Czy życie cudownych dzieci zawsze jest cudowne?

Mali geniusze i wielkie problemy
11 minut czytania
1599
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
6 sierpnia 2017
fot. TVN/FOKUSMEDIA/NEWSPIX.PL

Dziesięcioletni Kamil Wroński jest studentem politechniki. Mająca tyle samo lat  Julia Cymbaluk właśnie została  masterchefem juniorem. A 12-letni Joey Alexander niedawno otrzymał dwie nominacje do nagrody Grammy. Cudowne dzieci podbijają świat, a ich życie jest fascynujące, choć nie zawsze można je nazwać idyllą.

Pół biedy, jeśli małolat, którego spotkamy w uniwersyteckiej auli, okaże się naszym wykładowcą. Gorzej, gdy taki młokos podejdzie do szpitalnego łóżka, na którym leżymy, i oświadczy, że to właśnie on będzie nas operował. Cudowne dzieci, niezależnie od tego, w jakiej dziedzinie są utalentowane, mają wspólną cechę – potrafią wprawić w osłupienie.

Młokos ze skalpelem

Do mieszkańca małej hinduskiej wioski w zachodniej części Himalajów, Akrita Jaswala, przyszli zrozpaczeni rodzice ośmioletniej dziewczynki.  Jako dwulatka uległa ona poparzeniu i od tego czasu miała zupełnie niesprawne dłonie, które zrosły się w piąstki. Fatalny status materialny ludzi nie pozwolił im na leczenie szpitalne. Akrit, słynący w okolicy jako doskonały medyk, podjął się przeprowadzenia operacji, po której mała odzyskała sprawność manualną. Kiedy wykonywał zabieg, był… o rok młodszy od swojej pacjentki.

Akrit Jaswal, rocznik 1993, został uznany za najinteligentniejsze dziecko w Indiach z ilorazem inteligencji na poziomie 146. Gdy miał 10 miesięcy, chodził i mówił. W wieku pięciu lat czytał Szekspira w oryginale. Mówiono o nim, że jest bardziej błyskotliwy niż sam Einstein. Miłość do medycyny rozbudził w nim ojciec, nauczyciel. Domowa biblioteczka chłopca pełna była podręczników medycyny, które studiował bez opamiętania. Jako 12-latek miał wyraźnie określony cel: wynaleźć lekarstwo na raka i AIDS i zostać najmłodszym laureatem Nagrody Nobla. – Chciałbym uwolnić ludzkość od chorób, cierpień i udręk. Gdyby mi się to udało, miałbym poczucie spełnienia – mówił w poświęconym mu filmie dokumentalnym pt. „Najmądrzejszy chłopczyk świata”.

Akrit, mimo że uwielbiał swoich rówieśników, z którymi dokazywał i grał w krykieta, jako 12-latek porzucił ich, by zostać najmłodszym w Indiach studentem Chandigarhn College, oddalonego o 500 kilometrów od jego miejsca zamieszkania.

Polityka pod batutą

Jaswal to niejedyny młodociany student, jakiego poznał świat. I niejedyny, który pokochał medycynę. Urodzony w 1990 roku Sho Yano, Amerykanin pochodzenia japońsko-koreańskiego, naukę na wyższej uczelni rozpoczął jako dziewięciolatek, ale dla osoby mającej iloraz inteligencji 200 to pewnie łatwizna. Mimo że cudowne dziecko fascynowało się naukami ścisłymi, potrafiło też pisać polityczne rozprawy. Ale najbardziej pierwotny talent objawiło w wieku czterech lat i było to… komponowanie muzyki klasycznej. Nim jednak Sho zaczął komponować, uczył się od najlepszych: jako trzylatek wykonywał utwory innego kompozytora uznawanego za cudowne dziecko – Fryderyka Chopina. – Do tego, bym rozwijał swoje talenty, namawiała mnie mama – podkreśla.

Tort z całkami

A jak reaguje mama, gdy jej syn w dniu swoich piątych urodzin rozwiązuje zadanie zawierające całki i pochodne? Można by przypuszczać, że z wrażenia nie jest w stanie upiec tortu. Ale nie dotyczy to mamy Kima Ung-Yonga z Korei Południowej, którego iloraz inteligencji to 210. Ta pani jest przyzwyczajona do „wybryków” swojego dziecka, które w wieku czterech lat władało koreańskim, japońskim, angielskim i niemieckim. Dziś, urodzony w 1962 roku, Kim zajmuje się inżynierią lądową.

Koszmary geniusza

Niestety, nie wszystkim rodzicom uzdolnionych dzieci przychodzi patrzeć na ich szczęście. Niektórzy muszą się mierzyć z dramatycznymi sytuacjami, w obliczu których stają ich wyjątkowe pociechy. Wynika to m.in. z nadwrażliwości juniorów, ich wycofania, poczucia izolacji,  niedopasowania do otoczenia czy rozczarowania, jakie przynoszą życiowe zmiany. Takie właśnie tragiczne okoliczności dopadły Williama Jamesa Sidisa, matematyka, socjologa i władającego 40 językami lingwistę, uznawanego za jednego z najinteligentniejszych ludzi w historii, którego IQ oceniano na 250–300. W wieku dziewięciu lat został najmłodszym studentem Uniwersytetu Harvarda, a później jego najmłodszym profesorem. Niestety, żył w towarzystwie ciągle powracających ataków nerwowych i to właśnie rodzice musieli podjąć decyzję o jego rocznej izolacji w zakładzie psychiatrycznym. Zmarł w 1944 roku w wieku 46 lat.

Wiliam James Sidis (1898-1944)

Indeks w tornistrze

Wydaje się, że w czasach nam współczesnych rodzice geniuszów są świadomi pułapek, jakie na nich czyhają. Gdy 12-letni dziś mieszkaniec ukraińskiej wioski, Witalij Neczajew, został najmłodszym w Europie nauczycielem akademickim, jego rodzice zapewniali władze Czerkaskiego Uniwersytetu Narodowego, które zaprosiły go na wykłady, że zrobią wszystko, by ich syn nie zapomniał, że nadal jest dzieckiem – mimo że namiętne czytanie książek dotyczących historii powszechnej jest zajęciem raczej niedziecięcym.

Ściśle z wykładowcami współpracuje również ojciec polskiego geniusza, 10-letniego Kamila Wrońskiego, który od zeszłego roku jest posiadaczem indeksu Politechniki Lubelskiej. – Było super – tymi słowami student podsumował swój pierwszy semestr na uczelni. Na zaliczenie musiał wykonać sterownik silników synchronizowanych z magnesami trwałymi, z czym poradził sobie doskonale. – Rozpoczęcie współpracy z politechniką było strzałem w dziesiątkę. Kamil ma dużą wiedzę, ale porozsypywaną. Dzięki nauczycielom nie tylko zdobywa nowe umiejętności, ale też porządkuje to, co już wie – mówił Patryk Wroński, ojciec Kamila. Dodaje też, że syn będzie uczestniczył w dużym uczelnianym projekcie budowy samochodu elektrycznego. – Nie zakładamy oczywiście, że na pewno ten pojazd zbuduje. Chodzi bardziej o to, żeby mógł się w ten sposób uczyć nowych rzeczy – podkreśla pan Patryk, dając do zrozumienia, że najważniejszy jest rozwój dziecka, a nie wywieranie na niego presji, by osiągnęło konkretny cel.

Gramy nie dla Grammy

Podobną, nieopresyjną, postawę prezentuje rodzina Joeya Alexandra, który został najmłodszym w historii muzykiem nominowanym do nagrody Grammy 2016, i to w dwóch kategoriach:  Best Improvised Jazz Solo oraz Best Jazz Instrumental Album. Miał wtedy 12 lat. Swoją pierwszą płytę wydał zaś, mając 11 lat. Tata Joeya, wielbiciel jazzu, zachęcał syna do słuchania Louisa Armstronga i innych klasyków gatunku. Okazało się, że te doskonałe wykonania wyzwoliły w chłopcu chęć gry na pianinie. I już pierwsze spotkania z instrumentem pokazały, że Alexander junior to, jak mawiają Amerykanie, child prodigy. Joey, z pochodzenia Indonezyjczyk, od 2014 roku wraz z rodzicami mieszka w Nowym Jorku, a do wielbicieli jego talentu należą Barack Obama, Billy Crystal i Bill Clinton.

Do Mensy bez pieluchy

Psychologowie podkreślają, że cudowne dzieci nie mogą się nudzić, dlatego rodzice ciągle powinni nadążać za ich poznawczymi aspiracjami.– Nie wiemy, skąd on to ma. Nie popychamy go do tego, sam uwielbia podejmować wyzwania. Bardzo szybko się nudzi, jeśli nie czyta, nie pisze lub nie układa puzzli – mówi Kerry Ann Kirby, mama Adama Kirby’ego, który przed czterema laty jako 2,5-latek wstąpił do Mensy, stowarzyszenia zrzeszającego ludzi o najwyższym ilorazie inteligencji. Mając dwa lata, znał już sto słów i umiał liczyć do tysiąca nie tylko w swoim języku ojczystym, czyli angielskim. Jednak chyba najbardziej intrygującym aspektem geniuszu Adama jest upodobanie do wszelkiego rodzaju instrukcji. Dzięki temu może nawet w pewnym stopniu wyręczać dorosłych i wpływać na proces swojego wychowania –  sam przeczytał poradnik dla rodziców, z którego nauczył się korzystać z toalety.

Z kącika w kuchni do „Masterchefa”

Wymiar praktyczny ma też talent 10-letniej wrocławianki Julii Cymbaluk, która niedawno wygrała drugą edycję programu „Masterchef Junior”. To, co przygotowała w finale,  znakomici restauratorzy określili mianem kulinarnych arcydzieł. Wiele dorosłych osób nie ma na swoim koncie tatara wołowego z czipsem z batata, raków „na tronie” czy fig z kremem migdałowym na sosie truskawkowym i pokruszonymi ciasteczkami. – Wielkim atutem Julii jest jej kreatywność i to, że nie boi się sięgać nawet po mało znane składniki potraw – mówiła Anna Starmach, jurorka programu. Dziewczynka zawsze kochała gotować i tę sztukę opanowała samodzielnie, nienachalnie zachęcana przez rodzinę. Mama mistrzyni, Urszula Bartoszewicz, tak mówiła w jednym z wywiadów: „Julia po prostu zawsze miała wolny wstęp do kuchni i uczestniczenia w przygotowaniach, miała swój kącik. Gdy babcie ugniatały ciasto, Jula lepiła dziwne stwory. Później zaczęła coraz częściej oglądać programy kulinarne, interesować się gotowaniem, śledzić blogi i oglądać filmiki […]. Im bardziej hobby się rozwijało, tym częściej Julka eksperymentowała”.

Julka Cymbaluk (fot. TVN/FOKUSMEDIA/NEWSPIX.PL)

Julia lubi rywalizację. Chodzi w końcu do szkoły sportowej. Jej specjalność to skoki z trampoliny. Regularnie bierze udział w zawodach, z których zawsze przywozi trofeum. Co ważne, dziewczynka, mimo woli walki i zwyciężania, szanuje konkurentów, co było widać w finale „Masterchefa”.

Mecenas na rzecz pokoju

Zdolnym dzieciom ten szacunek dla rówieśników nie zawsze przychodzi łatwo. Wynika to m.in. z faktu, że wielu rodziców bagatelizuje rozwój kompetencji społecznych u swoich uzdolnionych latorośli. Na szczęście nie jest to reguła. Uznany za genialne dziecko Gregory Smith (ur. w 1989 roku) jako 10-latek był już studentem. Ale miał też wielkie zacięcie do działalności społecznej. Zasłynął jako aktywista na rzecz pokoju i praw dzieci. Owocem tej aktywności jest założona przez niego fundacja International Youth Advocates (międzynarodowe zrzeszenie młodych adwokatów). Młody geniusz był cztery razy nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla.

University of Virginia: Gregory Smith opuścił mury uczelni jako szesnastolatek (fot. Bestbudbrian, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons)

Szczyty zabierają tlen

Czy genialne dziecko może zmarnować swój talent lub paść jego ofiarą? Tak. I zazwyczaj jest to wina jego otoczenia. Na pewnym etapie życia groziło to wspomnianemu na początku Akritowi Jaswalowi. Ratunkiem dla niego okazała się prawdopodobnie podróż do Londynu na zaproszenie prestiżowego Imperial College. Tamtejsi naukowcy chcieli poznać 12-latka, okrzykniętego najmądrzejszym chłopcem świata. Został również poddany testom psychologicznym, które wykazały, że jego wiedza ogólna jest wprawdzie imponująca, ale ta praktyczna: rozpoznawanie wzorów w bryłach czy odnajdowanie podobieństw na obrazkach, pozostawia wiele do życzenia. Stwierdzono, że potencjał intelektualny chłopca nie jest w pełni wykorzystywany z powodu niewłaściwej edukacji. Poza tym Akrit dowiedział się, że nie potrafi pracować w grupie, co jest niezbędne przy jego naukowych aspiracjach.

Skąd takie zawirowania w życiu młodego Hindusa? Otóż okazało się, że tęskni za ojcem, który bardzo go wspierał, ale, jak twierdził, poczuł się wypalony przecieraniem intelektualnych ścieżek synowi, walką z biurokracją i pertraktacjami z decydentami od szkolnictwa, dlatego opuścił rodzinę. Powiedział juniorowi, że skontaktuje się z nim, gdy ten osiągnie swój cel, czyli wynajdzie lekarstwo na raka i AIDS. Łatwo się domyślić, że takie postawienie sprawy zdemolowało życie emocjonalne nastolatka, który podporządkował się naukowym ambicjom. Zresztą nie tylko ojciec był tu winny. Akrit Jaswal w swoim kraju został okrzyknięty wybitnym medykiem, przypisywano mu też cechy boga Kryszny. Które dziecko obciążone takimi posłannictwami byłoby w stanie osiągać w życiu zadowolenie i normalnie się rozwijać?

Naukowiec z Imperial College, który zapoznawał przybysza z Indii z tajnikami swojej pracy naukowej, powiedział mu: „W swoim kraju za szybko znalazłeś się na szczytach, a tam jest mało tlenu. Musisz zejść na niziny. […] Nie ulegaj ambicjom i ciesz się życiem. Zawsze kiedy poczujesz presję, cofnij się o krok”. Ta bardzo obrazowa i trafna „przemowa” ma wymiar uniwersalny.

Rodzice małych geniuszów, żyjących przecież pod każdą szerokością geograficzną, powinni pamiętać, że mają do czynienia z dziećmi, których rozwój intelektualny często wyprzedza ten emocjonalny i społeczny. Dlatego warto wychowywać latorośl na nizinach, a gdy będzie gotowa do wspinaczki na szczyt, poszukać jak najłagodniejszego podejścia, bo najbardziej genialne dziecko to dziecko szczęśliwe.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze