Chemia miłości, czyli co dzieje się w naszym organizmie gdy jesteśmy zakochani?

Ulubiona używka ludzkości
6 minut czytania
1296
0
Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
1 sierpnia 2017

Osobę zakochaną możemy rozpoznać na pierwszy rzut oka. Zaróżowione policzki, gładka cera, błysk w oku, który tak naprawdę jest niczym innym jak rozszerzonymi źrenicami − to wszystko zdradza, że właśnie zostaliśmy ugodzeni strzałą Amora. A co dzieje się w środku − nie tyle w sercu, co w mózgu?

Euforia, gadatliwość, drżące ręce i rozkojarzenie − któż z nas choć raz nie czuł się w ten sposób? Co więcej, osoby przeżywające stan zakochania nie widzą żadnych problemów i trudności. Na przyszłość patrzą optymistycznie, są pewne swojej siły i tego, że poradzą sobie z każdym, największym nawet problemem. Co sprawia, że często jedno spotkanie wywołuje w nas taki stan? Co dzieje się w naszym organizmie i co powoduje tzw. “motyle w brzuchu”? Odpowiedź na to pytanie jest prosta − wszystkiemu winne są hormony.

Cały ten system to tylko hormony

Hormony rządzą miłością

Spotkanie osoby, która przypada nam do gustu to prawdziwy szok dla naszego organizmu. Rozpoczyna się wtedy hormonalna burza, która potrafi kompletnie nas odmienić. To właśnie ten stan wytwarzania przez nasz organizm dużych ilości pewnych neuroprzekaźników znamy jako “zakochanie”. Co ciekawe, niektóre z hormonów nie są przez nas wytwarzanie na co dzień, inne zaś produkowane są w znacznie mniejszych ilościach. Przyjrzyjmy się tym substancjom − to właśnie one sprawiają bowiem, że ze szczęścia tracimy głowę.

Zakochanie to stan ciągłej euforii. Winę ponosi za to fenyloetyloamina. Jej działanie możemy porównać do  narkotyków, choć jest to porównanie dość dla niej krzywdzące. Fenyloetyloamina jest bowiem nieszkodliwa dla naszego zdrowia. Wydziela się w naszym organizmie nie tylko podczas dotyku czy pocałunków z obiektem uczuć. Często wystarczy nawet samo myślenie o naszej drugiej połówce.

Kolejny hormon, który sprawia, że patrzymy na świat przez różowe okulary i czujemy, że możemy wszystko, to dopamina. Co ciekawe, jest on spokrewniony z amfetaminą. Nic więc dziwnego, że zakochani często zachowują się jak “na haju”. Dopamina to hormon, który sprawia, że nie tylko nie dostrzegamy wad naszego partnera, ale również jesteśmy skłonni wiele dla niego poświęcić, wyjść ze swojej strefy komfortu. Jeśli widzimy chłopaka, który piątą godzinę biega po galerii handlowej za swoją dziewczyną nosząc papierowe torby pełne ubrań i do tego wciąż się uśmiecha, możemy być prawie pewni, że jest on pod silnym działaniem tej substancji. Podobnie jak dziewczyna, która najnowsze szpilki brudzi błotem na rajdzie motocyklowym.

Spotkanie osoby, która przypada nam do gustu to prawdziwy szok dla naszego organizmu

Kolejnym hormonem, który przestawia świat osoby zakochanej do góry nogami jest noradrenalina. To środek dopingujący, który sprawia, że nie chce nam się pić, jeść i spać, za to chodzimy jak na lekkim rauszu. Jeśli pamiętamy każde słowo i gest ukochanej osoby, każdą sekundę ostatniego spotkania, również możemy być pewni, że w naszym organizmie stężenie tego hormonu jest naprawdę bardzo wysokie.

Feromony − prawda czy mit?

Wiele osób przypisuje niezwykłość stanu zakochania nie tylko hormonom, ale również substancjom znanym jako feromony. Są to bezwonne substancje, które odbieramy poza naszą świadomością. Obecnie możemy znaleźć na rynku perfumy, które mają je zawierać i pomóc nam w robieniu wrażenia na płci przeciwnej. Czy to jednak działa?

Cóż, specjaliści są dość sceptyczni. Co prawda, udowodniono, że feromony istnieją i wpływają na zachowania seksualne w świecie zwierząt przyczyniając się do wzmożonej produkcji hormonów, ale nie udowodniono takiego do końca w przypadku człowieka. Warto również dodać, że syntetyczne odtworzenie zapachu ciała człowieka wciąż nie jest możliwe. Nie warto więc decydować się na drogi flakon, który ma nam pomóc w znalezieniu drugiej połowy.

Nic nie trwa wiecznie

Stan narkotycznego upojenia wywołanego przez burzę hormonów w naszych ciałach nie trwa jednak wiecznie. Po upływie 2-4 lat substancje wytwarzane przez nasz organizm przestają na nas działać. Czas ten oznacza zazwyczaj koniec namiętności i wielkich miłosnych uniesień. Czy powinniśmy się tym smucić? Nie do końca − nikt z nas nie jest w stanie funkcjonować “na haju” przez całe życie. Dobrze więc, że burza w naszym organizmie ulega stopniowemu wyciszeniu.

Po upływie 2-4 lat substancje wytwarzane przez nasz organizm przestają na nas działać

Niestety, istnieje spora grupa osób, która uzależnia się od niezwykłego stanu zakochania i po upływie około 3 lat po prostu wchodzą w nowe związki. To właśnie z tego powodu tak wiele par rozstaje się właśnie w tym czasie. Na szczęście jednak nie musi tak być. W ustabilizowaniu swojego związku i w dalszym byciu razem po raz kolejny pomaga nam nasz organizm. Endorfiny, czyli hormony, które wywołują uczucie szczęścia i spokoju w połączeniu z oksytocyną, która odpowiada za poczucie czułości i bliskości, pozwalają nam osiąść w stałym związku i odczuwać satysfakcję.

Nie myślmy jednak, że wszystko zadzieje się samo. Aby utrzymać poziom tych substancji na odpowiednim poziomie nie możemy zapomnieć o okazywaniu sobie czułości oraz o seksie. W związkach, w których brakuje tych elementów, a zamiast nich pojawia się stres i częste kłótnie poziom tych ważnych hormonów maleje. A stąd już tylko krok do zobojętnienia i rozpadu związku.

Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
Zawodowo freelancer copywriter, w przeszłości blogerka. Osoba, która próbuje na nowo odnaleźć się w opowiadaniu historii. Zamieszkała na głębokiej, ale malowniczej prowincji, gdzie pójście do sklepu po bułki to logistyczna wyprawa. Jest mamą, lubi być dobrą żoną. A przynajmniej tak o sobie myśleć. Tuż przed magiczną granicą trzydziestego roku życia wciąż dziwi się światu i lubi o nim mówić.
AUTOR

Polecamy

Komentarze