Stereotyp wojującego wegetarianina, czyli dlaczego mięsożercy nie chcą przechodzić na weganizm

To tylko jeden z pięciu powodów
7 minut czytania
2136
14
Asja Michnicka
Asja Michnicka
7 sierpnia 2017

Żeby już na początku wprowadzić pokojową atmosferę (taaa…) zacznę od największej prawdy świata: ludzie są różni. Co więcej, weganie czy wegetarianie też różnią się od siebie (i to bardzo!) i, o dziwo, zjadacze mięsa również.

Z moich obserwacji wynika, że generalnie żyje nam się wszystkim ze sobą na co dzień całkiem nieźle, szczególnie w realnym świecie. Czasem jednak wychodzi z nas wojujący (głównie) internauta, a wtedy szkodzimy i sobie, i innym, i zwierzętom.

Mnóstwo wegan i wegetarian nie zachowuje się oceniająco, moralizująco, ani nie lata z tabletem wypełnionym filmikami z rzeźni pokazując urywki każdemu napotkanemu znajomemu (i nieznajomemu). Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że przeważająca większość się tak nie zachowuje. Jeśli nie jesz mięsa, być może znasz więcej osób, które też z jakiegoś powodu postanowiły go nie jeść, ale jeżeli odżywiasz się tradycyjnie, być może nawet nie wiesz, ile osób z twojego środowiska  zdecydowało się przejść na wegetarianizm czy weganizm. Obraz osoby niejedzącej mięsa czy nabiału, którą pytasz na ulicy, która jest godzina, a ona odpowiada, że jest weganinem, jest dość zabawny, ale mocno przesadzony.

Ustalmy więc, że istnieją zarówno przypadki wegetarian i wegan, którzy niekoniecznie robią dobrze społeczności osób, którym zależy na dobru zwierząt, jak i mięsożerców, którzy piszą pod każdym postem z uratowaną świnką „bekon”. Okazuje się jednak, że takie zachowanie osób niejedzących mięsa, które pokazuje, że weganizm może być czymś trudnym, niedostępnym czy nawet w pewnym sensie ekskluzywnym i pełnym wyrzeczeń sprawia, że osoby jedzące mięso wcale nie chcą z niego zrezygnować. Badanie przeprowadzone niedawno w Wielkiej Brytanii sugeruje, że ta mała grupa wojujących wegetarian i wegan ma jednak dość dużą siłę przebicia.

Dlaczego tak trudno przejść na wegetarianizm lub weganizm?

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę VoucherCodesPro (prowadzącą stronę pomagającą zaoszczędzić pieniądze) wśród 2363 osób, które na co dzień odżywiają się tradycyjnie i jedzą mięso oraz nabiał. Spytano ich o dietę oraz stosunek do zrezygnowania z jedzenia mięsa i przejścia na wegetarianizm lub weganizm. Aż dwie trzecie badanych przyznało, że rozważało zrezygnowanie z mięsa czy nabiału, widząc wiele korzyści z takiego postanowienia, związanych chociażby z poprawą zdrowia. Motywacją było też uświadomienie sobie, z czym dokładnie wiąże się pozyskiwanie mięsa, szczególnie w hodowli przemysłowej. Co więc ostatecznie powstrzymało te osoby przed przejściem na wegetarianizm czy weganizm?

Wbrew stereotypom – wegetarianizm czy weganizm to nie tylko trawa i kiełki

Badacze podsunęli listę możliwych odpowiedzi na tę kwestię. Wśród nich mięsożercy zwrócili szczególną uwagę na pięć powodów, dla których, mimo że brali to pod uwagę, nie zdecydowali się na zrezygnowanie z jedzenia mięsa.

„Za bardzo lubię smak mięsa, aby z niego zrezygnować”

Aż 81 procent osób wskazało, że to właśnie smak mięsa jest tym, co utrudnia im przejście na wegetarianizm. I ja to doskonale rozumiem. Większość z nas je mięso od urodzenia. Jesteśmy przyzwyczajeni do jego wyrazistego smaku, zapachu, struktury. Dla wielu z nas obiad bez kawałka mięsa, to nie obiad i ciężko to przezwyciężyć. Tymczasem istnieje wiele roślinnych zamienników mięsa, które coraz bardziej przypominają znane nam smaki. Wiele osób rezygnujących z mięsa stawia jednak na mniej przetworzone produkty – sycące strączki czy kasze.

„Substytuty mięsa są zbyt drogie”

Mając na myśli wszystkie te produkty, które smakiem, fakturą i zapachem mają przypominać mięso, takie jak sojowe parówki, gotowe burgery czy specjalne potrawy: wegański tuńczyk czy indyk, to tak, są to produkty raczej z droższej półki. Tylko czy są one niezbędne do przejścia na wegetarianizm czy weganizm? Nie! Dieta wegańska opiera się na pięciu podstawowych grupach produktów: warzywach, owocach, zbożach, roślinach strączkowych i nasionach oraz orzechach. Wszelkie przetworzone smakołyki są fajnym, ale zupełnie zbytecznym, dodatkiem do odpowiednio urozmaiconej, prostej roślinnej diety.

„Ciężko byłoby mi wymyślić pomysły na posiłki”

To problem dla połowy badanych. Radykalna zmiana diety, a rezygnacja z mięsa czy ze wszystkich produktów odzwierzęcych jest radykalną zmianą dla osoby, która codziennie po nie sięga, jest trudna i rzeczywiście na początku możemy mieć problem z wymyśleniem, co by tu zjeść na obiad. Albo na śniadanie. A co na kolację? Co w ramach szybkiej przekąski, jeśli dotychczas był to kubeczek jogurtu? Nauka zasad odpowiednio zbilansowanej diety roślinnej na pewno trochę trwa, choć w zdrowej diecie każdego z nas powinno znaleźć się dużo warzyw, owoców, pełnoziarnistych produktów, strączków czy orzechów.

Z pomocą przychodzą też coraz popularniejsze blogi z przepisami na wegańskie posiłki oraz mnóstwo książek, które biją rekordy sprzedaży. Warto zajrzeć chociażby na najbardziej znane, takie jak Jadłonomia czy WeganNerd.

„Moi bliscy jedzą mięso i nie przeszliby ze mną na wegetarianizm czy weganizm”

Wiadomo, razem łatwiej. Wsparcie od rodziny, partnera czy partnerki, dzieci to szalenie ważna rzecz w podjęciu takiej decyzji, jak zmiana sposobu żywienia. Niestety, nie każdy z nas może na nie liczyć. Aż 41 procent osób przypuszcza, że ich bliscy nie przeszliby na dietę roślinną razem z nimi i stanowi to dla nich problem. Ja myślę o tym w ten sposób, że nasza zmiana może zainspirować kogoś do działania i podążenia w podobnym kierunku. Jeśli mamy tylko na tyle samozaparcia i odwagi, aby w domu pełnym zapalonych mięsożerców podjąć decyzję o przejściu na wegetarianizm czy weganizm, dajmy temu szansę. W najgorszym wypadku nasza mięsolubna rodzina zacznie jeść więcej warzyw.

O wiele łatwiej się żyje, kiedy cała rodzina odżywia się w podobny sposób i wyznaje podobne wartości, ale nawet jeśli nie mamy tego szczęścia, nic straconego!

„Postawa niektórych wegetarian i wegan zniechęca mnie do przejścia na wegetarianizm lub weganizm”

Ponad jedna czwarta badanych wskazuje jako powód swojej decyzji osoby, które mają agresywną, wojującą i „jedyną słuszną” postawę. Takie osoby nie służą interesom chyba żadnej grupy, bo większość z nas wcale nie jest radykalna, a po prostu nie je mięsa ze względów zdrowotnych, etycznych czy związanych z ochroną środowiska. Dla większości wegetarian i wegan to, jak się odżywiają, to wbrew pozorom, bardzo osobista sprawa.

Osobom, które realnie chcą pomagać zmienić sytuację zwierząt hodowlanych, powyższe punkty mogą dać do myślenia, na co zwrócić większą uwagę chcąc pokazać tym, którzy odżywiają się tradycyjnie, że dieta roślinna tak naprawdę jest prosta i smaczna, a chociażby ograniczenie jedzenia mięsa to już krok w dobrą stronę. Nie każdy z nas potrafi z dnia na dzień radykalnie zmienić swoją dotychczasową dietę i naprawdę znam mało osób, którym się to udało. Warto też pamiętać o tym, że wegetarianie i weganie to już całkiem spora grupa osób i prawdopodobnie, nawet jeśli o tym nie wiesz, znasz ich wielu w swoim otoczeniu. Są całkiem zwykłymi ludźmi, którzy po prostu nie jedzą niektórych produktów.

Asja Michnicka
Asja Michnicka
Zawodowo zajmuję się szeroko pojętym "słowem", a po godzinach walczę o prawa tych, których głos nie jest słyszany – zwierząt hodowlanych. Opiekuję się dwoma schroniskowymi psami i kotem. Znam wszystkie miejsca w Warszawie, w których podają hummus i falafele. Lubię rodzicielstwo bliskości, chustonoszenie, bycie tu i teraz. Piszę na Mama na roślinach.
AUTOR

Komentarze

14 odpowiedzi na “Stereotyp wojującego wegetarianina, czyli dlaczego mięsożercy nie chcą przechodzić na weganizm”

  1. „w zdrowej diecie każdego z nas powinno znaleźć się dużo warzyw, owoców, pełnoziarnistych produktów, strączków czy orzechów.”

    No właśnie nie. Choruję na celiakię, jestem na diecie bezglutenowej i pełnoziarnisty chleb byłby dla mnie trucizną. Podobnie mają pewnie osoby uczulone na orzechy, a znani mi wegetarianie z insulinoopornością narzekają, że bez mięsa i serów trudno skomponować posiłek o dość niskim indeksie glikemicznym.

    Jeśli wśród komentujących pojawią się jacyś weganie, będę wdzięczna za rzeczowe odniesienie się do tych problemów, łącznie z wskazaniem gotowych produktów dostępnych na rynku czy restauracji, gdzie osoba z wielorakimi ograniczeniami mogłaby coś zjeść.

      • Nie wiem, czy są dietetycy specjalizujący się w wege, ale przez 14 lat nie spotkałam żadnego, który sensownie potrafiłby doradzić w diecie bezglutenowej tzn. wiedziałby, które produkty na rynku są bg a które nie 🙁

        • Mam wrażenie, że sporo się teraz na „rynku” zmieniło i większość dietetyków naprawdę ogarnia nieźle inne diety niż tradycyjna. Ja ze swojej strony mogę polecić np. Damiana Parola (www.damianparol.com) czy Iwonę Kibil (www.roslinnydietetyk.pl), o ile wiem, prowadzą również konsultacje online, a ich blogi to dobre źródło wiedzy o dietach roślinnych, również z ograniczeniem niektórych produktów, takich jak wspomniane zboża.

          • Blog Damiana Parola znam i wiem, że nie pisze nic o glutenie. Kliknęłam na drugi blog, zobaczyłam artykuł http://www.roslinnydietetyk.pl/2017/07/co-zabrac-do-jedzenia-na-wakacje-kilka.html i ręce mi opadły. Przy mojej diecie bg zabieram znacznie mniej żywności i wyposażenia na urlop, a w bardzo sobie kraje czy miasta przyjazne dla bezglutenowców.

            Generalnie przeraża mnie nietolerancja i zaściankowe myślenie obecne na wielu wege blogach czy stronach. Autorzy zwykle beztrosko zakładają, że wszyscy czytelnicy mają takie same upodobania jak oni. Więc dwie godziny w kuchni spędzone na obieraniu i duszeniu warzyw, to będzie „wspaniały relaks po pracy” a kasza jaglana z mlekiem kokosowym stanie się „równie smacznym zamiennikiem kaszy manny”. A co z osobami, które nie lubią gotować? które wyraźnie czują różnicę między mlekiem a orzechowym napojem?

          • Nie chcę się czepiać, ale czemu oczekujesz, że każdy wszystko rozwiąże za Ciebie. Wspołczuję alergii, faktycznie spotkanie porządnego dietetyka to nie jest prosta sprawa (czy to wege, czy to bezglutenowo). Ale osób z cieliakią czy inną alergią nie jest na tyle duzo żeby zakładać , że każdy blog będzie kładł na to nacisk. Wybacz, ale to Twoj interes zaiteresować się tematem wege, o ile chcesz się w ten sposób żywić. Nie ma idealnych rozwiązań, nie ma rozwiązań dla wszystkich. Ludzie prowadzący blogi zwykle lubia gotować, co jest oczywiste, i do takich samych ludzi kierują swoje przepisy. Ale jeśli nie lubisz to googlujesz sobie coś w rodzaju: easy glutenfree vegan recipes i masz na tacy.
            Oczywiście warto to skonsultować z lekarzem, ale w przypadku każdej poważniejszej dolegliwości internet nie powinien byc jedynym źródłem wiedzy.

    • Proponuję skosztować polędwicy wołowej (dobrej, nie marketowej) bez żadnych przypraw. Lub innego mięsa dobrej jakości z dodatkiem wyłączne soli lub nawet bez niej.
      Około roku temu kupiłem schab w jednej z sieci dyskontowej, bo mieliśmy ochotę z Żoną na schabowe, a mój ulubiony sklep mięsny z wyrobami dobrej jakości i zrównoważonej hodowli był w niedzielę zamknięty. Małżonka spytała co zrobiłem, że te schabowe są takie bez smaku.
      Nic nie zrobiłem, tylko mięso „nie takie”

  2. Akurat przerzucenie się z mięsa na kasze jest niezdrowe. Cukrzyca od nadmiaru węglowodanów gratis. 🙂 A smak mięsa wcale nie jest taki wyjątkowy, myślę że nie do końca o to chodzi. Poza tym różne mięso bardzo różnie smakuje. No chyba że ktoś nie zna niczego więcej poza schabowym. Wydaje mi się, że wielu wegetarian pochodzi z bardzo mięsnych rodzin i to jest rodzaj buntu pokoleniowego. Z ograniczenia mięsa do rozsądnej ilości, tj. kawałka raz na tydzień czy dwa, przechodzą w walkę ideologiczną. Gdyby większość ludzi jadała mięso tak, jak w czasach swoich przodków z maczugami, nie mielibyśmy żadnych problemów. Wegetarianie rozgłaszają masę nieprawdziwych informacji, np. że mięso tuczy. Nie kochani, tuczy nadmiar jedzenia, każdego. Epidemia otyłości w wege Indiach jest faktem. Tyją od roślin strączkowych, mąki, kasz. A nie od mięsa. 🙂

    • Tycie zależy przede wszystkim od ilości dostarczanych kalorii. Nawet na czipsach i batonikach, gdy policzymy kalorie, da się schudnąć. Dowiódł tego profesor Mark Haub z Uniwersytetu w Kansas. Jadł on tylko batoniki, ciasteczka itp.
      Wiem, że to brutalne porównanie ale Niemcy w latach 40′ XX wieku w wieloośrodkowym badaniu randomizowanym udowodnili, że bez dostatecznej ilości jedzenia i jednocześnie przy ciężkiej pracy się ekstremalnie chudnie.

  3. ‚Dlaczego tak trudno przejść na wegetarianizm lub weganizm?’

    W podobnym duchu na łamach czasopisma LGBTQ niezłomny aktywista zastanawiać mógłby się nad tym, dlaczego cis-gendery wzdragają się przed zmianą płci. Przecież każda zmiana jest dobra, c’nie?

    ‚Obraz osoby niejedzącej mięsa czy nabiału, którą pytasz na ulicy, która
    jest godzina, a ona odpowiada, że jest weganinem, jest dość zabawny, ale
    mocno przesadzony.’ – napisał ktoś, kto poprzednie artykuły poświęcił wegańskiej kawie, wegańskim drożdżówkom, wege literaturze dziecięcej, wegańskim kosmetykom i wegańskim wędlinom. Pozostaje jeszcze napisać o długopisie – wegańskiej odpowiedzi na gęsie pióro i atrament z kałamarnic.

  4. Od kiedy to mięsożerni jedzą 99% mięsa? Jestem mięsożerna. Jadam mięso raz w tygodniu w małej ilości. To wegetarianie żyją wśród swoich urojeń na temat ludzi jedzących mięso, jako ludzi żrących codziennie kilogramy golonki, karkówki i salcesonu. Bo tak jadało się w ich rodzinach. W normalnych domach mięso jest dodatkiem, a nie podstawą żywienia. Akurat pełnoziarniste pieczywo jest jednocześnie tuczące i ciężkostrawne (ja jako osoba z problemami trawiennymi mam zakaz chleba na zakwasie na przykład), a za dużo węglowodanów to otyłość. Od mięsa się nie tyje, bo to białko. Tyje się od kluch, kasz, soków owocowych. Czyli wege dieta też może utuczyć okrągłego serdelka. 🙂

  5. Polecam poszukać na fb niejakiej Marty Kędzierskiej – poczytać jej ścianę itd, a wtedy doskonale zrozumiecie, czemu postawa niektórych wegan nie tyle nie zachęca, by przejść na weganizm, co wręcz zachęca do ich trolowania i chęci „edukacji w rewanżu”, i.e. że krowa to nie „kochająca i cierpiąca matka”, tylko „żywiec wołowy, 1 egz. 800 kg”.

    A najgorsze jest to, że ta dziewczyna naprawde chce dobrze i zachowuje uprzejmość – ale nawet samo to, jak bardzo jej zależy i jak bardzo nalega na zmienienie zdania wszystkich – już daje dostatecznie duże wrażenie moralnego piedestału.

Dodaj komentarz