Charlize Theron: Atomowa blondynka

Kino akcji z kobietą w roli głównej
7 minut czytania
491
0
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
3 sierpnia 2017

Lubię ten gatunek. Nieporozumieniem jest twierdzenie, że kobiety go nie lubią” – przyznaje Charlize Theron, zapytana o kino akcji. „Atomic Blonde” jest tego najnowszym potwierdzeniem.

Rola niepowstrzymanej zabójczyni, rozprawiającej się z tabunami dybiących na nią mężczyzn, cementuje Theron jako ikonę gatunku, ale też symbolicznie uwypukla stały motyw jej filmografii – opór względem ustalonego męskiego porządku.

Theron na premierze „Atomic Blonde” (fot. Kathy Hutchins/Shutterstock.com)

Dla „Atomic Blonde” to moment idealny. Film wchodzi na ekrany świeżo po sukcesie „Wonder Woman”, łapiąc się na wzbierającą falę rozfeminizowanych blockbusterów, dowodzących, że na kino akcji z kobietą w roli głównej jest, wbrew temu co sądzono jeszcze dekadę temu, popyt. Oba filmy łączy coś jeszcze. „Otwieram gazetę, na jednej stronie widzę Gal Gadot, a na drugiej Charlize Theron. To przecież moje dziewuchy!” – emocjonuje się Patty Jenkins, reżyserka „Wonder Woman”. Przed laty, obsadzając Theron w roli głównej w „Monster” (2003), to właśnie ona sprawiła, że zaczęto postrzegać ją przez pryzmat umiejętności aktorskich, nie urody. Wcielając się w niesławną morderczynię Aileen Wuornos, Theron zdobyła Oscara, Złoty Glob i Srebrnego Niedźwiedzia.

Zimnokrwista zabójczyni

Rola w „Monster”, trudna pod względem emocjonalnym, ale i fizycznym, bo odegranie Wuornos wymagało przybrania na wadze i codziennego nakładania wielu warstw szpecącej charakteryzacji, zbudowała renomę Theron. Nie tylko unaoczniła jej głód wyzwań i gotowość do poświęceń, ale przede wszystkim pokazała wszechstronność. Będąc Wuornos, Theron dostrzegła w swojej postaci głęboką ambiwalencję: pokłady wzbierającej frustracji i niekontrolowanej agresji, ale też prześladujące ją piętno seksualnej przemocy ze strony mężczyzn – ojczyma, klientów. Prawdziwa Wuornos była zimnokrwistą zabójczynią, ale także ofiarą skomplikowanych okoliczności, a Theron doskonale to rozumiała. Sama nie pochodziła z idealnego domu – ojciec był alkoholikiem. Gdy miała 15 lat, matka zabiła go w obronie własnej, gdy pijany wygrażał im bronią. Wspomnienie tego wydarzenia zostało z nią na zawsze, ale jak sama przyznaje, nie pozwoliła, by pokierowało jej życiem.

Charlize Theron jako Aileen Wuornos (fot. materiały prasowe)

Gdy w wieku 18 lat pojawiła się w Hollywood, miała ze sobą 300 dolarów i starą, pozszywaną walizkę. Szybko została dostrzeżona – dzisiaj każdy zna historię, jak została odkryta przez agenta, gdy kłóciła się z pracownikiem banku. Rzadziej wspomina się, że szybko go zwolniła, gdy okazało się, że podsuwa jej tylko role striptizerek i seksownych kosmitek. Od samego początku walczyła z narzucanym jej wizerunkiem. Spośród ról seksownych blondyneczek wybierała te, które przełamywałyby schemat ozdobnika. W swoich pierwszych rolach mówionych – post-Tarantinowskich „Dwóch dniach z życia doliny” i komedii muzycznej „Szaleństwa młodości” (obu z 1996) – grała postaci roszczeniowe i egoistyczne, ale niepozbawione własnych ambicji i jasno określonych celów.

Rozfeminizowana bohaterka

Długo odmawiano jej aktorskich wyzwań, ale gdy mogła, pokazywała, że ma odpowiednie „warunki”. Pierwszym tego dowodem był „Adwokat diabła”, gdzie jako żona prawnika, uwiedziona i złamana przez jego demonicznego pracodawcę, okazała się prawdziwie przejmująca. Ale to nie otwarło przed nią żadnych nowych drzwi. Przebierając w scenariuszach potrafiła więc przekornie wybrać rolę mniejszą, nieatrakcyjną, czasem wręcz epizodyczną. Przyciemniała włosy, zmywała makijaż, wtapiała się w tło – wszystko, byle zaczęto brać ją poważnie. Kartę przetargową zyskała dopiero po „Monster” – jej umiejętności aktorskie zostały usankcjonowane szeregiem nagród i nominacji, a z aktorki szukającej ról stała się aktorką dostającą je. „Dzięki Patty [Jenkins] wspięłam się na Everest i odtąd nie musiałam robić ani jednego kroku wstecz” – przyznała po latach.

Charlize Theron w filmie „Atomic Blonde” (fot. materiały prasowe)

„Atomic Blonde” jest swoistym zwieńczeniem zapoczątkowanej wtedy drogi – autorskim blockbusterem, zrealizowanym na własnych warunkach, z silnym zacięciem feministycznym – ale Theron po raz pierwszy zmierzyła się z gatunkiem już w 2005, przyjmując rolę w „Æon Flux”, aktorskiej wersji animowanego serialu sci-fi z lat 90. Moment wydawał się odpowiedni – wielkie sukcesy święciły wówczas rozbuchane adaptacje komiksów i gier. Z jednym istotnym zastrzeżeniem: ich bohaterami byli najczęściej mężczyźni. Chłodny, futurystyczny produkcyjniak z rozfeminizowaną bohaterką nie spotkał się z przychylnym przyjęciem, przynosząc straty rzędu kilkudziesięciu milionów dolarów.

Bez upiększającego filtra

Theron realizowała się więc na drugim polu, sama wydeptując sobie ścieżkę: grywała kobiety prześladowane i represjonowane, ale silne na tyle, by móc się temu przeciwstawić. Zawsze niezłomne, zawsze stające w opozycji do mężczyzn i ich perspektywy. Była molestowaną górniczką w „Dalekiej północy” (2005), policjantką mierzącą się z seksizmem w „W dolinie Elah” (2007) czy samotną matką w „Śnie na jawie” (2008), za każdym razem łamiąc jakieś niepisane tabu. Prawdziwie wywrotowa okazała się w „Kobiecie na skraju dojrzałości” (2011), gdzie nie bała się pokazać kobiecości takiej, jaką nie chcą jej widzieć mężczyźni – zmęczonej, zwykłej, pozbawionej upiększającego filtra.

Reakcje, z jakimi się wówczas spotkała, wiele mówią o postrzeganiu kobiet w Hollywood. O jej wyglądzie w „W dolinie Elah” pisano m.in. tak: „Theron chowa urodę pod męskimi ciuchami i ciemną farbą” „jest nierozpoznawalna”, „cierpi na poważny defekt urody”, „powinna jak najszybciej zagrać w jakiejś seksownej komedii”. Aktorkę, zwykle nieprzejmującą się podobnymi uwagami, tym razem to zabolało. „To mój naturalny kolor włosów i ja bez makijażu” – mówiła. W ostatnich latach jeszcze zradykalizowała swój wizerunek: w „Mad Maksie: Na drodze gniewu” (2015), gdzie symbolicznie kradła film tytułowemu bohaterami, była pokryta pyłem, ogolona na łyso, a jej postać miała mechaniczną protezę ręki. „Jeszcze nie widzieliście wszystkiego” – mówiła wtedy.

W tym sensie „Atomic Blonde”, na planie którego pracowała z poświęceniem (skręciła kolano, obiła żebra i straciła dwa zęby), pozwalając, by w trakcie kolejnych potyczek jej seksapil znikał pod warstwami krwawych sińców i wzbierającej opuchlizny, jest jak najlepsza zemsta.

Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
Krytyk filmowy i publicysta popkulturowy. Prowadzi stronę Pop Glitch
AUTOR

Polecamy

Komentarze