Dziennik Telewizyjny, czyli powrót do przeszłości

Prosimy nie regulować odbiorników!
6 minut czytania
569
0
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
21 sierpnia 2017

„Dziennik Telewizyjny” w latach 80. oglądałem regularnie. Był dla mnie przerwą między bajką, a filmem albo teatrem telewizji. Kiedy TVP Historia zaczęła je przypominać uśmiechałem się, patrząc z pewną nostalgią. Do momentu, aż zobaczyłem „nowe” wiadomości w TVP. Zaczęły dramatycznie przypominać to, co telewizja pokazywała w latach 70. i 80. A to już nie jest śmieszne.

„W Wilanowie odbyła się druga część konferencji: Chrześcijanie w socjalizmie, doświadczenia i perspektywy. Spotkanie było poświęcone roli chrześcijan w walce o pokój i sprawiedliwość”.
„Wybory sędziów trybunału konstytucyjnego i interpelacje poselskie wypełniły drugi dzień obrad sejmu”.
Czy te przykładowe materiały z „Dziennika Telewizyjnego” z lat 80. nie brzmią dziwnie współcześnie?

prl-telewizor
Ale teraz już nie oglądamy na takich teleodbiornikach

Nudny i propagandowy, ale oglądany

Tamte programy rozpoczynała muzyka Wojciecha Kilara i plansza z mapą świata i literami „d” (w białym kolorze) i „t” (w czerwonym − jak ktoś miał kolorowy telewizor). Potem widzieliśmy dyktę obłożoną siwym materiałem z przyklejonymi karteczkami z aktualną datą. Na jej tle prowadzący Krzysztof Bartnicki, przypominający Adama Carringtona z „Dynastii”, czyta z kartek rozłożonych na stole m.in.:

„Ogłoszono wyniki plebiscytu na mistrza nauczyciela, wychowawcę młodzieży. Na uroczystości obecni byli przedstawiciele rządu i głównego zarządu politycznego Wojska Polskiego”.
albo:
„Ochrona środowiska naturalnego jest pilną koniecznością. W Luksemburgu ministrowie państw EWG uzgodnili, że od 1989 roku w krajach wspólnego rynku będzie można jeździć samochodami spalającymi benzynę niezawierającą ołowiu”.

dziennik-telewizyjny
Tę czołówkę pamiętają wszyscy

Dalej wiadomości sportowe podawane przez Janusza Jóźwiaka. Informacje nadawał ze studia z charakterystycznym zielonym telefonem na blacie. A na koniec tradycyjnie IMGW Pogoda, czyli opady i słońce według Elżbiety „Chmurki” Sommer.

Tak w skrócie wyglądał najbardziej nudny, propagandowy i chyba najchętniej oglądany program PRL-u, przykładowy „Dziennik Telewizyjny” z 30 czerwca 1984 roku.

Powtórka z historii

Kiedy kilka lat temu kanał TVP Historia rozpoczął emisję „Dzienników Telewizyjnych” z lat 80., oglądałem je regularnie. Przypominałem sobie prowadzących, redakcję sportową z Dariuszem Szpakowskim, Jerzym Mrzygłodem, Arturem Szulcem, Andrzejem F. Żmudą, Zdzisławem Zakrzewskim czy Tomaszem Zimochem. Każdy z nich obdarzony specyficznym, niepodrabialnym głosem, no i aparycją godną amantów z serialu „Życie na gorąco”.

Gospodarskie wizyty władz, zdjęcia z wykopków, ale przede wszystkim relacje zagraniczne przekazywane ówczesnym językiem czy raczej nowomową − trudno się przy tych „Dziennikach” nie śmiać.

Szczególnie jak prowadząca Irena Jagielska podczas programu odbiera swój biały telefon na stoliku. Łączy się z realizatorem i słucha wyjaśnień, dlaczego dany materiał nie pokazał się na wizji. Po chwili ciszy informuje widzów, że za chwilę „właściwy materiał ukaże się na ekranie”.

Tej samej Jagielskiej, w październiku 1989 roku, aktorka Joanna Szczepkowska mówi: „Chciałabym podać pewną wspaniałą wiadomość. Czy pani pozwoli, że zabawię się w panią? Otóż, gdybym była na tym miejscu powiedziałabym tak: proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. Po czym wypowiedź zakończyła szerokim uśmiechem. To było chyba najsłynniejsze wydanie wiadomości. Zaraz po tych, wyświetlanych w czasie stanu wojennego, kiedy dziennik prowadzili smutni panowie ubrani w mundury wojskowe.

Ostatni program

Bardzo ciekawy był ostatni program, nadany 17 listopada 1989 roku. Prowadzący informowali m.in.:
„Lech Wałęsa po zakończeniu wizyty w Waszyngtonie udzielił wywiadu Dziennikowi Telewizyjnemu”.
A następnie, wspomniana już i brzmiąca współcześnie wiadomość: „Wybory sędziów trybunału konstytucyjnego i interpelacje poselskie wypełniły drugi dzień obrad sejmu”.
Do tego materiał: „Nadal trudno kupić benzynę”. Dowiadujemy się z niego, że jest benzyna lepsza i gorsza. Lepsza jest droższa, kosztuje 950 zł za litr.

Dalej jest równie ciekawie. Prowadzący informuje: „Kilka dni temu nasza reporterka była w Krapkowicach. Dowiedzieliśmy się, że tamtejsza Okręgowa Spółdzielnia Mleczarka płaci okolicznym rolnikom za mleko… masłem”.

Wreszcie wiadomość w stylu Teleexpressu: „W sklepach proszków do prania jak na lekarstwo. W bydgoskiej Pollenie taśma chodzi od świtu do nocy, a magazyny pełne. Dlaczego? Po prostu trzeba płacić za proszek potwierdzonym czekiem albo żywą gotówką. Pollenę zmusili do tego opieszali klienci i nieruchawe banki. Tylko co nas to obchodzi?”.
Jest też o złodziejach w Łodzi, którzy w jednym z bloków ukradli styki do wszystkich wind. Na deser zostawili wyryty na ścianie napis: „Włamałem się”.
Aha, jeszcze informacja o tym, że na łódzkiej Malince skradziono, uwaga, narciarski wyciąg.

W studiu sportowym Dariusz Szpakowski z nieśmiertelnym telefonem na blacie. Komentator w formie, bo pomylił Zair z Kairem, informując, że Egipt wygrał z Kairem 1-0 w eliminacjach do mundialu Italia 90.

Z kartki, bez uśmiechu

W ten sposób była skonstruowana większość wydań „Dzienników Telewizyjnych”. Charakterystyczne było, że na ekranie przez większość czasu oglądaliśmy po prostu prezenterów czytających informacje z kartek. Oczywiście prezenterzy czytali teksty z twardą miną, bez uśmiechu, ale też bardzo często z zająknięciami, błędami albo źle dobranym materiałem filmowym. Ubrani w szare stonowane stroje zlewali się z otoczeniem. Weselej robiło się czasami pod koniec. Emitowano wtedy zazwyczaj materiały o lżejszym ciężarze gatunkowym albo materiały z zagranicy.

„Dziennik Telewizyjny” był nadawany w latach 1958-1989. Zastąpił emitowane przez dwa lata „Wiadomości Dnia”. Pierwsze dzienniki nadawano z 27 piętra Pałacu Kultury i Nauki i zawierały wyłącznie wiadomości… słowne. Do znaczącej zmiany doszło na początku lat 60., kiedy DTV zaczęli czytać profesjonalni dziennikarze, a nie lektorzy jak do tej pory. Korzystano z map i wykresów, no i postawiono ten nieszczęsny telefon.

Na początku rząd karmił propagandą nielicznych posiadaczy telewizorów raz w tygodniu o godzinie 20. Od połowy lat 60. program znalazł się w ramówce o 19.30 i tak już zostało. Później były wydania poranne, popołudniowe (jedno z nich w połowie lat 80. zastąpił „Teleexpress”) i specjalne. Wśród prowadzących „Dziennik” byli m.in. Jan Suzin, Irena Dziedzic, Zygmunt Chajzer.

Znamienne w tej całej historii jest to, że nie tylko „Wiadomości” dzisiaj przypominają tamte programy informacyjne, ale też to, że ludzie reagują w podobny sposób. W 1982 roku mieszkańcy Świdnika w proteście przeciwko propagandzie wychodzili na ulice podczas nadawania „Dziennika Telewizyjnego”. W lutym tego roku mieszkańcy Świdnika zareagowali na program informacyjny Telewizji Polskiej w podobny sposób. Teraz tylko telefony zniknęły ze studia.

„Był instytucją w instytucji. Instytucją najbardziej niesamodzielną, jaką można sobie tylko wyobrazić. Do pokoju redaktora napływały z zewnątrz polecenia i instrukcje, czasami wykluczające się nawzajem” − zdanie o „Dzienniku Telewizyjnym” z książki Dariusza Michalskiego „To była bardzo dobra telewizja” też brzmi jakoś podejrzanie współcześnie.

Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak

Dziennikarz, przede wszystkim muzyczny. Zbieracz zabawek, komiksów i innych przedmiotów z epoki Commodore i Składnic harcerskich. Wszystko trzyma w domu – nie jest łatwo. Prowadzi bloga Bufet PRL.


AUTOR

Polecamy

Komentarze