porzuciła panieńskie nazwisko, stając się żoną Reginalda Hargreavesa – człowieka, którego historia zapamiętała jako pierwszoligowego gracza w… krykieta. Krąży jednak wieść, że wcześniej Alice miała także zupełnie niezwykłego adoratora – w postaci księcia Leopolda, najmłodszego syna królowej Wiktorii. Z uwagi na hemofilię nie mógł on poświęcić się karierze wojskowej i dlatego w 1872 roku podjął wszechstronne studia w Christ Church. Tam miał nawiązać przyjaźń z rodziną dziekana, a według zachowanych listów był zakochany w jednej z jego córek.

alicja-w-krainie-czarow
Alicja tez grywała w krykieta…, John Tenniel [Public domain], via Wikimedia Commons

Nie ma żadnych dowodów na to, że chodziło właśnie o Alice, faktem jest jednak, że takie imię książę nadał później swojej jedynej córce, a imię Leopolda otrzymał drugi syn państwa Hargreaves. Niestety, nawet jeżeli między tą parą istniało rzeczywiście jakieś uczucie, raczej nie miało szans na bajkowe zakończenie – bo Alice, choć pełna osobistego uroku, nie była przecież odpowiednio wysoko urodzoną arystokratką.

Alice Hargreaves została matką trzech synów: Alana, Leopolda i Caryla. Wszyscy trzej walczyli podczas I wojny światowej, ale tylko najmłodszy z niej wrócił. Ten cios od losu wpłynął bardzo mocno na Reginalda, który podupadł na zdrowiu i uczynił Alice wdową w 1926 roku. Choć po mężu został jej dom, koszty utrzymania się znacznie przerastały jej możliwości. W pewnym momencie była zmuszona sprzedać jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie pozostawały w jej posiadaniu – manuskrypt sporządzony przez Dodgsona, który dostała od niego w prezencie przed laty. Sprzedany domowi aukcyjnemu za cenę przekraczającą 15 tysięcy funtów, wyjątkowy egzemplarz trafił później w ręce amerykańskiego biznesmena.

Alethea,_by_Julia_Margaret_Cameron
Alice jako młoda dziewczyna, tym razem w obiektywie słynnej brytyjskiej fotografki Margaret Cameron [Public domain], via Wikimedia Commons

Zaskakujący epilog

W 1932 roku ów rarytas został jedną z głównych atrakcji, które uświetniały zorganizowane na Uniwersytecie Columbia obchody setnej rocznicy urodzin Lewisa Carrolla. Na uroczystość została zaproszona także licząca już sobie 80 lat Alice Liddell – przy tej okazji planowano także przyznać jej honorowy tytuł doktora. Ekscytująca podróż do Nowego Jorku przyniosła także inne symboliczne wydarzenie: Alice poznała osobiście Petera Llewelyna Daviesa, który był inspiracją do stworzenia postaci Piotrusia Pana.

Sam manuskrypt, z którym Alice musiała się wcześniej rozstać i który zobaczyła ponownie w Nowym Jorku, wrócił ostatecznie do Wielkiej Brytanii. Po tym jak zmarł jego kolejny właściciel, egzemplarz wszedł w posiadanie amerykańskiego stowarzyszenia bibliofilów – a ci po wojnie przekazali go Imperium Brytyjskiemu, w ramach uznania za dzielne stawianie oporu Hitlerowi. Niegdysiejszy gwiazdkowy prezent Alice jest obecnie pilnie strzeżony przez narodową Bibliotekę Brytyjską.

Alice dożyła wieku 82 lat. Jej nagrobek znajduje się na cmentarzu przylegającym do kościoła pod wezwaniem Świętego Michała i Aniołów w Lyndhurst, w hrabstwie Hampshire. Choć jest tam podpisana jako „pani Reginaldowa Hargreaves”, na płycie nagrobnej znajduje się też adnotacja, że chodzi o tę Alice, bez której nie byłoby książkowej Krainy Czarów. A bez zawartych w niej obrazów, sylwetki rezolutnej Alicji i tylko pozornie absurdalnej treści, trudno wyobrazić sobie współczesną popkulturę.

Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
Z wykształcenia polonistka i krytyk literacki: przez zamiłowanie do pracy ze słowami i odkrywania opowieści wszędzie tam, gdzie to możliwe. Na co dzień redaguje i poprawia cudze, ale przede wszystkim tworzy własne teksty, nie stroniąc od wyzwań i eksperymentów. Z drobnych zapisków złożyła także autorski tomik poetycki "Ze zzieleniałymi oczami". Miłośniczka wielu oblicz sztuki, także tej użytkowej - w wolnych chwilach zamiast słów poskramia różnego rodzaju nitki.
AUTOR

Komentarze