Czy uda się kolejna próba liberalizacji prawa aborcyjnego?

Reaktywacja Komitetu Ratujmy Kobiety
6 minut czytania
1104
0
Monika Mężyńska
Monika Mężyńska
4 sierpnia 2017
fot. Michael Wende/Shutterstock.com

Prawo do legalnego przerwania ciąży, dostęp do antykoncepcji awaryjnej bez recepty, edukacja seksualna od podstawówki i upublicznienie listy lekarzy korzystających z tzw. klauzuli sumienia — oto główne postulaty reaktywowanego Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Ratujmy Kobiety 2017. Czy tym razem się uda?

24 lipca marszałek Sejmu Marek Kuchciński przyjął zawiadomienie o utworzeniu komitetu wraz z projektem ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie. Autorzy projektu mają teraz trzy miesiące na zebranie minimum 100 tys. podpisów. To już drugie podejście grupy osób ze środowisk lewicowych skupionych wokół Barbary Nowackiej do zainteresowania Sejmu liberalizacją prawa aborcyjnego.

Rok temu nie udało się. Projekt komitetu został odrzucony, za to do dalszych prac sejmowych trafiła propozycja komitetu „Stop Aborcji”, przewidująca bezwzględny zakaz przerywania ciąży. Co więcej, nawet środowiska opozycyjne wypowiadały się przeciw lub asekuracyjnie stwierdzały, że akceptują obecny stan prawny. Tym bardziej zastanawiające jest, kogo właściwie reprezentują aktualne władze, biorąc pod uwagę jak ogromna liczba kobiet i mężczyzn wzięła udział w czarnych protestach, które przetoczyły się przez Polskę jesienią zeszłego roku.

Restrykcyjne prawa zakazujące aborcji nie działają

Tak jakby zakazy aborcji cokolwiek dawały… Problem w tym, że wszędzie tam, gdzie aborcja jest zakazana i, co najczęściej idzie w parze, niedozwolona jest również jakakolwiek rzetelna edukacja seksualna oraz antykoncepcja, odsetek kobiet podejmujących dramatyczną decyzję, jaką jest aborcja jest znacznie wyższy niż w rejonach świata, gdzie ciążę usunąć można legalnie. Fakt ten wydaje się absurdalny, ale zawsze tak było i prawdopodobnie zawsze tak będzie.

fot. Michael Wende/Shutterstock.com

 

Potwierdza to chociażby tragiczny w skutkach eksperyment Nicolae Ceausescu z lat 60. XX wieku. Obsesją prezydenta Rumunii było zwiększenie populacji kraju, jednak nawet on wykazał się resztkami zdrowego rozsądku, zezwalając na aborcję w przypadku ciąży wynikającej z gwałtu, gdy ciąża zagrażała życiu kobiety, w sytuacji, gdy jedno z rodziców było upośledzone fizycznie lub psychicznie oraz gdy ciężarna urodziła już wcześniej czworo dzieci. Jaki był efekt? Tysiące kobiet zmarły w wyniku powikłań po próbach wywołania poronienia, dziesiątki tysięcy zamknięto w więzieniach, a odsetek przerwanych ciąż był znacznie wyższy niż w krajach, gdzie aborcja była w tym czasie legalna. Przyrost naturalny był większy tylko w dwóch pierwszych latach, dopóki ludzie nie nauczyli się, jak obchodzić system.

Co proponuje projekt ustawy komitetu Ratujmy Kobiety?

Przede wszystkim liberalizuje prawo do aborcji − do 12. tygodnia ciąży prawo do jej terminacji miałaby każda kobieta (powyżej 15 roku życia, młodsza za zgodą rodzica/opiekuna), bez względu na powód. W przypadku ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu aborcja byłaby możliwa do 24 tygodnia, do 18 tygodnia, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, natomiast w sytuacji, gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety lub też gdy uszkodzenie płodu uniemożliwia mu życie poza organizmem matki — zabieg byłby możliwy w każdym momencie. Według projektu aborcja miałaby być umieszczona w koszyku świadczeń gwarantowanych.

Ustawa w wersji „Ratujmy Kobiety” proponuje wprowadzenie do szkół „Przygotowania do życia w rodzinie i w społeczeństwie” dla klas 0-3 szkoły podstawowej oraz „Wiedzy o seksualności człowieka” od czwartej klasy.

Poza tym projekt przywraca możliwość kupienia pigułki ellaOne, czyli tzw. pigułki dzień po, bez recepty, uporządkowuje kwestię dostępu nastolatek do lekarza i gwarantuje dziewczętom prawo do decydowania o sobie, zakazuje wprowadzania w błąd w tematach dotyczących seksualności i terminacji ciąży w internecie i poza nim oraz nakazuje podmiotom, które mają umowę z NFZ, by udzielały pacjentkom wszystkich możliwych świadczeń i upubliczniały listy lekarzy, którzy korzystają z klauzuli sumienia.

Z powodu zakazu aborcji nie rodzi się więcej dzieci. Umiera za to więcej kobiet. Gdyby aktualnemu rządowi naprawdę zależało na obronie życia i zmniejszeniu liczby zabiegów, nie walczyłyby z edukacją seksualną i zapewniłyby kobietom realną pomoc. Państwo nie powinno skupiać się na tym, żeby ograniczyć liczbę aborcji, ale na tym, by nikt nie musiał i nie chciał ich dokonywać. Właściwą drogą nie są zakazy, tylko mądra, wolna od religii polityka w zakresie planowania rodziny i zdrowia seksualnego.

Monika Mężyńska
Monika Mężyńska
Projektant, ilustrator, bloger. Pisała między innymi dla kultowego
foch.pl. Matka dziecku, kochająca psy myśliwskie, konie czystej krwi,
szybkie samochody, książki sci-fi oraz World of Warcraft."
AUTOR

Polecamy

Komentarze