Okładka Wysokich Obcasów budzi kompleksy, choć miała pomóc je zwalczyć

Za mało, by zrobić rewolucję
4 minuty czytania
5715
16
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
10 sierpnia 2017
Okładka "WO" - fot. Monika Kmita

Ta okładka „Wysokich Obcasów” to miało być dodanie cegiełki do szerzenia filozofii body positive. Nie do końca się udało. Nie chcę jednak hejtować okładki WO, na której pokazały się kobiety różne i nieidealne. Ale coś mi w niej nie gra i chcę o tym powiedzieć.

Okładka wygląda tak:

Już jutro w WO: Jeśli myślisz o sobie źle, na plaży najchętniej chodziłabyś w namiocie i masce do nurkowania – ten…

Opublikowany przez wysokieobcasy na 4 sierpnia 2017

I spoko, bo nie ma na niej ikony mody, idealnej i wygładzonej kobiety, która nie wie, co to wydęty brzuch i nadwaga. Są za to dziewczyny nieidealne, zwykłe, ładne, ale takie, których nikt nie zaprosiłby na pokaz mody, bo gdzieniegdzie jest ich za dużo, no i nie te proporcje. Dalej jednak są to atrakcyjne dziewczyny, które może i z powodu dobrego światła, wszak podobno sesja była bez retuszu, wyglądają niezbyt różnorodnie i za dobrze.

Bez cellulitu

Jak patrzę na modelkę, to wiadomo, że nie jestem na tyle psychiczna, by próbować się do niej porównywać. Modelka to inny świat, to nie mój świat. A zatem modelka niekoniecznie psuje mi humor, bo do głowy mi nie przychodzi, by próbować stać się jak ona. Ale gdy widzę zwykłe, normalne dziewczyny, które mówią: codziennie próbowałam się odchudzić, codziennie walczyłam z nadwagą, a ja widzę co najwyżej kilka kilo ekstra, do tego żadnego cellulitu, krostek żadnych, rozstępów, pęknięć, niedociągnięć, pieprzyków nawet i zmarszczek – to wpadam w kompleksy i mimowolnie sobie myślę, że jestem ostatnią osobą na tej planecie, która nie ma idealnej skóry. Bo nawet te, które nie są idealne, wyglądają naprawdę dobrze.

Ta okładka to miało być dodanie cegiełki do szerzenia filozofii body positive, czyli takiej, którą przetłumaczyłabym na: miej wyjebane na to, jak wyglądają inni i akceptuj siebie, nawet jak nie jesteś idealna. Nieważne czy jesteś chuda, gruba, masz garba, krzywe nogi, cellulit czy inne atrakcje, polub się kobieto, bo trochę szkoda życia na autohejtowanie.

A może nie musisz być piękna?

Do nurtu, w którym nie jesteśmy narcyzami, ale zwyczajnie siebie akceptujemy, mam mieszane uczucia. Z jednej strony sądzę, że jest potrzebny, bo otwierając pierwszy lepszy profil na Instagramie, mam ochotę iść po nóż i odkroić sobie nogę, bo jak człowiek widzi matkę po porodzie, która narzeka, że jeszcze nie zeszła poniżej 50 kg, a już doba minęła to odrąbanie nogi wydaje się może i tymczasowe, ale przynajmniej przez chwilę da lepszy wynik na wadze. Z drugiej – każda taka akcja, nowy nurt, reklama Dove, w której kobiety przekonują inne kobiety, że te inne są piękne, a te inne odpłacają im tym samym powoduje, że rozdmuchujemy temat urody damskiej jeszcze bardziej. I choć intencje są dobre, to chciałabym, żeby kobiety po prostu przestały się przejmować wyglądem i martwić się nim tak, jak robią to faceci, czyli na takim dość rozsądnym poziomie. I żeby wszyscy przestali nam wmawiać, że jesteśmy piękne, bo nie jesteśmy, ale przecież, na Boga, nie musimy.

Tyle marzenia, czas wrócić na ziemię. Jako, że zamartwiamy się mocno, więc przez jakiś czas szerzenie nurtu body positive będzie potrzebne, wracam do okładki „Wysokich Obcasów”. Jeśli miała nosić znamiona przełomowej, powinny być na niej: wychudzona dziewucha, atrakcyjna, taka z cellulitem, taka po porodzie i z rozstępami na brzuchu, niska i wysoka, stara i młoda. Zabrakło więc starych, zabrakło chudych, za to było za dużo gładkich i ładnych.

Niemniej, jakiś krok w dobrą stronę ta okładka zrobiła. Według mnie – za mało rewolucyjny, ale doceniam, że jakikolwiek.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze