Zaćmienie słońca w USA – szał, emocje i paranoja

Relacja z apokalipsy
13 minut czytania
1372
2
Agata Połajewska
Agata Połajewska
23 sierpnia 2017
fot. Agata Połajewska

Całkowite zaćmienie słońca w USA było wydarzeniem na wielką skalę. Miałam to szczęście, że mogłam w nim uczestniczyć. Jak wyglądały przygotowania, a jak rzeczywistość?

Szał przed zaćmieniem ogarnął zarówno tych, którzy marzyli o osobistym doświadczeniu tego niesamowitego zjawiska, jak i tych, którzy poszukiwali w tym wydarzeniu czegoś zdecydowanie ezoterycznego. W dziesiątkach grup na Facebooku rozgorzały ostre dyskusje nie tylko na temat lokalizacji, niezbędnych przygotowań, ale i teorii spiskowych związanych z zaćmieniem. Była to wielce pouczająca lektura, która dała mi wiele do myślenia o kondycji ludzkiej psychiki i przeciętnej wiedzy użytkownika internetu. Pomni ludzkich obaw i ułomności przedstawiciele stanów, przez które przechodził pas całkowitego zaćmienia, podjęli wszystkie niezbędne kroki, by zapewnić uczestnikom niezbędne informacje oraz odpowiedni poziom bezpieczeństwa. Zaowocowało to kompletnym szałem i masą informacji oraz wskazówek, które okazały się zbędne. Jednak troska o ludzi biorących udział w tym fantastycznym wydarzeniu zdaje mi się bardzo ujmująca, nawet jeśli polega na wzięciu pod uwagę najdziwniejszych ludzkich obaw.

Mapa zaćmienia w USA (fot. NASA)

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Aby zapobiec panice (jakkolwiek dziwacznie to nie brzmi) zmobilizowano tysiące ochotników do obsługi infolinii – władze spodziewały się dziesiątek telefonów od przestraszonych obywateli – w pasie zaćmienia, zwłaszcza w zachodniej części USA, nadal mieszkają dziesiątki osób, których wykształcenie nie należy (i to delikatnie rzecz ujmując) do starannych. W internecie zapanowało oczywiście oburzenie, ale pojawiła się też klasyczna pogarda wobec niewykształconych obywateli. Chętnie odpowiadano na nią przykładem z 1994 roku, gdy z powodu trzęsienia ziemi w Los Angeles nastąpiła przerwa w dostawie prądu. Na numer alarmowy 911 dzwoniło wtedy wiele osób – niekoniecznie bez dyplomów – przerażonych straszliwymi zjawiskami na niebie. Owe „zjawiska” to Droga Mleczna, która w wielkiej aglomeracji LA mogła zostać zauważona tylko podczas kompletnych ciemności. Więcej o samych przygotowaniach i ogólnym szale napisałam dla serwisu Crazy Nauka.

Do grupy niewykształconych trzeba doliczyć też wszystkich tych, którzy na skutek rozmaitych zaburzeń psychicznych upatrują w naturalnych zjawiskach atomowej apokalipsy, ataku zombie czy religijnego objawienia lub dnia sądu. Nie dziwi to specjalnie, jeśli wczytamy się solidnie w informacje dotyczące wsparcia medycznego dla osób cierpiących z powodu chorób i zaburzeń psychicznych. To ogromna bolączka Stanów Zjednoczonych.

Tu przyda się też ta perełka z internetu – pragnę wierzyć, że to naprawdę tylko żart. Pewna zaniepokojona matka z Teksasu w komentarzu do facebookowego wydarzenia napisała, że dość niefortunny zdaje jej się fakt, iż zaćmienie – ważne zdarzenie edukacyjne – następuje w poniedziałek, gdy amerykańskie dzieci właśnie wróciły do szkoły. Zaproponowała zatem przełożenie wydarzenia na weekend.

Można i tak…

Zapasy jak na wojnę, hotelowy szał

Wszystkich wyruszających w stronę pasa całkowitego zaćmienia uprzedzano również, że powinni zaopatrzyć się w wodę i pożywienie, bowiem restauracje i sklepy mogą nie nadążyć z zaspokajaniem potrzeb tysięcy turystów przybywających podziwiać zaćmienie. Uprzedzano, że sieci telefonii komórkowej nie uniosą obciążenia spowodowanego szałem przesyłania zdjęć i wiadomości oraz pisaniem licznych statusów na Facebooku. Tym, którzy wybierali się w oddalone od skupisk ludzkich miejsca doradzano także, by zaopatrzyli się w krótkofalówki umożliwiające pozakomórkowy kontakt z pogotowiem. W czasie zaćmienia często zdarzają się podobno zawały serca i omdlenia oraz ataki wywołane przeżywaniem skrajnych emocji.

Ręce zacierali jednak głownie hotelarze, którzy podnieśli ceny do absolutnie astronomicznych kwot. Wielu internautów żaliło się, że zrobione ponad rok temu rezerwacje były odwoływane, a ponowne próby ich dokonania kończyły się fiaskiem z powodu cen. Najlepszym przykładem może być sieć Motel 6, która zazwyczaj liczy za pokój dwuosobowy około 50 USD i w takiej cenie umożliwiała rezerwowanie pokoi hotelowych rok temu. Próba rezerwacji na dwa tygodnie przed zaćmieniem kończyła się pytaniem o akceptację ceny… 900 USD. Także popularne kampingi, których cena zazwyczaj wynosi od 10 do 20 USD podniosły ceny do nawet 300 dolarów za miejsce. Zaćmienie to ewidentnie szansa na interes życia.

Zwiastun apokalipsy (fot. Agata Połajewska)

Zaćmieniowy szał ciemnych umysłów

Teorie spiskowe to oczywiście temat na co najmniej dziesięć tekstów prasowych, wymagających konsultacji z psychiatrami, dość jednak powiedzieć, że zwolennicy teorii o płaskiej ziemi byli w internecie bardzo aktywni przez ostatnie kilka tygodni. Pojawiały się też zadziwiające artykuły na temat zupełnie innych aspektów zaćmienia i ciężko było stwierdzić z pewnością, że są to teksty satyryczne.

Dwa najlepsze znalazłam w serwisie The Atlantic, który słynie z intrygujących publikacji, jednak do dziś nie zdarzyło się, bym była czymś aż tak zafrapowana. Pierwszy tekst dotyczył teorii, że zaćmienie w ogóle nie będzie miało miejsca, a wieść o nim to wytwór żądnych pieniędzy i uwagi biznesmenów, pragnących wyciągnąć pieniądze od ufnych obywateli i turystów. W spisku miał brać także udział Amazon, co nieco nie idzie w parze ze spektakularną porażką serwisu, który nie zdążył dostarczyć setkom ludzi okularów do obserwowania zaćmienia i zmuszony jest dokonać refundacji liczonych w setkach tysięcy dolarów – to dopiero narodowa katastrofa.

Drugi tekst jest wyjątkowym zjawiskiem literackim i przypomina (poniekąd) o tym, że zaćmienie słońca jest zdecydowanie rasistowskie, bowiem wystąpiło w 2017 roku na terenach niezbyt obficie zaludnionych przez „people of color”. Pozostawię to na wszelki wypadek bez komentarza.

Rasistowskie wydarzenie… (fot. Agata Połajewska)

Jak naprawdę wyglądała sytuacja podczas zaćmienia?

Według doniesień nie było tak źle, jak władze przypuszczały wcześniej. Sama jestem żywym dowodem na to, że sieci komórkowe podołały postawionemu przed nimi zadaniu, choć – jak już wspomniałam – zachodnie Stany Zjednoczone mają szereg zalet nieznanych po wschodniej stronie, gdzie znajdują się większe skupiska ludzi. Ponieważ zaćmienie miało miejsce w poniedziałek, ruch na trasach dojazdowych był zaiste gęstszy, ale korki zaczęły tworzyć się dopiero po zaćmieniu i nie były szczególnie dotkliwe – pomijając te w okolicach miast, gdzie ruch turystyczny zderzył się z ze zwykłym poniedziałkowym. Wielka w tym zresztą zasługa służb policyjnych i informacji drogowej – radiowozy rozmaitych służb były dosłownie wszędzie i błyskawicznie reagowały na wszelkie zdarzenia. Na elektronicznych tablicach wyświetlano ostrzeżenia i wskazówki dla podróżujących – chyba nigdy w życiu nie byłam świadkiem tak fenomenalnej organizacji.

Na miejsce docelowe wybrałam położone w stanie Idaho małe miasteczko o wdzięcznej nazwie Atomic City (nie ma to jak obserwowanie zaćmienia w pobliżu reaktora), dogodnie położone na odludziu, choć w pobliżu dużego miasta. Ruch okazał się niezbyt natężony, komórki działały, a na stacji benzynowej można było spokojnie kupić kawę. Ludzie skupili się na niewielkich zatoczkach przy drodze, parkingach i ogródkach zorganizowanych naprędce przez właścicieli restauracji. Atmosfera była zdecydowanie piknikowa.

Tak było! (fot. Agata Połajewska)

Zaćmienie to przeżycie duchowe

Nie chciałabym szczególnie przesadzać, ale samo zaćmienie naprawdę budzi wiele emocji. Mają one szczególnie duże znaczenie dla integracji między ludźmi – wszyscy ze sobą gawędzą, wszyscy dzielą się swoją ekscytacją, zapasami czy miejscem przy piknikowym stole. Jednak prawdziwe emocje zaczynają się wtedy, gdy ze światłem dnia zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Powolutku robi się coraz ciemniej, choć słońce świeci jaskrawo. Nie ma to jednak nic wspólnego z normalnie zapadającym zmierzchem – być może chodzi tu o kolor światła, przyzwyczailiśmy się bowiem do bardzo określonych wrażeń podczas zachodów. W czasie zaćmienia robi się ciemnawo w sposób niepokojący. Powoli robi się też ciszej. Nawet brzęczące owady spuszczają nieco z tonu, ptaki milkną zdezorientowane, a ludzie zaczynają nerwowo chichotać. Tego uczucia niepokoju nie da się dobrze opisać słowami, ale istnieje za to słowo, które oddaje emocje podczas krótkich minut całkowitego zaćmienia – katharsis. Choć byłam skupiona na tym, żeby spróbować zrobić przyzwoite zdjęcie nieprofesjonalnym sprzętem, łzy napłynęły mi do oczu i zaręczam, że nie wynikało to z ilości światła atakującego moje źrenice.

Moment, w którym widzisz koronę światła wokół czarnego okręgu to coś, czego życzę absolutnie każdemu. Do tej pory nie miałam szansy tego doświadczyć – teraz gotowa jestem jechać kolejne tysiące kilometrów, żeby tylko zobaczyć to jeszcze raz.

Zaćmienie bywa niezdrowe

Okazuje się, że wszystkie ostrzeżenia są jak zwykle o kant dupy potłuc mało skuteczne. W internecie sporą uciechę budzi zdjęcie prezydenta Trumpa, który ze zmrużonymi oczami gapi się w niebo.

Jednak ta głupia wpadka, choć bawi, jest zupełnie normalnym zjawiskiem. Już w godzinę po zaćmieniu amerykańskie szpitale musiały borykać się ze sporymi kolejkami złożonymi głownie z ludzi, którzy narzekali na brak klarownego widzenia, ostre bóle głowy i plamy przed oczami. O kondycji ludzkiej inteligencji świadczy również fakt, że Google odnotowało znaczny skok wyszukiwania frazy „po zaćmieniu bolą mnie oczy”. W Nowym Jorku w szpitalach znalazło się wiele osób, które wyczytały w internecie, że całkowite zaćmienie można obserwować bez okularów ochronnych. W sumie racja, jednak zawiodła interpretacja. Choć Wielkie Jabłko nie znajdowało się nawet w strefie całkowitego zaćmienia, wielu mieszkańców miasta skupiło jednak wzrok na niebie. Niektórzy obserwatorzy niezbyt dobrze zrozumieli też, na czym polega fotografia otworkowa i takież projekcje – po prostu robili dziurkę w kartonie i… przez nią obserwowali słońce. Konsekwencje są dość bolesne. Prawdopodobnie za kilka dni dowiemy się, ile dokładnie ofiar pochłonęła ta „naturalna katastrofa”, będzie ich prawdopodobnie sporo. Odnotowano kilka przypadków ataków psychozy, jednak nie było to szczególnie powszechne zjawisko.

W szpitalach znalazło się też wiele osób, które postanowiły dla bezpieczeństwa przemieszczać się w specjalnych okularach chroniących oczy i umożliwiających bezpieczną obserwację zaćmienia. Najwyraźniej kwestii bezpieczeństwa nie przemyślano zbyt dobrze, na instrukcjach (z których tak często się śmiejemy) zapomniano napisać, że w okularach lepiej jednak stać lub siedzieć niż chodzić… Efektem są liczne złamania, zwichnięcia i poważne potłuczenia.

Dużo emocji, wspaniały widok… (fot. Agata Połajewska)

Podsumowując ostatnie dwa tygodnie mogę powiedzieć, że uczestniczenie w tym wydarzeniu było wyjątkowo intrygujące, emocjonujące i bardzo pouczające. Niecałe dwie minuty pełnego zaćmienia były jednym z najciekawszych zdarzeń w moim życiu – zwłaszcza, że był to mój pierwszy raz – ale wszystkie zdarzenia towarzyszące, wynikające na ogół z rozmaitych cudzych zaćmień, to naprawdę coś wspaniałego.

Agata Połajewska
Agata Połajewska
Dziennikarka, podróżniczka, redaktorka (i jeszcze parę rzeczy by się znalazło). Współpracowała z portalem gazeta.pl - współtworzyła serwisy foch.pl i weekend.gazeta.pl, pisywała artykuły kulturalne (niekulturalne też) oraz podróżnicze. Dziś pisze teksty dla serwisu Crazy Nauka
Mieszka i pracuje w internecie, choć wolałaby w Arizonie.
AUTOR

[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa