Po co komu cycki w metrze?

Po co w ogóle reklamować karmienie piersią
6 minut czytania
14737
4
Luca
Luca
11 sierpnia 2017

Cycki w reklamie nie są niczym nowym. Wyprężony biust reklamuje dachówki, samochody, kurczaki z rożna i wyższe uczelnie (serio). Jednak na początku sierpnia cycki pojawiły się w metrze warszawskim reklamując same siebie i to, do czego zostały stworzone przez naturę: karmienie piersią.

I wzbudziły kontrowersje, z których największa brzmi mniej więcej tak: „Po co w ogóle reklamować karmienie piersią?”.

No po co? Przecież każdy wie, że to jest zdrowe, najlepsze i naturalne, nie trzeba tym świecić po oczach ciągle. Za to wiele kobiet nie może karmić piersią i tylko je taka reklama zdołuje. Więc to w zasadzie laktoterror.

Ukryta reklama karmienia butelką

No więc po kolei. Kampania pojawiła się w czasie Światowego Tygodnia Karmienia Piersią i można o niej poczytać (oraz zobaczyć reklamy) tu. Została zrealizowana przez Fundację Promocji Karmienia Piersią. Po co? Żeby upowszechniać wiedzę, która, okazuje się, nie jest wcale taka powszechna. Bo niby każdy wie, że mleko własnego gatunku jest całkiem sensownym wyborem, ale jednocześnie większość rodziców, lekarzy i w ogóle osób zajmujących się zdrowiem dzieci szczerze sądzi, że mieszanka jest dokładnie tak samo wartościowa lub lepsza. Oczywiście to nie trucizna – powstała przecież po to, żeby ratować życie dzieci niekarmionych piersią. Ale nie jest i nigdy nie będzie równie zdrowa, co pokarm naturalny, a co dopiero zdrowsza!

Kampania związana z Tygodniem Karmienia Piersią

Producenci mieszanek mlekozastępczych reklamują swoje produkty ładnie, sprytnie i kosztownie. Dziesięciolecia marketingu robią swoje, a władowane w to pieniądze nie idą na marne. Wskutek tej polityki reklamowej powstał szereg ustaleń ograniczających prawa takiej reklamy, począwszy od Kodeksu WHO, a skończywszy na prawach danego kraju (na przykład nie wolno już używać na opakowaniach obrazka pokazującego karmienie piersią). Tak więc specjaliści od reklamy wymyślają różne sposoby obejścia tych regulacji, zwykle bardzo pomysłowe i skuteczne. Warto wiedzieć przy okazji, że producenci żywności dla dzieci są często obecni jako partnerzy lub sponsorzy na konferencjach naukowych dla lekarzy.

Reklama karmienia piersią jest więc potrzebna po to, żeby zrównoważyć reklamę karmienia butelką. Bo nawet, jeśli nie oglądacie telewizji, buteleczka i smoczek atakują zewsząd. Oczywiście z reklam w internecie, ale też z różnych akcji marketingowych niekojarzonych z producentami mieszanek, a skupionymi na przykład wokół zdrowego żywienia dzieci. Piękny paradoks, bo są to na ogół firmy produkujące sztuczne jedzenie – od mieszanki po słodzone jogurciki. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej, która składa się z ogólnego przekazu w społeczeństwie i popkulturze.

Karm piersią, ale nie publicznie!

Weźmy takie na przykład lalki dla dzieci. Laleczki-bobasy, chętnie kupowane w komplecie z malusią buteleczką do karmienia. Dzieci bawią się więc w karmienie bobasa butelką i oswajają z tym, że tak właśnie żywi się niemowlęta. Podobny przekaz można znaleźć w książeczkach dla dzieci i w serialach dla dorosłych: gdzie pojawi się niemowlak, prawie zawsze pojawia się i butla. Jest też smoczek-uspokajacz: dla lalek, w książkach, na słodkich zdjęciach reklamujących dowolny produkt dla dzieci. Są ludzie, i jest ich całkiem sporo, którzy po prostu nie wyobrażają sobie widoku bobasa bez smoczka: przecież to takie słodkie! Butelka i smoczek są też standardowym symbolem tam, gdzie sytuacja wymaga oznaczeń ikonkami. Na wszelki wypadek przypomnę, że smoczek jest tylko zastępstwem piersi, a wprowadzony zbyt wcześnie może szkodzić laktacji.

Jednocześnie mamy mocny front sprzeciwiający się publicznemu karmieniu piersią: jeszcze jakieś dziecko to zobaczy! Pokazywanie naturalnego karmienia uważa się za obsceniczne. Świetnie, wychowujmy kolejne pokolenia osób nieświadomych, jak właściwie wygląda żywienie ludzkiego noworodka. Ciekawe, że społeczeństwo nie ma takich obiekcji w przypadku, powiedzmy, kociąt.

Kampania związana z Tygodniem Karmienia Piersią

Mało który rodzic lub nawet lekarz zna zalecenia dotyczące długości karmienia piersią (wyłącznego i uzupełniającego, czyli gdy dziecko zaczyna już jeść inne rzeczy). Mało kto słyszał o kompleksie HAMLET, który wytwarza się w jelitach dziecka karmionego mlekiem kobiecym i służy niszczeniu komórek nowotworowych. Albo o komórkach macierzystych obecnych w mleku matki. To są rzeczy znane już od dobrych paru lat, ale do polskich gabinetów, porodówek i szkół rodzenia jeszcze nie dotarły.

No dobrze, ale co z tymi matkami, które nie mogą karmić? Jest wiele kobiet, którym się to nie udało. Tyle, że przyczyny medyczne to wielka rzadkość (na przykład obustronna mastektomia albo niedorozwój gruczołu piersiowego ). Prawdziwą przyczyną jest brak wiedzy i wsparcia osób, które opiekują się matkami i dziećmi w szpitalach. Brak kontaktu skóra do skóry, dokarmianie bez uzasadnienia, nierzetelne rady, lekceważenie problemów zgłaszanych przez pacjentki. I gdy ktoś nazywa promowanie naturalnego karmienia laktoterrorem, ja mówię, że taki terror jest wtedy, gdy kobiecie płaczącej z bólu przy karmieniu każe się zacisnąć zęby, zamiast wezwać doradcę laktacyjnego. Gdy ściska się kobietom piersi bez pytania i potem mówi, że „tu nic nie ma”. I gdy potem za niepowodzenie karmienia wini się matkę! Podczas gdy winowajcą jest kulejący, a raczej ledwo pełzający, system.

Po to są cycki w metrze: żeby pokazać, że mleko mamy to więcej niż kalorie i że warto o nie walczyć. A gdy lekarz mówi nam, że marcheweczkę podajemy po czwartym miesiącu, dla alergika to tylko mieszanka, a po roku w piersiach to już, pani, nic nie ma – to żeby zmienić lekarza na takiego, który się dokształca. A nade wszystko po to, żeby dać rodzicom wiedzę – do której mają, do cholery, święte prawo.

Luca
Luca
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, obecnie dla IgiMag, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory robię w cyckach. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i w ogóle relacje zamiast reakcji. Kocham jeść, nie cierpię gotować. Imię i nazwisko posiadam, ale nawet mama mówi do mnie: "Luca".
AUTOR

Polecamy

Komentarze