Dyskryminacja i upupianie ojców. Czy zajmowanie się dziećmi jest „niemęskie”?

Z życia rodziców
8 minut czytania
2037
0

Jesteśmy rodzicami od prawie pięciu lat. Od urodzenia naszego starszego dziecka z fascynacją obserwuję, jak mój partner naturalnie wchodzi w ojcostwo, tak lekko, jakby przygotowywał się do tego całe życie. Tymczasem to ja od wczesnej młodości marzyłam o dzieciach, a potem czytałam tony poradników. On, zupełnie po prostu, intuicyjnie, jest tatą. I to jakim!

W pokoleniu naszych rodziców, dziadków i pradziadków (a im dalej, tym gorzej) ojcowie nie za wiele zajmowali się dziećmi. Zwykle bywali to „niedzielni tatusiowie”, bawiący się z dziećmi w weekendy lub jedynie próbujący je w te weekendy „wychowywać”. Z doświadczenia tego nie wiem, ale mam wrażenie, że jeszcze dwa pokolenia temu ojciec służył głównie jako straszak: „Zobaczysz, powiem tacie”. Z wielką przyjemnością obserwuję więc moich kolegów w roli rodziców. Patrzę na ich zaangażowanie i wrażliwość. Wciąż jednak jest z tym ojcostwem problem, a właściwie mnóstwo problemów, a jednym z największych jest… dyskryminacja.

Niemęskie zajęcie?

Prawdziwy facet nie zmienia pieluch

Dyskryminacja ojców ma kilka aspektów. Jeden z nich wyrasta z przekonania o tradycyjnych rolach mężczyzny i kobiety. Wiadomo, że baby nadają się do garów i dzieci, a facet musi polow… znaczy zarabiać, pić piwo i rechotać z kumplami. Dzieci nie chodzą do pracy, nie piją alkoholu i nawet rechoczą jakoś cicho, więc Prawdziwy Mężczyzna nie ma przy nich nic do roboty. No bo kaman, nie będzie przecież zmieniał pieluch, prowadzał do lekarza ani bawił się w „a kuku”. Jeśli baba jest w domu, to niech się zajmuje, a jeśli jej nie ma, to znaczy, że miała za długi łańcuch, hehe.

Ja wiem, że to brzmi jak wykopaliska z poprzedniego stulecia, ale naprawdę znam ludzi, dla których ojciec zajmujący się własnymi dziećmi to po prostu zwykły pantoflarz.

Facet po prostu tego nie potrafi

Gorzej, że jak już facet się tymi dziećmi zajmuje, to czeka go nieustanna kontrola ze strony partnerki. Mamy bowiem wpojone, że tylko my, kobiety, zrobimy to dobrze. On, biedaczek, nie da sobie przecież rady! Nie umie, zapomni, pomyli. Więc bombardujemy tysiącem pytań: „Które spodnie jej dałeś? Te nie, za grube. Podałeś leki? Ile mililitrów? Myli zęby? Pewnie znowu zapomniałeś!” (tak, ja też to robię). Upupianie ojców ma się w Polsce świetnie. Bo facet to takie duże dziecko, prawda? Jak nie dopilnujesz, to nic nie będzie zrobione jak należy!

Cierpią na tym obie strony. Kobiety, bo nie dają sobie prawa do wolnego, do odpuszczenia tej ciągłej kontroli. I mężczyźni, którym partnerki stają na drodze do pełnoprawnego rodzicielstwa. Jasne, że jeśli jeden z rodziców spędza w domu mniej czasu, to będzie mniej zorientowany, gdzie co leży. Jeśli nie spędza dnia z dzieckiem, nie zna jego rutyny. Tylko co z tego? Czy przez to jest gorszym rodzicem?

Zresztą Bóg nie chce, żeby mężczyźni zmieniali pieluchy

Ojcowie dyskryminowani są też w przestrzeni publicznej. Wszędzie tam, gdzie są specjalne miejsca lub ułatwienia dla „matki z dzieckiem”, zajęcia dla „mam z maluszkami”, warsztaty dla rodziców (odbywające się niezmiennie w dni powszednie przed południem). Tak, w naszym kraju nadal dziećmi zajmują się głównie matki, ale byłoby miło, gdyby system był nieco bardziej równościowy. Również kwestia urlopów rodzicielskich wymaga uregulowania. Obecnie ojciec ma prawo do dwóch tygodni urlopu po narodzinach dziecka i do części urlopu macierzyńskiego lub wychowawczego, jeśli matka dziecka nie wykorzysta go w całości. Unijną dyrektywę wprowadzającą obowiązkowy czteromiesięczny urlop dla ojców odrzucono w polskim Sejmie i Senacie, przy czym senator PIS Jerzy Czerwiński stwierdził, że Bóg nie chce, żeby mężczyźni zajmowali się dziećmi. Nie powiem, poważnie obraża to moje uczucia religijne.

While cats away, the mice will play – mainly in our bathroom. With @mother_of_daughters out tonight, it was left to me to follow the sounds of glass bottles being dropped & squeaks of delight as caps eventually came off things. Eventually I found this particular mouse / cat buglar (that looked suspciously like Delilah) in an ill fitting set of PJs helping herself to 'night cream', what ever that is. No wonder my face is as lined as a ploughed field, all our products have been slowly but surely used by little people as if it was a tester rack in a dept store. If only it was as easy as picking them up by the scruff of the neck – removal of the offending article /child now involves them throwing themselves backwards like a high jumper perfecting the fosbury flop with such force, you wonder if they are actually invertebrates. (Fyi you can get my t shirt from the link in my bio, it's for the Winston's wish charity). #spinelessthieves #timeforhighershelves #nowonderilooklokeshit #thisisntatesterrack #FatherofDaughters #fod #dadlife #instadad

A post shared by Simon, also known as FOD (@father_of_daughters) on

Na tle tego całego obrazu pociesza mnie polska i zagraniczna blogosfera, coraz bogatsza w ojców, którzy piszą, instagramują i robią filmy o rodzicielstwie, najwyraźniej nie tracąc przy tym męskości – jakkolwiek by ją pojmować. Dla mnie na przykład niewiele jest bardziej seksownych widoków niż badass dad z latarką w zębach, ostrożnie obcinający śpiącemu dziecku paznokcie. True story.

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.