Wesele: skromnie czy na bogato? I kto za to wszystko zapłaci?

O weselach, starych wujkach i dorosłym życiu
4 minuty czytania
2633
6
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
27 sierpnia 2017

Sezon ślubny trwa w najlepsze, a w internecie dobrze się ma – jak zawsze i o każdej porze – dyskusja na temat tego jak duże wesele zorganizować, dlaczego mama każe mi zaprosić starą ciocię, a znajomych niekoniecznie i czemu w ogóle się wtrąca. Jako kobieta po przejściach, weselu i samozwańczy specjalista od wszystkiego spieszę z odpowiedzią na te pytania. I kilka innych.

Uznajmy, że mamy już kogoś, z kim chcemy spędzić życie i zabieramy się za organizację wesela. Możliwości jest wiele, chyba ta najczęstsza to kościelny ślub plus gruba biba. Na sto osób, na dwieście, z sukienką bezą albo inną księżniczką, za miliony monet, ze świniakiem, z tortem kilkupiętrowym, orkiestrą, szesnastoma ciepłymi posiłkami, poprawinami, tańcami, oczepinami – no taki polski klasyk. Jak na klasyka przystało, częstokroć jest wyśmiewany.

Bezy, księżniczki i pedofile

No bo to wiocha, żal, zastaw się, a postaw się, stare wujki z ciotkami, co dupy obrabiają, my jesteśmy nowocześni, my to raczej bez ślubu, a jak już, to na wyspie, z przypadkowymi świadkami. A na pewno nie w kościele, bo księża to pedofile, wolę dać na dzieci chore, niż tym zwyrodnialcom płacić.

Z prosiakiem czy bez?

Poza wyspą jest też wariant ślubu cywilnego i obiad z najbliższą rodziną, bo weźcie przestańcie, nie znam własnej babci, a co dopiero kuzynki jej szwagra, co ja będę obcych zapraszała, zresztą kasy szkoda, więc myk do urzędu, potem szybki obiad i każdy rozchodzi się do siebie.

Są też miksy, można się hajtać w kościele i zrobić małą bibę, albo brać ślub cywilny i machnąć prosiak party, można też na wyspę zabrać rodzinę, szczególnie jak się jest piłkarzem, można też pewnie jeszcze parę kombinacji wymyślić, ale o tym może kiedyś, dziś skupmy się na tym, ile do powiedzenia w kwestii wesela mają młodzi i od czego to zależy.

Płacisz – decydujesz

Oczywiście od pieniędzy. Jeśli masz swoje, to możesz robić, co chcesz i decydować sam, jeśli nie, to tak naprawdę za każdy przejaw niezależności, na który pozwolą ci rodzice, powinieneś być wdzięczny. I nieważne, że to jest twoje własne wesele, a ty jesteś dorosły, bo miarą dorosłości nie jest to, że ty masz kogoś, kto będzie twoim mężem czy żoną, a to, czy jesteś w stanie zorganizować razem z tym kimś wspólne życie.

Pierwszym sprawdzianem jest wesele, które zupełnie nie wiem dlaczego, zwykle organizują rodzice. Oni powinni być gośćmi na nim, chyba że to oni znaleźli ci partnera, zawozili was na randki i małżeństwo jest aranżowane, to niech brną dalej i weselicho wyprawiają. Ale jak sami sobie wybraliście partnera, sami z nim sypiacie i prowadzicie dorosłe życie, to sobie na wesele uzbierajcie.

Czy ten uśmiech skrywa dziką wściekłość? Bywa i tak…

I wtedy nie będzie – albo być nie powinno – utyskiwań, że mama się wtrąca, tato kupił nie taką wódkę, że każą mi zaprosić zboczonego wujka, a przyjaciółki ze studiów nie pozwalają. Że wybierają miejsce, orkiestrę, a jak ja chciałam szarą suknię, to mama mnie prawie wydziedziczyła, bo wstyd na całą rodzinę. Gdy to oni stawiają, to oni decydują, więc utyskiwań, które wtedy się pojawiają ze strony młodych, kompletnie nie rozumiem.

Chcesz być dorosły? To bądź

Mieszkanie z rodzicami po ślubie też uważam za coś takiego, co owszem można zrobić, ale nie bardzo wypada się wtedy dziwić, że to rodzice są gospodarzami, a my musimy się dostosować do ich porządków i zwyczajów. Dlatego higieniczniej jest mieszkać osobno, samemu sobie wyprawić wesele i oznajmiając światu, że jest się dorosłym i zakłada rodzinę, faktycznie nim być. Poza wszystkim to ogromna frajda zaprosić rodziców na wesele i widzieć jak zmartwieniem mamy jest głównie kreacja, a nie zmęczenie takie, że nie wiadomo czy do północy wytrzyma.

Oczywiście to, że sobie sami wesele zafundujmy nie oznacza, że rodzina nie może pomóc w drobnych sprawach, że nie może zrobić nic. Jasne, że może, ale cała reszta powinna być po stronie młodych. I wtedy nieważne czy robią wesele na 200 osób, czy na 30, na kredyt czy nie, robią je dokładnie po swojemu.

Polecam ten styl.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa