Wiecznie winna, czyli co mnie wkurza w byciu kobietą

Oszaleć można!
5 minut czytania
30746
14
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
23 września 2017

To nie jest tekst o tym, jak dobrze być facetem a kobietą średnio. Nie chcę porównywać, bo nie wiem, jak to jest w męskiej skórze, ale chcę zwrócić uwagę na to, z czym mierzą się kobiety. Jest to wieczne poczucie winy, w ramiona którego pchane jesteśmy non stop.

Zaczyna się, kiedy mamy zaledwie kilka lat, a swój moment kulminacyjny ma wtedy, kiedy zostajemy matkami albo kiedy nie chcemy nimi być. No bo co z nas za nieludzkie stworzenia bez instynktu macierzyńskiego?!

Prosto, cicho, grzecznie

Po kolei. Najpierw dziewczynkę uczy się, że powinna wyglądać jak księżniczka, zapuszczać włosy do komunii, nie brudzić się, nie ganiać za chłopakami (to zresztą zostanie jej na dużo dłużej), w szkole ma być grzeczna, ma ładnie malować, literki stawiać równo i przynosić szóstki, no bo co to za młode damy, które tego nie robią? Mam wrażenie, że od chłopców się aż tyle nie wymaga. Właściwie to chłopiec, który nie rozrabia, nie biega, nie ciągnie za włosy dziewczynek, zbyt ładnie maluje i prosto siedzi, to jest jakiś dziwak albo – nie daj Boże – humanista!

Hola, panno! Co to za krzywa mina? Dziewczynka ma się ładnie uśmiechać!

Potem następuje okres dojrzewania i pierwszy stanik, z którego chłopcy strzelają z ochotą, a ty słyszysz od pani, że mogłaś czarnego pod białą koszulkę nie zakładać. Twoja wina. Przyłapana na całowaniu się z chłopakiem też obrywasz, bo chłopcy wiadomo jacy są, ale żeby dziewczyna?! Przeklinać i palić pod szkołą nie wypada, ale o ile u chłopaka to jeszcze ujdzie, o tyle u młodej panny raczej średnio. Pijana wracać do domu nie bardzo możesz, chłopak właściwie też nie, ale on czasem po prostu nie ma wyjścia, bo jak koledzy piją, to nie chce być gorszy. No ale dziewczyna?!

Casanova kontra kurwiszon

Wszem i wobec słyszysz, że masz się szanować, że masz chodzić przyzwoicie ubrana, że nocą się włóczyć nie powinnaś, dawać dupy też nie możesz, bo będziesz uchodziła za dziwkę, a dla odmiany twój kolega, który tę dupę będzie brał, za Casanovę. Jak on zrobi ci minetkę, to będzie cudownym facetem, który nie myśli tylko o sobie. Jeśli ty zechcesz zrobić mu loda, zostaniesz lachociągiem, który nie ma do siebie za grosz szacunku. Zawsze zrobisz coś nie tak, zawsze ubierzesz się nie tak, zawsze pójdziesz w złe miejsce i nigdy, ale to nigdy, nie powinnaś się dziwić, że coś okropnego cię spotkało, skoro styl na katechetkę i pokutnicę nie jest ci bliski. Bliski nie jest też autorce poniższego wpisu.

Dlaczego nie mogę wyjść wyglądając jak chcę, żeby jakiś facet nie złapał mnie za tyłek? 10 września, koncert Dezertera….

Opublikowany przez Zuzanna Zuzu Sekuła na 10 września 2017

W skrócie: dziewczyna poszła na koncert, gdzie jakiś obcy facet podciągnął jej spódnicę i złapał za tyłek. Zuzanna „rozdmuchała” sprawę i co usłyszała? Że bez przesady, to tylko klepnięcie, że wygląda jak szmata, to co się dziwi, że jak nie chce interakcji z ludźmi, to niech w domu siedzi, że no sorry, ale jak zakłada sukienkę, to sama daje zielone światło na macanie, a te kolczyki z twarzy mogłaby ściągnąć, bo wygląda to okropnie!

I znów to samo – wzbudzanie poczucia winy. Za krótka spódnica, za ładna twarz, za dużo kolczyków, więcej dystansu, a w ogóle to się ciesz, że ktoś chciał cię dotknąć. No i znikaj z Facebooka z takimi historyjkami, bo tylko wstyd sobie robisz.

Matka matce zołzą

Nie wiem, czy Zuzanna będzie kiedyś matką, jeśli tak, to ten post był dobrą szkołą życia, wszak matkom poczucie winy wpychane jest gardłem, nosem i odbytem przez wszystkich. Zaczyna się po porodzie – jak było cesarskie cięcie, to wiadomo, że wyrodna, a jak do tego nie karmi piersią, to egoistka, która nie powinna mieć dzieci. Poród i karmienie to jednak dopiero początek. – Gdzie on ma czapeczkę? Jak on jest ubrany? Nie smarujesz mu tej suchej skórki? Dajesz mu słodycze? Rozpieszczasz go, niedługo ci na łeb nasra! – i tak można wymieniać i przez tydzień. Powrót do pracy to też moment, w którym każdy będzie wzbudzał w matce poczucie winy, bo przecież jak to? Po pół roku wraca do roboty i dziecko do żłobka oddaje? Nagle taka ambitna? Z drugiej strony – jak to nie wraca wcale? Dobry powód sobie znalazła, żeby nie pracować!

Jeden z komentarzy pod facebookowym wpisem Zuzy

To ona jest temu winna

Co ciekawe, w tym wszystkim jest jeszcze ojciec, który jak przewija i kąpie dziecko, to jest cudownym facetem, doskonałym tatą i naprawdę jej się udało, że takiego znalazła/uwiodła/złapała na bobasa. A jak zrobi coś źle? No, zdarza się. Kto z nas błędów nie popełnia? Kto? Może ty, wyrodna matko?! Gorzej mają tylko te, które nie mają dzieci, bo co to za kobieta bez instynktu macierzyńskiego?! Weź się lecz, babochłopie!

To, co najbardziej boli mnie w tym, że dziewczyny wpędzane są w ciągłe poczucie winy, to fakt, że robimy to sobie same. Te fatalne komentarze, które czytamy pod informacją o tym, że właścicielka krótkiej spódnicy została zgwałcona albo klepnięta w tyłek, pochodzą w dużej mierze od nas, kobiet. To my się dziwimy, bo jak ona może się tak ubierać, tak szlajać, puszczać, to my wpadamy na pomysł, by dzieci, które pojawiły się na świecie przez cesarskie cięcie obchodziły „wydobyciny”, a nie urodziny, to my chętnie powtarzamy, że sama sobie winna, ma, co chciała i dobrze jej tak.

Dziewuchy, nie róbmy sobie tego. Bez poczucia winy żyje się naprawdę lepiej.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.