Misty Copeland – czarny łabędź czy czarna owca amerykańskiego baletu?

Niezwykła historia pierwszej czarnoskórej primabaleriny
11 minut czytania
595
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
10 sierpnia 2017

Balerina powinna mieć małą główkę, łabędzią szyję, długie nogi, śnieżnobiałą cerę oraz smukłą sylwetkę. Czarnoskóra i pięknie umięśniona Misty Copeland żadną miarą nie pasuje do tego schematu.

Jak to się stało, że wielbiona przez samego Prince’a tancerka, która w życiu musiała walczyć nawet o miejsce do spania na podłodze i skromny posiłek, została primabaleriną American Ballet Theatre – jednego z największych zespołów baletowych na świecie?

„Gdy tańczy, frunie w powietrzu jak ptak. Ach, ta Misty – co za energia! Największy talent od lat. Może największy w historii?”. Takie recenzje pojawiały się wiele razy w amerykańskiej prasie. Z naszej perspektywy te zachwyty i fenomen jej popularności mogą być nie do końca zrozumiałe, bo w Polsce Misty, która dwa lata temu została pierwszą czarnoskórą primabaleriną w American Ballet Theatre, nie jest tak popularna jak za oceanem. W 75-letniej historii tej amerykańskiej świątyni tańca w zespole tańczyli wprawdzie Afroamerykanie, zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Niektórym powierzano nawet solowe partie. Ale to Misty Copeland jako pierwsza znalazła się na szczycie baletowej hierarchii.

Nie dla czarnych łabędzi

Zanim pojawiła się Misty, balet był konserwatywny, preferował białych i cierpiał z powodu braku różnorodności. Ona wszystko zmieniła. Narzędzie, którym posługuje się tancerz, musi być idealne. „W balecie najbardziej liczy się wygląd. Może to powierzchowne czy błahe, ale w dziedzinie sztuki, która zasadza się na patrzeniu, a także wdzięku i giętkości, jest to naprawdę ważne”, przyznaje Misty. Nie brakowało ludzi, którzy nie chcieli  czarnych balerin. Uważali, że ich obecność sprawia, iż balet traci autentyczność, romantyzm i szczerość.

Misty, aby przypominać nieziemskie, podobne duchom istoty w białym balecie, pokrywała ciało podkładem w kolorze kości słoniowej. Wtedy jej skóra wyglądała na jaśniejszą. Tancerki z niej żartowały: Misty, jesteś jedyną czarną dziewczyną, a zawsze tańczysz partię zwierzęcia, które musi być białe. Gdy po raz pierwszy usłyszała od jednej z koleżanek, że z ciemną karnacją odstaje od reszty zespołu, zwłaszcza wtedy gdy tańczy w „Jeziorze łabędzim”, poczuła, że chce być rzeczniczką „czarnych łabędzi”, takich jak ona i jej poprzedniczki. „Robiłam to dla małych ciemnoskórych dziewczynek”, tłumaczy.

Żelazna Barbie

Misty można nazwać fenomenem nie tylko z powodu jej baletowej kariery, ale także walki ze specyficzną formą rasizmu w amerykańskim balecie. Jest już nie tylko tancerką, ale przede wszystkim wzorem dla wielu dziewczyn, które, tak jak ona, chciałyby przełamywać stereotypy i walczyć z taką formą nietolerancji. Ma za sobą dziesiątki występów w przedstawieniach baletowych, z którymi zjeździła pół globu, ale również rolę w teledysku Prince’a. Została uznana za jedną ze stu najbardziej wpływowych kobiet świata przez magazyn „Time”, a na festiwalu filmowym Tribeca pokazano poświęcony jej dokument „A Ballerina’s Tale”. Poza tym udzieliła wywiadu razem z prezydentem Barackiem Obamą, a od niedawna może się pochwalić Barbie wykonaną na jej podobieństwo.

Stała się pierwowzorem lalki nie tylko z powodu oryginalnej urody (w jej żyłach płynie krew przodków afrykańskich, włoskich i niemieckich) i wyjątkowego wdzięku, ale także nieprawdopodobnego talentu i uporu w dążeniu do celu. Dowód? Niedługo przed premierą „Ognistego ptaka”, w którym grała tytułową rolę, Misty doznała kontuzji. Występowała pomimo niesamowitego bólu. Później dowiedziała się, że to  złamania w kości piszczelowej, które wymagały operacji.

Taniec to ucieczka

Tajniki baletu klasycznego Misty zaczęła poznawać późno, bo w wieku 13 lat. „Umiałam robić szpagat, choć nikt nigdy mnie tego nie uczył. Nogi same wiedziały, co robić. Nie zastanawiałam się, czemu potrafię od razu wykonywać ruchy, które inni  ćwiczą miesiącami, ani czemu moje ręce i nogi  są tak elastyczne jak gumowa taśma. Choreografowie starali się pracować właśnie ze mną, ponieważ wręcz instynktownie zapamiętywałam i naśladowałam ich kroki” – zwierza się w książce „Balerina. Życie w tańcu”. Już wtedy uświadomiła sobie potęgę ruchu i po raz pierwszy poczuła jego medytacyjny czar. W nim znalazła drogę ucieczki.

Walka o wszystko

O Misty zrobiło się głośno w Stanach za sprawą procesu, który dziewczyna wytoczyła matce, kiedy ta domagała się, by córka przerwała treningi.

Misty Copeland do sali treningowej trafiła prosto z boiska do koszykówki. Tam właśnie zobaczyła ją nauczycielka baletu, Cindy Bradley, która już po pierwszej lekcji z dziewczyną przyznała, że nigdy wcześniej nie widziała amatora, który tak szybko uczyłby się pozycji baletowych. Niestety, rodzina Misty odstawała od rodzin większości uczennic szkół baletowych. Dziewczyna wraz z matką i pięciorgiem rodzeństwa mieszkała w motelu przy ruchliwej autostradzie. Miejsce do spania na podłodze i normalny posiłek były czymś, o co należało walczyć. Matka, zmieniająca ciągle życiowych partnerów, nie zaprzątała sobie głowy edukacją córki. Nie stać jej było na puenty, stroje czy treningi. Świat baletu jest światem elitarnym, zwłaszcza w Ameryce, gdzie nie ma państwowych szkół baletowych, lecz prywatne kursy i studia. Nawet przez amatorów jest tam traktowany jak hobby dla dzieci bogatych rodziców.

Trudne kroki na puentach

Na pewno droga do baletu klasycznego byłaby dla Misty o wiele trudniejsza, gdyby nie znalazła opiekunki w postaci swojej nauczycielki, która zachęciła ją do rozpoczęcia treningów, a gdy poznała rodzinę swojej uczennicy i warunki, w jakich mieszkała, postanowiła zabrać ją do siebie. Misty bardzo szybko robiła postępy. Była silniejsza i miała bardziej elastyczne ciało niż większość jej rówieśniczek. Widząc jakiś krok, od razu potrafiła go powtórzyć. Większość baletnic dopiero po trzech latach ćwiczeń jest w stanie stanąć na palcach. Ona robiła to po zaledwie trzech miesiącach.

Misty pod kuratelą dobrze sytuowanej trenerki szybko nabrała nowych nawyków. Zaczęła jeść zdrowe posiłki i zrezygnowała z prostowania włosów. „Cindy usiłowała nadrobić moje braki w obcowaniu z kulturą, będące, jej zdaniem, skutkiem braku czasu mojej mamy, która musiała zajmować się tyloma dziećmi naraz. »Poznasz wielu ważnych ludzi« – zapowiedziała mi. »Musisz wiedzieć, jak  się zachowywać«”.

Kiedy Misty przyjechała w odwiedziny do domu, nie potrafiła się już  porozumieć z rodziną. Matka żądała, żeby córka zerwała z baletem. Artystka jednak nie chciała tego zrobić. Kobieta wpadła w złość. „Uważała, że zadzieram nosa – wspomina Misty – Sądziła, że uważam się za lepszą od nich”.

Wybrałam siebie, czyli balet

Baletnica z pomocą nauczycielki zaczęła walczyć w sądzie o uniezależnienie od matki. Wynajęty przez Cindy prawnik wytłumaczył jej, jak działa ustanowienie samodzielności. Jako samodzielna małoletnia  mogłaby sama podejmować decyzje dotyczące dalszej kariery baletowej i tego, gdzie będzie mieszkać. Nic nie zależałoby od mamy. „Kochałam ją i wiedziałam, że ona też mnie kocha. Nie chciałam jej ranić. Ale czy naprawdę wiedziała, co jest dla mnie najlepsze? Często to my, dzieci, musiałyśmy się nią zajmować, a nie odwrotnie. Musiałam dokonać wyboru. I w tamtej chwili, pierwszy raz, wybrałam siebie. Wybrałam balet”.

Walka o samodzielność jednak przerosła nastolatkę. Dziewczyna nie potrafiła znieść walki między matką a trenerką. Do tego sprawą zaczęły interesować się media. Cała Ameryka żyła tą historią.

„Kamery wyrastały wszędzie, dziennikarze gromadzili się przy gmachu sądu w Torrance, siedzieli nawet przed naszymi drzwiami. Mama oskarżała Cindy i jej męża Patricka, że zmanipulowali mnie, sprawili, że wypełniłam papiery dotyczące niezależności, i domagała się dla nich sądowego zakazu zbliżania się do mnie raz na zawsze”.

Początkowo Cindy i Patrick odpierali zarzuty, walczyli. Powtarzali, że  chcieli tylko, by Misty miała dom i warunki potrzebne młodej, utalentowanej baletnicy. Cindy powiedziała nawet jednemu z reporterów, że gotowa była  adoptować dziewczynę. Ostatecznie jednak Misty wycofała wniosek o uniezależnienie.

„Na pewno wiem, że mama gorąco mnie kochała i że Bradleyowie też mnie kochali. Że nie byłabym tu, gdzie jestem, bez ich oddania, gotowości do poświęceń. Bez nich nie nauczyłabym się wygłaszać własnych opinii. Bradleyowie nauczyli mnie krytycznego myślenia i zawsze będę im za to wdzięczna”, podkreślała.

Praca z Prince’em dała mi wiarę

Misty miała szczęście spotykać na swej drodze osoby, które dodawały jej otuchy i zachęcały do tańca. Jedną z nich był Prince, fan baletu, często przychodzący na jej przedstawienia. Współpracowała z nim przy wielu projektach, występowała na koncertach i w teledyskach. „Prince kipiał energią, a jednocześnie był opanowany. A jego fani byli mu oddani tak samo jak on im. O takim rodzaju mistrzostwa i porozumienia z publicznością marzyłam dla siebie”, mówiła baletnica.

Misty cały dzień miała próby z baletem, a potem jechała do New Jersey, gdzie do drugiej nad ranem ćwiczyła z Prince’em. „Na planie siedział spokojnie, przyglądał się, pozwalał mi tworzyć i szukać rozwiązań najlepszych w danej chwili. […] Od początku wykazywał wielkie zainteresowanie i podziw, chciał jak najwięcej dowiedzieć się o balecie i o mnie. […] Znikał, a potem niespodziewanie znów pojawiał się w moim życiu. Tajemniczy i ekscytujący. […] Prince mógł komponować i ćwiczyć cały dzień, a potem grać całą noc. Jako tancerka w pełni go rozumiałam. Robił tony notatek dla mnie i dla choreografa. Kazał mi w kółko słuchać »The Beautiful Ones«, dopóki nie nauczyłam się na pamięć słów i każdej nuty. […] Niekiedy odbywaliśmy próby w jego apartamencie  w hotelu Ritz-Carlton na Manhattanie. Pogłaśniał muzykę, kiedy tańczyłam na stole w jadalni, zastępującym fortepian, na którym będę wirować podczas koncertów. Praca z Prince’em – obserwowanie jego doskonałości, dbałości o szczegóły – i zaufanie, jakim mnie obdarzył, niezwykle wzmocniły moją wiarę w siebie”, wspomina artystka.

Niektórzy twierdzili, że występując z Prince’em, Misty sprzeniewierza się baletowi, że nie zasługuje na główne role i że American Ballet Theatre popełnia błąd, awansując ją, by uniknąć zarzutów o rasizm.

Brzydkie kaczątko idzie swoją drogą

Misty często powołuje się na inne baletnice, które musiały walczyć z dyskryminacją w balecie, nie tylko z powodu koloru skóry. Takie, które np. nie pasowały do schematu smukłej, eterycznej tancerki o porcelanowej cerze. Tak było choćby z Bronisławą Niżyńską, siostrą słynnego Wacława, która notabene przez lata współpracowała z American Ballet Theatre. Delikatne, pełne gracji i filigranowe – to dla nich przeznaczone były role amantek w „Śpiącej królewnie”, „Korsarzu” czy „Pietruszce”. Niżyńska wiedziała, że wśród tych „łabędzic” nie ma dla niej miejsca. „Zbyt brzydka, by występować”, narzekali na nią paryscy krytycy. Nie wiedzieli, co mówią. Tancerka była wyjątkowa: brzydkie kaczątko, które nie chciało dołączyć do łabędzi. Wolało je reżyserować.

Była córką polskich tancerzy, którzy wyjechali do Rosji za chlebem i zawsze żyli na granicy kultur. Na całym jej życiu kładł się cień sławy brata. Wacław, „bóg tańca”, jak o nim mówiono, od dziecka uznawany był za wyjątkowy talent. Jego młodsza siostra wiele się od niego nauczyła, ale aby stać się dojrzałą artystką, musiała poszukać własnej drogi. I to jej się udało. Była cenioną choreografką i jedną z pierwszych kobiet, które zdobyły międzynarodowe uznanie. W 1938 roku otwarła szkołę baletową w Los Angeles.

Emerytka ciągle tańczy

Misty Copeland tańczy teraz w przedstawieniu będącym hołdem dla Czajkowskiego. W choreografii wykorzystano m.in. układy stworzone właśnie przez Bronisławę Niżyńską.

Nie zamierza zejść ze sceny, mimo emerytalnego, jak na baletnicę, wieku – ma  34 lata. Do dziś mówią o niej, że wygląda raczej jak gimnastyczka niż baletnica, ale ona jest z tego dumna. Niemniej kilka lat temu postanowiła zmienić nawyki żywieniowe. Przestała jeść wołowinę, wieprzowinę i drób, zaczęła unikać soli, białego cukru, mąki i alkoholu. Nie spożywa pustych kalorii, takich jak czipsy i pączki.

W wolnych chwilach lubi gotować dla męża, którym jest Olu Evans, prawnik. Poznała go w klubie muzycznym, choć stroni od tłumów. Mieszkają na Manhattanie.

„Jestem czarna, a odniosłam sukces w świecie białych. Zawsze będę walczyć, tańczyć tak, jakby to miał być mój ostatni występ” – deklaruje artystka.

Cytaty pochodzą z książki „Balerina. Życie w tańcu”. Wydawnictwo „Wielka Litera” 2015.  

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze