Ćwierć wieku łososia: kolejny genetycznie modyfikowany produkt trafił na rynek

Nie wszystkim się to podoba...
8 minut czytania
689
0
Emilia Grim
Emilia Grim
6 sierpnia 2017

Pierwsze dni sierpnia 2017 roku przyniosły przełom. Na stoły nieświadomych niczego konsumentów w Kanadzie trafiło bowiem cztery i pół tony łososiowego mięsa, pochodzącego z odmiany genetycznie modyfikowanej.

Biologia molekularna dostarcza, niezależnie od sezonu ogórkowego. W dowolnym momencie można dołączyć do debaty na temat mięsa wyhodowanego w laboratorium i związanych z tym konotacji etycznych, wyprodukowano pierwsze ludzkie embriony z usuniętą wadliwą wersją genu odpowiedzialnego za wadę serca, a na dodatek odkryto, że cząsteczka DNA niekoniecznie zbudowana jest tak, jak mówiła pani od biologii. Czyli można coś przespać, a kiedy się człowiek obudzi, to i tak będzie na czasie i będzie się mógł wypowiedzieć.

Ćwierć wieku łososia

Tak właśnie jest i ze sprzedawanym w Kanadzie łososiem. Firma AquaBounty Technologies z Massachusetts czekała na ten moment ćwierć wieku, odkąd w 1995 roku złożyła odpowiednie dokumenty wymagane przez FDA (amerykański urząd zajmujący się bezpieczeństwem żywności). Pierwszy modyfikowany genetycznie łosoś tej firmy rozprostował płetwy w 1989 roku w Panamie. FDA wydała odpowiednie decyzje 2 lata temu, dając produkcji zielone światło, a także zezwalając na kontrowersyjny dla wielu organizacji tzw. ekologicznych brak specjalnych oznaczeń.

Na kanadyjski rynek trafiły pierwsze modyfikowane genetycznie łososie AquaAdvanatge

Cała modyfikacja naszego różowego bohatera nie polega na wbudowaniu mu genów kodujących supermoce. Nie są to geny powodujące łatwiejsze oddzielanie części jadalnych od niejadalnych, odporności na toksyny albo przeróżne rybie patogeny, będące zmorą produkcji ryb. Chodzi po prostu o hormon wzrostu. Nasz nowy łosoś produkuje go więcej, więc rośnie szybciej – dwukrotnie szybciej osiąga wielkość docelową, jest nieco większy niż naturalnie hodowane ryby i jego hodowla zamiast trwać 3 lata, trwa 18 miesięcy. Dodatkowo, ponieważ cały czas muszą być stosowane rygorystyczne metody uniemożliwiające łososiom AquaAdvantage (tak brzmi oficjalna nazwa zmodyfikowanej ryby) wydostanie się do środowiska naturalnego, izolacja ma zapewnić brak konieczności walki z popularnymi chorobami ryb i w ten sposób obniżyć koszty produkcji.

Kasa, misiu, kasa

Jeśli chodzi o finanse, firma została prawie zniszczona przez ćwierć wieku przebywania w urzędniczej martwej strefie. Na pewnym etapie musiano zredukować załogę o 50 proc., a w zeszłym roku musiała odsprzedać swój dział badań i rozwoju. Jeszcze w marcu stanęła w obliczu pustki w kasie. Poniesione koszty szacowane są na około 60 milionów dolarów, a farma w Panamie, według najbardziej optymistycznych prognoz, może wyprodukować mięso o wartości około miliona dolarów rocznie. Nie wydaje się to jednak być wielkim problemem, ponieważ firma planuje także sprzedawać ikrę, a podmioty chcące produkować genetycznie zmodyfikowane łososie będą miały już ułatwione procedury rejestracji i dopuszczenia produktu finalnego na rynek. AquaBounty ma nadzieję rozszerzyć działalność na Amerykę Południową i Chiny.

Ciekawy może wydać się fakt, że „w trosce o konsumentów” amerykańska sieć supermarketów Whole Foods zadeklarowała, iż nie będzie sprzedawać genetycznie modyfikowanych ryb. Równocześnie Alaska i Oregon, eksportujące dzikie łososie, lobbowały przeciwko dopuszczeniu ryb AquaAdvantage na rynek powodowane troską o wpływ na naturalną populację łososia oraz… przewidywanym spadkiem cen łososia hodowlanego. Lisa Murkowski, senator z Alaski, nazywa genetycznie modyfikowane łososie „fałszywymi rybami”, co wydaje się mówić dość o jej merytorycznym podejściu do zagadnienia. Szczególnie troska o dziką przyrodę wydaje się tu podejrzana, jako że ryby produkowane przez AquaBounty są bezpłodne i wszystkie są samicami. Oczywiście, natura nauczyła sobie radzić z takim problemem, jednak naukowcy także mają tego świadomość.

AquaBounty zamierza sprzedawać hodowlom jajeczka genetycznie modyfikowanego łososia

Ta straszna biotechnologia

Przykład AquaBounty stał się na wiele lat przestroga dla innych firm biotechnologicznych, które zajęły się rozwiązaniami użytecznymi raczej dla rynku medycznego niż spożywczego. Ludzie wydają się być bardziej tolerancyjni dla inżynierii genetycznej w służbie medycyny.  Stanowisko Jamesa Westa, genetyka z Vanderbilt University, a jednocześnie współzałożyciela firmy AgGenetics, jest znakomitym przykładem jak zaszczuci czują się naukowcy zajmujący się genetycznie modyfikowaną żywnością. „Ktoś musiał być pierwszy i cieszę się, że to oni, a nie ja. Gdyby im się nie powiodło, zatrzymałoby to postęp w dziedzinie genetycznie modyfikowanych zwierząt na kolejne pokolenie”.

Dlaczego więc Kanada, a nie Stany Zjednoczone? Kanadyjska agencja do spraw bezpieczeństwa żywności wydała stosowne zezwolenia pół roku po amerykańskiej FDA, jednak w Stanach cały czas toczy się batalia o konieczność oznakowania genetycznie zmodyfikowanej ryby.

Zwolennicy dopuszczenia modyfikowanych genetycznie łososi na rynek konsumencki dowodzą, że po raz pierwszy w historii produkcja mięsa ryb tego gatunku stałaby się przewidywalna oraz zmniejszyła presję na populację dziko żyjących łososi. Dodatkowo umożliwiłaby przesunięcie produkcji w dogodne ekonomicznie miejsca i pozwoliła na stworzenie miejsc pracy.

Emilia Grim
Emilia Grim

Mieszka i pracuje tam, gdzie aktualnie ją poniesie. Blogerka i fotograf-amator. Pisze o filmach, książkach i serialach dla portalu gazeta.pl, współpracuje też z serwisami podróżniczymi. W wolnych chwilach szuka tanich biletów lotniczych, gotuje i dużo czyta.


AUTOR

Komentarze